niedziela, 7 lutego 2010

i mówić ci będę niezmiennie



To jest list o nieszczęśliwej miłości, uładzony do slów brzmi mniej więcej tak:
"Porzuciłeś mnie dla tej Rosjanki, która zabrania ci powrócić do mnie. Może nawet będziecie mieli dzieci. ja jednak dotrzymam ci wiary i nigdy nie pozwolę się pocieszyć, mimo, że pewien mężczyzna mnie kocha." (Lips za Weule)

Autorką listu jest A, która mieszka w swoim domu (rodzinie) E. Kropkowana linia, która spływa wzdłuż prawej strony A, to jej warkocz. Skrzyżowane linie wewnątrz domu E, to symbol wielkiego smutku i zgryzoty.
B to niewierny kochanek, którego z A łączyły ongiś więzy miłości i przysiąg (linie 1). Łączyły one w zasadzie nie tylko sama dziewczynę, o jej domostwo z panem B, jeszcze przed zdradą.
C to rywalka, rosyjska dziewczyna (kształt strzały), która ubrana jest w spódnicę i również nosi warkocz.
C i B zbudowali ognisko domowe - F, na gruzach więzi (1) łączącej wcześniej A i B
2 to całokształt więzów, które łączą teraz Ci B, zaś C1 i C2, to dzieci z tego związku.
Linia 3 symbolizuje postępowanie C i przecina więź 1, oddzielając B od A i jej domu E.
Linia 4 to intensywne myśli, które wybiegają od A do B, zaś linia nr 5 symbolizuje również intensywne, choć negatywne myśli/opinię domu E o niewiernym B.
D, to jukagirski adorator A, którego myśli 6) krążą wokół niej,
jednak A i jej myśli (7), nadal krążą i pozostają wierne dawnemu kochankowi.

*

No i czyż nie piękny list?
zachwyca mnie przekaz rzeczy i jej niezmienność, to daje mi nadzieję, ze moze nie zauwazamy porozumienia w małych dystansach czasowych, że dopiero oddalanie sprawia, że nakładają się rzeczy na rzeczy, tak bardzo blisko,

o. radości

"Kiedy mamy zamiar uroczyście spędzić wieczór, musimy przedtem poczynić szereg niezbędnych przygotowań. Pomijając obowiązek odpowiedniego ubrania się i punktualnego przybycia na miejsce, rzeczą nieodzowną jest zapewnienie sobie kart wstępu lub przygotowanie własnego domu na przyjęcie gości. I zanim sobie to nawet w pełni uświadomimy, owe liczne przygotowania odbierają nam już część przyjemności.
Pod tym względem ludy pierwotne są znacznie szczęśliwsze od nas. Kłopotliwe przygotowania związane z zażywaniem rozrywek towarzyskich są im- poza nielicznymi wyjątkami- całkowicie nieznane. Dzięki pogodnemu usposobieniu, jakie cechuje ludzi pierwotnych, potrafią oni zachować równowagę duchową, zbliżoną do poczucia trwałej szczęśliwości, chociaż życie bynajmniej nie ściele im się po różach i nie brak im różnych trosk. Są zresztą do tego stopnia dostosowani do ciasnego i najeżonego niebezpieczeństwami świata, jaki ich otacza, że przywykli ze spokojem filozofów godzić się nawet z biedą, chorobą lub rozczarowaniem. Kiedy nadchodzą "ciężkie czasy", człowiek pierwotny z całym optymizmem wierzy w rychłą poprawę, a kiedy znów uśmiechnie mu się szczęście, śmieje się wraz z nim i spokojnie raduje się dobrym godzinom. Pojęci czasu jest mu obce, a w dziewiczej puszczy nigdy nie przybywa się "za późno"

(J.E. Lips> "U źródeł cywilizacji" - "uciechy życia towarzyskiego")

*

no i właśnie znalazłam lietraturny argument dla mamy, na zarzut, dlaczego nie sprzątam przed przyjazdem gości. żeby uniknąć kłopotliwego zamęczenie się czynnościami przedwizytowymi, które odbiorą mi radość z wizyty. o
ale za to lubię takie przygotowania, które akurat mi pasują, jak np upiec chcleb, albo wytrzeć do połysku kieliszki ;)

**

jest w tym przedstawionym fragmencie bardzo ciekawe miejsce, które mówi o szczęściu - "równowagę duchową zblizoną do poczucia trwałej szczęśliwości"
ważne jest to słowo "zbliżoną" i w jakiś sposób oddaje to spełzające na niczym poszukiwanie 'szczęścia';
i mże nie rzecz w tym by schwytać króliczka, ale żeby się nie zmęczyć w biegu i nie zgubić łuku?

