sobota, 3 stycznia 2026

Postnoworoczny

 Bo kiedy przychodzi ochota na wpis, to albo zbyt głupie i banalne, żeby w  ogóle zapisywać, albo ważkie i niemiłosiernie nadęte, wymagające stosownej obróbki oraz przycięcia do rozmiarów czytajnych internetowo, czyli krótko i na temat. Właśnie wtedy ta ochota flaczeje i słania się w okolicy kostek. Dobija mnie ten rok szkolny, tak siłowo dobija, że dwa świąteczne tygodnie, wyjąwszy moment upadku zdrowotnego, przygotowań  i świętowania, przespałam na zmianę z oglądaniem seriali poczynając od Stranger Things, przez Ciemny Kryształ, Dmuchaczy Szkła (tak tak, wsiąkłam na amen), aż po Umbrella Academy. No i parę filmów jeszcze zalegających.
Serio, serio, niemal nic więcej nie robiłam, mój mózg zrzędził na każdy najmniejszy przejaw aktywności intelektualnej i pozwoliłam mu na to, niech ma. Czekając wszakże, aż mi się upiecze chleb, piszę te słowa noworoczne z zamiarem ich dokończenia i ujawnienia światu majestatu i wspaniałości  wpisu. Majestat i wspaniałość polegają na tym, że uda mi się ów wpis o niczym właściwie doprowadzić do końca, no bo nie oszukujmy się, moja codzienność nie jest naznaczona świetlistością, że wszyscy czekają na jej kolejny odcinek. Ot, jak co dzień, wstaję, czynię ablucje i krzątam się po świecie lub gniję w fotelu i tyle.
Cieszy mnie śnieg, którego napadło nas trochę i przyniosło mi też uciechę dodatkową w postaci odśnieżania (naprawdę lubię) oraz wizualnego spokoju i ciszy krajobrazu, i światła, za to światło zimowe dzięki ci o pochylenie naszej ziemskiej osi! Za to światło dzięki ci, o pogodo, o gwiazdo nasza najbliższa dzięki ci pozycjo zimowa na orbicie, tobie także! Zarumienione poranki za moment rozdzierające się przez horyzont krwawym wrzaskiem, południa skrzące na szreni, cienioniebieskie i złote wieczory opadające na śnieżne czapy drzew, jak tu was nie wielbić, jak nie kochać zimy! 
Przekroczenie punktu zmiany daty spędziłam z Agni pod zimowym niebem z ogniskiem u stóp, musującym winem z pływającymi grudkami lodu (wstawiłyśmy go z Agnes przed wieczorem w zaspę) i poczuciem, że wszystko wygląda tak, jak ma wyglądać, ani mniej, ani więcej, właśnie tyle jest dobrze. Może gdyby udało się każdej z trapiących ludzkość jednostek uzyskać takie poczucie, może uniknęlibyśmy lęków, wojen, złoczyństwa? Może, bo nigdy nie wiadomo. 
 Doprawdy nie da się mieć i udźwignąć więcej, niż ten spłachetek ziemi przykutej do naszych stóp, słup powietrza nad głową, nie da się sięgnąć dalej poza własne ręce ani zakreślić stopą koła o promieniu większym niż długość nogi, ale chyba trzeba to po prostu poczuć, zostawić na moment precjoza i wytapiserowane ściany, bezprzewodowe garnki, nierdzewne odkurzacze i choćby na moment, taką mroźną nocą, przy małym ogienku pod zimnymi gwiazdami móc sobie powiedzieć, to już tyle, to wystarczy, spocznij harcerzu.
No więc moi kochani kamraci internetowi, a także ci, z  którymi znam się realnie, a czytają ten blożek oraz ci którzy nie czytają tego blożka, życzę Wam w nowym roku ogieńka, gwiaździstej nocy i przyjaciela, a może nieznajomego,  do zamienienia kilku słów, tyle wystarczy, przynajmniej na chwilę, żeby poczuć się pełnym i w dobrym miejscu.




