sobota, 3 grudnia 2022
wir słów
niedziela, 27 listopada 2022
Cztery mile za piec
Szczątkowo trzymam się dyscypliny blonotki, żeby nie popaść w zupełna bezblożność. Nie że byłoby to uszczerbkiem dla wszechświata, tylko dla mnie. Ważne jest dla mnie to zapiskowanie na tyłach rzeczywistości, zapiskowanie przeciw niej i jej na przeciw. Dziś wyjątkowo w moim środku panuje słoma, żadne prądy nie znoszą domostwa na mieliznę, domostwo dryfuje sobie jeszcze w przedpołudniowym śnie przedzimia, które możliwe, będzie jedyną zimą tego roku. I sen dziś, pomimo wpadania w skraje chorobowe (znacie ten stan, kiedy obowiązek tak ściśle trzyma was za gardło, że, kiedy tylko na chwilę lżeje, natychmiast układacie się w łóżku żeby się nie przewrócić razem z kaszlem, zatokami i bogowie wiedzą czym jeszcze), no więc sen dziś miałam wielce przyjemny, romantycki, możliwe, że wykwitły na fali doraźnych paramedykamentów, którymi naszprycowałam się nocą w nadziei cudownego oczyszczenia rano (droga niezupełnie błędna, choć też nie doprowadziła mnie do zamku i połowy ręki księżniczki). Kurczę, teraz się zastanowiłam, co robiono później z druga połową, no bo że król ojciec sobie zostawiał póki żył, to jasna, ale co później i czy nie mógł na rzecz ukochanej córki i wspaniałego szlachetnego księcia (lub głuptasa) wycofać się na słodką królewską emeryturę. No, ale to na marginesie marginesu, bo przecież sama notatka dzisiejsza jest manifestacją raczej potrzeby dyscypliny, niż koniecznością opisywania świata, który jaki jest, każdy widzi. Wczorajszy świat, przedryfował u mnie w kształcie znikających galaretek, które odkryłam w postaci gierki online w schemacie blocks. Nie same galaretki, czy ulubienie różnego rodzaju klocków sprawiło, że poświęciłam na nie potężny wycinek dnia, który równie dobrze, a nawet lepiej mogłabym poświęcić na rzeczy piękne, ważne oraz straszne, ale dźwięk. Znikanie kolorowych galaretek, trącanie potworków oraz ropuszek, a także bzebzebze wysłanników chaosu, przykuły mnie do tego otumaniającego zajęcia. Przez ucho do serca, bo od zawsze kocham się w dźwiękach, nie tyle, że musze słuchać muzyki. Na co dzień żyję ciszą, bo srogość wielu dźwięków wyżyma mój monotaskingowy mózg, ale kocham dźwięk jako taki. Pojedynczy lub z niewielu komponentów złożony. To dlatego zbieram dzwoneczki albo terkoczę kabestanem na łódce, czym doprowadzam moją siostrę do białej gorączki. A pamiętacie klikane metalowe żabki? Pokrywki od słoików, szklane kulki, sople, wietrzne dzwonki, szmer przesuwającego się między palcami ziarna, pluskanie deszczu w rynnie, pojedyncze bulgoty w rurach, gliniane wodne kogutki, są to dźwięki, które mnie absolutnie uwodzą. Są też dźwięki, które kaleczą mi mózg, piły, kosiarki, silniki, ogłuszające dzwonienie wrzucanych do kosza butelek. Dźwięku mojego głosu też nie lubię, mam okropną żabią barwę i o ile przywykłam do niej w puszcze czaski, to wydobyty i odsłuchany, brzmi dla mnie samej wysoce nieznośnie. Nie dziwuję się zatem moim bliskim, kiedy na niego wołają, och, zamknij się już (nie jestem przekonana, czy chodzi im tylko o samo brzmienie głosu). Ale przecież tyle rzeczy jeszcze chciałabym powiedzieć.
A ponieważ jest śnieg za oknem, to będzie Baśń z pieca, czyta Joanna Lewandowska
czyli ja.
poniedziałek, 7 listopada 2022
Czytane ukradkiem
A bo nie mam ciągle czasu, więc na szybkasa. Wiekszość brakuczasu poświęcam na dokończenie Malazańczyków, ale pomiędzy wkradły się takie dysonanse:
Pod tęczą, Celia Laskey (przekład Doroty Maliny) to taka lekko napisana książka o nielekkich rzeczach, które składają się na tolerancję. Najnudniejsze najbardziej homofobiczne miasteczko Ameryki dostaje w prezencie queerową grupę zadaniową i wszystko, co z tego wynika. Ludzie zaglądają sobie do głów i znajdują tam to, co zwykle, trochę siana, jakieś rybki, jakieś akwarium. Dobrze się czyta, ale jakoś mocno nie jest dla mnie zapamiętywalna.
Ta druga książka tak _ Niebezpieczeństwa palenia w łóżku Mariany Enriquez (przeł. Marta Jordan). Zestaw opowiadań w sam raz na ciemne wieczorry. Historie spoza głowy, spod łóżka i z kąta pokoju, miejska groza stojąca tuż za światłem latarni, ludzkie słabości, przywary i okrutne pragnienia. W jednym tomie.
- Gaucho jest dobry - stwierdził. - Ale ten drugi nie.
Powiedział to cicho, wpatrując się w świece.
- Jaki drugi? - zapytałam.
- Szkielet - odparł. - Tam na tyłach są szkielety.
(Mariana Enriquez, Brudny dzieciak (Niebezpieczeństwa palenia w łóżku), tłum. Marta Jordan)
A tu proszę, chwalę się, posprzątałam zaplecze gabinetu fizyki. szkoda, że nie zrobiłam zdjęć przed. Ale gdy wyobrazicie sobie kilkunastoletnie pokłady i zwały kurzu, pająków, much, papierów i żelastwa plastiku oraz drewna zaścielające półki i podłogę, to mniej więcej będzie to
niedziela, 6 listopada 2022
Krzysztof Kleszcz (Prod. Ryini Beats) - Złe
niedziela, 30 października 2022
pomiędzy wczorajem a dzisiejem
czwartek, 20 października 2022
I butelka rumu!
Jestem przekonana, że ktoś za karę wylał mi środek aglutynujący na czas tym samym pozbawiając mnie dowolnego go rozciągania. To dlatego jestem rozchełstana, rozwichrzona i nie wiem, które do czego. Dziś za to ogarnęłam ostatnie złomy z pracowni fizycznej, co się dało naprawiłam, co się da, a nie umiem naprawić, odłożyłam do lepszych czasów, a resztę z sapnięciem uf, umieściłam w skrzynkach odpisu.
A rano na FB znalazłam Grzegorza, idzie zima do morza Malechę, jak czyta moje Remedium pirackie
o i tak właśnie to robi - klik
Nowe Kawkowo 15X22
wtorek, 11 października 2022
a gdyby zajrzeć pod stół...
No i jest, przyszedł dziś, tak jak powinien, po cichutku, bo to taka właśnie chyba książeczka> Cieszę się jak ze swej, a nie, czekajcie, jest moja...
Okładka i ilustracje Grzegorz Chudy i rozwiewam wątpliwości, to zupełnie inny Grzegorz niż Ósmy, a przecież (możliwe, ze mają to do siebie grzegorze) równie utalentowany.
A śliczne posłówko abo i może przedsłówko napisał poeta Jakub Sajkowski, prywatnie mój przyjaciel, choć tym razem mu nic nie zapłaciłam
ament!







