Tęskniliście? I co robi ten rozgnieciony mol na moim biurku? tymi dwoma ważkimi pytaniami zaczynam mój drugi poważny post tego lata. Dziś wieczorem zasuwam na bal rodzinny, za oknem mżawi, więc zasiadłam jak korolewa w koszuli strojnej i z herbatą, by nieść internetom światło mego nicnieznaczącego żywota. Acz mój kot uważa, że zniknięcie moje miauoby skutki opłakane.
Tak naprawdę to muszę trochę zrzucić panikę przedmongolijną, bo już dawno nie wyjeżdżałam na tyle czasu po staremu, czyli śpiwór i menażka i jak się kurna spakować, i że tam spodenki muszą być za kolano i że czy starczy miejsca w plecaku, i setki innych małoważnych myśli, które mi wczoraj, a w zasadzie dzisiaj, zbitą bryłą zapychały mózg. Nic to, pojutrze, tymczasem paniko trzymaj swój siwy łeb na wodzy!
To jest ten czas, kiedy rezyduje u mnie Agnes i tak się już przyzwyczaiłam do tego, że ze smutkiem myślę o końcu miesiąca. Ale to jeszcze za chwilę
W tygodniu zrobiłyśmy miniwycieczkę, bo książka Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich Małgorzaty Jackiewicz-Garniec i Mirosława Garnca, którą wypatrzyłam w prawdziwnej książkarni: A chodź pojedziemy do Lidzbarka i pójdziemy do prawdziwej księgarni.
I tak sobie przeglądałam, odhaczałam te rzeczy, do których już peregrynowałam i kiedy naszła ochota: A chodź gdzieś sobie pojedziemy, to od razu w wyszukiwarce głowy wyskoczyły mi ruiny pałacu w Lipowinie. Zapakowałyśmy się zatem do auta i pomknęłyśmy do powiatu braniewskiego. Żwirowa droga polna doprowadziła nas do miejsca, które nie przypominało ruin na zdjęciach z książki. Przez siatkę przywitał nas nieco zaniepokojony starszy pan z owczarkiem, wiecie, z tych kudłatych, co zjadają człowieka i nie zostawiają kości (owczarki, nie panowie). No to ja gadu gadu, tu książka, tu ruiny, tu urok osobisty i pan okazał się przemiły, tak, odbudowali, tak zgodnie z rysunkiem, ale wiele jeszcze do zrobienia, tak jest stary park i dwa ogromne stawy, tak możecie. No więc weszłyśmy, owczarek okazał się totalnym różowym gangsterem. Z budynków gospodarczych wynurzył się pan młodszy przejmując wcześniejsze zaniepokojenie starszego, a więc od nowa, bach książka, bach Warmianki, bach urok osobisty, bach czy można i a owszem, a zapraszam, a jeszcze dużo do zrobienia, bo to ogromne pieniądze tak po konserwatorsku. Nad stawami, na które zawlókł (sic!) nas owczarek, pan starszy z cudowną, mówię Wam, przepiękną ojcowską dumą i czułością mówi do nas, a wy wiecie z kim rozmawiałyście? (nawet nie wiedziałyśmy, że ruiny odbudowane). To znany profesor prawa, w Berlinie wykłada i to była ta chwila, która oprócz radości z pałacu, zrobiła nam tę część wycieczki. Światło, które rozbłysło ze starszego pana, kiedy mówił o swoim synu, ta cała miłość, ach jakież to było o zachodzie słońca nad tym pałacowym stawem piękne. Wybaczcie zatem, że nie charakteryzuję zabytków, bo info o pałacu w Lipowinie znajdziecie w sieci i nie chcę powielać, skupiam się tu jeno na moich odczuciach.