A żeby nie było to polecę Wam książkę Gwiazdy zbłąkane w mroku Colina Meloya (przekład Maciej Studencki), którą to czytałam mniej więcej w czasie oglądania Stranger Things i bardzo paralelnie się zachowywała, co nie odbiera jej rzecz jasna fajności. Książka dla nastolatków, ale napisana z pazurem daje frajdę również rzepeciwemu czytelnikowi, czyli mnie. Grupa przyjaciół, stara rezydencja na klifie, tajemnicza rzecz wykopana podczas prac budowlanych i dziwni mężczyźni z notesami... robi się ciekawie, czyż nie?

A w Olsztynie mamy przystanek, na którym w deszczową noc grudniową oczywiście musiałam się znaleźć, bo akurat byłam na szkoleniu


Cudowny komiks Henryka, Jana Mazura i Mikołaja Ratki - Vaclav Drakulič jedzie do urzędu. Znacie ten stan, kiedy urzędnicy kompletnie nie słuchają waszych wyjaśnień? No to jeszcze raz przeczołgacie się przez mękę urzędów z Vaclavem Drakuliczem, sympatycznym starszym panem, który "nie nazywa się Drakula" i przez wiele lat nie wyściubiał nosa ze swojego karpackiego zamku aż do momentu, kiedy decyzją Sądu Administracyjnego, jego dom zostaje skonfiskowany z powodu wampiryzmu właściciela. Naprawdę chwyta za serce.

No i dwa komiksy Tadeusza Baranowskiego - Dramatyczne wydarzenia opisane od niechcenia, to zbiór dwóch miniserii pasków - Przygody Twistującego Słonia Twisti (z łamów Wyborczej) i Przygody Misia (z Misia), to dla miłośników i kolekcjonerów twórczości autora. Drugi zaś to kontynuacja przygód Kudłaczka i Bąbelka, w których pojawią się wszyscy bohaterowie poprzednich komiksów, czyli Orient Men, wampiry, Profesorek Nerwosolek, Wódz Wielki Niepokój i inni - Na wypadek wszelki, woda, soda i bąbelki (oraz Kudłaczki), tak brzmi tytuł w pełnej krasie.

Ponieważ jest śnieg, zrobiłam bałwanka








A tak wyglądał mój świąteczny miszmasz szkolny






i domowy









21 komentarzy:

  1. :-) och zapragnęłam teraz znów gór i schroniska...
    nawet bez ogniska. spaliśmy w starym pensjonacie i malutkim pokoiku ale tylko jedna noc i na góry mogłam sobie tylko popatrzeć :-(
    z krupówek.
    dobrego roku. dobrych ludzi nadal. i tyle wystarczy.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach no i strendzertinks no mnie zryczał i szkoda, że już koniec.

      Usuń
    2. no ja też beczałam jak bópr!

      Usuń
    3. co do gór, pamietaj tyle wystarczyło, przecież z innego miejsca mogłabyś nie widzieć ich wcale, prawda? :)

      Usuń
    4. wiesz ale ja jestem człowiek gór, ja za górami tęsknię i czuję ból fizyczny, gdy za długo nie widzę. te nasze wyprawy to raczej nie po płaskim albo inaczej, płaskie owszem ale musi być górska opowieść, no musi. w każde wakacje i zimą też. a w polskich Tatrach już dawno nie byłam.
      Mnie to wasze ognisko rozczuliło bardzo...

      Usuń
    5. owszem niewiele trzeba, zapach, góry, fajny człowiek obok i książka...i może jeszcze kieliszek dobrego winka ;-)
      książki od ciebie sobie zapisuje.

