środa, 16 sierpnia 2023

Gdy domu się uśmiecha


 Opowiastka z Geel (Belgia)  u Agnieszki i Piotra. Tam nie może być złych zamków.

03.07.2023

poniedziałek, 14 sierpnia 2023

EuroZWID

 Wróciłam, jeszcze z mętlikiem wrażeń, jeszcze z bałaganem w drobiazgach, jeszcze ze snami przetwarzającymi obrazy. Ale już wiem, ze tegoroczny dziennik podróżny będzie nie tyle o miejscach, co o domach tworzonych przez ludzi, przez moich bliskich konkretnie. Nie spodziewajcie się wszakże pikantnych szczegółów, bo rzecz będzie przez filtr tych cudownych osób o miejscach. No to jakieś 5 tysi kilometrów za nami, Berlin, Amsterdam, Heel, Bruksela, Antwerpia, Nantes, Vannes, Cheverny, Orlean,, Zurich, Lucerna, Jezioro Czterech Kantonów, Pilatus, Vaduz, Kehrbach i wreszcie powrót. Miejsca i krajobrazy, a nad tym wszystkim stała myśl, że poszczęściło mi się w życiu mieć wokół siebie wspaniałych ludzi. Na razie jednak odgruzowuję domostwo



środa, 26 lipca 2023

Zebedeusz ( z braku pomysłu na tytuł)

Proszę mię tu fanfary, gdyż dzielnie stawiłam czoła nieprzemożnej chęci pójścia znów z herbatą porankować na podworcu. Miast tego włączyłam migoczący ekran, psuję sobie oczy i układ naczyniowo-ruchowy i piszę oną postyllę do rzeczywistości, a przynajmniej jej odbicia w mojej głowie. Właściwie to może wydawać się mało ucieszne, jeśli wezmę pod uwagę, że rzeczywistość komentowana przeze mnie, jest tylko rzeczywistością w mojej głowie i njak przystaje do innych głów, z drugiej jednak strony, całkiem sporo moich dni jestem pełna zachwytu i radochy, więc to nie jest aż taka ponurra rzeczywistość. Czasami mnie zastanawia, że łaj, ale kiedy górę bierze moja mroczna strona dnia, to też się to samo pytanie nasuwa, zatem stale tkwię w pytaniu kluczowym - dlaczego. Azaliż nie jest to żywot filozoficzny? Czyż nie uduchowienie mnie dopadło i trzyma w kleszczach swych świetlistych? Ale, o czym ja to? A, no żem przylazła rano żeby coś naskrobać dając wyraz mojej pracowitości i obowiązkowości, bo już za niecały tydzień z Piterkami moimi najmilejszymi, ciąć będę asfalty i smogi Europy, miast rozkoszować się wonią i świergotem ogrodu. Nie, że zatrudniliśmy się przy budowie dróg za granicą, tylko jedziemy do Aniet zahaczając po drodze o krewnych i przyjaciół królika przemieszkujących rejony, a że rozkładają się równomiernie (bo tylko ryba psuje się od głowy), to etapy naszej wędrówki wypadają barzo udatnie. Chyba najbardziej na to się cieszę, że w ciągu dwóch tygodni uda mi się zobaczyć ludzi, których lubię i zobaczyć w ich obecnie naturalnym środowisku, czyli uda mi się w końcu ODWIEDZIĆ. No oczywiście, że fajnie będzie znowu Berlin, znowu Holandia, ale już pozostałe miejsca są dla mnie tabula rasa, więc frajda dodatkowa. Trochę, jak to przy każdym wyjeździe w cywilizacyjne okoliczności, żal tych dwóch tygodni poza światłem i powietrzem, bo jak wrócimy bociany pewnie już będą odleciane, ale nie da się dwóch srok za ogon, a i powiem wam, jedną też jest cholernie trudno, wiem, bo jedna sroka recydywistka, wypija nam regularnie jajka z kurnika i nijak jej zniechęcić. Przychodzi dystyngowanie w tym swoim sroczym smikingu i mówi, mam ochotę na jajo. I przebóg, naprawdę ma!

Myślałam dzisiaj o katalogach z ubraniami, bo mi fb ciągle podsuwa jakieś sklepy, a że jestem przeraźliwie przewrażliwa na ciuchy, to zezwalam mu i chętnie zanurzam w rozkoszny wir klinów, kontrafałdek i riuszek, no wiec myślałam, że fajnie byłoby, gdyby wśród zdjęć ciuchów, było dodatkowo przynajmniej jedno takie, które pokazuje, jak ów wyglądałby na pulpeciastym kurduplu (to ja) i na chudym, ale kurduplu (to inni). Na wysokich przykościach już są takie zdjęcia, wiec tutaj nieco lepiej. Wychodzi mi na to, że nikt nie chce pokazać prawdy tylko kurduplom. Nie, że z goryczą to piszę, na szczęście ok mój wewnętrzny do tej pory chronił mnie przed zakupieniem cudownych, powiewających na precyzyjnie dobranych ciałach, łaszków i nakazywał wybierać na zgaszonym silniku, dzięki czemu cieszyć się mogę urodą oraz zdrowiem oraz wyrzucić z szafy kolejne marzenia o tym, że jeszczedotegoschudnę. Tujatam schudnę! Giń w piekle, rozmiarze S!

