sobota, 12 września 2026

Akuku!

 I o cholera! Czyli miałam, ach jak ja miałam pisać, postować i w ogóle. Wyszło jak zawsze, czyli, panie tego, znaczy się wrzesień. A choć mój wewnętrzny adwokat diabła natychmiast usiłuje postponować to co za chwilę napiszę, to jednak chyba najulubieńszy poczuciowo miesiąc. Dobra, jeden z, jeden z...!

We wrześniach, podobnie jak w pozostałych miesiącach, znosimy rzeczy miłe i niemiłe,. Dla przykładu:
światło - miłe
roboty - niemiłe
spotkania - miłe
brak czasu na czytanie/pisanie - niemiłe?
ogrody - miłe
wschody słońca - miłe
wilgoć w chałupie - niech ją szlag!
szkoła - szkoła
i tak dalej.
Przykłady można by mnożyć bez widocznego końca i w zasadzie to byłby już cały mój post.. 

Wychodząc na przeciw wszechświatowi, otwieram się na miłe-niemiłe, żongluję nimi usiłując wygrać tę wrześniową partię. Dziś znienackowa wizyta rodziny - miłe, ale miałam zrobić coś innego - niemi..., a zaraz, to ja miałam sprzątać - niemiłe, więc nie będę - miłe choć groźne, ale to później się jakoś, coś - trochę niepokojące, choć przyjemne. Więc może to tak z grubsza - uspakajające, zatem siadam do bloga - miłe. Wyszło na miłe, jak widać, więc chyba dobrze. Z bałaganem ukrytym za plecami i pod kocem - niepokojące w tle, ale nieniemiłe Poza tym mam okna od wschodu, biurko pod otwartym oknem i właśnie pada na mnie światło, więc miłe jak cholera! W dodatku za oknem pola i cmentarz więc przyroda żywa i martwa, więc jesień na mnie woła akuku! I to też jest miłe. No to chyba stąd już otwarta droga do cudowności nie?

Ps: zdjęć na blogu będzie znikomo, bo w myśl porzekadła: Gobi wszędzie ci narobi, mechanizm mojego lumisia zasypał piasek. Mam lustrzankę, ale czy mnie się będzie chciało ją wytargiwać... - niemiłe. Ale robi dobre zdjęcia - miłe, tylko że czy będzie mi się chciało...? Dlatego zdjęcie jest lipcowe, a zrobiła je Aga w Chwalęcinie.