wtorek, 21 kwietnia 2015

spóźnione marcowanie

Aby okazać, że jednak trochę się staram w tym blobie, napomknę, zagaję tudzież półgębkiem wybełkoczę o zakupionej w antku wariacie książeczce zbiorowej pod wspólnym tytułem "Jedenaście pazurów"

Ostatnie tygodnie były dla mnie jedną wielką kompulsywną czytelnią gdyż ponieważ nabyłam ja sobie dla siebie własnej mnie cykl Musierowicz Małgorzaty zwany Jeżycjadą oraz wyjszłe ostatnio w ilustrowanej Siudmakiem serii książki Dicka, a posiadając tę z dwóch krańców lekturę, na przemian nurzałam się w sentymentalnym dziewczyństwie (lubię) i ciemnej stronie umysłu (lubię). Opowiadanka z jedenastu spłynięte (spłynąwsze, spłyłłe?) pazurów, wzięłam sobie jako lekturę jeszcze nie znaną do pociągu pociążeczku mknącego na trasie Trójmiasto- Olsztyn, czyli powrotną trasę z pysznego łikendu. 

A nos moutons, pardon - chats. Najsamprzód ujrzałam, że wstęp zrobił im Sapkowski, zatem naostrzyłam zęby wykorzystując do tego blacik stoliczka pociążnianego i zatopiłam je w papierze. Cóż mogę rzec wynurzywszy się z niej, zbiór miał być z pazurem kocim i  jest w nim parę (chyba dokładnie para) opowiadań interesujących, najlepsze  Koszmar w Providence Łukasza Orbitowskiego i Podłe życie, podła śmierć Pawła Kępczyńskiego. Dalej  z pomysłem tylko jakieś takie jeszcze niewyrośnięte Jagi Rydzewskiej, jedno dość przyjemne  Piotra Patykiewicza, Szczyt piramidy Artura Baniewicza też z fajnym pomysłem s-f (bo ja lubię s-f), kilka, które znalazły się w zbiorze wciskając kota na siłę w magiel i jedno, którego nichuja nie rozumiem, zatem muszę przeczytać je  jeszcze raz. Ogólna ocena to taka trója z plusem na trasę. Howgh


Z rozmów rodzinnych - O potędze poezji

Od jakiegoś czasu monitor mój działa dzięki taśmie klejącej, która trzyma włącznik w pozycji "on".


ja (w przestrzeń kuchenną wchodząc): Co informatyk, to informatyk, Marta naprawiła mi włącznik od monitora!

siostra (mama Marty) z dumą w głosie:: O, widzisz!

ja: Nooo,. Zamieniła taśmę klejącą na czterotomowego Staffa, bo mówi, że lepiej dociska

poniedziałek, 23 marca 2015

Jazda po kopercie


czyli pierdoły dnia poprzedniego.
dziś odprawiliśmy z dziecińcem rytuały wczesnowiosenne, moje migdały właśnie napęczniały i chyba będą kwitły, nos mam zatkany, oskrzela zapchane a w pokoju bajzel. phi

sobota, 21 marca 2015

Z rozmów z przyjaciółmi - O zawodach

Idę ja wczorej do szkoły rozmawiając z przyjacielem przez teflon i natykam na naszego szkolnego konserwatora. Przepraszam więc przyjaciela na chwilę i wołam

- Panie Janku, a ma pan może maskę spawalniczą, bo ja swojej nie mogłam znaleźć!

na co Zina w teflonie

- Yyy, czego ty uczysz?

: ]

rzecz jasna maska była potrzebna na słoneczną zaćmę, a tak naprawdę ta, której szukałam nie jest moja tylko śwagra, no ale zawsze była pod ręką, jak na przykład tranzyt wenus był przez naszą rodzimą gwiazdę.


dziś dzień poezji, a ja piszę list do przyjaciela. papierowy. list, nie przyjaciel, ten jest normalnie z wody i pierwiastków. chyba

a tu durny rysunek, który przyszedł mi jakiś tydzień temu


poniedziałek, 16 marca 2015

Marcepany

- Czy miłość naprawdę jest tego warta? Zadałam pytanie mojemu kotu, kiedy sponiewierany wrócił dziś po dwóch dniach wypełnionych głównie targaniem się za uszy i odgryzaniem ogonów. Bez względu na jego odpowiedź i tak sama z siebie wiedziałam,  że za każdym razem dałabym się dla niej sponiewierać


wiórki

zmyśliło mi się inspirowane reteskowym Białymstokiem, ale ponieważ blob dębieje od nieuzyteczności, a później ciężko go pokroić (na plasterki! na plasterki!), to sobie łajdacko dorzucę tę myślkę, myślałkę, myśliwkę na swoją stronę. otóż rzecz dotyczy rujnowania się świata, który jak wiemy służy Niezmordowanej Pani Entropii, choć, jak dziś wystawiłam Janurzowi, również Nieugiętej Pani Logice o nieco pokręconych ścieżkach. w każdym razie entropia jest; na przykład w pralkach i skarpety dopary, jak wiemy doskonale,  nigdy stamtąd nie wracają. jest też na półce z książkami, a  także za nią i pod nią i jest też w torebce każdej prawdziwej damy. 
część rozpadających się rzeczy (jak moja doniczka i czajniczek z dzióbkiem) da się uratować, części nie i na nic sarkanie, że się nie dba o architekturę, o perły przeszłości, wspaniałości wieków, bo najzwyczajniej w świecie nie da się wstrzymać kruszenia świata, a byłoby to może i nawet szkodliwe, gdyż zmuszeni bylibyśmy spiętrzać warstwy i zacząć żyć w srodze już rozrzedzonym powietrzu (choć mieszkańcom Bogoty, czy La Paz jakoś mocno to nie wadzi chyba, nie wiem dokładnie, bo nie spotkałam nigdy żadnego Bogocianina ani La Pazianina). 
oczywiście straszny żal piękna odchodzącego, czasem ściska mnie za gardło, a czasem po prostu płaczę za nim. ale przyglądam się jak upadają rzeczy i myślę sobie, że ten stareńki świat jest cudowny, nawet kiedy się rozsypuje. jego domy pięknie grzybieją i nawet kiedy ich żal, umierają po staroświecku, ze staroświecką elegancją lub po prostu z czułością.


a Terry Pratchett nie żyje. PIP
:(

środa, 11 marca 2015

Z rozmów z przyjaciółmi - Zooobserwacje

Janurz Radwański o kotach

"to jedyny gatunek, w którym wszystkie osobniki mają autyzm"