Och, znowu śnieży! Bohatersko przyznaję się, że dopiero godzinę temu wstałam spod kołdry i walam się w piżamie po domostwie, a tu śnieży, zaprasza, żeby wskoczyć w kamaszki, kiedy ja jeszcze mentalnie niegotowa, gdyż dopiero druga herbata... Nie, nie zmusi mnie jeszcze, trudno, śnieży teraz, pośnieży i później. A mam w planach, to może się wam wydać dziwaczne, kiedy zabrzmi, ale napiszę to odważnie i z wypiętą piersią - mam w planach wydeptywać ścieżki na cmentarzu. Tu dobrze byłoby umieścić emotikon, który nazywam miną żaby, ale w tekście pretendującym do rangi tekstu, nie wypada.
Z tymi ścieżkami to chodzi o to, że my nie odśnieżamy naszego cmentarza. Wiecie, to mały wiejski cmentarzyk, zrządzeniem założeń architektonicznych tuż za moim oknem, co bardzo sobie chwalę, bo towarzystwo spokojne i poćciwe, a zanim jeszcze wycięto starodrzew (grr), to jeszcze pełen ptactwa i prawdziwych centaurów. Teraz zające mają używanie i regularnie czytam ich gryzmoły na śniegu. No więc nie odśnieżamy i wczoraj byłam odkopać rodziców (spod śniegu, spod śniegu) i zaświecić im światełka, a przy okazji kochanej cioci, naszemu przyjacielowi rodziny, księdzu proboszczowi i anonimowemu przedwojennemu proboszczowi, co obok rodziców ma piękny stary pomnik nagrobny. I zachodziło słońce, i powietrze miało cięte krawędzie, i zaczęłam wydeptywać pierwszą ścieżkę, do rodziców, i tak mi się przyjemnie truchtało po tym śniegu, że pomyślałam o wujostwu (mieszkają z drugiej strony korytarza), że może będą chcieli odwiedzić i moich rodziców i ciocię Reginkę, a że starsi ludzie, to wydepczę im ścieżynkę i tu, i tu, no to truchtałam dalej coraz bardziej zadowolona z efektów. Na mocy tych endorfin dziś nad ranem zmyśliłam, że jest jeszcze kilku starszych ludzi we wsi, którym będzie ciężko dotrzeć do swoich bliskich ze ścieżynki głównej, a skoro się tak miło depcze te ścieżki, to czemu by nie połączyć tego z użytecznością publiczną i tak właśnie narodził się Wielki Plan Przechodni.
Nie, żebym uważała starszych ludzi za niezdolnych do heroizmu, wręcz naodwrotnie, uważam, że w warunkach pogodowych dają sobie radę lepiej niż młode pokolenie, ale swoje już nawalczyli, więc lubię pomóc.
Tak, zdecydowanie za oknem śnieżyczka.



a ktusz nie wielbi Hensona ? chyba tylko gupek. Mapety, ulica sezamkowa...no widziałam ten kryształ dawno dawno temu też. a znasz inny film z marionetkami w zasadzie to spektakl ...tytułu sobie nie mogę przypomnieć, mam go na VHS. przepiękna historia i wykonanie. ech. u nas regularny armagedon zimowy, sypie, że już z pół metra albo i więcej nasypało, całe masy śniegu zjeżdżają z dachu...nie ma sensu odśnieżać, bo zaraz zasypuje. jutro sie będziemy odkopywać...
OdpowiedzUsuńAle Hensona? Gwiazdkowy prezent/ The Christmas Toy ? Jedna z najcudowniejszych baśni świątecznych! Czy może taka seria telewizyjna o teatrze? Ale chyba nie, skoro na jednej kasecie.
UsuńTajemnice Starego Teatru (The Maestro's Company) to taka seria była cudna z kukiełkami
Usuńniestety ani Henson ani tajemnice...kurde, żebym ja jeszcze mogła namierzyć te kasetę albo raczej płytę jednak. a zawezmę się i znajdę :-)
Usuńbo spektakl przecudowny.
Usuńkoniecznie! Moze to było z Teatru Małego Widza?
UsuńW takiej pogodnej atmosferze podreptałabym chętnie z Tobą na tym cmentarzyku i nie tylko. U nas śniegu troszeczkę, może z 5 cm ale mrozik do - 7 jest , nocami. Na filmy nie mm ochoty. Żadnej. Za to oglądamy, z Jaskółem, mnóstwo różnych programów sportowych. Jednak ta sportowa przeszłość w nas mocno siedzi. Przyjemnego oglądania w tak doborowym towarzystwie:)
OdpowiedzUsuńNiestety wszechświat wyznaczył Agnes inne zadania i dziergałam wieczór tylko z kotem, ale nie narzekam, bo tyle wystarczy :D
UsuńNiestety, ja niefilmowa, w związku z tym debilem jestem (patrz --> pierwszy komentarz Teatralnej).
OdpowiedzUsuńraczej filmowa au rebour ;D
Usuń