czwartek, 19 kwietnia 2012

Estońskie Rysie w lesie - Aklimatyzacja




Bo wszystkie Ryśki to fajne chłopy!


"Dwa rysie przyjechały do Polski z Estonii, dzięki projektowi realizowanemu przez WWF Polska i olsztyńskich leśników. Zwierzęta wypuszczono na wolność w Lasach Napiwodzko-Ramuckich i Puszczy Piskiej. "

o ryśkach tu

wtorek, 17 kwietnia 2012

wzmożona aktywność mojr

bo wiosną parki szaleją

nitką malowane

Z serii Ocalić od zapomnienia, tom o zdobieniach stroju ludowego wkurza mnie swoim mętlikiem poglądowym. No bo rzecz rozpisuje się na ten przykład o kaszubskich "falach", "makówce", czy "palmecie" i owszem, motywy są objaśnione, nawet po kilka razy de novo (nie mam pojęcia po co zajmowac miejsce), ale żeby znaleźć się w obrazku, to już wg redakcji było chyba nadto dobroci. Informację o motywie zdobią rysunki, na początku sądziłam, że adekwatne do sąsiadującego objaśnienia, ale nie, pełnią raczej rolę ozdobnika, nie uzupełnienia. Zdjęcia pojawiają się obok, ale nie bardzo wiadomo, czy motyw na fotografii jest tym, o którym mówi tekst. Jak ja nie cierpię takiej fuszery! Zwłaszcza, że książka jest przepięknie i bogato ilustrowana i zaczyna się solidnie objaśnieniami haftów i schematami ich wykonania. No panie dzieju, jak można tak psuć piękne i potrzebne książki.
Niemniej jednak, właśnie ze względu na ilustracje, polecam ją na domową półkę osobom, którym haft, lub strój ludowy, lub po prostu piękno, są bliskie

I przyznam, że przepłynęła mi wolniutko przez głowę, leniwym, krokodylim kraulem, taka myśl, by znowu wrócić do haftowania, ale jak zaraz sobie pomyślałam o tym, że trzeba by wydobyć na światło dzienne muliny, płócienka, igły, tamborek, to tak jakby mniej

Elżbieta Piskorz-Branekowa, Polskie hafty i koronki. Zdobienia stroju ludowego

*

od trzech tygodni w ramach walki postu z karnawałem, nie słodzę herbaty i NADAL JEST OBRZYDLIWA!

**

a tu, z mojej kolekcji zakładek do książek kaszubski haft właśnie. (oczywista, znać, że bardziej "pospieszny", to nie to namaszczenie w kładzeniu, z jakim się swoje rzeczy do stroju haftuje).

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

poletka

Dziuba i gula to wiejskie nazwy jendyków. Źródło Zdziwój Stary i Obręb

*

Mama przyniosła mi piękne nazwy pól w Obrębie:
Pola należały do dziadków, a wcześniej do rodu Szlaskich. Majątek Szlaskich został rozdzielony między członków rodziny, co spowodowało zubożenie onego rodu i pocięcie ziemi na skrawki wielkości 1-3ha porozrzucanych to tu, to tam. Ogólnie mętlik. Jak to mówi mój tata - niektóre były tak wąskie, że wóz się nie mieścił. Natomiast z dobrych rzeczy, jakie z tego wynikły, są właśnie nazwy tych poletek, zatem dziadkom Darkowskim, a właściwie dziadkowi Heniowii po matce w dziedzictwie przypadły:
Pod Morami (od wsi Mory)
Zaolszynie (poletko znajdowało się za olsem)
Trzcionki (od trzcinowiska)
Za Kalcem (od nazwiska chyba, ale tu mama nie ma pewności)
Pieńki (dawna poręba)
Kluszewy
Piaski (rzecz wiadoma skąd)
Majdun (nazwa wzięła się od wypasu bydełka)
Na Ślaszczaka (od rodowego nazwiska Szlaski)
Klusek/ Na Kluskach


A dziś imieniny Haryzjusza i Nosisława

sobota, 14 kwietnia 2012

zobota

sobota. zanim doszłam do sklepu złapały mnie pogaduchy podrożne. przytargałam sobie piwo, ingrediencje łikendowe oraz nową kamionkową miseczkę, którą chytrze muszę jprzemycić przed mamą, by uniknąć "apocota". piwo sobie otworzyłam, a ponieważ w wyniku zaistniałych okoliczności nie moge dziś zabrać się za ogród, lenięsię, i to jak! w tle pitoli Frycek, za oknem ptacy i zawilgłe powietrze mieszane ze słońcem, pod progiem czai ochota na Misa criolla Ramireza


*

a z tapczaństwa patrzą na mnie dwie absolutnie cudowne lale, które dostałam od siostrzenicy Marty, która z kolei wypatrzyła je na Ciucholland Drive (Toruń)



