Ze względu i bez względu na brak czasu uruchamiam post roboczy, który napisałam miesiąc temu. Miałam nad nim popracować, ale wicie, końce roku, ogrody, domostwa, przyjaciele, wino, śpiew i taniec i braklo czasu, by nad nim popracować, ale chciałam żeby poszedł, więc idzie
Wiele lat starań, żeby pracowicie zepsuć klimat i o. Nie pisze tu, że kiedyś tak nie było, ale nie było wczesnomarcowych ociepleń, suchych wiatrów, o tym mówię. A jeszcze durna czereśnia uwierzyła i akurat kwitnie, kiedy przymraża i pizga krupą . Jedyny ostały kwiat magnolii pokazał kawałek bladoróżowego płatka. To by było na tyle. Nie boleję nad tymi drobiazgami, one są tylko kroplą w mojej boleści nad zepsutym przez nas, umierającym światem jakim znamy. Tym bardziej cieszmy się chwilą. Ja na ten przykład spędziłam chwile łikendu na słodkim marazmie, naprawdę, trochę pogawędziłam ze znajomymi, trochę wymyśliłam zawodowych rzeczy, a trochę przekwitałam (piekło i szatyni na ten proceder ponury!).
Co robię, żeby być szczęśliwą? Odpowiedź brzmi - wszystko co mogę! A w zasadzie to nic, po prostu staram się wprowadzać w czyn to, czego się uczę, z filozofii, z praktyki, z rozmów, z doświadczeń. Moim pierwszym krokiem było rozpoczęcie nauki brania się za pysk, sama z siebie to zaczęłam. Nie nie chodzi o przymuszanie się do działania, czy zmiany spojrzenia, jak dziś pamiętam spacer w pola, kiedy po raz pierwszy wykonałam "mordobranie". Polegało ono na przyznaniu się przed samą sobą do uczuć. Nieważne, czego one dotyczyły (znaczy wiem, czego, ale to nieważne), ważne, że choć sama przed sobą próbowałam tłumaczyć się z tego, czy śmego, unikać i kluczyć, chwyciłam się za pysk i przyznałam do uczuć wstydliwych. Później już szło łatwiej, krok po kroku, a później weszło w nawyk, odruch, choć próby wewnętrznych uników, kluczenia wcale nie znikły, tylko teraz umiem je rozpoznać. Co się zmieniło? Chyba mam lepszy kontakt ze sobą, z tą ciemną stroną, bo jasną chętnie się eksponuje, więc z nią się łatwiej jest, a trudniej z tą stroną marudy, zołzy, zazdrośnicy. Dzięki temu kontaktowi mogę unieważnić "podłe" plany mojej ciemnej strony, otoczyć je czułą opieką lub zneutralizować. Nie, nie oszukujmy się, że wszystkie. Patrząc na ludzi, staram się "zaglądać" od dupy strony, nie przez pryzmat ich działań, czy opinii, a tego, że są mną, albo moją kumpelą, albo moją rodziną, czyli kiedy bym ich znała osobiście, widziałabym ich zalety, nie tylko wady wynikające z często pochopnych wypowiedzi w mediach społecznościowych,. Co mi to daje? Przestrzeń na dostrzeganie ładnych rzeczy, bo mniej pochłaniają mnie te "negatywne", dostrzeganie jasności rzeczy, kiedy nie fiksuję się na ich cieniu. Czas, rzeczywiście mam więcej czasu w głowie, który prawda, poświęcam na swoją pracę, ale moja praca jest moją pasją, więc choć mnie często męczy, to też uskrzydla i nakręca do dalej. No więc właśnie robię to.
Na zdjęciu widzimy zegarek z dużej biblioteczki, który z przyczyn dla mnie niepojętych stał się artefaktem w przedziwnej grze, jaką uprawiają krewni i znajomi królika. Po wizycie rzeczonych znajduję zegarek w przedziwnych miejscach na przykład upchnięty na samym dnie koszyka z zabawkami i przyciśnięty poduchami, pomiędzy ubraniami w szafie, a po niedawnej wizycie B. znalazłam go na lodówce w kuchni. Skaranie boskie!
Praca i pasja to pojęcia zdecydowanie się wykluczające 😅
OdpowiedzUsuńNa szczęście dla mnie tożsame :D
Usuńna szczęście mam tak samo z pracą i pasją:-) co zaś się tyczy ludzi i rozkmin, to...nie rozkminiam już tak chętnie, jak kiedyś, że się tak dziadersko wyrażę ;-) bo tez mnie już tak nie emocjonują. rozczarowałam się. ale żeby nie było sobą też się wiele razy rozczarowałam więc...
OdpowiedzUsuńA budzik to proszem pani za pewne spać przeszkadza to ci go ludzie wpychają do lodówki 😂😂 znam to, bo znam tego dziada. jak zły szezląg.
Taki słodki budziczek? No jaaak... ;D
UsuńDałam sobie prawo bycia zołzą, ale równocześnie hamuję tego manifestowanie. Co sobie pomyślę, to pomyślę, a ujawniać tych myśli po prostu nie chce mi się. I zobojętniałam na opinie innych o mnie, swoje chowam głęboko. Kogo to w końcu obchodzi, co ja tam sobie myślę. A że nie obchodzi, to co się mam wysilać, szarpać i pieklić, przekonywać na siłę. Co chcę wyrazić, a mam takie chwile, to piszę na blogu. I tak jest to w wersji light.
OdpowiedzUsuńBudzik świetny, pewnie głośno tyka, to szybko go znajdujesz.
Praca zawodowa? Dawno już za mną i coraz mniej o niej myślę. Rzadziej też śledzę to, co dzieje się w oświacie. Może nie była moją pasją, ale przykładałam do niej dużo wagi.
Tak blog jest pod tym względem świetny, czuję jego kameralność i bardzo mi to odpowiada.
OdpowiedzUsuńI fajnie, że się z nami dzielisz swymi co niektórymi przemyśleniami. Mądry człowiek napisze, drugi mądry ( o sobie ja tutaj, o sobie - już żem nie jest tak fałszywie skromną jak kiedyś ) przeczyta, i może kiedyś do siebie zastosuje...
OdpowiedzUsuńA jędza menopauza potrafi dopiec. Staram się ją obłaskawić, nabyłam na jej temat 3 (!) porządne książki ale same się nie chcą przeczytać. Na razie żem w połowie pierwszej.
A to że dla Ciebie praca i pasja są tożsame, to jest naprawdę wspaniałe.
Będąc młodą studentką, pracowałam sobie parę lat w pewnym Warsztacie Terapii Zajęciowej dla umysłowo niepełnosprawnych ( teraz pewnie inaczej się na takich mówi ) i to był czad. Kiedy z pieśnią na ustach, po imprezowej studenckiej nocy, autobusem komunikacji miejskiej na kacu, tłumiąc mdłości bo przecież w komunikacji publicznej rzygać nie wypada, zasuwasz do ukochanej pracy...To znaczy że ją lubisz.
Pa!
Nareszcie !!! Agniecha.
UsuńAle że co?
UsuńTak, to mój wybór od dzieciństwa i choć jestem często zryta jak koń po westernie, to przebóg, kocham to! :D
Usuń