sobota, 29 kwietnia 2023

Borsuk o trachu na kiełdzie

O, a jak mi dziś rano Radek napisał "a taka tam niespodzianka", to żem nie myślała, że aż taka. Z Radkiem wymieniamy słowo rzadko, bo on zajęty swoimi bardzo dobrymi i pięknymi rzeczami i ja swoimi, czasem wymieniamy słowo pod okiem ludu świata tego i dlatego dla mnie niespodzianka dzisiejsza była przez N. A w dodatku jak Radek przeczytał "nie zmieniłabym...", to uch! tak jeszcze tego wiersza nie słyszałam. I za każdym razem nowym czytam go de novo.

Gdybyście chcieli posłuchać, to tu

https://www.facebook.com/Borsukliteracki/videos/133965499655635


a gdybyście żwawego borsuka polubili, to znajdziecie tam wiele znacznie dobrzejszych wierszy

sobota, 1 kwietnia 2023

tytułem własności

Tak sobie ostatnio w chwilach wolnych od nieznośnej lekkości bytu pomyśliwam, a ponieważ proceder ten u mnie nader rzadko znajduje  awatar w świecie zewnętrznym, to będzie niech dobrą, a skromną zasłonką do potrzeby zapisania czegokolwiek na blobie i tym samym spełnienia dodatkowo nie tylko chuci, ale i nałożonego na się przez się, obowiązku.
Bo tak sobie myślę o nieuświadomionych odruchach praw roszczenia i własności kopczyka, na którym przysiadamy.
Z jednej strony walczymy wciąż, mówimy, tarzamy się w słowach o otwartości, życzliwości, potrzebie dzielenia się, o potrzebie swobody i tych wszystkich szykanach z pojęciami onemi związanych, z drugiej obserwuję taki oto mechanizm.
Ludziska znajdując jakieś cudze treści, obrazki, żarty w  sieci, wiedzeni potrzebą pokazania, co znaleźli, bo fajne, bo zabawne, bo rzutkie i śmiałe, udostępniają je, dajmy na to, na fb, żeby się tym swoim znaleziątkiem podzielić, pośmiać z zebranymi wokół ognia i słowa przyjaciółmi, podroczyć z wrażymi szeregami, tudzież wzbudzić zazdrość łamaną przez podziw. To jasne, to zrozumiałe, to mnie nie dziwi, to jest dla mnie najzupełniej logiczne i wpisane w gatunku etologię.
Co zatem sprawia, iże  udostępniając one, cudzo wytworzone treści, ludziska wzmiankowane, wyłączają funkcję możliwości  udostępnienia dalszego, by nikt broń losie, nie posłał dalej tego wykopanego z błota internetów, a nadal cudzego przecież, artefaktu. Przez cudzego człowieka wytworzonego i w świat posłanego, by szerzyć, rozmnażać i nauczać w narodach.
Inni z kolei, wystraszeni aurą, udostępniając one cuda (przy założeniu że taka możliwość zaistnieje), czują się w obowiązku usprawiedliwić czyn ów swój odrażający i przepraszając pokornie piszą kradnę. Jeśli by zaś tego nie uczynili, klątwa na ich groby do ósmego pokolenia!
I wówczas zdarza się, że ten czy ów. w łańcuchu wcześniej stojący, łagodnie, co prawda i w teorii żartobliwie, acz jakby z zamaskowaną przyganą, zwraca uwagę, że się one dobra (wytworzone przez pierwotnego wytwórcę) podkradło bezczelnie i jeszcze cholera za nie nie dziękując.
Ostatnio napotkałam też poziom wyższy, kiedy cudzą treść ktoś udostępnił i zachęcał, by szerzyć naukę dalej, jednak możliwości udostępnienia treści pierwotnej nie życzył sobie, co wszem i wobec oznajmił.  
O takie mnie obserwacje najszły i myśl pytającą o co cho, wymusiły. I trochę pewnie rozumiem mechanizm, a skoro go rozumiem, to trochę złośliwość, a nie zdziwienie smagnęła mnie ogonem do napisania tego postka. Oj tam oj tam, nigdym nie twierdziła, żem słodycz.

A u nasz już od tygodnia bocienie i zdarza się, do roboty, chadzam już we własnej skórze



historia mody

Och, musze się pochwalić, gdyż Karol Maliszewski wybrał do audycji studenckiej w dniu poezji mojego Jonasza


o tu sobie możecie https://open.spotify.com/episode/1NXOwNQEiuwpuJGgV1yPdv?si=Gfwu67f0Qt64JAkPIIlhcQ&fbclid=IwAR3GCdoVDiK-XBrZKbhVkN0ZycJ3eiByYCGnr8zLPKCU44LA7NsvKU69Y9o&nd=1


wtorek, 14 marca 2023

przed i w katarze

wpis niedzielny

 Na przeciw potrzebom wychodząc. Moim, rzecz jasna, chciałabym donieść, iż śnieg zasypał wszystkie nasze drogi, ale żeby nie było, nie tę do kopalni. No psia ją w mordę trąb! Trudno, jutro podążyć będzie trzeba. A nie było mnie, gdyż myślałam o miłości. Dobra, gówno tam prawda, oglądałam seriale, bo brat na dłużej zjechał do mamci. Obejrzałam Amerykańskich Bogów sezon pierwszy, wiecie ten na motywie gaimanowskiej książki. I barzo gaimanowski klimat, kurna oszczędnie zrobili, a udatnie, aż się mi pysio wewnętrznie radowało, jak ładnie zaczerpnęli nauki z Lyncha i złapali ducha, który nie sponiewierał książki wyczuwając szczelinę, między tym co może literatura z wyobraźnią czytacza, a tym co może film. Wyszło dla mnie bez zarzutu.


*

I jeszcze obejrzałam Koło czasu, serial. Książków jeszcze nie nabyłam i przyglądając się mojemu obecnemu rachunkowi za ogrzewanie (dziękuję pokornie gminie, która uporczywie puszcza ciepło i naszą kasę w glebę źle zaizolowanego przesyłu) raczej nie nabędę, gdyż miesięczna opłata (uiszczana przez cały rok pański) za ogrzewanie domostwa podszytego wiatrem, stanowi jedną trzecią moich zarobków. i jeszcze z ubiegłego roku niedopłata pozbawia mnie bezwzględnie nabywania. Ale może to dobrze, jeśli coś stopuje przypływ rzeczy. Właściwie, czego potrzeba człowiekowi, trochę jadła, miejsca do spania i miłości.

Ale, żeby nie było, myślałam o miłości trochę przez ten czas i wyszło mi, że znowu kulą w płot, jakoś tak trafiam na sytuacje niejasne, w których trudno otrzymać szczerość. Szlag by to, a już myślałam, że przełamałam wzorzec. Jednak nie i trzeba ci było wuszko jednak trzymać się z daleka, jako się trzymałaś. Dobra, przejdzie jak wszystkie inne, w końcu przeminie jak sen złoty, ten piaskowy smak w pysku i poczucie że się z siebie znowu zrobiło durnia.

*

wpis wtorkowy

A dziś mam katar i migdały wielkości kokosów i ciągle śpię, za wyjątkiem kopalni, rzecz jasna, choć do końca przekonana nie jestem, gdyż mgliste majaki z lekcji i przerw sugerują, że mój mózg pieczołowicie obłożony watą, śpi również podczas zmagać intelektualnych z młódzią. Ale budze się na kaszlnięcie, bo wtedy musze trzymać czubek czaszki, żeby mi nie odpadł, znacie ten stan. Przeczytałam wczesne opowiadania Pynchona w zbiorku Niepojętny uczeń (przekład Piotr Prachnio i Roman Vasylenko). Fajna, ciekawa rzecz z tego powodu, ze się sam autor pastwi nad swoimi juveniliami, ale też widać jego czuły do nich, mimo wszystko, stosunek i chęć podzielenia się. Zajęło mnie ostatnie, które nosi tytuł Sekretna integracja i jest mieszanką przygody, eksploracji, pleśniejącej piwnicy i tajemnego świata dzieci. Zdecydowanie smaczna rzecz. I to by było na tyle, bo mi zaraz nos odpadnie.


a tu prosz, cesarzowa imperialna zaiprowizowana przez Kubę, mego siostrzeńca i AI. Swoją drogą, okazuje się, ze Kuba widzi mnie głównie w sztafażu fantasy


sobota, 25 lutego 2023

padaśnieg

 Za oknem sypie jak w bajce, ogromne, miękkie płatki przysypują szaro-bury kraj, w którym tak ładnie urządziła się bezmyślność i pochwała krótkowzroczności będącej ariergardą głupoty. Ale ja nie o tym, bo przecież jest sobota, dzień wolny, choć chciałoby się, żeby to był dzień wolności. Ale to jeszcze nie jest ten dzień. Nachodziły mnie nocą przedziwne, duszne sny z korowodem znanych i dawno nie widzianych ludzi, a także tych, których znam tylko z obrazka. Może to przed tym śniegiem. Otrambiam (szkoda, że w języku polskim nie ma dźwięku a/ą, wówczas można by spokojnie wyłą/anczać światło i nie dąsać się na fonetykę) kolejną szklankę herbaty, który to napój jest moją wielką i niekwestionowaną miłością oraz słabością przy okazji, bo pomimo wysychającego na wiór gardła, ciężko mi zamieniać go na aqua vitae i kompulsywnie, przyparta do muru, chleję pół flaszki wody duszkiem, co jest bezczelnym sprzeniewierzeniem się zasadom zdrowego stylu, który wkładam młodziętom do głów w zakładzie pracy. Ot, taka słabostka. 



