niedziela, 28 listopada 2021

Kreaturia w okienku

 A gdyby ktoś chciał posłuchać, jak gadam jakieś straszliwe głupoty, a także zobaczyć jak wygląda ponury Grzegórz Ósmy, to zapraszam do obejrzenia wczorajszego spotkania.

link do

czwartek, 25 listopada 2021

jaskinia

 Liliowe światło wlewa się przez tylną szybę do wnętrza poloneza. Łudzi swoim ciepłym, przytulnym kolorem. Czekam na siostrę i szwagra, którzy robią ostatnie przedświąteczne zakupy. Na tylnym parapecie samochodu leżą najcudowniejsze cuda, dziecięce loteryjki, których miałam nie widzieć, ale widzę, bo czujne dziecięce oko znakomicie wyłapuje sekrety nawet jeśli rzucone są nonszalancko. Nikt nie przechytrzy dziecka. To loteryjka z obrazkami, które przenoszą mnie w sam środek świątecznego serca naśladującego staroangielskie pocztówki. Teraz wiem, że tamte obrazki są kiczowate, są tym fatalnym ilustratorstwem, które opanowało na jakiś czas wiele książeczek dla dzieci, ale dla mnie wówczas był, ze względu na to liliowe światło i zabarwiony nim śnieg, i szczypiący na zewnątrz mróz, i powolne paprocie szronu na oknach poloneza, była to najcudowniejsza tajemnica, której nie wolno było zdradzić. Nikomu.

Dziś szłam w pola, liliowe światło wyciągnęło mnie z domu. Myślałam o strachu, o ludziach w strachu  umierających, o ludziach umierających bez nadziei, bez kiczowatej loteryjki z obrazkiem wielkiej choinki, ale bez widma babci Dziewczynki z zapałkami, która przytuli i ogrzeje. Myślałam  o tym, jakie będą  gasnące wspomnienia tych, którym odbiera się nadzieję. Wczoraj przepłakałam wieczór, przedwczoraj, przedprzedwczoraj...
Robię co mogę i umiem. Dziś na chwilę, schroniłam się cała w tym liliowym świetle.

https://crm.ocalenie.org.pl/civicrm/contribute/transact?reset=1&id=3&lang=pl


A ponieważ dzieci są czujne, uważne i mają swoje własne pytania oraz chęci, to moja klasa działa tak. Jestem z nich dumna

kliknij tu. akcja klasy 7.

poniedziałek, 15 listopada 2021

same dziady

 Długi łikend ambiwalentny do samej kości, bo dużo dobrego i wesołego wymieszane ze smutnym. Panna Łaskotka, to owo smutne, wesołe zaś to przyjaciele i spotkania na żywo oraz online.

Tak właśnie mnie Kubuś przedstawił w kole filologów GUM-u i było spotkanie online

https://www.facebook.com/342913689597935/posts/979066715982626/

Na spotkaniu byłam lekko zestresowana, ale Kubuś rzekł, że było dobrze, więc mu wierzę.

A na żywo Piterki i gadanie do rana i trzy pięć osiem i wspólnie odrobiliśmy pracę domową ich córy Polci, to znaczy odegraliśmy drugą część Dziadów, gdzie Piter wystąpił w podwójnej roli  widma i upiora.

Następnie nagraliśmy fragment jako dowód, że praca odrobiona, przy czym  w minucie 6.43, kiedy mnie nagle i nieopanowanie poniosła fantazja drugiego planu, nie spodziewałam się, że Piter akurat złapie i mnie w kadr i tak zostałam na wieki. No i tak jakoś przeturlało się to życie kawałek dalej.


czwartek, 11 listopada 2021

kultura grzebania

 Tak sobie dzisiaj szorowałam lodówkę śpiewając z mamcią pieśni legionowe, że my, naród, jakoś ciągle ponuro podchodzimy do tego niepodległości świętowania. Możliwe, że to dlatego, że jesteśmy narodem starym i steranym i mamy to we krwi, że zamiast tą niepodległością i wolnością (obecnie nieco kontrowersyjną) się radować i strzelać na wiwat, i robić festyny z mydłem, powidłem i wiatraczkami z celuloidu. Po raz kolejny rozgrzebujemy groby, wyjmujemy prawdopodobnie opierające się, chcące już pobyć w świętym spokoju, zwłoki, podnosimy je wysoko, wysoko pod niebo i czcimy śmierć. Zastanawiam się, czy ci ludzie, starzy, młodzi, dzieci, którzy polegli za tę naszą mateńkę ojczyznę, właśnie tego chcieli. Czy o to im szło, żebyśmy na zawsze już zwracali się twarzą ku przeszłości, przezywając raz po raz skrzętnie i pracowicie odświeżaną żałobę zamiast zwykłej, pełnej szacunku pamięci, nie wykluczającej przecież trwania w radości. Czy właśnie tak wyobrażali sobie, że będziemy pożytkowali to, co ofiarowali, czy gdyby to wiedzieli, nie pomyśleli by sobie, cholera, jak mają używać tego czasu, którego może niewiele już im zostało na wykopywanie nas z ziemi zamiast na pożytek przyszłości, to ja przepraszam. Ale chyba  jesteśmy starym, ponurym od wieków narodem, który zasiadł jak kwoka i nie bardzo widzi poza ściany swojego kurnika. A takie na przykład Amerykany, młode, butne, bezczelnie cieszące się ze swoich zwycięstw i kto im podskoczy?

