Komentarz Czerwonej filiżanki pobudził moje poranne myśli . Odpisałam - na szczęście lubię wszystkie miesiące i poszłam parzyć herbatę (zbieżność naczyń przypadkowa). I tak się sobie przyglądałam przy tej absorbującej czynności i pytanie sobie zadałam, dlaczego i jak mogę te wszystkie miesiące lubić i jaki jest tego mechanizm.
To znaczy dlaczego, to i ja, i literatura, i wszelakie sztuki, mamy wiele objaśnień, ale jak działa owo utrzymywanie stanu.
I tak sobie to wymyśliłam, że chyba działa to tak, jak przy wyrównywaniu ciśnienia w uszach. W zależności od rodzaju i stanu miesiąca, przeciwstawiam mu swój własny stan, ale w wersji dla mnie najprzyjemniejszej. Dla przykładu, taki listopad deszczowy i z płytą pilśniową w miejscu nieba, naciska na mnie, więc wyrównuję to ciśnienie wykładając się od środka nostalgią, chęciami podkocykowania, objadania się skrycie czekoladą i budowaniem schronów z książek. Oczywiście, można by też wyrównać to ciśnienie czarną rozpaczą, niemocą, czy niechęcią, ale mamy tak szeroką gamę odczuć i reakcji, że z tych dorównujących listopadowi jest możliwość wyboru najmniej inwazyjnych, a najbardziej przyjaznych mojemu życiu. To sprawia, że listopad nie jest w stanie mnie wklęsnąć (wklęść? wpuczyć?) i dzięki temu niepogięta mogę oglądać różne jego cuda i dziwy w innym przypadku niewidoczne.
W grudniu po południu ogacam się wełnianymi skarpetami, wzorem Muminków wypycham brzuszek świerkowym igliwiem, pasę się herbatą i nalewkami uwalniającymi zapach świąt albo lata. Lipce we mnie z kolei potrzebują dużej ilości wody oraz lenistwa, które ze względu na jego niezwykłą płynność, można skierować do akurat potrzebujących części ciała.
A taki na przykład entuzjastycznie balonowy maj, generuje potrzebę napompowania się vis vitalis i dryfowania w zapachu lilaków i jaśminów, więc wypełnieniam się majem aż po pięty.
I tak to, proszę jaśnie państwa, mniej więcej wygląda.
przeprosiłam się z Nikonem.



no nie żartuj, że masz w domu firanki?!
OdpowiedzUsuńoraz doskonale no doskonałe nastawianie do życia w miesiącach i chyba właśnie mam tak samo, dzięki czemu uniknęłam dyndania na sznurze.
Usuńmam w domu firanki :)
UsuńMoja mama też ma firanki. Otóż istnieją tacy ludzie, którzy je mają 😉 🪟
Usuńnie waham się użyć firanek w domostwie swym! :D
UsuńNiestety, jesień i zima to czas krótkiej jasności i długich ciemności. Nienawidzę ciemnicy, budzi we mnie wredne demony nerwicy lękowej i depresji.
OdpowiedzUsuńrozumiem, współczuję Ci z całego serca, trzymaj się <3
UsuńWiesz, przemyślawszy już kiedyś temat, doszłam do wniosku, że lubię wszystkie miesiące. I widzę, podobnie jak Ty, że w każdym znajduje się dużo pozytywów, kiedy się do zagadnienia właściwie podejdzie.
OdpowiedzUsuńBo np. grzybki. Kocham. I przeboleję obieranie, i kucharzenie, bo zbieranie jest tak wspaniałe, w okolicznościach jesiennej przyrody.
itp. itd.
Też mam firanki. Pomagają na muchy, oraz na wysokie i niskie temperatury. Izolacja, panie, każda dodatkowa warstwa z powietrzem pomiędzy coś dodaje.
mechanizm negacji jest fizjologicznie dość łatwy do osiągnięcia, jako bardziej pierwotny, natomiast lubienie wymaga systematycznej, często intensywnej i bywa trudnej pracy, ale po latach uważam - opłaca się. Moje rodzeństwo to tzw charty na grzyby, ja ze względu na trudności z akomodacją wzroku raczej cieszę się ich zbiorami i ich radością, co nie oznacza, że nigdy nie zbieram. W dodatku, o boże leniuchów, rosną mi przy domu! :D
UsuńJa też jestem szczęściarą grzybową, kozaki i czasznice rosną mi na trawniku, a reszta, czyli prawdziwki , na własnych łąkach i pastwiskach. Jakkolwiek teraz jedno wielkie NIC.
Usuńpowoli będzie inaczej. Nie wiem, czy lepiej, ale inaczej na pewno. <3
Usuńuffff.... a już myślałam że znowu coś źle zrobiłam. Uwielbiam ten Twój sposób patrzenia na miesiące — jak na osobne istoty, z którymi można się spotkać, zamiast je po prostu „przetrwać”. I chyba coś w tym jest: nie zawsze mamy wpływ na pogodę za oknem, ale możemy wybrać, czym odpowiemy na jej nacisk. 😊
OdpowiedzUsuńA porównanie do wyrównywania ciśnienia w uszach zostaje ze mną na długo. Szczególnie te listopadowe schrony z książek — czuję, że właśnie tam chciałabym się czasem zaszyć. ❤️
I bardzo się cieszę, że przeprosiłaś się z Nikonem. Mam nadzieję, że to początek pięknej, długiej zgody — bo wygląda na to, że macie sobie jeszcze sporo do powiedzenia. 📷
Jeśli robisz coś "znowu źle", to pamiętaj, jest to dowód na to, że coś robisz iw dodatku się nie poddajesz. :D W skrytości mego na zewnatrz pozornie pragmatycznego umysłu, kryje się gąbka nieco magiczna i one się chyba przenikają te warstwy, czasami kiedy chcę, a czasami kiedy nie chcę. Nikony są cudowne, ale ciężkie diabelstwo, a jest we mnie za mało pasji do fotografii, by tachać te wszystkie słoiki. Ściskam! :D
Usuń