On jest niespełnionym artystą o wielkiej wrażliwości, ale znikomych zdolnościach przystosowawczych. występuje w podrzędnym cyrku, gdzie zabawia mizerną publiczność popisami na wrotkach. Ona, zakochana w nim od pierwszego wejrzenia jest siłą i duchem tej pary. Czuje się szczęśliwa tylko wtedy, kiedy jest blisko niego, czy to na scenie, czy w domu, gdy przynosi mu kolację. Całuje go na dobranoc, śpiewa kiedy on czuje się smutny, udaje, że publiczność naprawdę śmieje się podczas ich występów, a kiedy wracają do swojego domu na tapczanie, zachowuje się tak, jakby odnieśli kolejny sukces. On jest światłem jej oczu, a ona jest jego ziemią. Śliczna para

piątek, 13 kwietnia 2012

natura liczb

"- Widzicie, jak Gorostiza wszystko rozumie? Zawsze troje,wieczna trójca. Ojciec, matka i dziecko. Kobieta, mężczyzna i kochanka. Odmieniaj to, jak chcesz, w końcu zawsze wyjdzie ci tercet. Bo kwartet jest niemoralny, pięciokąt niemożliwy do ogarnięcia, duet jest niemożliwy do wytrzymania, a człowiek solo skazany jest na samotność i śmierć."

(Carlos Fuentes, Lata z Laurą Diaz, przeł. Elżbieta Komarnicka)


Z oślich (od zagiętych rogów) cytatów, ten chyba najbardziej jakoś mi się podobał, przez swoją żartobliwość, garść obserwacji, pewną wnikliwość psychologiczną i znajomość antropologiczną oraz związki ze sztuką


*

czytałam tę książkę parę lat temu i ni cholery jej teraz nie rozpoznawałam. dopiero pod koniec, kiedy trafiłam na moment spotkania Laury z synową, wszystko zjawiło mi się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. niepojęte są klucze pamięci
historia, której przygląda się bohaterka. bardzo swoiście się przygląda, dotykając jej opuszkami palców,a jednocześnie zanurzając w niej całe swoje ciało.

no to jeszcze jeden cycat: "(...) nie ma w tym żadnej presji ani tyranii z mojej strony, po prostu oni chcą czekać na przyszłość, a nie myślą o tym, że być może już ją ostatecznie stracili, bo życie trzeba brać na gorąco, tak jak ptaki trzeba chwytać w locie, bo inaczej odlecą na zawsze, ja też rzuciłem się w tę socjalistyczną przygodę, ale wszystko się skończyło i wtedy rzuciłem się przez morze, na ten kontynent bez dna, który wydaje się nie mieć końca, podczas gdy my, Europejczycy, skonsumowaliśmy całą naszą historię, teraz ją trawimy, czasami się nam ona odbija, ba - czasem ją wydalamy, jesteśmy zasranymi pożeraczami historii..."

(C.Fuentes, Lata z Laurą Diaz)

między wymiarami

wtorkowy śnik

rozległa równina, która jednak mocno zawęża się wokół, jakby rybie oko aparatu przesuwało się wraz ze mną, wytwarzając wrażenie niewielkiej bańki. znajduję się w świecie porośniętym trawami, źdźbła są suche, jakby była to wczesna wiosna, klimat bagiennego uroczyska.
w świecie tym mieszka wiedźma i jej pomagier, sługa pokurczony, pokrętny, służalczy, kiedy się boi, a jednocześnie bardzo podstępny. wiedźma chce dostać się do kuli z ciemnego, lustrzanego szkła, która leży na trawie. kula jest ogromna i wiem, jak się do niej dostać, ciekawi mnie, co w niej jest. sługa wiedźmy usiłuje różnymi sposobami zmusić mnie do zdradzenia tajemnicy lub wejścia tam razem z nim. nie chcę tego zrobić, ale wiem jednocześnie, że wejście do tej kuli jest jedynym sposobem, w jaki mogę uratować życie, ponieważ zbliża się wiedźma, sunąc szerokimi zygzakami przez morze trawy (pole widzenia poszerza mi się). wiem i czuję, że zamknięta w tej kuli będę bezpieczna. w ostatniej chwili dotykam ściany kuli i napieram na nią z całej siły. przeciskając się przez ściankę. czuję kleszczowy ucisk ciała, dławienie, powietrze wyciska się ze mnie, jakbym ścieniała do niemożliwości, odczuwam strach. ale jednocześnie wiem, co robię i czuję zbliżające się ocalenie. przeciskam się wreszcie przez kulę i okazuje się, że oto znajduję się w normalnym, swoim świecie na którego trawie leży kula z lustrzanego, ciemnego szkła, a przez nią przeciska się sługa wiedźmy z wężowym pyskiem i wężowym ciałem. biorę kij i z całej siły wpycham go do tej kuli, wpycham tak mocno, że aż bolą mnie ramiona. kula zamyka się, sługa zostaje wewnątrz. patrzę na kulę i rozumiem, że każdy z tych światów jest zamknięty w kuli leżącej w drugim świecie, zawierają się w sobie, a granicą pomiędzy nimi jest ściana kuli. mój świat znajduje się w kuli leżącej w krainie trawy, a jednocześnie kraina trawy zamknięta jest w kuli leżącej w moim świecie.