      Usuń
    6. Wierzę i znam (to o górach), na szczęście ja jestem człowiek zewsząd, więc szybko się dopasowuję. Ogniska to immanentna część mojego świata, Reteska stwierdziła kiedyś na widok kolejnego zdjęcia kolejnego zestawu przyjaciół w tych samych kocykach przy ognisku: "a my ciągle tam siedzimy..." i to chyba udatne bylo spostrzeżenie

      Usuń
  2. Też mieli my ognisko pod gwiazdami i w śniegu i w dobranym niedużym gronie dobrych ludzi.
    Specjalnie postawiłaś księżyc bałwanowi na czarodziejskiej różdżce?
    A jeśli Ty wyszłaś z szafy jako miłośniczka odśnieżania, to i ja się przyznam - uwielbiam!
    Mieszkam więc w dobrym miejscu - bo tu jednak często śnieg pada. A zimę też bardzo lubię - nawet jeśli czasem nie stać mnie na aktywności fizyczne, to bardzo doceniam to specjalne światło, w dzień i w nocy.
    Biorę Twoje życzenia, niech się spełnią jak największej ilości ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie postawiłam :D mam jeszcze z księżycem jako guzikiem na garnku Bogdychanów. Kocham śnieg i odśnieżanie vs inne prace, zawsze daje wynik 1:0

      Usuń
    2. Odśnieżanie wygrywa mi z prawie wszystkim.

      Usuń
    3. I jest ostatecznym ciosem w grze - kamień, nożyce, papier! :D

      Usuń
  3. "Ojezusiemaryjo! Dlaczego "zarumienione poranki" krwawo Ci wrzeszczały?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znasz to uczucie wyglądania przez okno o świcie i wyjścia w piżamie z bosą stopą wprost w mroźny poranek? To jest właśnie to uczucie na niebie :)

      Usuń
    2. Nie znam, nie ze mną takie numery!

      Usuń
    3. czyli masz jedno doświadczenie w plecy! ;D a teraz jest po temu okazja!

      Usuń
    4. Niemals! Po śniegu w letnich klapeczkach na bose stopy chodziłam i nic to takiego. Ale oglądać wschód słońca?! Wstać w środku nocy?! Nie ze mną te Brunery, numer!

      Usuń
    5. nic to takiego?! o ty heretyku! to jest najcudniejsza sprawa na świecie! Lub jedna z nich :D

      Usuń
  4. " Bo kiedy przychodzi ochota na wpis, to albo zbyt głupie i banalne, żeby w ogóle zapisywać, albo ważkie i niemiłosiernie nadęte, wymagające stosownej obróbki oraz przycięcia do rozmiarów czytajnych internetowo, czyli krótko i na temat. Właśnie wtedy ta ochota flaczeje i słania się w okolicy kostek.". Otóż to.
    Fajną zimę masz i super spędziłaś czas:) Zdjęcia - wszystkie- radosne, klimatyczne, optymistyczne. Tak pięknie opisujesz rzeczywistość, świat, przyrodę, że tylko można westchnąć z zachwytem:) Pisz tak dalej, ciepło się od Twoich opisów robi, mimo zimy i mrozów.
    Najlepszego całego tego roku, Wuszko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę muszę się zmuszać do pisania, żeby nie upadła mi komunikacja pisemna, ale wszechświat jeden tylko wie, jak cholernie jest to trudne, coraz bardziejsze

      Usuń
  5. Ja tam pasjami lubię banalne wpisy, ale takich coraz mniej na blogowisku, szkoda. No i chyba jestem ostatnim dinozaurem, który nie widział Stranger Things (może koszulkę z takim napisem mógłby mi przynieść Mikołaj?)
    Twój bałwan wygląda na wielce zadowolonego z tu i teraz, błogość na jego bałwanim obliczu jest niepodważalna. To i Tobie, i nam wszystkim takiej błogości w nowym roku życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię banalne, ale czytać, zaś z pisaniem, to już inna parafia, bo wtedy właśnie zjawia się ten niepokój. Też długo wzbraniałam się przed ST, podjęłam kroki pod wpływem ucznia z mojej klasy, który jest w tym serialu zakochany, no i wsiąkłam, cudowny serial sf o przyjaźni, o nadziei z niej płynącej. Bałwan jest sytym sybarytą, podobnie jak jego twórczyni :D

      Usuń