środa, 3 lutego 2010

łóżkowo

"Posłanie z piątej planety"

*

i ja się nie dziwię, poczemu nie możemy się dogadać, krzyżyki ze szczałkami

:|

Wszystkiego najlepszego

Dziś imieniny obchodzi Uniemysł

:|

wtorek, 2 lutego 2010

w kolorze brzydki beż

"U zachodnio-afrykańskiego szczepu Pangwe np. biały kolor bynajmniej nie oznacza niewinności, lecz przeciwnie - jest barwą szatana. Kolor ten dominuje podczas księzycowych obchodów ku czci "złego", mimo to jednak uchodzi za najpiękniejszy. Niemal równie często Pangwe posługują się czernią, która według Tessmanna oznacza "kolor nocy oraz wszystkiego co jest przykre, przerażające i budzi lęk", tymczasem radosna czerwień uważana jest za kolor życia. Kolor fioletowy jest u tego plemienia symbolem śmierci, a miejscowe nazwy wszystkich roślin o fioletowych kwiatach zawierają sylaby "kun" lub "bokun", czyli "dusza". Niebieskawe cienie drzew są jakoby ulubionymi miejscami przebywania dusz zmarłych. Istoty żywe natomiast i przedmioty o "demonicznej" białej barwie uchodzą za najpiękniejsze. Dlatego zapewne członkowie szczepu Pangwe nie zwracają najmniejszej uwagi na wspaniałe, wielobarwnie upierzone ptaki, przebywajace na ich terenach, natomiast zwykłe białe pióra ibisów budzą u nich okrzyki głośnego zachwytu. W przeciwieństwie do Pangwe szczep Atxuabo w zachodniej portugalskiej części Afryki uważa barwę czarną za "kolor radości".
Liczbę kolorów rozróżnianych przez jakieś pierwotne plemię można często poznać ze słownictwa. Indianie Chama z zachodniego Peru używają specjalnych słów do określenia żółtego, fioletowego i "pomarańczowo-bananowego" koloru, gdy tymczasem niebieską i zieloną barwę określają jednym i tym samym słowem.
Indianie ze szczepu Sipaia używają oddzielnych wyrazów dla okreslenia kolorów: czerwonego, żółtego, pomarańczowego, ciemnoniebieskiego aż do ciemnozielonego, jasnoniebieskiego, jasnozielonego, brązowego, szarego, czarnego i białego.
U wszystkich ludów o wysoko rozwiniętej kulturze, a więc i u nas, istnieje zwyczaj nadawania barwom określonego, symbolicznego znaczenia. W dawnych kodeksach Azteków określone barwy symbolizowały cztery strony świata; wschód oznaczano czerwoną, zachód - niebieską, północ - żółtą, a południe - zieloną. Z kolei u starożytnych Chińczyków i Persów wschód oznaczano kolorem niebieskim, południe - czerwonym, zachód - białym, a północ - czarnym. Demony w świątyniach lamów tybetańskich są zawsze czerwone, a wiele bożków tybetańskich siedzi na czerwonych kwiatach lotosu, natomiast biały kwiat jest zastrzeżony dla Czsanraziga, czyli wielkiego Bodhisatwy, a niebieski dla Tary - "Madonny" Tybetu
Nawet żywioły i inne elementy świata przyrody mają swoje ustalone barwy: drzewo jest zielone, ogień - czerwony, ziemia żółta, żelazo białe, a woda błękitna. Każdą sylabę słynnej modlitwy om mani padme hum oznacza się specjalnym kolorem. Wzywająca niebiosa sylaba om jest biała; zwracajaca się do świata "asuras" sylaba ma- jest niebieska; ni oznaczajaca swiat ludzi - żółta, pad okreslająca świat zwierząt - zielona, me - odwołująca sie do świata "pretas" - czerwona i ostatnia święta sylaba hum zamykająca wrota piekła jest czarna.
..."

(J.E.Lips "U źródeł cywilizacji")

*
Jest już sporo przestarzałości w tej książce (w końcu jest, zdaje się, jak np kolor niebieski u Tybetańczyków, nie jest zarezerwowany dla Tary, bo nosi go również Mahakala, czy Hajagriwa, zaś Tara w zależności od koloru, nosi różne cechy - Tara Biała, (uważa się, ze jest jedną z form Tary zielonej) to tara współczująca, na znak współczucia trzyma w dłoni błękitny lotos. Tara żółta, błękitna lub czerwona, to Tara gniewna
Gdy Tara ukazuje się jako zielona, jej prawa dłoń wykonuje gest opieki.
Ale pomimo swojej już trochę 'nienaczasowości' z nowymi badaniami, książka jest fajna, pozwala poruszyć myśli, niesie sporo ważnych i potrzebnych znaczników, do których można sobie później dołożyć tę wiedzę, którą się już ma na czas dzisiejszy.

*

a mnie zielony, szczególnie w odcieniu Weroneza, kojarzy się z nieszczerością

poniedziałek, 1 lutego 2010

kotek


Kotek. Autor - Tess. 2009


i wierz tu natchnionej egzystencjalnej myśli poetki, kiedy ci ta, kurna olek, usiądzie na tapczanie i nasmaruje kredką kotka.
albo wysłuchuje jak jęczysz jej do słuchawki rano, czy o północy i od razu ma przygotowany zestaw, którego zadaniem jest 'natychmiast mi obrzydź'
albo znosi cierpliwie, choć tylko jednym okiem, bo drugim śpi, i śpi, i śpi, bo godzina ósma jest dla niej ranem, ranem rannym, i tym więc pierwszym jednym okiem a może trochę uchem słucha, co ci w tej ranie przychodzi do głowy, o czym jest książka, którą czytasz, jak będzie miał na imię miniaturowy wielbłąd, który zamieszka za łóżkiem i że właśnie szyby ułożyły się z lodem w teatr.
jak ma się rozbierać poważne jej wiersze, kiedy ta najniepoważniejsza wśród poetek warczy ci grrrrr i stara się nie nadepnąć na ciebie, któraś jest rozłożona i rozczłonkowana po najróżniejszych miejscach

Ś. Finiak



Powiedzmy t'osobie szczerze,
bywam złośliwa
a skoro już przy szczerości -
- Tom Bak