Mus zgarnąć trochę papieru z przestrzeni roboczej, więc korzystając z okazji że bardziej mi się nie chce niż chce, oraz mrocznego postanowienia, że kiedy będę miała możliwość i ochotę nierobić, to nierobiła będę, bo odpoczynek obecnie w moim życiu jest jakby luksusem, zapiszę dzielnie na blobie kilka wyrazów na temat.
Nie zbiera się jabłek z tego sadu, to jedna z książek Wojciecha Koronkiewicza, białostockiego dziennikarza, zapalonego rowerzysty i świetnego gawędziarza, który dostrzega i nowe i stare, a rzeczy ogląda z czułością i z tą samą czułością próbuje chronić przed zapomnieniem. Jego "rowerowe" książki zabierają w świat duchów Podlasia, w cień wilgotnych murów starych kościołów i drewniane deski cerkwi, w leśne uroczyska. Pan Wojciech doskonale przekazuje emocje, nie wzbrania się przed odczuwaniem strachu, czy respektu nawet tam, gdzie jego pragmatyczny umysł próbuje mówić - to niepoważne. Odwiedza miejsca związane z podaniami, wierzeniami, cudami, rozmawia z ludźmi, splata z opowieściami refleksje o własnym życiu, a wszystko to w krótkich opowiadaniach, minifelietonach napisanych lekko, ciekawie i z uczuciem. Inne jego książki to Z Matką Boską na rowerze, Podlasie zdrowo zakręcone, czy Życie seksualne kajakarzy. Polecam.
Książki Marcina Mortki poznałam przypadkowo, dość późno, dzięki mojej chrześnicy, a właściwie bratu, który mi je polecił. Dla miłośników mistrza Sapkowskiego to gratka, bo Mortka pięknie czerpie ze wzoru. Piszę - pięknie, bo nie jest to żadne rżnięcie, czy wzorowanie, choć oczywiście nie można uniknąć odczucia inspiracji. Ale jest to inspiracja w dobrym stylu. Przesympatyczna banda Kociołka, karczmarza z talentem do pakowania się w przygody i jego drużyny do "zadań specjalnych", w której skład wchodzą krasnolud, elf, goblin, świątobliwy rycerz i kapłan-mag naprawdę zdobyła moje serce. Tym samym zrobił to autor. Cykl Drużyna do zadań specjalnych, Marcin Mortka
Wraz z pojawieniem się serialu Rycerz siedmiu królestw, przeczytałam książkę Geoge R.R. Martina i choć mam mu za złe i uważam, że powinien zapłacić nam, wiernym czytelnikom sroga karę za niedokończenie cyklu smoczego, to Rycerz jest zacną fantasy, spokojną, bez fajerwerków fabularnych, a przecież wciągającą. Jasne, że smoczy cykl na wstępie się do tego przyczynia, ale Martin jest dobrym pisarzem, wiec książka napisana jest dobrze, a serial świetny.
Po książkę Karoliny Sulej, Rzeczy osobiste sięgnęłam z powodu jakiegoś kiedyś komentarza na FB. Komentarz, dość agresywny, wyrażał oburzenie związane z tym, że osoba w kryzysie bezdomności prosiła o ładną sukienkę. Nie jest tu istotne, co w tym komentarzu dokładnie było, ale istotna jest myśl o tym, co utrzymuje nasze głowy nad powierzchnią wody. Przywołałam wtedy w odpowiedzi na ten komentarz słynny już moment, kiedy kobiety po wyjściu z obozu zagłady przede wszystkim prosiły o szminkę i szukając w sieci linku do artykułu na poparcie tej mojej wypowiedzi, natknęłam się na tytuł książki. Trochę się wahałam, bo jako osoba mocno przeżywająca rzeczy, raczej nie sięgam po literaturę martyrologiczną, czy wojenną, ale pomyślałam, że ta książka pokaże temat nieco inaczej. Nie myliłam się, Karolina Sulej przepięknie, z niezwykłą delikatnością, zrozumieniem i empatią zgłębia temat mody obozowej, dotyka punktów czułych i wrażliwych. Emocje prowadzi tak, że moje własne budowały się niepostrzeżenie i rozsypałam je dopiero na koniec książki. Rozładowałam płacząc jak bóbr, kiedy autorka opowiada już o uwolnieniu, kiedy wszystko się kończy. Niezwykła książka, ważna dla nas także dzisiaj, choćby w rozumieniu osób, które w społecznej opinii powinny być wdzięczne za "bylejakość",a nie są.
To tyle







































