"Izak nie wiedział, o co jej właściwie idzie, ale on miał swój pogląd, dlatego wziął motykę i łopatę, poszedł na skraj lasu i jął obrabiać kamień. Nie, doprawdy, Izak nie mógł zrozumieć, dlaczego Jensyna odeszła, szkoda jej, taka dzielna. Ano, wielu rzeczy nie rozumiał, na ogół rozumiał to, co mu było najbliższe: pracę, robotę legalną i naturalną. Krępy a rozrosły nie miał w sobie nic z powiewności ciała astralnego, jadł jak przystało na prawdziwego mężczyznę, i jedzenie słuzyło mu, dlatego też niezmiernie rzadko wypadał z równowagi"
i powiedział Pan - niech się stanie miłość i niech wam dokucza po wszystkie dni wasze. niech was gryzie w pięty, kąsa w karki, rwie całość na strzępy. i stała się miłość a przylazła za nią niepewność, inne baby oraz wkurwienie i było to Zonk, co w tłumaczeniu pisma, znaczy - niedobre
"Co dzień więcej uczoności. Zeskakując z wysokich głazów skalnych mieli chłopcy pilnować przede wszystkim języka, aby nie dostał się między zęby. Gdy podrosną i idąc do kościoła, będą chcieli ładnie pachnieć, niechaj się natrą miętą, która rośnie na hali. Ba, ojciec był człekiem mądrym. Opowiadał chłopcom o kamieniach i krzemieniu oraz że biały kamień jest twardszy od szarego; znalazłszy jednak krzemień trzeba poszukać i huby, następnie należy hubę ugotować w ługu, żeby uzyskać hubkę do krzesania ognia. Opowiadał im o księżycu i tak im tłumaczył: jeżeli w półksiężyc włożyć lewą rękę, księżyca przybywa, jeżeli zaś mogą włożyć rękę pra, wtedy księzyca ubywa. - Zapamiętajcie to sobie, chłopcy! Czasami jednak Izak zapuścił się za daleko i wtedy stawał się tajemniczy i niezrozumiały: pewnego razu wygłosił zdanie, że łatwiej wielbłądowi dostać się do nieba, niż człowiekowi przeleźć przez ucho igły. Innym razem opowiadając o świetności aniołów powiedział, że aniołowie zamiast podkówek, mają poprzybijane do butów gwiazdy. - Była to nauka naiwna, szczera, w sam raz dla osiedla. Pan nauczyciel ze wsi wyśmiałby ją, na wyobraźnię przecież dzieci Izaka działała dość silnie. Wychowywano je i poduczano dla własnego ich małego światka, czegóż więcej było potrzeba? Czymś niepomiernym było dla chłopców bicie jesienne; lęk straszny cierpieli o bydlątka przeznaczone na rzeź, a serca ich przepełniał rzewny smutek. Izak oto jedną ręką przytrzymywał bydlaczka, a drugą dźgał, Olina zaś rozbijała juszkę. Tym razem wyprowadzono sędziwego capa, biały był i brodaty; chłopcy ukryli się za węgłem chaty i spozierali ciekawie. - O, jaki dziś wiatr paskudny - rzekł Elizeusz i odwrócił się, i kułakiem ocierał oczy. Sywert płakał mniej skrycie, nie umiał opanować swojej żałości i zawołał: - Ach, ty biedny, stary capie! Po zakłuciu kozła Izak przystąpił do chłopców i taką dał im naukę: - Podczas bicia bydlęcia nie trzeba się nigdy głośno litować, bo przez to powiększa się jeno męczarnię ofiary. Zapamiętajcie to sobie chłopcy!"
Guciu, dlaczego tak trudno jest być szczerym? Lala opiera się brodą o parapet i maże palcem na szybie esy-floresy. Nie wiem, może to ten rodzaj trocin, którymi nas wypchano... Odpowiada ostrożnie Ceratowy.
Chciałabym być niekłamaną pięknością, mówi Lala, łypiąc na Ceratowego z nadzieją. Kłam, odpowiada ochoczo Ceratowy i podpiera to czułym stukotem młotka.