sobota, 3 października 2026

Cilp - calp

 Och, zamknęłam się w enklawie porannego pokoju i jeszcze dryfuję w jasnożółtym świetle poranka, jeszcze do robót koniecznych nie idę. Gdzie się podziewają te wszystkie niewykorzystane minuty, których nie sposób zaprząc do świadomego spędzania? Dokąd skapują, gdzie łączą się w strumyczki, którymi korytami odpływają te rzeki traconego czasu? Gdyby znaleźć owo morze, do którego dążą, o ileż dni by tam było! Tymczasem, zanurzona w październikowej sobocie, pozwalam im ściekać z biurka na podłogę, wsiąkać w szpary i przesączać się sufitem do piwnicy, a potem dalej...

Powoli dojrzewam do jesiennego ogrodnictwa i żeby nie poruszyć wrażliwej tkanki "o nie", po kawałeczku przemycam jakąś drobną robótkę, a to marchew wyrwę, a to oczyszczę inspekt. Wiem, że czas goni, goni niemiłosiernie i pod domem płyną całe rzeki, które chętnie zasysają marnotrawione godziny, ale cóż ja poradzę, że moje czujniki "o nie" są przewrażliwione tej jesieni.

Zwłaszcza gdy w lustrze nieba odbija się całe to piękno, że tylko uwięznąć w wiklinie fotela, wbić wzrok w połyskliwy błękit i śledzić jak się o ten wzrok drapią przepływające chmury. Od czasu do czasu strzepnąć blady brzozowy list z ramienia na stos pod nogami, do przeczytania na później. Jesień do nas pisze, na szorstkich pergaminach stawia koralowe kropki kalin, toczy wieloznaczność jarzębinami, pokrzykuje jałowcem. A na gałęzi, tuż pod okiem oburzonej rzekotki,  pierwiosnek liczy pieniążki - cilp calp, cilp calp. 



I żeby nie było tak ckliwie, choć nastrój mam jesiennie nostalgiczny, co skądinąd jest przyjemne bardzo, dorzucam zdjęcia z innego świata, czyli prezentacji pierwszego tegorocznego STEAMu fizycznego u ósmej - obliczanie pracy i mocy modelu windy. Jedna grupa zrobiła nawet napęd elektryczny!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz