19 lipca 2025 - Park Ałtyn Emel
*fotografie ze znakiem wodnym są autorstwa Adama Barłożka
Wyruszamy rano, bo słońce za jakiś czas uczyni piekło, w kolorowe Góry Aktau i przebóg, piekło następuje za chwilę. Góry cudowne z oszałamiającymi kryształami gipsu i innych minerałów, które chrzęszczą pod podeszwami, a z nieba żar instant. Podzieleni na dwie grupki - łatwiej/trudniej (wierzcie mi, w tym upale chyba nie miało to większego znaczenia) wchodzimy po osypujących się zboczach. Co krok (wiadomka, wybrałam grupę trudniej) zapewniam towarzyszy, że to już mój ostatni krok, po czym rzecz jasna idę dalej, bo do dołu jest tyle samo, co do góry, więc już zobaczmy co tam panie na wierzchu. Słońce skutecznie zmienia optykę myślenia, góry są cudowne, ale dopiero kiedy jesteś na dole. Kiedy schodzimy, frunę, biegnę nie bacząc na ostre skałki, bo zdaje się, że podeszwy moich aku są zrobione z liścia, wąska skalna dolina wyschniętej rzeki nie daje ani centymetra cienia, jakieś kaskaderskie krzaczki zajmują jego ostatnie skrawki, gnam więc do wejścia, wskakuję na ławkę, zrzucam buty i wylewam na stopy resztę wody.
A później nasi kierowcy zabierają nas do doliny z wodami radonowymi, gdzie rośnie przepiękna siedemsetletnia wierzba. Jej wiek przypisuje się tym wodom właśnie, ale pomimo badań nie jest to jeszcze naukowo potwierdzone. Moczymy sobie nogi w radonowym stawku, a małe rybki robią nam rybi piling.
Wieczorem przepyszna kąpiel w zimnej rzeczce i międzynarodowa dyskoteka z przybyłą grupką roześmianych, roztańczonych Hindusów i obchodzimy urodziny Bogdana.
20 lipca 2025 - Żarkent
Polubiliśmy się z naszymi kazachskimi kierowcami, więc postanowili pokazać nam jeszcze kilka rzeczy "od nich". Rano ostatnia kąpiel w rzeczce i wyjeżdżamy już na południe, więc spakowani na full.
Najpierw jedziemy do Żarkentu (Panfiłowa), gdzie zwiedzamy bezgwoździowy meczet i cerkiew św Ilii,
Po drodze zajeżdżamy do Tygrysich Skał z pasiastego piaskowca. Tu, choć gorąco, znacznie przyjaźniej, choć płacę bilecik nieuwagi rozbitym kolanem.
Smaczny obiad w ujgurskiej restauracji jest okazją do kolejnego próbowania lokalnych dań, a później ruszamy dalej.
Obecność coraz wyższych gór generuje ulewy i burze, a po drodze wielka uciecha - wielbłądy, przy których spędzamy trochę czasu. Dają się fotografować i pozują jak rasowe modelki.


Już w słońcu zajeżdżamy nad Bestyubinskoje Wodochroniliszcze, sztucznie utworzone górskie jezioro leżące jak stalowobłękitna perła w muszli gór, żadnych turystów, nad jeziorem kilku wędkarzy i oszałamiający zapach leczniczej trawy dżusan (złota trawa).
Jedziemy w obłędnym górskim krajobrazie, Kuna, nasz kierowca zabiera nas do położonego w górskiej głębi cmentarza muzułmańskiego. Opowiada nam o nim, to jego cmentarz rodu z mauzoleum postawionym szczątkom pierwszego pochowanego tam pradziada, z grobami rodziców, wujów, ciotek, braci i sióstr. W wysokich trawach i nad nami uwijają się małe ptaszki, pachną zioła, a miejsce wydaje się wydarte zgiełkowi świata. Wzruszające jest to, że Kuna pokazuje nam to miejsce, że uznaje, iż jesteśmy godni aby nas tu zabrać i to uczucie jest we mnie z tego dnia najbardziej dojmujące, nawet dzisiaj, kiedy po roku usiłuję przepisać dziennik podróżny z papieru na bloga.
Nocą dojeżdżamy do doliny, w której nocujemy. W ptasich budkach. Z grupą niemogących spać Chińczyków.
21 lipca 2025 - Jeziora Kaindy, Jezioro Kolsai, Kanion Szaryński
Jedziemy do wsi Saty, czyli furtki na szlaku do Jeziora Kaindy. Na postoju fotofoto ogarnia nas nieprzemożna chęć tańca, więc robimy to, a jakże.
Trekking do Jeziora Kaindy, cudownej turkusowej piękności ze sterczącymi malowniczo z wody pniami drzew, słońcem i lasem wokoło. Niestety kąpać się już od jakiegoś czasu w jeziorze nie wolno, ze względu na bezpieczeństwo ludzi i reszty przyrody. Przy powrocie natykamy się na naszych międzynarodowych znajomych ze Śpiewającej Wydmy. Ponieważ w internetach opis trekkingu do Kaindy był tak jakoś przedziwnie opisany, że współtowarzysze debatowali czy dadzą radę, uspokajam was, że to bardzo łatwa i niedługa trasa z niewielkim przewyższeniem i łagodnym wejściem ścieżką, nie po skałach, więc nie dajcie się przestraszyć.
Następnie jedziemy do parku Kolsai i choć jeziora przepiękne, to ze względu na mikrą ilość czasu, możemy je podziwiać tylko z najbardziej zatłoczonego miejsca widokowego, gdzie widać już obłożenie turystyczne. Może też dlatego, że to miejsce bardzo popularne wśród mieszkańców Kazachstanu, przybywają tam na pikniki łikendowe i urlopy. Za to w knajpce poleconej przez kierowców, przepyszne manty (pierogi) i tadżycka herbata. Dostajemy też załatwione pokątnie przez naszych kierowców, a jakże, piwo.
Zjeżdżając z Kolsai zachęcone przez Kunę, wystawiamy się przez szyberdach i cieszymy ciepłym wiatrem i wakacjami.
W drodze do Szaryńskiego odwiedzamy najpierw Czarny Kanion, który jest jedną z części Kanionu Szaryńskiego. Ciemne posępne skały rozchmurzają się, kiedy można zażyć zawieszonej nad przepaścią huśtawki. Zażyłam, z początkowym strachem, ale jak nie zażyć! Po pierwszym huśtnięciu, było już tylko wspanialej. Mam zdjęcie, ale teraz nie chce mi się szukać na pendraku, więc może kiedyś dostawię.
Zanim dojedziemy do głównej części Kanionu Szaryńskiego, nasi chłopcy skręcają w tzw drogę dla traktora i wiozą nas po wertepach i górskich grzbietach w pyle i słońcu do kolejnej niespodzianki, jak wyjaśnia z radosnym wyrazem twarzy Kuna. Na miejscu niespodzianką okazuje się skryta przed turystami kolejna odnoga Szaryńskiego, zwana Księżycowym Kanionem. I krajobraz jest księżycowy iście. Czuję tu wzbierającą we mnie falę entuzjazmu, miłości do świata, pełnego zachwytu. Jestem na endorfinowym haju i nawet sam główny kanion, choć przepiękny, już tego we mnie nie przebije.
Wieczorem trafiamy wreszcie do głównej atrakcji, w zachodzącym słońcu wędrujemy dnem Kanionu Szaryńskiego wśród fantastycznych skalnych tworów, wchodzimy do zaułków, gdzie chłopcy pokazują nam lokalne ciekawostki, a to gniazdo drapieżnika, a to ciekawe minerały. Spacerujemy, śmiejemy się, rozprawiamy o tym i owym, a słonce zachodzi nieubłaganie wyłuskując oranże i czerwień skał i kiedy dochodzimy do końca trasy, okazuje się, że zmierzcha, a nikt z nas nie wziął latarki. Na szczęście pomimo braku pojazdów wożących turystów, udaje się jakimś przedziwnym trafem załadować się na ostatni (choć już planowaliśmy doginać z buta jednak), więc mamy też fajną przejażdżkę wśród śmiechów i rozmów z innymi spóźnialskimi. Tu czuję, że powoli, acz nieuchronnie nasza podróż się kończy, a jeszcze tak mało widziałam, chce się więcej i więcej. Wracamy do Ałmaty. Pożegnanie z "naszymi" chłopakami, Noc.





































































