Serio, serio, niemal nic więcej nie robiłam, mój mózg zrzędził na każdy najmniejszy przejaw aktywności intelektualnej i pozwoliłam mu na to, niech ma. Czekając wszakże, aż mi się upiecze chleb, piszę te słowa noworoczne z zamiarem ich dokończenia i ujawnienia światu majestatu i wspaniałości wpisu. Majestat i wspaniałość polegają na tym, że uda mi się ów wpis o niczym właściwie doprowadzić do końca, no bo nie oszukujmy się, moja codzienność nie jest naznaczona świetlistością, że wszyscy czekają na jej kolejny odcinek. Ot, jak co dzień, wstaję, czynię ablucje i krzątam się po świecie lub gniję w fotelu i tyle.
Doprawdy nie da się mieć i udźwignąć więcej, niż ten spłachetek ziemi przykutej do naszych stóp, słup powietrza nad głową, nie da się sięgnąć dalej poza własne ręce ani zakreślić stopą koła o promieniu większym niż długość nogi, ale chyba trzeba to po prostu poczuć, zostawić na moment precjoza i wytapiserowane ściany, bezprzewodowe garnki, nierdzewne odkurzacze i choćby na moment, taką mroźną nocą, przy małym ogienku pod zimnymi gwiazdami móc sobie powiedzieć, to już tyle, to wystarczy, spocznij harcerzu.
A żeby nie było to polecę Wam książkę Gwiazdy zbłąkane w mroku Colina Meloya (przekład Maciej Studencki), którą to czytałam mniej więcej w czasie oglądania Stranger Things i bardzo paralelnie się zachowywała, co nie odbiera jej rzecz jasna fajności. Książka dla nastolatków, ale napisana z pazurem daje frajdę również rzepeciwemu czytelnikowi, czyli mnie. Grupa przyjaciół, stara rezydencja na klifie, tajemnicza rzecz wykopana podczas prac budowlanych i dziwni mężczyźni z notesami... robi się ciekawie, czyż nie?
A w Olsztynie mamy przystanek, na którym w deszczową noc grudniową oczywiście musiałam się znaleźć, bo akurat byłam na szkoleniu
Cudowny komiks Henryka, Jana Mazura i Mikołaja Ratki - Vaclav Drakulič jedzie do urzędu. Znacie ten stan, kiedy urzędnicy kompletnie nie słuchają waszych wyjaśnień? No to jeszcze raz przeczołgacie się przez mękę urzędów z Vaclavem Drakuliczem, sympatycznym starszym panem, który "nie nazywa się Drakula" i przez wiele lat nie wyściubiał nosa ze swojego karpackiego zamku aż do momentu, kiedy decyzją Sądu Administracyjnego, jego dom zostaje skonfiskowany z powodu wampiryzmu właściciela. Naprawdę chwyta za serce.
No i dwa komiksy Tadeusza Baranowskiego - Dramatyczne wydarzenia opisane od niechcenia, to zbiór dwóch miniserii pasków - Przygody Twistującego Słonia Twisti (z łamów Wyborczej) i Przygody Misia (z Misia), to dla miłośników i kolekcjonerów twórczości autora. Drugi zaś to kontynuacja przygód Kudłaczka i Bąbelka, w których pojawią się wszyscy bohaterowie poprzednich komiksów, czyli Orient Men, wampiry, Profesorek Nerwosolek, Wódz Wielki Niepokój i inni - Na wypadek wszelki, woda, soda i bąbelki (oraz Kudłaczki), tak brzmi tytuł w pełnej krasie.
Ponieważ jest śnieg, zrobiłam bałwanka
A tak wyglądał mój świąteczny miszmasz szkolny

:-) och zapragnęłam teraz znów gór i schroniska...
OdpowiedzUsuńnawet bez ogniska. spaliśmy w starym pensjonacie i malutkim pokoiku ale tylko jedna noc i na góry mogłam sobie tylko popatrzeć :-(
z krupówek.
dobrego roku. dobrych ludzi nadal. i tyle wystarczy.
ach no i strendzertinks no mnie zryczał i szkoda, że już koniec.
Usuńno ja też beczałam jak bópr!
Usuńco do gór, pamietaj tyle wystarczyło, przecież z innego miejsca mogłabyś nie widzieć ich wcale, prawda? :)
Usuńwiesz ale ja jestem człowiek gór, ja za górami tęsknię i czuję ból fizyczny, gdy za długo nie widzę. te nasze wyprawy to raczej nie po płaskim albo inaczej, płaskie owszem ale musi być górska opowieść, no musi. w każde wakacje i zimą też. a w polskich Tatrach już dawno nie byłam.