I jeszcze tylko szybko powiem co przeczytałam bieżąco. To znaczy siedziałam lub leżałam podczas czytania, żeby nie było. Otóż nabyłam antykwarycznie Elektryzujące opowieści pod redakcją Michela Chabona (przekłąd: Jerzy Łoziński, Maciej Kaczyński, Tomasz Rosiński) i jest to zbiór opowiadań takich gigantów, jak Ellison, King, Gaiman, Hornby, Chabon oczywiście i jeszcze piętnastu pisarzy. Opowiadania w tym tomie, jak wskazuje tytuł zbioru, są tajemnicze, groźne, zadziwiające i ogólnie mają szczotkować ci stopy, żeby włoski na rękach podniosły się nieco wyżej. Oczywista, to już nie jest czas jeżenia sierści na karku poprzez stwory i ciemność, jednak rzeczy są świetnie napisane, a  jedno, niepozorne, rzeczywiście wyszczotkowało mi stopy - Pod Górę (Dave Eggers), niby nic, ale czujesz przepływające po ubraniu ładunki. Nie, ze wszystkie opowiadania mają być horrorami, ten zbiór to taki sklep z osobliwościami, jest tu  miejsce na czarny kryminał, jest fantasy, jest horror, wszystko znakomicie udziane, wszystko do smaku. I ten zbiorek ma zdjęcia, jak wyglądają z nim kurduple, świetnie wyglądają, czego i wam życzę, tym chudym i wysokim, co to się szczycą swoją nienaganną figurą, cholerajasna, też!


ogród z widokiem na pranie
 

środa, 19 lipca 2023

Niezbadane są ścieżki lisie

 Tradycyjnie już przed urodzinowym miesiącem przypomina mi się, że nie zrealizowałam karty podarunkowej Empiku z roku poprzedniego i jest to zawsze wielka uciecha. Dzięki temu cyklicznemu już eventowi, jak to się teraz modnie mówi, dzielę się z wami kolejnym Sandmanem prześlicznie narysowanym i ze słodką historią pomiędzy okładkami.
Stylizowana na japońską baśń historia o lisicy i mnichu, w której ważną rolę odgrywa Władca Snów, jest ślicznym rozpoczęciem dzisiejszego pochmurnego dnia (żeby nie było, ja się cieszę, ze pochmurnego i z  radością będę witała deszcz). Jak daleko sięga miłość i czy można odwrócić oko przeznaczenia? Więź, która w niefortunny, a może fortunny właśnie sposób wiąże człowieka  z lisem, pomoże zadać kolejne pytania, bo odpowiedź każdy znajdzie w sobie sam. 
I jak zawsze smaczna szata, bo komiks jest osadzony w japońskim drzeworycie, w pięknej "starej" palecie kolorów i z chwytającą za serce kreską, która nie trwoni tuszu na darmo. Osobom o potrzebie dobra i piękna zalecam. Neil Gaiman i P.Craig Russel, Senni łowcy (Sandman), w przekładzie Pauliny Braiter

A jak macie jeszcze fajną ławeczkę pod drzewami w ogrodzie, spowitą w zapachy ziół, to już można nie wstawać.



niedziela, 16 lipca 2023

Na leśnika z patalaszni iskiereczka mru

 Moje pranie dosusza się już drugi raz, bo, owszem w sukurs modłom mym przyszła meteorologia, ale tak udatnie, że ani napoiło glebę, ani opłaca się zbierać szat ze sznura, jestem zatem w impasie. Teraz wieczorem to mogę sobie pozwolić, bo calutki dzień byłam raczej w upale. A skoro już tkwiłam w upale, zawsze, kiedy wypowiadam to słowo, myślę o książce jednego z wielbionych przeze mnie artystów rysowników/pisarzy - Regulamin na lato Shauna Tana, zawsze, więc skoro już w nim tkwiłam, to zrobiłam naleśniki na piwie z kabaczkiem. Tu uwaga dla niewiernych i wojujących, kabaczek to polska nazwa cukinii, a nie że ma inny kolor.


zatem zrób naleśniki dodając do nich miast 3/4 szklanki wody, to ciemnego piwa

a farsz będzie następujący:

  • kabaczek, marchew, pietruszkę,  zetrzyj na grubsze wiórki w proporcjach dowolnych. wzięłam 2 marchwie, 1 pietruszkę i 1 kabaczka,  (*myślę, że jeszcze powinnam była dodać jabłko)
  • zetrzyj na tarce żółty ser w ilości dowolnej
  • posiekaj natkę pietruszki
  • pociap cebulę w piórka. U mnie 1 cebula
  • posiecz czosnek. ja 3 ząbki, bo lubię

cebulę podsmaż (ja na oleju) na patelni z odrobiną curry
następnie dodaj pozostałe starte warzywa *i owoc

smaż i niech odparowuje

dopraw to solą, pieprzem, papryką, ja doprawiłam jeszcze mieszanką do suwlaki

jak już będzie miało się u końcowi (czyli odparuje sporo wody), wrzuć nać pietruszaną i czosnek (jeśli wolisz go podsmażać wcześniej, be my guest, ja wolę pod koniec). 

