niedziela, 11 stycznia 2026

Przekop ścieżkę do sąsiada

 Dziś na cmentarz wzięłam łopatę, ale roweru nie, więc wróciłam. Tak sobie przy tym odśnieżaniu ścieżek dumałam nad osuwaniem się socjalności. Ludzie przychodzą odśnieżać pomniki, czasami z łopatą, czasami bez, odgarniają śnieg dookoła i nikomu go głowy nie wpadnie, że skoro się już z tą łopatą jest, to można zrobić ścieżkę do dwóch sąsiednich grobów, przecież tu wszyscy znajomi. Ja od wizytujących grób okoliczny, kiedy spojrzeli, że odśnieżyłam im dostęp, usłyszałam - ruch to zdrowie!. To taka nowa forma słowa dziękuję - zamiast niego maksyma na temat szeroko rozumianej rzeczywistości. Nie, żebym tego dziękuja potrzebowała, tylko pomyślałam sobie, że to może być objaw pączkowania baniek - moje - cudze. A gdyby każdy odśnieżył kawałek ścieżki do sąsiada, to mielibyśmy ścieżki na całym cmentarzu, nie? Rzecz odnosi się nie tylko do tego tematu, to zjawisko ogólniejsze np jeśli bierzesz talerzyk, podaj również sąsiadowi, jeśli ścierasz swoją ławkę po malowaniu farbami, możesz zetrzeć też ławkę kolegi, który jeszcze myje pędzle w łazience. Ścieżki można odśnieżać wszędzie wokół siebie, ale chyba coraz rzadziej przychodzi nam to do głowy.

Rzeczywistość dziś wyjątkowo się wdzięczyła, niebieskie niebo zorganizowane w połacie szaro-perłowych i błękitnawych chmur, megafon słońca i drgające na śniegu odpryski światła. Na szreni świeży puch po nocnych manewrach, rozpaczliwe ślady łapek dążące szlakiem poszukiwaczy jadła, sjeny bagiennych trzcin, pitpilenie głodnego ptactwa w oddali, gdzieś na granicy słyszalności. Pomedytowałam na szczycie Górki Życzeń, sprawdziłam jak się spisują nowe śniegowce, pooddychałam zimą.






Ze szczytu Górki Życzeń (najwyższego wzniesienia w moim najbliższym otoczeniu, bo dalej, za wsią są wyższe) widać nas tak


Gdyby do starego Windowsa nasypało śniegu, ekran powitalny mógłby wyglądać tak



Parskam w śnieg!





A tu moje domostwo (to po lewej), budynki gospodarcze i kościół, który uwielbiam (w sensie architektury)



Z uciechy zimą, kupiłam sobie dwie pary zimowych butów! Czerwone, wykwintne botki do szkoły i plebejskie śniegowce do prawdziwego chodzenia.

W domu zupa i znienackowi goście i resztka wolnej niedzieli, którą gorączkowo należało wykorzystać. Zaczęłam wczoraj czytać książkę Erica Berne, W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich (przekład Paweł Izdebski) i powiem wam, że jest nielicha.

I musze koniecznie pochwalić się, ze w kategorii "domowy pilates" zrobiłam postępy!



9 komentarzy:

  1. zacznę od końca, ojesooo jaka ładna mata do jogi :-) i ja wyczyściłam swoja wreszcie, bo już była w stanie takim, ze wstyd. od używania oczywiście. książkę se sprawdzę, choć stos mi nie maleje...ekhm
    pięknie tam u was, ech u nad była wczoraj taka śnieżyca że hohoho.
    Zaś jeśli chodzi o bańki...nooo to teraz dopiero rośnie pokolenie: tylko mój kawałek podłogi, reszta mnie nie interesuje. przynajmniej ja na plastyce mam kłopot
    ale i praca w grupach im sie nie podoba od jakiegoś czasu, że tyrają na kogoś i za kogoś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wieeem (mata) :D znakomicie rozumiem ten stos, to tylko tak wygląda, jakbym czytała jakieś sryliony książek, to jest blog, rejestr chwili w kontinuum, resztę universum czytacz dopisuje odruchowo. Co do sprzątania po zajęciach to rzecz jest niezmienna, gdybym zaniedbała choć raz miny sępa i czujnego oka, to polecą i zostawią ...

      Usuń
  2. Trzeci raz tu wchodzę, trzeci raz chce skomentować i ciągle coś mi przeszkadza. Nie nie tutaj, w domu coś mnie odrywało. Dobra- równiny, pagórki i ta przestrzeń- staram się bardzo staram się nie zazdrościć Ci tego, ale jednak zazdroszczę. Niesamowita biel "fałatowska" i budynki w oddali- gotowy obraz. Nic tylko patrzeć i podziwiać. Czerwone buciki wymiatają, piękna czerwień i fason fajny.
    Pomysł z przecieraniem ścieżek na cmentarzu jest bardzo dobry, ale ludzi do tego jakby mnie, a w zasadzie.... jednostki? No nie, jednostka w Twojej osobie. Szkoda.
    Ta świadomość, że obok nas jest przestrzeń, w której mogę się sprawdzić choćby pomocowo, czy jak piszesz włączając się w różne czynności, jakby zanikła. Myślę, ze dzieci nie robią tego ze złej woli lub wygodnictwa ( no może jednostki), ale po prostu trzeba je wciągać w takie rzeczy, mówić, że tak należy i chwalić bardzo, kiedy same tak robią. Jestem pewna, że nauczyciele zwracają na to uwagę. Tylko, że potem w domu nie utrwala się takich zachowań. Co można wnioskować z zachowania znajomych na cmentarzu ( gdzie ta świadomość do przekazania dzieciom?). No to pojechałam smrodkiem dydaktycznym, to teraz idę z Bezą do ogrodu. Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i ja parę razy wchodziłam, a nie miałam czasu odpowiedzieć, być może ktoś rzucił glątwę opóźnienia czasowego! czuję się usatysfakcjonowana zazdrością Twą, gdyż naprawdę jest czego i zapraszam do siebie! (kiedy zapraszam to najzupełniej serio - kontakt przez mail do obgadania szczegółów) Tak, ta przestrzeń zanika

      Usuń
  3. Mój Boże, Joaś! Ludzie jeszcze żyją na blogach! A myślałam, że te światy zdechłszy. Pozazdrościłam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a żyją, a żyją, Twój blog coś ledwo dycha! :D

      Usuń
    2. Blogosfera to taki spokojniejszy nurt, gdzie nie leci jak na FB pędem

      Usuń
  4. Te biało-błękitne zimowe zdjęcia przyprawiają mnie o fajerwerki zachwytu. Zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie zima, bo aparat i tak nie chyci rzeczy tak, jak ludzkie oko, jeszcze nie wynaleźli tak czułego obiektywu

      Usuń