niedziela, 1 lutego 2026

Jest zima, to musi być zimno!

Pani kierowniczko! I tak sobie myślę, jakie ja mam szczęście, że należę do tego nikłego odsetka, który uwielbia zimę! Bo spójrzcie, budzę się rano w radosnym nastroju, że jest śnieg i mróz, budzę się rano z grzeszną przyjemnością wyskoczenia spod ciepłej kołdry w chłodne powietrze i po zimnym prysznicu czuję, jak przepływa przeze mnie energia świata. Budzę się rano i oszałamia mnie uroda czystego białego, a  jednocześnie delikatnie barwionego światłem piękna, wracają baśnie dzieciństwa i cudowne odczucia z tamtego czasu. Budzę się rano i cieszę się w imieniu przyrody naszej strefy klimatycznej, która potrzebuje grubej warstwy śniegu i niskich temperatur. To uczucie lubienia zimy to nie jest tylko tak, że się ma nadane od Zeusa czy innego Mitry, je też trzeba w sobie, tak jak wszystko co się wiąże z poczuciem szczęścia, wyhodować i czule pielęgnować zwracając uwagę na pozytywne aspekty. Nasz gadzi mózg zdecydowanie woli narzekać, krótkotrwale obniża to poziom kortyzolu i redukuje uczucie frustracji, kluczowe jest tu słowo "krótkotrwale". Częste narzekanie, podobnie jak każda powtarzana czynność utrwala szlaki nerwowe, które później mózg wykorzystuje do, no cóż dalszego narzekania, a stąd prowadzi udeptana mózgowa ścieżka do dostrzegania rzeczy "trudnych, przykrych, niedobrych". To dostrzeganie "przykrego" to też mechanizm gadziego, który pozwalał w dawnych czasach stosować postawę czujną i obronną. I niestety tak nam w mózgu zostało, choć obecnie to tylko my jesteśmy swoim największym zagrożeniem. Widzenie dobrych rzeczy jest znacznie trudniejsze, zwłaszcza tam, gdzie odruchowo nie lubimy bo np nasze ciało nie przywykło do niższej temperatury co jest w czasach skutecznego CO, polarów i podgrzewanych foteli, jasne. No więc można przyzwyczaić i ciało i mózg do dostrzegania tych aspektów pozytywnych, choć będą się oboje przed tą pracą opierali. Warto jest jednak tę pracę wykonywać, bo badania dowodzą, że narzekanie (nawet to wewnętrzne, czyli myślenie o nieprzyjemnych aspektach rzeczy) wpływa negatywnie na nasz hipokamp, który ma ważne zadanie w pamiętaniu, inteligencji i umiejętności rozwiązywania problemów. Tak więc jeśli jesteś osobą, która zimy nie lubi, zacznij od małych kroków - dziś obejrzyj i nazwij głośno wszystkie piękne rzeczy na podwórku, jakie widzisz, sztachnij się tym pięknem. Później przypomnij sobie z lekcji biologii o tym, jak wdzięczne będą rośliny za pokrywę śnieżną i obniżenie temperatury hamujące zbyt szybką wegetację, która przesuwa okres kwitnienia na terminy przymrozków. Pomyśl, że ta okrywa śnieżna powoli uwalniająca zasoby wody pod spodem jest ważna dla zasobów wody podczas okresu wegetacji, a roślinami karmią się też zwierzęta. Tak te słabsze zimą nie dadzą rady, to też jest naturalne inaczej ekosystemy, zwłaszcza tak okrojone, nie dałyby rady ich wykarmić. Pomyśl o tym, że część szkodników roślin  wyginie. Pomyśl o tym, że możesz wyłożyć poduszki i kołdry na parapet i wymrozić żyjące w nich żyjątka. Pomyśl o tym, że mięso nie bez przyczyny trzymamy w zamrażarce, że zimno opóźnia procesy starzenia, a ruch w niskich temperaturach zwiększa efektywność spalania tłuszczu i znakomicie dotlenia organizm. I zrób pierwszy krok ku polubieniu prawdziwej zimy, a twój hipokamp odwdzięczy ci się z godnością i wdziękiem, jakie tylko hipokamp może nam zaserwować. No i w bonusie być może nabędziesz to, co mam ja, poczucie szczęścia, którego w tym świecie jest mało. Ono nie jest całościowe, dlatego trzeba je zszywać z codziennych małych skrawków.

