poniedziałek, 26 lipca 2010

słowiańsko

z Krzywej łapy

Żywiołak

zbliżenia

To, co jest daleko, wydaje się bliższe. Im bardziej zbliżamy się do tego, tym dziwniejsze i bardziej obce się wydaje. Daleka rzecz jest bliżej naszej własnej głowy i przez tę głowę jest w większości zmyślona (eleganciej nazwę to 'wyobrażona'), kiedy podchodzimy do istniejącej niezależnie od nas, głowa staje w obliczu konfrontacji i zgrzyta owo zmyślenie o fakturę rzeczywistości. I trzeba wiele czasu, żeby oswoić, poznać, przepuścić przez własne ja. Pozwolić rzeczy zamieszkać w sobie w mariażu z własnym czuciem. Tak było z Syberią, ale i wieloma innymi rzeczami, teraz, kiedy o tym myślę. A jednak lubię podchodzić blisko i nie obawiam się tego dotknięcia, smutno tylko, że los w wielu przypadkach nie daje czasu na poznanie.

*

wróciłam
Voila!
:]

wtorek, 6 lipca 2010

przerwa w dostawie nielotów

do 25 lipca żegnam się z nielataniem
albowiem pociągnęło mnie koleją losu na Sybir,
zaś wszystkim, którzy będą tęsknić i nie,
zostawiam kamyk wenecki,


darzbór!



i imieniny na dziś:

Agrypina, Chociebor, Goar, Gotard, Lucja, Łucja, Niegosław

z opowieści podróżnych Kapitana Sparrowa

Kapitan Sparrow: Tu, gdzie teraz stoję jest taka stara kapliczka Matki Boskiej Brzydkiej, która depcze węża.
Figura jest straszna, za to wąż sympatyczny, bajkowy, z jabłkiem w mordzie. I ona naciska mu sandałem takie miejsce na karku, żeby wypluł jabłko."

Ja: yyyyyy


:]

poniedziałek, 5 lipca 2010

kogucik

na chłodnym dachu blaszany kurek
chłodno przy wietrze obraca dupę

Dookoła świata

okazuje się, że różne kraje, mają różne upodobania co do gatunków piwa . popatrzmy



Meksyk







Indie




Zaś w drużynowych zawodach w scrabble, zdaje się wygrały dziewczynki, ale nikt tego nie wie na pewno :D

baja pustynna

opowiedziałabym państwu jakąś bajkę, w zasadzie można by w tym miejscu opowiedzieć wszystko, bo ze słowami jest taki problem, że choć bardzo starają się znaczyć to, co znaczą, zwykle oznaczają coś zupełnie innego. dlatego, cokolwiek tu opowiem, na pewno nie to mam na myśli i prawdopodobnie znaczy coś zupełnie innego. opowiem więc o czymkolwiek, może być o widziadłach.
interesująca jest skłonność do miraży. może to przez tę pustynię, na której żyjemy, co jakiś czas opuszczając oazy, w których pokornie i ze swojską pieśnią na ustach uprawiamy daktyle i pasiemy swoje wielbłądy.
pustynia za oazą, zamieszkana jest przez miraże i jakiś gatunek drobnych gryzoni odpornych na zmienne temperatury.
kiedy opuszczamy swój spokojny ogród z dostępem do bagnistego źródełka, dzięki któremu zachowujemy błogie zdrowie i urodę, zaczynamy podążać ku widziadłom pojawiającym się na horyzoncie. i za każdym razem z uczuciem zawodu łykamy ślinę, kiedy dym nazbyt łatwo ustępuje pod naporem spragnionego ciała. następnie podnosimy głowy i ruszamy ku kolejnej ułudzie utkanej z fotonów i drobin powietrza.
mój miraż był wyjątkowo rozległy, nosił w sobie egzotyczne pałace, nieskończone amfilady obwieszone obrazami, orientalne smaki, szklane powietrze północy. to był bardzo dobrze skonstruowany miraż, eleganckim opakowanie dla pustki, która pod nim tkwiła