A to nie koniec, bo niedaleko Tak tak, tak mówisz że niedaleko, ruiny pałacu w Rudłowie. Sztuczny nawigator doprowadził nas do wsi, ale pałacu, ani ścieżki, ani widu, ani słychu. Dziecie na rowerze zapytane o obiekt ochoczo nam wytłumaczyło i przebóg, należało przejść siedm gór, siedm mórz, ubić smoka i wspiąć się na najwyższą sosnę, czy zatem zaprowadzi? Zaprowadzi, pokaże i bazę nam swoją pokaże, w zaroślach. Nie, nie, to my tu mogłybyśmy być złoczyńcami bo jesteśmy duże i we dwie, a dziecię małe i jedno. Po drodze D. opowiedział nam o bazie, o swojej podwórkowej bandzie, o szkole, dołączyło do nas jeszcze mniejsze dziecię - O. i tak nas chłopcy wiedli przez chaszcze, po wykrotach i wądołach, przez strumień z chwiejną konstrukcją naśladującą mostek (dzieciństwo nakłada się na te obrazy) i po wspięciu się na dość stromą ścianę wąwozu wreszcie ruiny. I przepiękne parkowe drzewo i niech pani uważa na psy, matko sękato, czyje psy? A nasze, bo my tam mieszkamy, mówi O. i wskazuję ręką zabudowania wiejskie znajdujące się od frontu pałacu. Zabudowania z normalną drogą, po której jeżdżą samochody. Ale i tak fajniej było wejść od zaplecza i być zaszczyconymi wiedzą, gdzie jest baza.
Innego zaś dnia, na własnym podwórzu miałam przemiłą pogawędkę z ornitologiem z PANu, co zbierał dane o bocianach i niech Was nie zwiedzie nieruchawe lato, bo pomiędzy jego lepkimi godzinami dzieją się mikrorzeczy i składają w opowiastki..


O matuchno, jak Ty daleko mieszkasz!
OdpowiedzUsuńno wieeem :D
Usuńachacha to jest niesamowite, i jakże podbudowujace, ze jeszcze bandy i bazy i krzaki w zabawach letnich no no no.
OdpowiedzUsuńmasz tak samo jak ja, że o uczuciach, odczuciach i ewentualnie tym czego się nie doczyta, głównie piszę. po co wiki powielać ale dzięki że piszesz, bo będziemy sie na Mazury i ściane wschodnią wybierac zapewne, wreszcie to warto wiedzieć. co tam w trawie piszczy.
a owczarek niuniuś nie :-)
Teatralno, ja na Warmii mieszkam, ale to z Mazur już przez miedzę :D Chętnie bym Was zaprosiła, ale na sierpień wybywam, zatem w pozostałych terminach zapraszam!
UsuńNo wiem przeciez . Warmia to prawie moje strony rodzinne 😁 ja jestem prusaczka. Oczywiscie że skorzystamy z zaproszenia gdy tylko zaplanujemy wyprawe w tamte strony. Bardzo dziekuje.
Usuńsuperancko!
UsuńBazy, szałasy, letnie kąpiele w stawach... no nie muszę chyba pisać, jak się żyje dzieciakom w leśniczówce, a to był mój dom. Czasem fajnie wrócić w te klimaty, nawet, jak droga do obiektu jest gdzieś o wiele prostsza i cywilizowana. Zazwyczaj stare pałace, przynajmniej te na śląsku, bywają otoczone starodrzewem i chaszczami. Mnie to ogromnie pasuje, ma w sobie tajemnicę. Szkoda, że tam, gdzie mieszkasz też przetoczyła się horda polskich wandali i zniszczyła te pałace, bo to przecież niemieckie (pruskie) było. Obejrzałam koleusy na zdjęciach- piękne.
OdpowiedzUsuńNo wiem, troszkę nadużyłam z tą leśniczówką, ale....to najprawdziwsza prawda. A wiesz, że kiedy był blog, który miał tytuł Akuku? Fajne rzeczy tam były. Potem zmienił nazwę i zamilkł.
UsuńU nas glównie rosyjskich, najwięcej zniszczeń powstało po przetoczeniu się armii rosyjskiej, a później to już wiesz, niszczało dalej samo z siebie
Usuńo, a ja nie skonstatowałam nadużycia leśniczówkowego, wręcz przeciwnie, zapachniało latem i igliwiem! Tak, wiem, czytałam Akuku Sydoni :)
UsuńO, właśnie, Sydonia:) Tak, rusy barbarzyńcy też mocno się przyczynili. Szkoda tych dawnych Mazur i Warmii z dworami i siedliskami.
UsuńA wiesz, że ja tylko historycznie nazywam ci lub ci, tak naprawdę w głowie mi się dzieli na tych, co niszczą i na tych co nie. są też tacy, którzy nie niszczą, ale należą do hordy, która niszczy i nic nie mogą poradzić.
Usuń