czwartek, 30 lipca 2026

Zapychacz sumieniowy

 Zaprawdę postaram się wpisać 4 i ostatnią część kazaskiego dziennika podróży, ale naprawdę nie wiem, czy mię się to uda, gdyż robię wszystko inne, tylko nie to. Może nocą uda się popchnąć.


Jasne, że będę tęsknić. Lipiec dał mi wielki odpoczynek i mnóstwo wewnętrznej radości. Kiedy było słonecznie, ogród cieszył mnie swoją pychotą, a lipcowy deszcz (dla przypomnienia w naszym klimacie lipiec jest najbardziej opadowym miesiącem w roku) zwalniał z robót ogrodowych i rozgrzeszał z błogiej kasacji połączeń neuronowych pod wpływem platform streamingowych. Nacieszyłam się serialozą, przypomniałam kilka (naprawdę tylko kilka) książek, przeczytałam kilka nowych (naprawdę tylko kilka) i przede wszystkim pławiłam się w niemuszeniu, nawet wobec siebie. Po roku prac kopalnianych wiem, że było mi to potrzebne i tak właśnie wykorzystałam ten czas.
Mieszkała u mnie też Agnes i kiedy miałyśmy ochotę, to pogaduchiwałyśmy, a kiedy nie to niepogaduchiwałyśmy. Były wycieczki, storytelling w tegorocznej  Wiosce Teatralnej Wegajtów, smaczne żarło, zakupy, obżeranie się owocami, śmiechy i ćwiczenia cielesne, a także rozmowy po-ważne i mniej i jak tu nie kochać  życia sytego sybaryty!

Teraz czas na Mongolię, więc rozpierducha na podłodze i tradycyjnie pewnie spakuję się wieczorem zamykając oczy.



A na smaczek dykteryjka

No więc tak, Aga przyjechała do mnie drugiego dnia obchodu "symbolicznych urodzin koleżanki" i gościła czas jakiś. No widziałam tę piękną torbę prezentową w koty i plecak z Muminkami w niej, ale byłam święcie przekonana, że to Agi rzeczy. Dopiero pod koniec jej bytności odważyłam się na wścibstwo i spytałam co to za ładny plecak tam ma, na co robiła baranią minę i rzekła, że jaki, jakie tam ma i dzie, bo to stoi od początku i jest moje prawdopodobnie. Jako, że jestem psychofanem Muminków uznałam, że moje na mur, ale od kogo. Zez godzinę rozważałyśmy gości odrzucając tych, od których wiedziałam, że nie i od których najprawdopodobniej nie. Wyświetlałam sobie w głowie urodzinowe zdjęcia i ni cholery. Dopiero sister ma niezastąpiona telefonicznie mi mówi, a to nie od Zinka?
I przebóg, Zinku, za rzadko się spotykamy!
W każdym razie Zinek spakował mnie do szkoły w Muminki (wiem, wieeem i Balum Balum) , a zanim się o tym dowiedziałam minęło trzy tygodnie. 
Muminkowy prezent od Ostrej i Piotra <3




13 komentarzy:

  1. Jak możesz trzymać takie okropne buciory na meblu tapicerowanym?! Jestem zgorszona 😱.
    Muminkowy plecak cudowny, sama chciałabym taki mieć! Z Balumem również 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze: używam tych samych chusteczek 😀 i co to za instrument w kącie stoi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oesu! Mój tato za czasów uczniowskich był wiodącym mandolinistą w zespole 😀

      Usuń
  3. przeczytam później, natomiast wrzuciłam posta for ju. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wrzuciłam go o godzinie 18.30 proszę :https://teatralnaforma.blogspot.com/2026/07/wuszka-mnie-zmusia.html

      nie wyświetlił ci się bo bloger od miesięcy sobie w kulki leci...trzeb było wejść normalnie na bloga. trochę zaufania pani :-))
      ale co tam ciuchy, Mongolia przed Tobą. Baw sie dobrze. .
      Grasz na mandolinie ?

      Usuń
    2. wchodziłam na bloga normalnie, ale nie widziałam tego postu. Nie gram na mandolinie, ona tylko stoi :D

      Usuń
  4. Przecudny jest ten burdel przedwyjazdowy na Twoim stole.
    Myślę o tej Mongolii, chyba przyszły rok będzie mój. :-)
    Dzięki za inspiracje.
    Pociągnę temat mandoliny; bierzesz ją ze sobą? ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po namyśle zostawiam ją w domu, niestety nie gram na mandolinie, ona jest zdezelowana :D

      Usuń
  5. Czyli mandolina to element dekoracyjny:) Buty mi się podobają, pięknie wyeksponowane:). Nie mam problemów z pakowaniem ciuchów na wyjazdy niezależnie gdzie i po co? Zazwyczaj jest to minimum tak skompletowane, by pasowało do pogody i do programu. Główna zasada- ma być wygodnie i mam się nie wściekać, że czegoś mi brakuje. No i mam wyglądać jak człowiek, dlatego nawet na zloty motocyklowe zabierałam malutkie żelazko ( motocykl wiózł) oraz składaną suszarkę. I nie było to jakieś dziwactwo- jedni zabierają np. pierdylion kosmetyków czy butów i też uważają, że to norma.

    OdpowiedzUsuń