piątek, 8 marca 2013

gigligli

Z okazji dnia Beaaty i kobiety otrzymałam oprócz prezentów materialnych następujące dedykacje:

Z poleceniem wizualizacji Ja-Kubka w miejscu Mieczysława Szesniaka a z racji imienin również zastępstwa za Edytę Górniak



i do Retro Rady, tradycyjna:


czwartek, 7 marca 2013

bunt kulinarny

A teraz, kiedy nastaje trynd domowania, pieczenia własnego chleba, używania chwastów do jedzenia i herbat, szycia sobie, robienia własnego sera, nalewek i tympodobnych ekscentryczych a ongi wielce popularnych czynności, błogosławieństwem zdaje mi się moje uzależnienie od glutaminianu sodu ;D

Z nostalgicznego sztambucha

Szkic sytuacyjny: Dalekie kiepskie kacowe popołudnie, Aniet śpi, ja z melancholijną miną sączę zupę chińską "złoty kurczak", obok podobnego kurczaka, tylko na ostro siorbie Zina.

ja (refleksyjnie): cholera, czemu ja tak lubię te chińskie zupy, kiedy mam tyle normalnego żarcia

Zina (z właściwą sobie błyskotliwą obserwacją): bo my jesteśmy uzależnieni od glutaminianu sodu

ha!

Ps: przyrzekam, ze wyślę te dwie herbatki które leżą na mojej półce od Bożego Narodzenia :|




sobota, 2 marca 2013

kiwi

wzruszyłam się. piękne



czwartek, 28 lutego 2013

Z rozmów rodzinnych - O rytmice picia

piątek wieczorem, siedzimy se. czerwone wytrawne dycha na blacie. se siedzimy, ględzimy, pleplamy, śmiejemy się i poruszamy ważkie tematy dnia. mama, siostra, szwagier, siostrzenica, ja.
mama dodatkowo rozwiązuje Jolki (przy czym zbieżność imion krzyżówek i mojej siostry jest dość swobodna)

mamcia (głosem jak trąbka): Pół ćwiartuchny!

(chwila milczenia)

(ożywiamy się)

... małpka, seta, kielonek....co u diabła... lampeczka...

wspinamy się na wyżyny alkoholickiego wyrafinowania i nic nie przychodzi nam do głowy. łamiemy mózgi setnie, rzecz nie daje nam spokoju. po jakimś czasie nasze wytężone umysly porzucają walkę z wiatrakiem i zniechęcone porażką na polu pijackim powracają do rodu Borgiów.

- ósemka! gromko grzmi mamcia

- ósemka!? spoglądamy niepewnie po sobie, bo jako żywi, nie wiedzieliśmy że jak dwóch rozpija ćwiartuchnę, to robią po ósemce

siostra zagląda mamie przez ramię

- polowa ćwierćnuty, oznajmia





Przy okazji przypomniałami się inna opowiastka krzyżówkowa z mamcią
Siedzimy we trójkę: mama, tatko i ja.

mama: Leśny Chrystus

tato i ja: świątek

mama: nie!

ja: no jak nie, jak tak

mama: nie, bo nie pasuje, na trzy litery

tato: na trzy? może bóg?

mama: nie, bo na końcu "s "

głowimy się, kombinujemy

mama: lis.

tatko i ja: lis??!!

mama (wdzięcznym, niezrażonym głosem:) a, bo to nie chrystus był, tylko leśny chytrus.

howgh!


wtorek, 26 lutego 2013

szybka z gara

czyli jak szybkim truchtem ukręcić głodnemu coś na przegryzkę

bulion zrobić i ochłodzić
na maśle podsmażyć cebulkę w kostkę i pokruszone płatki migdałowe
nasypać na to mąki i  zrobić białą zasmażkę
wlać chłodny bulion
ciepnąć porózyczkowanego brokuła - ugotować
zblendować
doprawić solą, pieprzem, papryką i ewentualnie odrobiną cukru
zaprawić śmietaną
dodać plaster cytryny
zabulgać (czyli zagotować do pierwszego bulgu)
wsypać ugotowany makaron -forma śrubełek
jeść










A z codziennych donosów to Mirosław Popiołek, bradziaga, wrócił był z uchem nadszarpniętym i takąż reputację wnosząc, Panna łaskotka z kolei twardo trzyma się mojej nogi, a amarylek zakwitł

 
 


Juhu, a z zabawnego testu osobowości pratchettowskiej wyszło mi następująco:
 
jestem jak:
Niania Ogg80.19%
Samuel Vimes74.25%
Marchewa73.26%
Rincewind73.26%
Bibliotekarz71.28%

 
i kto podobnie jak ja, kocha pratchettowski Śwat Dysku, na pewno pamięta, że ulubiona piosenka Niani Ogg, to "ta o jeżu ", :D
a ja uwielbiam jeże (mogłabym przy nich siedzieć godzinami)

wegetarianie mogą jeść sklepową szynkę

na mur nie jest zrobiona z prawdziwego mięsa

:]

czwartek, 21 lutego 2013

takietamy w przerwie

jest źle, rzeczy zaczynają mi się kojarzyć z seksem. dziś przeczytałam na jakimś blogu - "filcowanko" i huzia, moje myśli pobiegły tam, skąd musiałam je z towarzyszeniem rózgi wyciągać i przyprowadzać do domu, do kąta.. :|

*

a propos rózgi, własnie przypomniałam sobie i piorunem się wczułam w  sytuację, kiedy moja mama szła po mnie z witką do domu sąsiadów, gdzie z kumplami urzędowaliśmy grubo po godzinie policyjnej. nie, broń losie, nie łamaliśmy norm obyczajowych, chyba się w wojnę bawiliśmy czy jakoś tak. i tak sobie wystawiam, jak musiała w duchu śmiać się mama łamiąc tę witkę na mnie, jak musiała się napominać, by wejść z miną surową i należycie mnie wystraszyć i jakże to marnie na mnie podziałało.

*

a dziś byłam dzielna i dopisałam jeden kawałek dziennika, ha (poniżej). i podrzucam jeszcze wizerunki konfekcyjne. Sari są moje własne, a fotki zrobione na prośbę koleżanki (miałam wybór, albo fotki, albo zapieprzać w sari do szkoły, a że zima to... ;D),
yukata, czyli letnie kimono należy do mojej siostrzenicy Marty, wielkiej fanki Japonii, z którą mam kiedyś nadzieję się do tej Japonii wybrać hyhyhy (choć Marta jeszcze o tym nie wie). Z Martą obaliłyśmy kilka piwek, flaszkę śliwowicy domowej roboty mojej, trzasnęłysmy sesję polową  z towarzyszeniem pośpiesznie i doraźnie aranżowanego miejsca i oświetlenia, na przekór wysiadającej baterii w aparacie, a później przerzucałyśmy się do trzeciej nad ranem ulubionymi ariami (ja) i kawałkami muzycznymi (Marta)
 i okazuje się, że to fantastyczna rzecz takie kimono i w ogóle jestem już przekonana, że lata tradycji strojów ludowych nie obrzydzają kobiecości,a  wręcz przeciwnie, jakimś dziwnym i sobie tylko znanym sposobem stroje ludowe ją podkreślają, również polskie -w  warmińskim stroju ludowym, w  kurpiowskim i krakowskim, bo tylko te nosiłam, człowiek czuje się ślicznie i tak wygląda, howgh