UsuńMnie to wasze ognisko rozczuliło bardzo...
owszem niewiele trzeba, zapach, góry, fajny człowiek obok i książka...i może jeszcze kieliszek dobrego winka ;-)
Usuńksiążki od ciebie sobie zapisuje.
Wierzę i znam (to o górach), na szczęście ja jestem człowiek zewsząd, więc szybko się dopasowuję. Ogniska to immanentna część mojego świata, Reteska stwierdziła kiedyś na widok kolejnego zdjęcia kolejnego zestawu przyjaciół w tych samych kocykach przy ognisku: "a my ciągle tam siedzimy..." i to chyba udatne bylo spostrzeżenie
UsuńTeż mieli my ognisko pod gwiazdami i w śniegu i w dobranym niedużym gronie dobrych ludzi.
OdpowiedzUsuńSpecjalnie postawiłaś księżyc bałwanowi na czarodziejskiej różdżce?
A jeśli Ty wyszłaś z szafy jako miłośniczka odśnieżania, to i ja się przyznam - uwielbiam!
Mieszkam więc w dobrym miejscu - bo tu jednak często śnieg pada. A zimę też bardzo lubię - nawet jeśli czasem nie stać mnie na aktywności fizyczne, to bardzo doceniam to specjalne światło, w dzień i w nocy.
Biorę Twoje życzenia, niech się spełnią jak największej ilości ludzi.
Specjalnie postawiłam :D mam jeszcze z księżycem jako guzikiem na garnku Bogdychanów. Kocham śnieg i odśnieżanie vs inne prace, zawsze daje wynik 1:0
UsuńOdśnieżanie wygrywa mi z prawie wszystkim.
UsuńI jest ostatecznym ciosem w grze - kamień, nożyce, papier! :D
Usuń"Ojezusiemaryjo! Dlaczego "zarumienione poranki" krwawo Ci wrzeszczały?!
OdpowiedzUsuńznasz to uczucie wyglądania przez okno o świcie i wyjścia w piżamie z bosą stopą wprost w mroźny poranek? To jest właśnie to uczucie na niebie :)
UsuńNie znam, nie ze mną takie numery!
Usuńczyli masz jedno doświadczenie w plecy! ;D a teraz jest po temu okazja!
UsuńNiemals! Po śniegu w letnich klapeczkach na bose stopy chodziłam i nic to takiego. Ale oglądać wschód słońca?! Wstać w środku nocy?! Nie ze mną te Brunery, numer!
Usuńnic to takiego?! o ty heretyku! to jest najcudniejsza sprawa na świecie! Lub jedna z nich :D
Usuń" Bo kiedy przychodzi ochota na wpis, to albo zbyt głupie i banalne, żeby w ogóle zapisywać, albo ważkie i niemiłosiernie nadęte, wymagające stosownej obróbki oraz przycięcia do rozmiarów czytajnych internetowo, czyli krótko i na temat. Właśnie wtedy ta ochota flaczeje i słania się w okolicy kostek.". Otóż to.
OdpowiedzUsuńFajną zimę masz i super spędziłaś czas:) Zdjęcia - wszystkie- radosne, klimatyczne, optymistyczne. Tak pięknie opisujesz rzeczywistość, świat, przyrodę, że tylko można westchnąć z zachwytem:) Pisz tak dalej, ciepło się od Twoich opisów robi, mimo zimy i mrozów.
Najlepszego całego tego roku, Wuszko.
Trochę muszę się zmuszać do pisania, żeby nie upadła mi komunikacja pisemna, ale wszechświat jeden tylko wie, jak cholernie jest to trudne, coraz bardziejsze
UsuńJa tam pasjami lubię banalne wpisy, ale takich coraz mniej na blogowisku, szkoda. No i chyba jestem ostatnim dinozaurem, który nie widział Stranger Things (może koszulkę z takim napisem mógłby mi przynieść Mikołaj?)
OdpowiedzUsuńTwój bałwan wygląda na wielce zadowolonego z tu i teraz, błogość na jego bałwanim obliczu jest niepodważalna. To i Tobie, i nam wszystkim takiej błogości w nowym roku życzę:-)
Ja też lubię banalne, ale czytać, zaś z pisaniem, to już inna parafia, bo wtedy właśnie zjawia się ten niepokój. Też długo wzbraniałam się przed ST, podjęłam kroki pod wpływem ucznia z mojej klasy, który jest w tym serialu zakochany, no i wsiąkłam, cudowny serial sf o przyjaźni, o nadziei z niej płynącej. Bałwan jest sytym sybarytą, podobnie jak jego twórczyni :D
Usuń