A dla zmarźlaków przyniosłam przepis autorski na forszmak. Zrobiłam go na przybycie Dosi, ale stary ford wczoraj odmówił współpracy i niestety mogę tylko podzielić się z nią zdjęciami. Forszmak, to takie danie, które może być gulaszem, a może być zawiesistą zupą z resztek z lodówki. Kicia jest chora i rozmroziłam jej pierś z indyka w nadziei, że zje, nie chciała, ponadto wyszperałam z czeluści zamrażarki kubek zamrożonego bulionu, więc trzeba było coś z tym zrobić. Można modyfikować sobie dowolnie składniki, ja użyłam tego co miałam, a zatem:

Użyte przeze mnie produkty:

- 2 cebule
- 3 duże marchwie
- 5 małych pietruszek
- 3 kawałki korzenia selera
- 3 łodygi selera naciowego
- 1 świeża papryka
- 2 zamrożone liście pora
- 2 ogórki konserwowe
- 1 pierś z indyka
- 2 listki laurowe
- 6 ziaren ziela angielskiego
- przyprawa do kurczaka (marokańska, ale zrobiłam zdjęcie składu)
- pieprz, sól, papryka słodka
- 2 łyżki cukiniupu (ketchup z cukinii)
- 2 łyżki mąki
- natka pietruszki mrożona
- bulion mrożony  (lub kostki bulionowe)
- olej do smażenia
- ok 3-4l wody

1. Na oleju podsmażyłam pierś z indyka doprawiając solą, pieprzem, przyprawą marokańską




2. Dorzuciłam pokrojoną w piórka cebulę, a później pokrojone w kosteczkę świeżą paprykę i ogórek konserwowy. Odstawiłam do wystygnięcia. To wystygnięcie jednej części dania sprawia, ze przy połączeniu zupa będzie nieco bardziej zawiesista, a zupom zimowym o to chodzi.

3. W garnku ugotowałam pokrojone w plasterki i kawałki: marchew, selery, pietruszkę, liście pora z dodatkiem bulionu liścia laurowego i ziela angielskiego. Kiedy warzywa zmiękły, dodałam 2 łyżki cukiniupu, pogotowałam jakieś jeszcze 5 minut

4. Dorzuciłam rzeczy z patelni do garnka i gotowałam razem jeszcze jakieś 15 minut

5. Z dwóch łyżek mąki i zimnej wody zrobiłam zaklepkę, żeby zupa była zawiesista i dłużej trzymała ciepło, kiedy wrócimy zmarznięte i szczęśliwe z łyżew. Dosypałam mrożoną natkę pietruszki (nie gotuję jej wcześniej, bo lubię bardziej surową). Pogotowałam zupę z zaklepką i pietruszką jeszcze jakieś 3 minuty


Wyszła wspaniała, nieskromnie napiszę. Można dodać śmietany, można zmieniać warzywa, można dodać pieczarki, jednak forszmak zawsze powinien zawierać jakieś mięso, najlepiej drobiowe. Smacznego i kochajcie zimę! 


A tu moje poboczne stanowisko podczas gotowania, czyli rzeczy, którymi zajmuję się w trakcie

Zrobiłam nawet deser. To tylko zwykła galaretka z mrożonymi z lata jeżynami, a tyle uciechy. Poczęstowałam wujostwo, którzy mieszkają po drugiej stronie korytarza i byli zachwyceni.



17 komentarzy:

  1. zimę występująca krótko i łagodnie lubię i sporty zimowe w postaci sanek, łyżew a nawet nart...ale ostatnio wybieram zamiast nart wyjazdy w miejsca które latem są niedo wytrzymania. bo za gorąco a teraz akurat jest w sam raz. lubię zwiedzać gdy mi sie sandały nie rozpuszczają. lubię też nieoczywiste sytuacje, że oczywiście jest zima i trzeba jeździć na sankach. powozić sankami a ja wolę powozić bugga po pustyni. oraz masz rację, trzeba się cieszyć Wszystkim co mamy i co nas jeszcze otacza. jedni mają taką naturę drudzy muszą dojrzeć a trzeci NIGDY nie doświadczą :-) zero refleksji, i duuużo żółci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podziwiam narciarzy i zawsze zazdroszczę, sama jakoś lękam się nart od zawsze, chyba ze względu na kolana. Cieszmy się ile wlezie kochana! <3

      Usuń
    2. ja też ostatnio głównie podziwiam innych narciarzy :-D
      nie przekonałam się do tego sportu wystarczająco. ale osprzęt jeszcze leży... boję się połamania.

