sobota, 30 października 2010

Skały

są wszędzie - na biurku, półkach, w gablotach, spakowane w pudła, opisane i nie, są w kieszeni, w torbie - kiedyś z Mariem komisyjnie wyjęliśmy z podręcznej 6, w różnych wielkościach, od średniego pięściaka do małego, stosownego do gry w ciupy.
wczoraj, kiedy wracałam z bagien, zatrzymał mnie ojciec jednego z uczniów - a po co pani ten kamień? zapytał i dopiero zorientowałam się, że niosę niemal kilogramowy, spłaszczony jak bułka, kawałek czerwonego granitu. yyyy, no bo co miałam odpowiedzieć? że będzie odtąd leżał na mojej podłodze?
jakiś czas temu posłałam obiektyw śladem tych gromadzonych przeze mnie bezwiednie i wiednie, okruchów czasu. może zbnieram je, bo to rzecz, która daje mi prawdziwe, szczere oparcie? bo kiedy milczą, to wiem dlaczego? bo kiedy ranią, to wiem dlaczego? może, a może dlatego, że są po prostu piękne.














piątek, 29 października 2010

Gówno

Ot gówno, Paniusia może by i przeszła obok, gdyby nie ten zapach. Ten zapach przypominał niezapłacone rachunki, zadrę w palcu i jeszcze jedno, coś, czego Paniusia za nic nie chciała sobie przypomnieć

Londek Zdrój

*


Londres



Et Ce Londres de fonte et de bronze, mon âme,
Où des plaques de fer claquent sous des hangars,
Où des voiles s’en vont, sans Notre-Dame
Pour étoile, s’en vont, là-bas, vers les hazards.

Gares de suie et de fume, où du gaz pleure
Ses spleens d’argent lointain vers des chemins d’éclair,
Où des bêtes d’ennui bâillent à l’heure
Dolente immensément, qui tinte à Westminster.

Et ces quais infinis de laternes fatales,
Parques don’t les fuseaux plongent aux profondeurs,
Et ces marins noyés, sous des pétales
De fleurs de boue où la flamme met des lueurs.

Et ces châles et ces gestes de femmes soûles,
Et ces alcools en letters d’or jusques au toit,
Et tout à coup la mort parmi ces foules,
Ô mon âme du soir, ce Londres noir qui traîne en toi!


(Émile Verhaeren)

"dla ciebie to kwestia zmiany liter, dla mnie to..."



*

jeden z moich ukochanych utworów Andrzeja Poniedzielskiego. Łączy w sobie jego specyficzne poczucie ironii, czułość i takie piękno, które bierze się z uzyskanego na jakąś chwilę poczucia spokoju i szczerości. dziś mi zaczął łazić po głowie, kiedy ja łaziłam po bagnach

czwartek, 28 października 2010

dzień dyniowego jacka


dyniowy jacek, pani od przyrody i strachy na lachy

*

uśmiechnijmy się i z dyni

środa, 27 października 2010

co pod korą, to na korze

Zostaw, skurwesynu te marchew!



:]

o uciechach życia wsiowego i theatrum nocnym

Nasz kur dostarcza rozrywki połowie okolicy. Codziennie komponuje inną melodię do swojego piania. Dziś, proste, ale intrygujące stacatto utknęło mu w połowie i w gardle.
W tej chwili słyszę przez okno, jak próbuje nowy kawałek.

*

w śniku pierwszej połowy nocy, byłam zawieszona w dekoracjach teatralnych. dokładnie - zawieszona, wisiałam sobie wśród fałdów kurtyny, zakurzonych lin i sznurów oraz tego, co tam jeszcze było podniesione nad sceną i myślałam, co, u licha, tam robię; jak zejść.
najgorsze było to, że nie wiedziałam za co i jakim cudem jestem zawieszona, bo ta niewiedza uniemożliwiała mi jakiekolwiek posunięcia w kierunku pionowym ze zwrotem w dół. bimbałam więc tylko na boki tak sobie spokojnie myślałam - co robić.
dziwaczny sen

"żyć, mieć się dobrze i umierać z nudów..."