Niesamowite krajobrazy, piękne miejsca, śliczne zdjęcia:) Czytam z zapartym tchem.
OdpowiedzUsuńCentralna Azja jest świetna, zresztą, kiedy tak myślę, to wszędzie jest świetnie, w moim ogrodzie też! :D Śpieszę się z postami przed wyjazdem, bo jak zwykle rok zwłoki, gdyż zdaje się, ze to tak duuużo czasu... :D
UsuńZ tymi postami na bieżąco, to jakaś porażka, zwłaszcza jak jest dużo do opisywania. Mam jeszcze spore zaległości z oglądanych pałaców- chyba 5 lat wstecz, a przecież one się znów zmieniły. No i jeszcze zloty motocyklowe nieopisane. Azja, stepy, góry... ech... a mnie się marzy Barcelona, której już nie zobaczę.
UsuńA ja to sobie myślę, że zobaczysz! <3
UsuńTo ostatnie zdjęcie takie ciut nierealne, piękne.
UsuńTak, obiektyw i światło czasami wyłapią surreal. I wiesz? sądzę, że dzisiaj zaciera się granica między foto, a obrazem AI, to znaczy chyba nie zaciera technicznie, a w naszym odbiorze, mniej mamy zaufania (i słusznie, bo AI udatnie potrafi zrobić rzecz), więcej podejrzliwości. I chyba to już kurczę tak będzie. Kiedyś mówiło się na zdjęcia - malarskie, wkrótce pewnie będziemy powątpiewać w ich prawdziwość. Żeby nie było, nie zarzucam Ci podejrzliwości, tylko wywołałaś we mnie ważną dla mnie myśl, którą się dzielę :) Ściskam!
UsuńO, fuuuj! Góry = zło.
OdpowiedzUsuńna szczęście dla mnie nie, ale wiadome, to moje szczęście, a każden ma przecież swoje! :)
Usuńwnoszę, ze nie przepadasz za górami Frau? :) Tak z czystej mojej ciekawości, więc nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz - co Cię do gór zniechęca?
UsuńWszystko. Zasłaniają widoki, są niebezpieczne, no i przede wszystkim, trzeba iść pod górę! "Nie przepadam" to eufemizm. Nienawidzę gór. Pałam jedynie pewnym sentymentem do Bieszczad, ale to już inna historia i z samymi górami też ma mało wspólnego.
UsuńAha, zapomniałam. Jeszcze są brzydkie jak kupa.
UsuńDzięki za odpowiedź, to ja mam kompletnie inne zdanie oprócz rzeczy, która jest faktem, że w górach rzeczywiście połowę drogi trzeba robić pod górę, rzecz jasna, jeśli chce się na nie wejść :D
UsuńFrau- w jakich górach bywałaś, że masz tak bardzo negatywne o nich zdanie? Są brzydkie? Mogą być męczące, jak chodzisz po nich, ale brzydkie?
UsuńNo... brzydkie. Nic nie poradzę, mam taki gust.