      Usuń
  2. Dużo tych składników i nie zawsze mam je w zapasach. Na przykład przecier z cukinii jest mi nieznany. Cukinie lubię smażoną, ale przecieru jeszcze nie jadłam. Marokańska przyprawa do kurczaka też mi nieznana, a przecie handlujemy przyprawami i mamy ich dosyć dużo w ofercie. Ale to się da zrobić- kupć w sklepie orientalnym.
    Mam dosyć niefajne doświadczenie z takimi gotowcami. Kiedyś chciałam szybko zrobić shoarmę, użyłam gotowca- mieszanka kupiona w markecie. Paskudztwo. To samo mogę powiedzieć o gotowej przyprawie do bigosu. A ponieważ wiem, jak się takie rzeczy "miesza" ( mamy zaprzyjaźnioną hurtownię), to Wróciłam do mieszania przypraw z własnych zasobów.
    Dzisiaj dojadamy kiselnicę ( nie kapuśniak- jednak się różnią), bo zawsze robię jej więcej.
    Przepis sobie skopiowałam- dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko, to jest taka zupa na tzw resztki zalegające w lodówce, tu coś zostało, tam kawałek czegoś. cukiniup to ketchup z cukinii i wrzucę przepis, my już od lat używamy go zamiast zwykłego ketchupu. Tam specjalnie sfotografowałam ingrediencje tej przyprawy, jeśli ktoś będzie chciał sobie odtworzyć z osobnych składników, ale równie dobrze można użyć przypraw wedle fantazji. W ogóle to jest taka zupa przy której można pofantazjować kulinarnie! :D

      Usuń
    2. Skład tej przyprawy: Mielony czosnek, kardamon, goździki, kolendra, kumin, kurkuma, imbir, muszkatołowiec, rozmaryn, dynia piżmowa, ostra papryczka meksykańska (np. halapenio), sól, czarny pieprz,

      Usuń
    3. Dzięki. Moja mam nazywała taka zupę "Przegląd tygodnia". Oczywiście o cukinii w tamtych czasach nie było mowy. Przynajmniej na wsi u nas.

      Usuń
    4. Aha, akurat te wszystkie składniki mam. Zrobię mieszankę. Mnie by tu jeszcze trochę anyżu pasowało.

      Usuń
  3. Szczotka do włosów na stole!!! 😫 😱 🥶

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. konsultowałam się z moim prawnikiem, można ją tam kłaść! I spokojnie także kota! :D

      Usuń
    2. Kota tak, ale rzeczy do czesania (się)?! Babcia by mnie za to zabiła! Zawsze było: "Nie kładź grzebienia na stole!". No i teraz ja strofuję każdego, kto mi z czesadłem 🪮 na stole w oczy wlezie 😋

      Usuń
    3. a nie, to u nas nie było takiego zakazu :)

      Usuń
    4. Może dlatego okrutnie brzydzę się włosów nieprzyrośniętych do człowieka?

      Usuń
    5. Na pociechę wyjaśnię, że szczotka jest pozbawiona włosów i umyta, jak zwykle po czesaniu :)

      Usuń
    6. Prawie mi ulżyło 😀

      Usuń
  4. Ależ obrodziło! Ile wpisów, ile czytania! Pani Asiu, ten urodzaj mi bardzo uprzyjemnił długie godziny na kanapie spędzane z ośmiotygodniowym ssakiem do mnie przyssanym (a cóż może robić ssak). Trochę mnie ten wpis potrząsnął w moim zimowym malkontenctwie i trochę przychylniej spojrzałam na te zaspy (przez szybę, bo bez przesady). Miałam nadzieję, że mróz wymrozi zarazę ziemniaczaną, która mi zeżarła pomidory, ale gugel mówi, że to tak nie działa i figa z makiem.
    Pozdrawiam i ja, i ssak Józek!
    Karina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nowy ssak?! Juhu! :D A, bo ferie były i trochę złapałam oddechu, ale znów niestety w kierat!. Niestety zaraz tapla się w wilgoci i chłodzie, więc trzeba biegać pomiędzy krzakami, żeby był przewiew! :D Uściskuję Was! <3

      Usuń