"Widzialny świat" Marka Slouka.
Skończywszy czytanie, serdecznie się rozpłakałam. I nie ze wzruszenia, płakałam czymś, co mogłabym nazwać nazbyt mężnie powstrzymywanym smutkiem.
A kiedy miałabym tak na chłodno przyjrzeć się książce, to nawet nie chcę wiedzieć czemu, niektóre mechanizmy zostawiam sobie w przestrzeni niepoznania, z powodu ich specyficznej cenności.

*
jest w niej o poczuciu wyborów i idącej za nimi nudzie i zniechęceniu, aż do trwałego zamknięcia, i jest o dochowywaniu gdzieś, w najgłębszym środku siebie, wierności temu, co się tak naprawdę chciało wybrać, może nawet wybrało, a co nie wyszło, z takich czy innych, często niezależnych powodów. lub po prostu z tego, że wybór nie jest tylko jednoosobowy, zaś tam, gdzie zamieszane jest więcej niż jedno rozdroże, zwykle kończy się złamaniem, również drogowskazu.

**

na szczęście, że mi się ta książka zawieruszona gdzieś między wakacjami, a pierdolnikiem na półkach, znalazła teraz
:|




diabeł tasmański

no dobra, średnio co minuta obrót na drugi bok i od dwóch godzin ani w prawo, ani w lewo. koniec wojny, wstaję. ktoś jeszcze nie śpi na tym najbezludniejszym ze światów?
a tak, Tasmania :|

*


ha, ale dzięki bezsenności, w końcu udało mi się na spokojnie posłuchać muzyki do Statków z papieru. I teraz dostanę po łapach, że dopiero

grra Drraco tu
a wiersz tu

*

niedziela, 24 października 2010

grobowa deska

Mam na półce taką niewielką antologię rzymskich inskrypcji - od zaklęć, przez epitafia, aż po napisy na domach pompejańskich. Bardzo ją lubię, bo w pewien poczuciowy sposób przysuwa do mnie owych Starożytnych, jako ludzi. Przeglądałam wiec sobie dziś tę antologię znów i choć właściwie szukałam potrzebnego mi tekstu w rozdziale 'napisów na murze', to zatrzymało mnie śliczne epitafium.

DIS MANIBVS
SEXTI PERPENNAE FIRMI

Vixi quemadmodum uolui; quare mortuus sum, nescio.

*

BOGOM MANOM
SEKSTUSA PERPENNY FIRMUSA

Żyłem jak chciałem. Czemu umarłem, nie wiem.


**

i już lubię tego człeka!
i jeszcze jedno

****

Credo certe ne cras

L. NOMERIVS VICTORINV MARSVS PRESIDIVS REGIO.

*

Pewien jestem, że jutra nie ma

LUCJUSZ NOMERIUSZ WIKTORYNUS, ŻOŁNIERZ Z GARNIZONU W REGIO.

Globus

Paniusia obudziła się z bólem głowy. No nie, powiedziała do siebie, kolejny dzień o bólu głowy, już dłużej tego nie zniosę. I poszła to znieść, bo jak wszystkie, dobrze wychowane damy, potrafiła powiedzieć jedno, a zrobić drugie.

Koło roku

Trafiłam jakiś czas temu na pewną, zapisaną na dysku rozmowę, w której zmyślaliśmy ze znajomym, nazwy miesięcy i dziś mi się te nazwy przypomniały. Może pod wpływem angielskiej poezji metafizycznej, a może powodem było, że francuskie un voilier, to żaglowiec, a voiler, to zakrywać twarz albo mglić, zaś Tuwim przetłumaczył to mglenie, jako żaglowiec i naprawdę pasuje? No sama nie wiem, w każdym razie miałam dziś ochotę na te miesiące. I jak tak się poprzyglądać rokowi, to wcale te nazwy nie takie z hyc-hycu są

*

fantastyczeń

gluty

mażec

świecień

miłaj

szcerbiec

tkliwiec

cierpień

grzesień

zdziernik

prostopad

gruzień

*

aha, se voiler - to wygiąć się (w sensie koła)

piątek, 22 października 2010

o tym, jak Mama, Alicja i nasze kury, wystąpiły z brzegu

Autor: Jacek Kościuszko

dwa strachy

pierwszy strach

to strach o Dużym Psie. Duży Pies lubi wusz i nikt nie wie dlaczego- ani właściciele, ani wusz. wie to tylko Duży Pies i za każdym razem, kiedy wusz przechodzi obok siatki, czeka na nią na podwórzu. i trzeba włożyć rękę przez pręty bramy i witać Dużego Psa, a najlepiej to drapać pod obrożą, bo tam swędzi najbardziej, chociaż jak nie ma obroży, to też tam.
wczoraj Duży Pies był, albo w złym humorze, albo coś w wusz mu nie odpowiadało, bo owszem, machał ogonem jak przy powitaniu, ale jednocześnie warczał, ujadał, kładł się na ziemię i sierść jeżyła mu się na karku a zębiska kłapały na wusz. wobec takiego powitania wusz cofnęła rękę spomiędzy prętów, bo Duży Pies rzucał się do tej ręki, żeby ugryźć.
i smutno było tego wieczoru u wusz, a kto wie, może i u Dużego Psa, bo wyglądał, jakby miotał nim wielki dylemat.
dziś wusz szła obok siatki Dużego Psa, a on wyskoczył z kąta podwórza i biegł wzdłuż ogrodzenia aż do bramy.
zatrzymali się oboje.
strach spytał wusz, co zrobi. minęła długa, najdłuższa tego dnia sekunda.
raz kozie śmierć, pomyślała wusz, albo odgryzie mi rękę, albo nie odgryzie i podrapała Dużego Psa pod obrożą, bo tam swędzi najbardziej

*

drugi strach

To przejmujące i piękne uczucie, kiedy drzewa tracą liście i zjawia się więcej przestrzeni. Są takie dni, kiedy swiatło zawieszone pomiędzy przedśniegiem, a zadeszczem, do spółki z wiatrem, budzi w jesieni trupią niesamowitość. Poczucie większej przestrzeni odblokowuje płuca, uwalnia od liściastej klaustrofobii, ale jednocześnie wystawia nas na bezlitosne oko kosmosu. To właśnie jesienią czuje się to oko najdotkliwiej. Patrzy na nas, liche, drżące ciałka, płaszczące się przed wiatrem, deszczem i bezlitosnym niebem. Za mizerną warstwą powietrza jest zimna rozciągłość tego wszystkiego, o czym wolelibyśmy nie mysleć w piątkowe popołudnie. Albo właśnie myśleć.

czwartek, 21 października 2010

lubię to

Irlandia


Kleo

imieniny królowej :]
Budzisława, Irena, Jan Kanty, Kleopatra, Wendelin, Witalis

*

dla odmiany organizm umyślił sobie zamienić bezsenność na Wielką Senność i usiłuje położyć mnie o każdej porze w każdym nadarzającym się, jak sposobność, miejscu.
I tak pół życia spędzę pewnie we śnie, a drugie pół w bezsensie.

pozdro z paciakowa

środa, 20 października 2010

Liście

Jedną z rzeczy, które naprawdę lubi Paniusia, jest szuranie liśćmi. Szurane liście wydają dźwięk sprzyjający obliczaniu kalorii w dzisiejszym obiedzie, pomstowaniu na listonosza i adagio skrzypcowemu, które od pół godziny z okładem, gra w głowie Paniusi.

wtorek, 19 października 2010

z rozmów z poetką - o sprzęcie

czasami zdarza mi się przeczytać rozmowę na gg jeszcze raz :|


ja: jest taki u mnie klawiszyk na klawiaturze który bardzo lubię taki znaczek jak konik albo okapia jaka

ja: trochę nessie

reteska i co ten klawisz?

ja: nic

ja: lubię go po prostu :]

reteska: a

ja: pod F11 jest
znaczy na funkcyjnym F11

ja: znaczy na tej klawiaturze bo np na starej i tamtej paskudnej nowej nie było

ja: ale lubie sobie patrzeć że sobie siedzi taka malutka żyrafka tu
ze mną

reteska: u mnie na f11 jest głośniczek :)

ja: a widzisz

ja: każdy ma coś innego

reteska: a konika nie maaaaaaaaaaaaaaaa ;(

ja: no cóż

reteska: ale na spacji jest ludzik :D

ja: nie każdy ma i nie kazdy ma mieć :]

ja: na spacji ludzik?

ja: a co on tam robi?

reteska: biegnie

ja: kurew

ja: :|

ja: metal masakra

ja: jak to biegnie!
dzie on biegnie!

reteska: no taki maleńki biegnie

ja: bieżący ludzik?

ja: ale jak się zmienia światło na czerwone to staje?
i biegnie tylko na zielonym czy jak :|

ja: i naduszasz go palcem pisząc spacje?

ja: mu na brzuszek ?

ja: dusisz mu?

reteska: czasem naduszam

reteska: całego

ja: jesu

reteska: lewym kciukiem

reteska: bo jest z brzegu:D

ja: moż4e on wskazuje miejsce gdzie najlepiej spację wcisnać by zrobiła śliczny odstęp

ja: a ja nie wiem fczym naduszam spację

ja: chyba nosem głównie :|

ja: mam trzy naczynia, każde z czymś innym w połowie, bo się ne mogę zdecydować, co chcę pić

reteska: ja czym popadnie

ja: i w sumie w buzi wychodzi mi taki mętlik

reteska: ale bardzo często lewym kciukiem

ja: może jakbym miała ludźka na spacji to też bym naduszała uwazniej

ja: w poprzedniej klawiaturze wyłamałam spację
fakt że podczas czyszczenia, ale nie zmienia to stanu rzeczy

ja: i później mi sie gibała jak huśtawka

ja: kurewsko irytujące

reteska: w laptoku nie da sie wyłamać

ja: i wyszczerbiłam kontrol i enter

reteska: a moze i da

ja: racja

ja: można wdusić - wgiąć w głąb

ja: wklęść

ja: aż do samego biurka
aż palec przejdzie przez biurko, jak się człowiek zamyśli

ja: a ludzik wyjdzie pod krzesłem stanie i powie - no co jest kurwa!

reteska : :|

reteska: Jo

ja: kończy mi się woda mineralna uuu, źle

reteska : Twoja wyobraźnia nie zna granic :D

ja: wszystko mi sie kończy

ja: oprócz biurka :]

reteska: najgorzej jak się skonczy cierpliwość do mnie:]

ja: biurko bardzo ogranicza, gdyż trzeba mieć neizłego ducha, by wydusić ludźka przez biurko

reteska: ja przy stole pracuję

reteska: szkoda stołu mego

reteska: nowego

reteska: ślicznego:D

ja: moja cierpliwość nie zna granic

ja: wiesz jesteś podła!

ja: powinno być Ci szkoda ludźka, a nie stołu!

reteska: dlaczego?

reteska: a

ja: stół rzecz nabyta a ludźik jest bytem

reteska: a poza tym skoro wszystko ci się kończy, więc i cierpliwość

reteska: ten na klawiaturze równie nabyty co stoł:D

ja: pójdź bycie od bytu!

ja: namalowany

ja: namalowanyż onż jestż

ja: ciekawe po co

ja: ale tak serio po co

ja: po co kurzapiał, malować ludźka na spacji co?

ja: chyba tylko dla urody

reteska: powinnam pewnie instrukcję przeczytac
:|

ja: weź instrukcję!

reteska: może on po cos jest

ja: sprawdź po co jest człowiek!

ja: to wyjaśni nam zagadkę bytu ludzkiego

ja: zwłaszczza na spacji :]

reteska: bo oprócz białych napisów na klawiszach na niektórych są jasnoniebieskie

reteska: dodatkowe

ja: no

ja: moja okapia jest taka dodatkowa, choć nie niebieska

reteska: powinnam poczytac

reteska: ale nie kce mnie sie:D

ja: na funkcyjnych jest mnóstwo strazałeczek strzałaeczek strzałeczek i bęc! nagle ta okapia

ja: ach, jakąż ona mi sprawia przyjemność!

reteska : :)

ja: ja CZYTAŁAM

ja: zanim mnie nie wypikałaś!

plan dziania

posprzątać swój spokój

poniedziałek, 18 października 2010

imieniny

dziś tylko Łukasza i Juliana. i dobrze, czasem trzeba minimalnie.

miernik

dobrze- pisanie
źle- robienie zdjęć
spokojność - obrazzzki

piątek, 15 października 2010

"Dzień Nauczyciela, serca rozwesela"

Przyjęcie z okazji Dnia Edukacji Narodowej


środa, 13 października 2010

Gagat


"GAGATEK


Gagatek... jest to kamień czarny i światły, a kiedy będzie zapalon, pomaga naprzeciw niemocy św. Walentego, diabły odpądza, albo, jeśliby przez usta człowiecze mówili, tedy dym gagatkowy nie da im mówić; żołądek wspomaga, gdy pokarmu przyjąć nie chce. Woda, w której by trzy dni moknął, czyni lekkie porodzenie, a jeśliby oną wodę piła dziewka, tedy bywa poznana, jeśli prawa dziewka albo nie, albowiem jeśli dziewica, tedy nie będzie poruszona, a jeśli nieprawa, tedy zarazem urynę wypuści. Ten kamień diabelstwu i czarom się przeciwi, węże odgania, przeto i orzeł ten kamień kładzie w gniazdo swoje dla wężów."

(Siennik, Herbarz)

*

i tylko ten czarny ostał się z mojego zbioru agatów
mogę sobie teraz przy pomocy niego sprawdzić, czym prawa dziewka, czy może lepiej nie :|


senny portal

w dzisiejszym śniku, żeby wydostać się z komnaty, trzeba było przejść przez portal znajdujący się w kominku, w którym płonął ogień. w tym celu należało rozwiązać zagadkę używając do tego odpowiednich specyfików i klejnotów. pamiętam czarny i granatowy, pamiętam też, że zagadka była związana z oczami niewielkiej lazurytowej figurki, kolory źrenic i tęczówek tej figurki musiały zamienić się miejscami

wtorek, 12 października 2010

sny podróżne

Dziś zaśniłam się z Anietą do Wenecji. Była mieszanka słonecznego października i pochmurnego listopada. Szłyśmy długim drewnianym mostem, przewieszonym przez szeroką i głęboko błękitną cieśninę. Most nie miał barierek i podejrzanie skrzypiał.
Szukałyśmy naszego hostelu. Żeby się do niego dostać, trzeba było wspiąć się na strome zbocze, pokryte zgrudziałą, zmarzniętą glebą, pamiętam jej fakturę, twardość i lodowatość. Ciiągle się zsuwałyśmy.
Obok wspinali, zsuwali i zaśmiewali się do rozpuku inni ludzie.
Zostawiłam Anietę zjeżdżającą raz po raz w dół i idąc doliną, znalazłam niedaleko schody, ułożone z białych, płaskich kamieni, wygodne. Wtedy znaleźli je tez wszyscy

*

Drugi sen był o tym, że z trójką ludzi byliśmy w Iraku i musieliśmy dojechać do jakiegoś miejsca (jakiego, nie pamiętam). Wszyscy dostali wypasione bryki, ja malucha. Jechałam nim i ciągle myliły mi się pedały hamulca i gazu.
Aby dotrzeć do celu należało jechać w prawo, a ja bałam się skręcać w prawo, więc wybierałam skręty w lewo aż wylądowałam na ulicy Kafira.
Pojawił się nowy, wyraźny kolor senny- wszystkie samochody były żółte.

**

imieniny dziś mają
Cyriak, Eustachy, Eustachiusz, Grzymisław, Maksymilian, Ostap, Salwin, Serafin, Witold, Witolda, Witołd

ładny zestaw

poniedziałek, 11 października 2010

tłuczeń

walić głową w mur, gadać do ściany, milczeć jak ściana, walić grochem o ścianę

Październik

Nad Blankami pusto, jeśli nie liczyć trzech kormoranów, stale urzędujących na wraku pomostu oraz zagubionych w przestrzeni, spóźnionych gęsi. Tak naprawdę nie pusto, bo gdy zajrzeć w las, w plątaninę czarnego bzu, wpada się wprost w trzepot raniuszków, sikor bogatek, sikor ubogich, sikor modrych, w całe to doborowe ptasie towarzystwo. W trawach gramolą się niezdarnie, na wpół już odrętwiałe, żabska, które zostały po raz kolejny przywołane do życia przez październikowe słońce. Skrzypią skrzydła motyli. Najmocniej skrzypią rusałki pawiki, nienawykłe do chłodnego powietrza, polatują niziutko nad ziemią i przysiadają na źdźbłach, jakby zmęczone nawet tak krótkim dystansem. Za to cytrynki radzą sobie jeszcze całkiem dobrze, ale one też jako pierwsze wychodzą młodą wiosną w przestworza.
Siedzę nad jeziorem, słucham, jak śpiewa woda leśnego strumyka, jak drobna fala liże brzeg. Od ostatniego tygodnia woda cofnęła się nieco i teraz, żeby jej dotknąć, muszę podejść o krok dalej; jest przeźroczysta i zimna. W powietrzu unosi się najpiękniejszy na świecie zapach jesiennej łąki, lasu i jeziora. Od zawsze kojarzy mi się z zapachem spokojnego szczęścia, chyba po to właśnie tu przyszłam.


Jez.Blanki 9.10.10

niedziela, 10 października 2010

wiedza tajemna

"WÓDKA Z KWIECIA DZIEWANNY

Gdyby się kto bał czarów, pij tę wódkę a bądź przezpieczen, i tam gdzie rad siadasz, dawszy uchędożyć, pokrop tą wódką, a będą przy tobie dobrzy duchowie ku potwierdzeniu ciebie, tylko ty naprzód w Panu Bogu dufaj, a temu wierz, iż ta wódka ma tę moc, a stanieć się, jakom ci powiedział"

(Siennik, Herbarz/ za J.Tuwimem)

*

"CHCESZ SIĘ DOWIEDZIEĆ MYŚLI, CHĘCI I SEKRETÓW, OSOBLIWIE NIEWIAST?

Serce gołębia z głową żaby ususzywszy, zetrzyj na proszek i połóż na śpiącej,a powie ci wszystko, co ma w sercu. Gdy zaś wypowie, odbieraj je co żywo, aby się nie ocknęła . Albo żabę do wody wpuściwszy, język z niej wyjęty połóż na sercu niewiasty śpiącej; albo serce ropuchy na lewej jej piersi; albo serce kosa; albo serce i nogę sowy prawą pod głowę; albo kamień quirim znajdujący się w gniazdach dudków, na głowie śpiących jakichkolwiek osób: spytane, w głos na wszystko odpowiedzą.

(Podziwu godne tajemnice Alberta Wielkiego za J.Tuwimem)
*

przyrządzanie dekotów wszelakich, maści, czy też innych środków, wymaga, wedle wiedzy tajemnej, najdziwniejszych ingrediencyj, już to części ciała sowy, już to kruka żółci, już to serca przepiórczego.
w wiekach średnich ścigała za to święta inkwizycja, obecnie- zielone brygady

sobota, 9 października 2010

zapraszamy do nadzienia

to żaden wyczyn, obudzić się, a jednak kiedy zajrzeć w głąb tego słowa, może być to jedna z najtrudniejszych i najbardziej karkołomnych ewolucji w życiu drugiego układu sygnałów. no więc, czy ja się obudziłam? czy ja się obudziłem? zapytałby Ceratowy, gdyby był obecny. ale nie jest obecny i obawiam się, że już nie wróci. Obawiam się, że razem z nim nie wróci wiele rzeczy. i co? ano słońce dziś wstało nad zamrożoną warmińską ziemią, papryczki piri-piri są już gotowe do zjedzenia, tylko nie wiem, kto okaże się na tyle odważny,
a ja tradycyjnie wykręcam się od roboty jak tylko mogę. i chyba najpierw spacer. Ziemia nie odchodzi. ona nigdy nie odchodzi dalej, niż te trochę kilometrów w głąb nas. a w środku Ziemi jest żelazo. a w środku Ziemi jest gorąco. taki pieróg na ostro.





Żegoty 9.10.10

piątek, 8 października 2010

biurko

No, i co jest do powiedzenia, zazgrzytał sędziwy stołek, który niejedno już wysiedział, niejedno zobaczył.
Nie wiem, może to nie o to idzie, by mówić, nieśmiało odezwała się spod biurka, zalegająca tam teczka z plikiem nikomu niepotrzebnych danych.
Przyznacie, że ta cisza doprowadza wszystkich do szału, cukierniczka próbuje pojąć dyskusję, jednocześnie polerując drące uszko.
Taaaa, suszka, wiadomo, zwykle ospała, dziś pierwszy raz dała wyraz (swojemu niezadowoleniu.)
Ta cisza potrafi nie tylko zabijać, potrafi też poruszyć biurkowe towarzystwo na tyle, by zaczęło się starać o wenę gospodarza

czwartek, 7 października 2010

sad

W powietrzu czuć zapach śniegu i to jest całkiem sensowne, bo to ukośne światło pochodzi już tylko z czerwonych kul jabłek zwisających z gałęzi. Dziś zdejmowałam je po jednym i razem z malejącą liczbą, zmniejszała się jasność, co oznacza, że robiło się ciemniej. Coraz dłuższy cień zwiastuje nieuchronne przybliżanie się zimy.
Co roku odnawiamy wszystkie nasze poczucia, uczucia, emocje, wchodząc w tę grę, którą zapoczątkowała porządna dawka energii - wielkie bum.
Ruch kołowy - co roku tęsknimy za wiosną, śpiewamy kolędy ze wzruszeniem odbijającym się w bombkach, spadających z niewłaściwie wybranej gałązki. Co roku nostalgia nakazuje nam spoglądać w górę, machać żurawiom, tęsknić do bocianów, a latem narzekać na upał.
Nic się nie zmienia, no, może przez tę aurę ostatniego roku, więcej jabłek trafił szlag zgnilizny.

"miał Duda dudy, ale te dudy..."

wspomnicielsko bałkańsko


video

środa, 6 października 2010

Liściasty

No, dałbym sobie łeb uciąć, że gdzieś tu kładłem!


Październikowa łąka nad Jez. Blanki. Fot. Krzysztof Lewandowski

*

Lisów chmara liści chmura. Jesień, panie, jesień!

wtorek, 5 października 2010

szramki koń kury

z powodu imienin dzisiejszych i wielce dostojnych, witają
Apolinary, Częstogniew, Donat, Donata, Faust, Fides, Flawia, Igor, Justyn, Konstancjusz, Konstans, Placyd

i opowiadają głosem nieswoim, iże cwani starożytni, mieli swe turnieje jednego wiersza i jako żywo stroili hymny w celu rywalizacji.
za Włodzimierzem Appelem: "W niektórych utworach znajdziemy zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie nawiązania do praktyki agonistycznej*. Na przykład w zakończeniu Hymnu do Afrodyty jego autor zwraca się do bogini z wprost wyrażoną prośbą: "Daj odnieść zwycięstwo w tym agonie". Częściej wszakże prośba o zwycięstwo ma bardziej kunsztowną, a nawet metaforyczną formę."
(W.Appel Hymny Homeryckie)

*agon (konkurs)

Bardzo ciekawe jest owo opracowanie hymnów zwanych homeryckimi, choć niekoniecznie ręce homeryckiej przypisywanych.
z omówieniem ogólnym w zagajeniu, a także każdego, poszczególnego utworu wstępnym napoczęciem i na lewo oryginalnym tekstem odbite, zaś dodatkowo przypisami,takoż ilustracjami w końcowej części okraszone

darz bór!

"którę?"

tam za nosołożcę klik

niedziela, 3 października 2010

cisza

Zapada cisza, jedna z tych, które nie są spokojem, a niemożliwością wyrazu. W jakimkolwiek kierunku

o tym, jak Mirek Popiołek ma przesrane

"Kot!", mówi Dzidziuś, ucinając wszelkie dyskusje i skręcając do pokoju cioci wusz.



z polowania na sikory. kuchenne Żegoty.03.10.10

piątek, 1 października 2010

Tęsknota- z rozmów koleżeńskich

ja: ale wiesz, co ja czuję, kiedy ci daję te książki

Andzia w krzakach: wiem, wiem dokładnie

ja patrzę psim wzrokiem trzymając górę legend i mitologii obszaru celtyckiego i nordyckiego w ramionach

Andzia w krzakach: podejrzewam, że zanim dojadę do domu już będziesz stała u nas na podwórku

ja: (pieszcząc w głowie dokładnie taką samą myśl) mhm

Andzia w krzakach: A wieczorem napiszesz sms-a, czy nie tęsknią...

(po chwili namysłu)


Andzia w krzakach: No dobra, wyślę ci sms-a, jak się czują.

(ja wydaję z siebie dźwięk pośredni miedzy piskiem a skomleniem)

Andzia w krzakach: Dobra, połowę odwiozę ci już w poniedziałek!