UsuńWieki spędziłam w Bieszczadach, na góry wspinałam się tam ze cztery razy i za każdym jednym chciałam zabijać, wybuchać, strzelać do ludzi. Poza tym byłam na cholernej Łysej Górze, niech ją szlag, na Trzech Koronach, na jakiejś Homoli, czy innej francy. To piechotą. Poza tym na Masadzie w Izraelu, w jakichś górzyskach na Saharze, w jakichś antypatycznych wypukłościach w Turcji, w Alpach, Dolomitach i innych pomniejszych, na Tatrzańskiej Łomnicy, w Meteorach, nie wiem, gdzie jeszcze, ale dość się napatrzyłam. Tfu! Tylko Bieszczady są ładne, zielone i kolorowe - pod warunkiem, że nikt mi nie każe włóczyć się po Hnatowym Berdzie i obu połoninach. Tylko z dołu. W Bieszczadach leżą moje trzy święte miejsca 🏔️⛰️🌄🚠
:):):):):) Ok, ok, ok, masz typowe objawy "przeżarcia się " górami:):)) Lubiłam łazić po górach, ale tylko z dwóch powodów- jak się już wydrapałam na szczyt, to głównie po to, by zobaczyć z góry świat, a drugi powód- zapach górskiego lasu i szum wiatru lecącego po wierzchołkach świerków. Tyle, reszta też mnie wkurzała, ale ogólnie uznaję góry za piękne.
Usuńo widzisz, Frau, to jak czytam Waszą wymianę opinii, to tak mi przyszło do głowy, że to Tien Szan są kolorowe, zielone i z inszymi kolorami, więc jakby co to wbijaj! Ale to też nieobowiązkowe <3
Usuńerrata: "że Tien Szan są..." (bez "to")
UsuńNa pewno nasze Beskidy kolorystyka nie dorównają Tien Szan, a nawet Bieszczadom, ale zapewniam, że jesienią jest na czym zawiesić oko. Tylko, że to roślinność tak działa, natomiast chciałabym zobaczyć kolory skał w różnych górach. I to też nie jest mi dane. W ogóle minerały, skały, kolorystyka w różnych porach dnia- owszem oglądam z przyjemnością na filmach i zdjęciach, bo lubię różności.
UsuńMnie się podoba wszędzie! :D
UsuńA jak tam pachnie Wuszko, w tych górach, na stepie?
UsuńNapisałaś, że pachną zioła, a jakiś charakterystyczny zapach?
UsuńPowiem tak: wszystkie góry charakteryzują się tym, że trzeba się na nie wspinać pod górę, czego serdecznie i szczerze nie znoszę, amen.
UsuńFrau, rozumiem i akceptuję :)
UsuńJaskółko, słońcem, taką słoneczną macierzanką, krwawnikiem, trawami, suchą glebą, czasem kurzem.
Kojarzy mi się z upalnym nagrzanym latem, miedzami, piaszczystą
Usuńdrogą polną:)
tak, a w górach bez posmaku kurzu, same zioła i wiatr
Usuńpierwsze Szacun koleżanko, żeś sie na te wydme wdrapała. Już sobie zlokalizowałam Park narodowy i wybierzemy się owszem :-)
OdpowiedzUsuńbo pięknie jest. nad wyraz. i cały anturaż podróżnicy skomplikowany i skory do przygód 😃zdaje się nie ma nudy.
siedziałaś pod wierzbą w miejscu gdzie swój tyłek sadzał dzingishan i jego drużyna:-) no no.
Czekam na cdn
a możesz przypomnieć gdzie był początek podróży 🙄
Mus wrzucić przed wyjazdem, bo się nałożą :D. Tak, jest przepięknie tam. Początku podróży należy szukać w zakładce dzienniki podróżne wstecz o tu https://nielotka.blogspot.com/2026/01/step-by-step-1.html
UsuńTo nie wydma tym razem, tylko zbocze góry pokryte osypującymi się kryształami gipsu. Gorące jak skrwesyn, ciężkie do włażenia i ze słońcem przebóg, zewsząd! Zwielokrotnionym w ściankach tych gipsowych kryształów. Japierdziu, takem jeszcze nie lazła, o oczko wyżej, od tego, kiedy pomijając drogę wspinaliśmy się po żużlu zbocza Etny :D
Usuń:-))) też przeklinałam ten żużel ale pamiętam głównie te rozklekotane wagoniki na Etnie.
Usuńa faktycznie to nie wydma. od dołu można sie pomylić.
A wielbłądy som miłe w naturze?
Nie podchodziłam do nich na odległość przyjaźni na wypadek, gdyby okazały się niemiłe :D
Usuń