sobota, 24 stycznia 2026

Pokaż mi swój życiowy bagaż, a powiem ci jaka torba

 Zwichnął ktoś z was kiedyś palec w czasie snu? Ja do dzisiaj też nie i doprawdy nie mam pojęcia jakim cudem się to stało. Spoko, już nastawiłam i mogę robić dzięcioła na klawiaturze (nie tym palcem wszakże). 
Obejrzałam przedwczoraj miniserial polski Aniela z Małgorzatą Kożuchowską w roli głównej, z fajnymi rolami Cezarego Pazury, Gabrieli Muskały, Filipa Pławiaka, Renaty Dancewicz i młodych raperek.  Zrobili ów Kuba Czekaj, Jakub Piątek i Paweł Demirski i zrobili go dynamicznie, z polotem i kolorytem. Tytułowa Aniela (M.Kożuchowska) zostaje wyrzucona z bogackiej strefy komfortu w betonowy światek Pragi i tam, czasami machając rozpaczliwie rękami, próbuje utrzymać głowę nad powierzchnią chodnika. Dziewucha jest lekko chaotyczna, trochę histeryczna, ale sprytna i mająca w sobie coś, co sprawia, że rzeczywistość się o nią rozbija, jak o falochron. Co tam będzie po kolei, to już każdy sam sobie obejrzy jeśli będzie chciał, tylko nastawcie się na dodającą specyficznej masłowszczyzny, wulgarność, co mi w ogóle nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bawiłam się nią znakomicie. W ogóle mamy w serialu sporo tropów, odniesień do rzeczywistości, popkultury, postaci ze świata, co stanowi smak dodatkowy. Żwawy montaż, trochę teledyskowy, sporo dobrego humoru, wątek romantyczny, dydaktyczny, gangsterski, właściwie niczego więcej nie chcę od tego projektu i znakomicie się oglądając bawiłam.

z innej mańki

Czuję feblik do torebek i gdybym miała garderobę, chętnie miałbym tych torebek bardzo dużo, a i bez garderoby trochę ich mam i z wieloma z nich związane są moje wspomnienia, splecione są z nimi uczucia moich przyjaciół do mnie, a i moje do nich rzecz jasna. Nie pokażę wam wszystkich, a tylko kilka, bo wypadły z szafy podczas grzebantosa.

Ta dżinsóweczka to efekt działań Bińki, z którą zetknął nas los na forum poetyckim jakieś srogie lata temu. Bińka jest niezwykle utalentowaną osobą i szyje, wykonuje przecudne cuda, a mi kilka lat temu sprawiła tę torbę, którą zużywam świątek piątek i niedziela, bo pasuje mi do wszystkiego. Ta torba sprawia, że czuję się swobodnie, zamaszyście i młodzieńczo, no i mogę się tam z całym dobytkiem koniecznym do obsługi rzeczywistości*,  pomieścić.

* jak elektryczna taśma izolacyjna, śrubokręt czy meteoryt



Pomarańczową zamszówkę z koralikami dostałam od przyjaciółki Rady, z którą znamy się od studiów, z którą zjeździłam Warmię, i z którą wiążą mnie dzikie eskapady, o których przez szacunek dla oczu i serc czytaczy, nie opowiem. Lubię energetyczny kolor i fakturę tej worko-torebki, kiedy ją wybieram, wracam do czasów studenckich, do bycia kolorowym ptakiem przekonanym, że świat należy właśnie do niego. Choć z Radą widujemy się rzadko ze względu na spory dystans naszych miejsc mieszkania, to ona zawsze mieszka w tej torbie przecież.



Zwykle podróżuję z plecakiem, małym lub himalajką, w zależności od rodzaju wyjazdu, jednak na tzw wyjazdy nadzień, biorę tę uroczą walizeczkę w kształcie teczki. Znalazłam ją w szmateksie i zakochałam się na zabój. Jej  butelkowy kolor przydaje mojemu outfitowi fasonu, a model mówi światu - oto kroczy kobieta elegancka, a nieostentacyjna, rozważna i romantyczna.

Szara filcowa torba z kotkiem, to nieprzypadkowy prezent od Grześka i Gagatki, przyjaciół, których poznaliśmy w Erywaniu i nikt z nas nie spodziewał się,  że przypadkowe spiknięcie się na chodniku nocą, wspólne mieszkanie w hostelu zaowocuje długoletnią i cudowną przyjaźnią. Stali się, Gagatka i Grześ członkami mojej rodziny i choć dorosłe życia pozbawiają nas tak częstych, jak byśmy chcieli spotkań, to zawsze noszę ich na ramieniu, kiedy zakładam tę torbę, a jest ona na zmianę z czarną filcowaną w różowo-czerwone kwiaty, wybierana na rauty, do teatru i galerii sztuk wszelakich, jako lekko nieoczywisty komponent kreacji eleganckich, a co!


Torbę w całości sporządzoną z elementów ciężarówek (plandek i pasów) dostałam od siostrzeńca, przytargał mi ją ze Szwajcarii, gdzie swojego czasu była krzykiem modowym i kiedy ją zobaczyłam, wpadłam. Pasuje do mocnych ciuchów, sygnalizuje, że nie za mną te numery Bruno Schultz no i ze dwa razy wyprawiła mnie na manowce bezpieczeństwa, bo zapomniałam przez nią zapiać pasów. Pasek tej torby jest z pasa właśnie i mając ją przewieszoną na skos, uznałam, że ón właściwy pas samochodowy już jest na miejscu.

Anekke i  jej kotek Towanda to bohaterowie hiszpańskiej firmy torbiarskiej  używającej ekoskóry, sztuki i marzeń. Każda seria opowiada jakąś historię, wiąże się z jakimś tematem inspirującym lub  poruszającym ludzi. Moje torebki pochodzą z dwóch różnych serii, jedna oddaje hołd muzyce i modzie energetycznych i kolorowych lat osiemdziesiątych, druga to podróż w głąb ziemi, a  ja kocham geologię, więc zniosłam jakoś jej kolor brązowy (na co dzień używam go rzadko. Ich torby są  świetnie wykonane, mają cudowne i co ważne, znakomicie przyszyte detale, no i w ogóle i w szczególe są ach. Czuję się z nimi jakby luksusowo



I torba dzierganka od Eli, przyjaciółki mojej siostry, która to przyjaciółka (polonistka) jest wierną kibicką mojego pisania. Obok torby chusta również dzieło Eli. Jest w Eli niezwykła dobroć, ciepło i życzliwość, które objawiają się w każdym splocie jej prac. Zakładając je, czuję moc tego szczególnego wewnętrznego elinego słońca.

I chociaż jestem sobą naga, to zmieniajac outfity, mogę sobie różne aspekty wuszkowości wyciągać i chować, bawić się nimi, korzystać z ich barwy, przyglądać się im i wystawiać, jak oręż przeciwko dementorskiej szarzyźnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz