poniedziałek, 16 stycznia 2012

oczy szczeniaczka

nie ufać "oczom szczeniaczka". szczeniaczek to nic innego, jak rosnący, pełny ponurych zębisków, wielki, ogrodniczy pies.

dostałam bałwanka

dostaję też szajby, ale całe zmęczenie i irytacja i przygnębienie i grom złocisty wie jeszcze co, odpłynęło ze mnie, kiedy na schodach przed wejściem do mojego domu, znalazłam zminiaturyzowanego bałwanka.
i było mu zimno w ep.


a do śnika miałam cholerra, zapamiętać dokładnie fabułę, ale przysnęłam i diabli ją wzięli. niemniej sen był erotyczny i dotyczył greckich bóstw.

niedziela, 15 stycznia 2012

łikendowo

Hotel Splendide (reż T. Gross), dość przyjemny do zajęcia sobie wyrwy w nudzimisiu, acz widać, jak mocno wspina się na palce, by dosięgnąć Jeuneta i Caro. nie sposób opędzić się od dartych z Delicatessen, skojarzeń. ale nie mam jakoś specjalnie Hotelowi za złe, możliwe, ze za sprawą absolutnie zniewalającej mnie Toni Colette, którą zresztą nie dalej jak wczoraj, z wielką przyjemnością obejrzałam znów w "Był sobie chłopiec".

co do czytania?
skończyłam wreszcie Listy Lema i Mrożka, ogromnie polecam, ale wypisów nie robię, bo mnóstwo rzeczy zaznaczyłam sobie i nie umiem wybrać, acz zapewne będę się czasem wspierać jakimś stosownym fragmentem.

co po drugie?
ach, dostałam pod choinkę, mojego kochanego hodżę Nasreddina, wiec z wielką i niekłamaną przyjemnością oddaję się kontemplacji jego wyczynów ilustrowanych przez Bohdana Butenkę, a spisanych w trzy części przez Idriesa Shaha (tłum. T. Kłoszewski, A.Dzierzgowska, P.Laskowski, S.Matuszewski)

Żarty niedoścignionego hodży Nasreddina,
Wyczyny niezrównanego hodży Nasreddina,
Fortele niewiarygodnego hodży Nasreddina


a oprócz tego upiekłam chleb z kminkiem na jabłkowym winie (bardzoż sobie chwalimy)

mamy zimę nareszcie




a Mirek jest joginem

przezornie o miłości

każdy z nas zna przynajmniej jedną opowieść osoby, która zaryzykowała i jej się udało. nie wierzmy jej. kochamy się w baśniach i legendach, mitach, które stanowią integralną część naszego "ja", wyrosłego na gruncie rzeczy w stratygrafii kultur. czy zatem zdarzenie onej przywołanej osoby jest nieprawdziwe? nie, to raczej opowieść skręca się zwija, łże jak pies, ale z takim pragnieniem, z takim, szczerym przekonaniem, że po prostu żal odpędzić. wierzmy i tej opowieści, ale czy naprawdę chcemy swoją kolejną porażką pracować na to jedno małe zdarzenie milionowego obywatela?
podróżny, strzeż się miłości!
;]

piątek, 13 stycznia 2012

co robisz, kotku?



Posylwestrowe remininiscencje

poniedziałek, 9 stycznia 2012

bez zimy się nie liczy

„Kiedy doszedł nad brzeg morza, siwobiały i straszliwie odległy księżyc wznosił się nad taflą lodu. Coś poruszyło się koło niego. Spojrzał w dół – prosto w złe i błyszczące oczy małej Mi.
- Ale będzie pożar! – powiedziała ze śmiechem.
- Jak głupio będzie wyglądała przy nim ta cała pełnia księżyca!
Spojrzeli jednocześnie w stronę pagórka i zobaczyli strzelający pionowo żółty płomień; to Too-tiki podpaliła stos.
I zaraz od dołu do góry ogarnęły go huczące płomienie, które rzucały swoje odbicie prosto na czarną taflę lodu. Jakas samotna melodyjka szybko przemknęła obok Maminka; to niewidzialna mysz, spóźniwszy się, biegła na zimowy obrzęd.
Duże i małe cienie poruszały się w uroczystych podskokach dokoła ognia. Wtem – ogony zaczęły walić w bębny.
- Już po twojej ławce – rzekła mała Mi.
- Nigdy mi nie była potrzebna – odpowiedział Maminek niecierpliwie. Ślizgając się począł się wdrapywać na okryty lodem pagórek, lśniący w blasku ognia. Śnieg tajał od gorąca i ciepła woda spływała mu po łapkach.
:Wróci słońce – myślał Maminek podniecony
- Koniec z ciemnościami, koniec z samotnością. Można będzie usiąść sobie na werandzie i pogrzać plecy…”
Wszedł na szczyt. Wokół ogniska była gorąco. Niewidzialna mysz zaczęła grać jakąś dziką melodię.
Ale tańczące cienie już się oddalały i uderzenia w bębny rozległy się po drugiej stronie ognia.
- Dlaczego one odeszły? – spytał Maminek.
Too-tiki popatrzyła na niego swoimi spokojnymi, niebieskimi oczami. Ale nie był pewny, czy go rzeczywiście widziała. Wpatrywała się w swój świat, co roku taki sam, niezmienny świat zimy, obcy dla Maminka, który zwykle spał wówczas w ciepłym domu.”

(Tove Jansson, Zima Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska)

*

piękny rozdział, zresztą kocham zimę Muminków, podobnie, jak kocham zimę, a może właśnie dlatego kocham zimę, że Muminki bardzo odcisnęły się wewnątrz mojej głowy i pozmieniały ją, zresztą nadal zmieniają. jest tu też piekny moment, kiedy Buka siada na ognisku, dlaczego? z tego samego powodu, z jakiego robi to czasem każdy z nas.


a tu Mimbla, Too-tiki, i Muminek nieświętują sylwestra. Co prawda już po przesileniu, ale ognisko też topiło śnieg

Żegoty 31.12.11
foto: ktoś z drugiej strony ogniska

środa, 4 stycznia 2012

Hu-ha na "nowy wspaniały rok"

w śniku pierwszodniorokowym była zagłada świata poprzedzona ogromnymi stadami lecących ptaków. obudziłam się z uczuciem wielkiego zachwytu i niemego przerażenia w pamięci



A tu dla tych, którzy martwią się nowymi kilogramami ze świątecznego obżarstwa
sport, który można uprawiać całą rodziną podczas świąt



i moja noworoczna wróżba z ciacha z wróżbą, tiaaa... kwiknęła wusz i pogładziła koniec wąsa końcem przekąsa