wtorek, 22 marca 2011

falelewanie

"Przedziwnymi kręgami, mieniącymi się jak barwy na szyi pawia, lelejały się fale..."

(S.Żeromski "Dzieje grzechu")


*

Piękne słowo - "lelejały". Ach, jakże i ja lubię, jakże i ja umiem się lelejać!

piątek, 18 marca 2011

jedzenie z jajem

po nie mojej, ale bardzo mi bliskiej, babci Lusi, została mi jedna z najważniejszych rzeczy na świcie - jajcarski przepis na wypełnienie skorupy. prosty i dobry i zmodyfikowany przeze mnie, (ale tylko trochę)

1. Jajcujemy na twardo

2. Ostrym nożem połowimy jaja wedle dłuższej osi, zważając, by nie zmozaikować skorupek na całej ich powierzchni

3. Łyżwą albo jeśli kto woli łyżeczką, wymuszamy jaja do miski i poddajemy obróbce sieczenia

4. Wprowadzamy posieczone jaja w stan zmieszania, dodając im szczypiorek, odrobinę curry, pieprz (ja kolorowy), paprykę, tymianek, sól i szczyptę cukru. A następnie łychę majonezu i łyżesię musztardy (albo i dwie, w zależności od ilości) i w ząbek czesany czosnek zdrowo i drobno sieknięty

5. Na dno skorupki wsypujemy pocięte również drobniutko pieczarki (jedna wystarcza spokojnie na 5 jaj)

6. Wypełniamy skorupkę jajocznią

7. Na patalaszce rozbestwiamy masło i podszykowujemy na nim bułę tartą (ja lubię mocno uprażoną na ciemno, ale zdaję sobie sprawę, że to marginalne upodobanie jest). Masłem tym polewamy wypełnione farszem skorupki

8. Układamy nań paseczeczek papryki konserwowanej uprzejmie latem i kwiatek, bądź badylek wiośnianej zieleni

9. Do lodówy, niech się zagryzie





Babciu Lusiu, może nie wszystko na świecie potoczyło się, jak sądziłaś, że się będzie toczyć, ale są jeszcze rzeczy pewne, których dobroć się nie zmienia
- jaja w skorupkach.
A.
:)


*


A tu na specjalne życzenie i pytanie Marty - odpowiedź - pieczara
Z jajami wystąpiła ta z lewej



(te białe ktropecki, to nowe łepki)

środa, 16 marca 2011

kwiatowo z nowiu

Dziś imieniny Hiacynta, więc wszystkiego najlepszego.

Moje hyhyacynty, zaczynają już kwiatowo-zapachowe szaleństwo okienne. dziś jeden z nich niestety musiał udać się na wygnanie, gdyż trudno to wszystko znieść.

wtorek, 15 marca 2011

opowiastki

o aniołku i o kocie




poniedziałek, 14 marca 2011

oną porą w gęsiarniku

Dziś imieniny ma Bożeciecha, które to imię brzmi jakby kichać. Są już gęsi, są już oczywiście żur żurawie, są przebiśniegi i krokusy, hiacynty wściekają się na oknie, wszystko jest pięknie, jak co roku i znajdź dziesięć szczegółów, którymi różnią się obrazki.

Co z oglądów?

Opowiem o Soni. Ha, znów zezwalam sobie na bycie absolutnie niesprawiedliwą, gdyż Radziewicz Teresa albo i nawet Teresa Radziewicz, przyjacielem jest, zatem mogę na nią nakrzyczeć i będzie mi (prawdopodobnie ) wybaczone. Prawdopodobieństwo bierze sie z tego, że kiedyś nadarza się ten pierwszy i ostatni raz, kiedy nie.
Ale czy ja nakrzyczę? zastanowiłby się w takiej chwili Ceratowy, Czy ja nakrzyczę?
Sonię znam od jakiegoś już czasu, najpierw nie jako książkę, ale pojedyncze wiersze i w jakimś stopniu awatar samej autorki, no bo czyja wrażliwość i czyje czucie mówi przez litery?
Sonia jest swoistym fantomem tego, co spotkało kawałek świata w jakimś tam czasie. Czy to dobrze? Gdyby książka nie niosła ze sobą myśli, która stoi za zdarzeniami i pejzażem wewnętrznym, to pewnie nie, ale niesie. Na szczęście Retes nie daje się zwieść malignie słowa i obrazu - gdzieś tam, pod trawiastą mową (ze względu na zielsko, nie na mowę-trawę), jak niepozorny, acz zaparty w swej żywotności chwast, pleni się i przenika do warstwy powierzchniowej wierszy, myśl. Jest to dla mnie książka o rośnięciu osobowości, o jej transformacji - budowaniu i niszczeniu jakichś jej aspektów, o czynnikach, które są za to odpowiedzialne przy- i nieprzypadkowo. Drogę, którą wybiera Sonia, drogę do umysłu, trudno jest nazwać - to połączenie (podłączenie) oniryzmu i wrażliwości skóry na temperaturę świata. Można rozpatrywać te wiersze w duchu logiki, szukać im namacalnych prawideł, ustawiać w przestrzeni psychologii. Można, tylko, że wtedy cichnie muzyka jej duszy, takiej duszy, o którą oczywiście toczę z Retesą boje, którą wyklinam i przekornie zaprzeczam, a przecież tak naprawdę uważam za jedną z najpiękniejszych; i kto wie, może najodważniejszych, spraw na Ziemi?
Zmilczę, że tak całkiem już prywatnie, książka jest też dla mnie ważnym albumem wspomnień o ludziach, miejscach, czasie i tym co te wszystkie elementy łączyło i może nadal łączy. o mnie samej również.



Teresa Radziewicz
"Sonia zmienia imię"

Destrukturyzacja

Rościsław z niedowierzaniem rozglądał się wokół siebie. Tu, gdzie przed chwilą jeszcze, ograniczały go ściany, rozpierał się, ba, rozprzestrzeniał, rozłaził jak szarańcza, widok na pola. Cholera, gdzie jest mój dom? Rościsław poskrobał się w głowę.