A na już najzakońszy koniec wrzucaj ser i mieś

A później wetknij farsz w naleśniki na sobie dowolny sposób, ja na cztery, bo mi dziś tak naleśniki nie szły, że ani myśleć o zrobieniu krokieta. To znaczy jednego zrobiłam, ale był  tak straszny z wyglądu, żę go szybko zjadłam.
W smaku pyszne, zdjęcia nieogar w kategorii fotografia kulinarna, bo robiłam wszystko na raz i biegałam po kuchni wołając kurwakurwa i dzie jest mieszadełko!




smacznego!


sobota, 15 lipca 2023

zdecydowanie poranki

Ponieważ inna jest faktura światła i jeszcze panuje człowiecza cisza. W miarę toczenia się słońca, hałas coraz zachłanniej zagłębia macki w moje uszy. Jakże się ludzie kochają w terkocie silników, silniczków, jak się pławią w możliwościach maszyn. Ale piąta rano jest jeszcze azylem, tu gdzie mieszkam. Obchodzę ogród, myję stopy w rosie, napycham się wiśniami, agrestem i porzeczkami, zagaduję sałatę. W zielnikowym kącie, pod sosną, świerkiem i kaliną koralową  mam swoją ławeczkę i tam właśnie lubię siadywać, na chwilę, żeby posłuchać o czym to mlaszczą ślimaki i jak rośnie trawa. A później biorę herbatę i siadam na schodach w pełnym blasku i chłonę pola zagarniając przestrzeń do siebie, w siebie. Wakacje, choć srodze okupione zmęczeniem i zarwaniem kruchego lodu psychiki  w roku szkolnym, dają taką cudowną możliwość niepoganiania się. Nigdzie zatem się nie spieszę, nawet kochać ludzi.

A propos kochania ludzi, to zalecam do poczytania Cudownych Chłopców Michaela Chabona w przekładzie Andrzeja Jankowskiego. książkę cudownie opresyjną, a nadal ciepłą i zabawną. Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, kiedy się wyjdzie z domu w stanie zwyczajnego życia a ląduje z martwym, a dobra, przecież sami sobie przeczytacie z czym. W książce niebagatelną rolę pełni też damoklesowa tuba i wytarty żakiet Marylin Monroe, a więc spotkajcie się z nimi podejmując wraz z  Gradym Trippem próbę okiełznania życia i pewnego narowistego zakończenia pisanej siedem lat książki. Cóż mogę rzec, kolejny raz Chabon bas, panowie i panie!


No i druga rzecz, to wróciłam na chwilę do niesamowitego  i wcale nie sielankowego świata Wodnikowego Wzgórza, czyli wyszperałam w czeluściach Allegro Opowieści z Wodnikowego Wzgórza pióra Richarda Adamsa (przekład Paweł Kruk). Jest to kilka historii o El-Ahrerze, czyli legendarnym Wielkim Króliku i krótka, choć niesłychanie przyjemna wizyta w królikarni Leszczynka.  Sprawdziłam, że mają się dobrze i zostałam tą wiedzą pokrzepiona. Zachwyca mnie, jak cudownie potrafią ludzie składać słowa, budować z nich światy, wygrywać polki i tanga na naszych mózgach, nie da się tego opisać ani pojąć moim misim rozumkiem. 

A teraz trochę już kończą mi się słone paluszki, czyli czas wstać.

Sufit gabinetu w Schloss Clementswerth
Sögel (czerwiec 2023)


poniedziałek, 10 lipca 2023

AC/DC

Powinnam dostać w pacan od mojej przyjaciółki, bo regularnie wysyłam jej urodzinowe życzenia konsekwentnie innego dnia, niż są jej urodziny. No aż takim baranem nie jestem, nie myślcie sobie, różnica jest góra dwóch dni*, więc wielkie mi aj waj,
a przecież to nie znaczy, że nie mogę tego właściwego dnia złożyć wam życzeń z okazji dnia urodzin jednego z moich ulubionych postaciów, czyli Nikoli Tesli. Z geniuszy, to właśnie on i Herman Ganswindt, o którym zdaje się tu już kiedyś coś smażyłam, poruszają moją zastałą wyobraźnię i na jej powierzchnię wypływa cały motek uczuć. No bo wyobraźcie sobie, jakie to trzeba mieć w głowie światy! A więc w dniu urodzin Tesli (10 lipca)  hip hip hura!


* jestem natomiast takim baranem, który zapytał z troską, czy denerwuje się przed ślubem, podczas gdy ten odbył się tydzień z okładem wcześniej.