Tak, czy siak, cieszę się z tego, co nam wywalczono i pamiętam. Martwię się też o to, co trwonimy, nieubłaganie, niepostrzeżenie.




niedziela, 7 listopada 2021

nieopłakane skutki pomologiczne

 Rzeczywistość układa się w jakichś bolesnych skurczach, a tak łatwo się ogląda perypetie w skrótach komedii romantycznych zapominając przynajmniej na chwilę, że w życiu nie ma przeskoku "dwa lata później". Z drugiej strony czas tak potrafi przeciekać przez palce, że ani się spostrzeżesz, już jest dwa lata później, ale siedzisz bardziej w komedii czarnej, niż  biegając wokół domu w kraciastych koszulach i polewając się z chichotem wodą z węża. Zresztą i tak trzeba oszczędzać wodę.
Monsieur Platon nabił paru osobom głowy metaforą, która okazała się wiralem i teraz już jest za późno, żeby cokolwiek z tym zrobić. Nie wiem, czy jest gdzieś dla mnie jakakolwiek połówka, jabłka, pomarańczy, czy choćby cholernego orzecha włoskiego. Pewnie nie, bo z czasem owoce wysychają, zwłaszcza nadkrojone, marszczą się i pewnie nie da się już ich nigdzie dopasować, chyba tylko na kompost. Kilka razy byłam zakochana, dwa razy kochałam i bardzo serio myślałam, że Platon jednak nie łgał, bo wskazywały na to wszystkie znaki na niebie i ziemi i w związku z tym przefasonowałam cały mój ówczesny świat.  Wyszło jednak, że to chyba były smugi kondensacyjne samolotów i ścieżki mrówek przechodzących akurat i pomimo, a że świat jest mało elastyczny, nie wraca już do stanu zero, tylko turla się z tymi wszystkimi dziwnymi kształtami nadanymi mu w przystępie ułańskiej fantazji i obłędu.
Czasem zastanawiam się, czemu tak się toczy, jak uniknąć kolejnego rozmontowania sobie facjaty o bruk i kolejnego przekręcenia pompy krwi przez maszynkę do mięsa i nie wiem. Z czasem pojawił się we mnie obezwładniający strach przed jakimkolwiek zbliżeniem się. gdy sytuacja choćby nieznacznie odsłoni możliwość, wieję, wieję natychmiast, smagam boki ogonem i zamiatam ślad. Wieję zaraz na początku, na wszelki wypadek nawet nie podchodzę. Nie okazałam się warta żadnej romantycznej, czy nieromantycznej miłości i żadnej też nie byłam w stanie utrzymać. 
Panie Platon, chyba nie powinnam była nabijać sobie głowy Tobą w średniej szkole, kiedy maszyna organizująca jestestwo jest jeszcze galaretowata i chłonna. Nikt mnie wtedy nie ostrzegł, że czytanie grozi kalectwem oraz utratą, a teraz nawet nie mogę wnioskować do Areopagu o odszkodowanie, bo już za późno.
Albo może są takie wadliwe owoce, który wyrosły wybrakowane, z jedną twarzą i czworgiem kończyn, skazane od początku na zhumusowanie solo.
Tak sobie mędzę, bo niedziela, listopad, jutro idę do pracy, gdzie ostatnio strasznie ciężko, tak ciężko po ludzku. Za moimi plecami powoli acz nieuchronnie umiera Panna Łaskotka, mamcia coraz szybciej przesuwa się w stronę cienia, a ja mam upierdliwy katar i zachrypnięte gardło. I w przerwach między troską, zniechęceniem i strachem, usiłuję utrzymać ten kruchy mikroekosystem w szczątkowej równowadze, przełykając łacinę z mocnym postanowieniem nierozsypania się, co skutkuje rzęsistymi łzami na wszystkich najdurniejszych i absolutnie niewzruszających scenach z komedii romantycznych, które, jako niewymagające zaangażowania płatów czołowych  dzisiaj oglądam.

Ale za dostałam niedawno trzecią kartkę do kolekcji od Łukasza. To taki jasny dźwięk w zgrzycie kółek zębatych tego najponurniejeszego ze światów. Że ktoś te moje wierszyki czyta, że mu znaczą.


I do tej kartki i nastroju dorzucę sobie wierszyk z Kreaturii

gołębie

czy widziałeś jak usypiają gołębie?
kiedy ich gołębie trwożliwe serduszka
przestają w końcu łomotać

pod szarym pierzastym niebem
otulone najczulszym skrzydłem
układają głowy i nareszcie

cicho przychodzi na świecie
poranek i chłodną ręką
podnosi każdego do ust


O, świetnie, nosiłam się z zamiarem napisać zawadiackiego postu, a wyszło szydło.

Ale z miłych i pozytywnych (mam nadzieję) rzeczy jest to, że w sobotę będę onlinegościówą na Uniwersytecie im. Łomonosowa w Moskwie. Z Kreaturią, fajnie, nie? 

czwartek, 4 listopada 2021

dobra noc

 Najlepszą rzeczą okropnego dnia jest to, że się skończy o 24.