13 lipca 2025 (niedziela)
Wylatujemy z Szopinuszki, a na przesiadce w Stambule trwonimy czas ganiając się z pilotem naszej grupy. Serio, trochę to było zabawne, ale że przez 10 godzin prawie?
*
14 lipca (poniedziałek) - Astana,
Hotel G-Imperior o nazwie szumnej i dumnej jak samo petromiasto świecące w słońcu jak, no tam, jak kto woli i w tym wrzącym słońcem powietrzu, przyrzekam, widać bąbelki! jakieś jeściu, później spacer główną promenadą aż do astańskiej kuli wznoszącej się na wysokościach,


Wieża widokowa Bajterek, którą naszkicował na serwetce(ponoć) sam Nazarbajew (prezydent Kazachstanu)
*
15 lipca (wtorek) Park Korgalzhyn
No to jedziemy, podskakując na wybojach drogi przez step, tniemy płaszczyznę aż do pełnego przepięknych jezior parku narodowego Korgalzhyn.
Trzeba przywyknąć, że w Kazachstanie, kiedy na mapie coś jest obok, oznacza to w cholerę terenu do pokonania, a i sama mapa zajmuje pół łóżka i ma dwie strony.
W rezerwacie flamingi, żurawie stepowe i co sprawia mi najwięcej uciechy - suhaki! 
Tak mało czasu, a chciałoby się przez tę trawiastą płaskość iść i iść, w tym ostrym słońcu.
Ale trzeba wracać
W powrotnej drodze wyszukujemy małą rodzinną knajpkę w skleconej wydawałoby się naprędce wioseczce i zjadamy tam pyszne żarło wyciągając swoje skurzone osoby na tapczanach, gawędząc z miejscowymi dzieciakami. O 3 w nocy gnamy na pociąg, który ma nas zabrać do Karagandy
*
16 lipca (środa) Karaganda, karłag DolinkaJako, że jedziemy tzw obszczim (czyli każdy śpi na głowie kogoś innego), jest wściekle gorąco i megaciasno, ale nie aż tak źle, jak to pamiętam z powrotu z Syberii przez Moskwę i Katyń. W Karagandzie ładujemy plecaki do przechowalni i ruszamy autobusem lokalnym do Dolinki, a później pieszo do karłagu, jednego z największych stalinowskich obozów pracy przymusowej.
Krajobraz górniczy, zdewastowany, sprawia wrażenie opuszczonego, dźgany ostrymi drutami słońca, nagrzewający się jak patelnia, ten upał nie opuści nas niemal przez cały pobyt.
W oczekiwaniu na wejście rozmawiamy z chłopcem, który jest z pochodzenia Polakiem, bardzo dobrze mówi po polsku, opowiada o losach rodziny, o codzienności Polaków w Kazachstanie. Nie, nie mówi źle, raczej o tym, że wszyscy borykaja się z trudnościami, często wyjeżdżają do pracy za granicę, ale też że są zadowoleni z prezydenta, ot takie codzienne sprawki. Muzeum karłagu prześwietne, doskonale zrobione, bardzo poruszające. Co prawda na początku nie mamy przewodnika, bo trzeba było go chyba wcześniej jakoś bukować, czy sama nie wiem, co tam wyszło, ale od czego jest szczęście ofermy? Dostrzega nas starsza pani, więc rozpoczynamy z nią rozmowę, w którą chętnie wchodzi i zaczyna nas oprowadzać, wspaniale to robi i widać, ze bardzo cieszy się naszym zainteresowaniem, pytaniami (później okazuje się, że to dyrektor tego muzeum).
W parku trafiamy na festyn. Teren jest wielki, pełen straganów, śmiejących się dzieci, zakątków z placami zabaw, wesołym miasteczkiem, mydłem i powidłem. Hałaśliwy, żywy po zmroku, kiedy słońce nareszcie daje odpust zupełny.


















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz