i tak, mam już ferie, co barzo sobie chwalę, tak samolubnie, gdyż kiedy myślę o procesie dydaktycznym, to nie jestem zadowolona z modelu tygodnickiego 2 wolne + 2,5 pracy + 2 wolne. Ale dziecko we mnie nie narzeka, oj nie narzeka bynajmniej, zwłaszcza że zima trzyma i trzyma tak pięknie, że aż mi serce kryształowo dźwięczy dostrajając się do nut ciętego w paprociowe wzorki powietrza. I tak, nadal chodzę odśnieżać ścieżki cmentarne, a i owszem nadal otrzymuję informację zwrotną od znajomych np taką: ohohoho zima, eee, jeszcze spora warstwa śniegu, nie dokopałaś do końca, przecież ludzie udepczą, ja to już się naodśnieżałem u siebie, gdybym mieszkał na miejscu to bym też, ale na 15 osób usłyszałam jedno dziękuję, więc duch narodu nie upadł niżej, niż do kostek. Aż się pragnie w tym miejscu dać emotikon, no już tak wlazły te cholerstwa w życie, że nawet kiedy się ich nie wstawia, to one pojawiają się w głowie, jak to mawiali starożytni malarze naskalni - wart obraz tysiąca słów.
No z temi feriami to, żebyście nie myśleli, nie samym wolnym człowiek żyje, bo to jeszcze papiery do pracy, jeszcze jakieś tam obróbki danych, jeszcze ambitnie studiuję polecaną przez środowiska nauczycielskie książkę Gabrieli Olszowskiej O!Cena w szkole. Nieodrobione lekcje. Od przepisów do sztuki oceniania. i wiele sobie po niej obiecuję, choć na razie dotarłam do 54. strony.
Z myśli różnych, to taka, że parę dni temu zastanawiałam się nad zagadnieniem domowego dekoru, czyli dlaczego tak, a nie inaczej. Podobają mi się wnętrza przeróżne, te tradycyjne, te nowoczesne i te eklektyczne i właściwie nie wiem, co sprawia, że jednym mówię tak, innym nie, a dla siebie wybieram nic albo inaczej - wszystko naraz. No bo wnętrza w rodzaju hygge natychają mnie kontemplacją, spokojem i dodatkowo uspokojeniem, że łatwo wszystko sprzątasię i że w ogóle jest w poczuciu tych wnętrz wielka czystość i masa chłodnego powietrza, które można dowolnie przesuwać po całym domu. Wnętrza rustykalne są pełne zakamarków, ciepłe w dotyku, nasiąknięte czasem, ozdobne detalami i kolorem. Biały schabby chic to radosny romantyzm, wiosenne poczucia nastroju, a etno pachnie paczulą, rozbrzmiewa echem bębenków. I mogłabym tak o wszystkim, lubię loftowe betony, industrialne hale salonów i wiktoriańskie różyczki sypialń, właściwie nie mówię nie żadnemu stylowi. W jednych wnętrzach odpoczywam, inne mnie ciekawią, przykuwają uwagę, pozwalają na myszkowanie w szczegółach. Nie umiem natomiast wybrać, jaki miałby być mój dom, tak więc trwam w założeniu poczynionym przez moich rodziców, od czasu do czasu zmieniając jego fragment, dopasowując do własnych poczuć i mam wrażenie, że domostwo ewoluuje razem ze mną i nigdy nie osiągnie stanu końcowego, a więc odejdziemy razem z architektury tego krajobrazu gubiąc się w plątaninie drobiazgów i kotach z kurzu. A psik!
Zdjęcia domostwa są po to, żeby umieścić wyobraźnię czytaczy w jakichś dekoracjach oraz dowieść, ze naprawdę moje domostwo jest składem chwil .
To prawda, nie posprzątałam domostwa do zdjęć, ale zazwyczaj mam większy porządek. Acz równie dobrze mogę też łgać, przecież to interneta są!
wystawcie sobie, ze święta u mnie nadal mają się dobrze. W ubiegłym roku rozebrałam choinkę w pierwszym tygodniu lutego, zobaczymy ile dotrzyma tegoroczna.
Lodówkę odkopuję spod magnesów przynajmniej raz do roku, czekają w kartonie na to, aż wymyślę, gdzie i jak je wyeksponować
A tę ścianę zapoczątkowała mamcia i później przywoziliśmy jej deseczki i talerze z naszych podróży
Zwycięskie, opisywane w którymś poście gałki do szafek.
kocham ten piec i żeby nie było, on jest działający
a tę półeczkę zmajstrował z tego, co miał, tatko i choć nie jest najpiękniejsza to jest. I wisi nad moim biurkiem do pracy
A tu specjalnie dla Jaskółki ściana z żarpticą!
Skrzynia na korytarzu i szufladki w tym regaliku pod szkłem! :) A właśnie to pytanie sobie zadaję: jak chcę, żeby było, jeżeli będzie. :)
OdpowiedzUsuńskrzyni jeszcze nie było w owego sylwka? Jap, szufladki nowe i oklejony dół. A cała szafka będzie pomalowana na kolor skrzyni, tylko buk raczy wiedzieć kiedy! Farbę mam. No właśnie nasza wczorajsza rozmowa pogoniła mnie do tego posta, bo zdjęcia już na jego temat zrobiłam w ubiegłym tygodniu, a się nie zbierałam do zapisu, no bo wiadomka, dośnieżałam cmentarz! :D
UsuńNo tak, żarptica, jak żarptica, ale koty na obrazie wymiatają. I pomarańczowa kanapa. W Twoim mieszkaniu czułabym się dobrze. Jest przytulne. A ja mam dom urządzony tak, jak kiedyś chciałam mieć. Ani minimalistycznie, ani nie przeładowany. Ale ja już miałam kilka mieszkań i w każdym było inaczej. I żadnego nie traktowałam jako scenografii do życia dyktowanej trendami czy modami.
OdpowiedzUsuń