wtorek, 6 stycznia 2026

kupa mięci

I budzę się dziś nad ranem z imieniem i nazwiskiem Ferenc Karszosz, które to miano pochodzi z książki No cóż, za moich czasów, Klary Feher i od razu przypływa podpięta do niego nazwa Balamber, który był stateczkiem z kory niosącym marzenie bohaterki tej książki. Ani o tej książce myślałam, ani jej od dzieciństwa nie czytałam, a proszę, wdrapało się przez zaspę pamięci i macha do mnie ni z gruchy ni z pietruchy. Idę na Górkę Życzeń, człapię w śniegu i zastanawiam się, jaki jest mechanizm wyskakiwania takich wspomnień, współdzielą szlak nerwowy z innymi? Może podczepiają się w kartotece komputera pokładowego pod ten sam rejestr? Muszę pokopać, z ciekawości, rzecz jasna, nie że jest mi to do czegoś potrzebne.

 
A propos pamięci, to rankiem przeczytałam piękną książkę o pamięci właśnie: Król Warmii i Saturna, napisaną przez Joannę Wilengowską. Jest to książka osnuta na fragmentach życia Warmiaków reprezentowanych tu przez autorkę i jej ojca . Historia kursuje jak wielowymiarowa winda, z jedenastego piętra olsztyńskiego bloku, pomiędzy pagórki Stawigudy, ciągnie nas w czasie w tył, w przód i wypluwa z powrotem na chodnik, gdzie nas zostawia.
Joanna Wilengowska operuje przepięknym językiem udatnie łącząc warnijsko godke z niemieckim i  poetycką polszczyzną. Konstruuje myśli precyzyjnie, ale jednocześnie mistrzowsko tka ze słów koronkowe obrazy, pajęczynę wspomnień ojcowskich i własnych. Obrazy ciepłe, groźne, zabawne, bolesne, wszystko takie zwykłe, bez patosu z pomponami, ludzkie.
 Poznajemy warmińskość przez pryzmat zwykłego, ale też niezwykłego człowieka, w bagatelnych, rzucanych czasem "przy okazji" zdaniach, zgromadzony jest ciężar czasu, i smutek, i strach, i te radości wszelakie.  Ojciec, tytułowy Król Saturna jest wielowarstwowy. Autorka maluje go  jako dumnego stanowczego króla, ale także kruchego staruszka, jego majestat jest niepozbawiony poczucia humoru i oświetlony ogromnym ciepłem spojrzenia córki. Przez książkę płynie nostalgia, jednak nie jest ona z gatunku tych romantycznych, to zwykła, swojska nostalgia, za podwórkiem dzieciństwa, smakiem tamtego chleba z tamtą solą. Nawet jeśli akurat Warmia nie jest komuś bliska, warto zanurzyć się w tę książkę dla samej opowieści, jej urody i klimatu. 

"Król jest weteranem walk, a jego ciało polem bitwy. Tu rozgrywały się potyczki o zastawkę mitralną; żebra kilkukrotnie rozchylano, by wpuścić dragonów ratujących serce, transzeje i okopy zył przekopywano na nowo, by były drożne. Dzięki temu znamy zakamarki wszystkich SOR-ów w mieście, tajne przejścia i ujęcia wody, sztuczki medycznej dyplomacji

(...)

Jako księżna - a nawet czasem sobie myślę nieśmiało, że dziedziczka - królestwa, czuję się tu u siebie. To wszystko jest króla, oczywiście, bo to król jest emanacją królestwa, ale jako jego córka, jako krew z krwi, charakter z charakteru, też jestem posiadaczką Warmii. To wszystko moje. Moje! MOOOJEEE! Gdziekolwiek spojrzeć, wszystko moje. Tu mam siłę. Dlatego jeszcze nie dostałam tutaj mandatu za parkowanie na zakazie oraz ignorowanie parkometrów. Nikt się nie ośmielił, wiadomo. Moje.

(...)

Ojciec:

- Dzisiaj polecę z kosmitami. Zrobię się cieniutki jak papierek.

Ja:

- Dokąd?

Ojciec:

- Na Saturna."

(Fragmenty książki Joanny Wilengowskiej, Król Warmii i Saturna)




5 komentarzy:

  1. Tego Król Warmii chętnie przeczytam. Lubię fabuły osnute wokół historii regionów. Cieszę się, że wraz ze śniegiem, przybyła do Ciebie ochota na pisanie postów:). Tylko tak dalej- życzę sobie, bo lubię tu bywać. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z tym chudnięciem, to nie tak od samego odstawienia słodyczy. Wspomagam wątrobę ostropestem i jelita tymi wszystkimi bio. Działa.

      Usuń
    2. ostropestu używam już od 6 lat z okładem, oćwiczam ciało, unikam obżarstwa, ale jak wyżej wzmiankowałam, jestem na to skazana :D. Tp nie tyle śnieg, choć zacny, tylko potrzebowałam 2 tygodnie potrwać w katatonii, taka byłam zmęczona; i dopiero teraz, od 3 dni zaczęłam normalnie funkcjonować, a tu znów trzeba w kierat, ale na szczęście dwa tygodnie ferii, możliwe, że utrzymam blogową passę, choć nigdy nie wiadomo! Mam jeszcze na karku zaległy kazachstan, mus więc jakoś się wyrobić :D

      Usuń
    3. Cieszę się, ze bywasz! Bardzo! Cieszę się, że są jeszcze bywalcy nawet kiedy długo mnie nie ma. Dziękuję <3

      Usuń
    4. O, i Kazachstan, super. Bywam i nie zamierzam przestać:)

      Usuń