Nabyłam tom wierszy wszystkich Wisławy Szymborskiej, z czego jestem rada, bo łatwo poń sięgnąć i przegrzebać. A tymczasem przeczytałam Dom Holendrów Ann Patchett w przekładzie Anny Garlak, którą to książkę podarowała mi Reteska, kiedy odwiedzinowała mnie w feryj czas i jest ta książka osadzoną mocno w poczuciu naszym wspólnym, bo mam taką z Tess przestrzeń, którą na potrzeby świata zewnętrznego nazywamy czułostkową, a które to słowo jest tylko zewnętrznym możliwym konturem tej przestrzeni, natomiast nie oddaje naszego rozumienia i rezonowania z czułością, światłem i mechanizmami świata. Taki nasz mikroświat. No i Dom Holendrów doskonale w tej przestrzeni mieszka. Bardzo spokojna, bez dramatycznych tonów opowieść o uczuciu, w jego różnych odsłonach, opowieść, w której wygrywa nadzieja, choćby się przed nią zapierać kopytami. Ciepła, cicha książka na zmarznięte serca i potrzebę ciszy. Historia, w której młody, śmiały mężczyzna kupuje swojej ukochanej wielki, piękny dom należący do rodziny, która zniknęła z rejestru rzeczywistości. Dom od tego momentu staje się osią minaturowego wszechświata związanych z nim postaci i na zawsze zmienia kierunek i  warunkuje spiny kilkunastu ludzkich żywotów. Nie, nie musicie obawiać się dramatów, zostały one zapisane ostrożnie, ukryte pod słowami i zabezpieczone kocem. Ładna, dobra książka

Och i dodrukowano Zdarzenie 1908 Jacka Świdzińskiego, więc drżąc z emocji szybko nabyłam i wam, wielbicielom komiksów też polecam, a jakże by nie, skoro jest to jeden z najgorętszych rysowników polskich. Uwielbiam tę kreskę i oszczędność obrazka, a wszystkie postaci są z pysków niezmiernie udatne. I to tyle, resztę sobie sami obejrzyjcie.

A od Emi z Ziemi, planety pingwinów dostałam obrazek, o! Dzięki Emi!
Na marginesie, Emi też robi komiks, który wielbię, czyli nieoszacowanego Terminatora Gołąbka, zatem zajrzyjcie do niej koniecznie.



wtorek, 7 lutego 2023

10 ważnych powodów dla których można kochać zimę

 1. Zimą jest zimno, a w zimnie trzyma się mięso, żeby się nie starzało

2. A jak jest zimno, to spokojnie możnaesz włożyć na siebie jurtę mongolską, bo wszyscy chodzą okutani i pod tą jurtą można ukryć, żeś utyła jak wieprzek

3. Utycie zawsze można zwalić na zimę, bo małoruchu, nawet jeśli  się jako chomik w kółku, to i tak można skłamać i trzymać się tego, bo jest zima

 4. Zimą można nie udawać, że się jest szczęśliwym. Nawet jeśli się lubi zimę, zawsze można skłamać, że to przez nią, bo mało światła

5. A jak się nie jest szczęśliwym, można udawać, że nie rusza się z domu z powodu totalnego przygnębienia, tylko bo drogi śliskie i szybko zapada zmrok

6. Zimą możena dolewać sobie bezkarnie (przynajmniej wg ciebie) alkoholu do herbaty, bo zimno i trzeba się rozgrzać

7. Zimą nie widać chwastów w ogrodzie i nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że się nie idzie plewić

8. Zimą przecież nie będzie się robić tych wszystkich robót na mrozie!

9. Zimą można nie umyć okien, bo zaraz i tak przyjdzie wiosna, a skoro wiosna nie przychodzi jeszcze, można przeciągać ten stan

10. Zimą spokojnie można okazać się bałwanem i się pasuje do  krajobrazu



nie mierz kałuży jednaką miarą

No więc taka sytuacja, 6.50, gnam do kopalni. Jest lekki mrozik, podsypało śniegiem, gnam zamaszyście, szagam nogami, by dodać sobie o tej barbarzyńskiej porze stosownego animuszu. Na jakimś dwudziestym metrze wywijam orła. Kurew, myślę se, pod śniegiem kałuża ani chybi! Wstaję, otrzepuję się, toć zdarza się człowiekowi, takoż kałuży. Ruszam z kopyta i zanim kopyto ono uderzy o twardy paryski bruk, wywijam orła drugiego. O żesz kurewjegoraz, to taka jest długa, przebiega mi przez szerokość czaszki myśl odkrywcza. Otrzepuję się prędziutko, by pognać w dal i dekoncentrując się srodze, zaliczam orła trzeciego. To znaczy wywijam, zanim jeszcze do dali docieram. Trochę sobie więc leżę, bo śmiech odbiera mi siłę i wigor, i tak se trochę myślę, że a może tak do sklepu to już się poturlać ?