środa, 30 marca 2011

"na dwoje rozpadło się czoło harcownika."

Jacek Podsiadło

DAWID W DOLINIE DĘBÓW


Strój, który odrzucił, spiżowy hełm i pancerz
odsłoniły chudy, zabiedzony tułów.
"Spróbuj chodzić z mieczem", zadysponował król.
"Nie przywykłem", tłumaczył, przenosił nogi jak kura.

Wojska stały na wzgórzach. Śmiano się, gdy schodził w dolinę.
Zważył na dłoni kamyk. Zatańczył mu w oczach horyzont.
Być może nie należało występować z szeregu, wychodzić z nieistnienia.
Procarz. Czy godzi się powierzać takiemu zdjęcie hańby z narodu?

Chciałby wrócić do domu, do owiec Ojca i harfy.
Wyszło mu naprzeciw pięć tysięcy sykli
pancernego kruszcu. "Panie, Ty mnie wyjąłeś
z łap lwu i niedźwiedziowi, Twoje ręce na moich".

Na dwoje rozpadło się czoło harcownika.
Wziął z niego głowę i jego zbroję do swego namiotu,
daleko od ucztujących. Długo tkwił nieruchomo w ciszy i mroku, zdumiony,
gdyż rzemień i kamyk wystarczyły mu, by mierzyć się ze światem.

*

Postawienie słowa "procarz" zagrało genialnie - cesarz

szpakuna matata!

od wczoraj

video

(widok z mego okna na smentarne drzewa- szpaczy przystanek woodstock;) )



szpaki monochromatyczne tu - klik


**

a dziś w godzinach popołudniowych, przybył poleconym, pierwszy bocian z gniazd znajdujących się wokół mojego domu

poniedziałek, 28 marca 2011

senny mętlik

dziś śniłam Ziemię po zagładzie nuklearnej. takie skrzyzowanie Mad Maxa z życiem na wysypisku. i ukryte w ludziach demony. I gruszki. I to, ze jechałam na wieczór poetycki i spóźniłam się w nocy na autobus.

słoń chłopczyk i świnka,

- ciocia idziemy, kredki! Dziudziuś bierze mnie za rękę i szorujemy do mojego pokoju, gdzie Dzidziuś pokazuje skąd ja mam te kredki wyjąć. siadamy przy biurku i tak teraz wygląda niemal każda wizyta Dzidziusia, no chyba, że nie ma kota, wtedy musimy rozważyć, dlaczego nie ma kota, dokąd poszedł i sprawdzić, czy być może nie chowa się w szafie.w szafie kot się nie chowa, ale sprawdzić nigdy nie zawadzi, tak uważa Dzidziuś i ja się z nim zgadzam.
w sobotę narysowaliśmy bajkę o chłopczyku na słoniu i małpce, o tym, jak wiewiórka miał orzechy i rozdawał je przechodzącym zwierzątkom ; a mój wewnętrzny biolog wył z niepokoju, kiedy wiewiórka dawał orzechy jeżykowi, lisowi i żabce (o zgrozo!) a one mu za to pięknie dziękowały. była też bajka o krasnoludku i jabłkach, ze świnką, bo Dzidziuś bardzo lubi świnki, o wyspie, stateczku, wielorybie i wędkowaniu.
w bajkach ważne są głosy, od robienia słonia starł mi się mój własny, gdybym jeszcze raz zrobiła słonia, zamilkłabym jak grup, więc zmieniłam bajkę na durną o orzechach, choć ta ze słoniem była o wiele fajniejsza. i tak sobie potrafimy z Dzidziusiem przekredkować godziny
:D



niedziela, 27 marca 2011

piątek, 25 marca 2011

kiury

Korzystając z pewnej zabawy, którą wymyśliłyśmy z Radą, przywlókł i przypomniał się ten utwór
lubię :)))


Oglądanie napisów

"Miałam się przyjrzeć swojemu życiu,, tak?" mówi Lucy Berliner, dając Syd ich wspólne zdjęcia w mieszkaniu na skraju kadru. To dla mnie punkt potrójny filmu. Tu zbiegają się ścieżki (słowo nieprzypadkowe) . Wiem dokąd prowadził, co wyjął ze mnie i przeczuwam niewiedzę, co się ze mną w nim wydarzy- bo choć ścieżki się schodzą i rozchodzą, ja poruszam się z określonym zwrotem (taki baśniowy wybór trzech braci na rozstaju).
Bardzo spokojny na powierzchni film, nie drażni mnie swoimi przerysowaniami, konturami pokazującymi wrażliwe linie i miejsca. Przepiękna ostrą w linii nosa brody policzków i duszy, przejmującą zwierzęcą urodą Ally Asheedy (filmowa Lucy) i absolutnie cudowna, jako postać Patricia Clarkson (filmowa Greta) - piękna, oszałamiająco szczera; cholernie mądra pod spodem tej całej maligny, którą nazywamy życiem, a która może równie dobrze zawęzić się do jednego tylko pokoju.
I marginalnie przemykający Arnie. Leciutko zarysowany, przysłaniany dymem Arnie (którego gra Bill Sage); postać, w której poczułam nieudawaną przyjaźń, miłość, uczucie niekatalogowalne, bo nie przypasowane płciowo, czy bezpłciowo, ktoś, kto siedzi w cudzym samochodzie i "niepłacze" a cały film przez niego staje się płakaniem. Przy czym wcale nie po męsku niepłacze, on niepłacze po ludzku, prosto i z bólem w dole brzucha.
Nie po wszystkich filmach ogląda się napisy. Ogląda się je wtedy, kiedy trzeba jeszcze przynajmniej minuty bezruchu.




"High Art"
reż. i scen.: Lisa Cholodenko

r.1998

*

a tym, którzy go tak jak i ja, do dziś nie widzieli, pod łapę link do Iplexu

czwartek, 24 marca 2011

P-gaz

Posiadanie wiekowszego niźli się jest, rodzeństwa ma wielgie zalety, jak np ta, że się zna Krakadiła i Pikkera.
Pewna praca o 13 niedźwiedziach, pani, której rysunki ongi sobie wynalazłam i poprzebardzolubiłam (link do disco666 tu), popchła, a nawet popchnęła mnie do przypomnienia kilku żartów rysunkowcyh.

Poniższe dedykuję wszystkim literaturnie parającym się, skraplającym, krzepnącym i topniejącym przyjaciołom.
Rozbawiają mnie te rysunki zilustrowaną formułą zmagania się ze sztuką (a i też jej wydawcą)
:D

Et voila!

z Pikkera:





i Krokodyla:





Pikker - estoński tygodnik satyryczno-humorystyczny
Krakadił - rosyjskie pismo satyryczne


*

Zaczerpnięte garścią z:

Przedstawiamy pisma satyryczne świata
Krakadił - Safari na grzesznym świecie
(red: D. Sykucka,
wybór tekstów i rysunków: Manuił Siemionow. WAiF 1976)


Przedstawiamy pisma satyryczne świata
Pikker- Salon piękności
(red: D.Sykucka, wybór tekstów i rysunków - Edgar Sprit. WAiF 1980)

Śnik bez point

Dziś śnił mi się balet męski w stylu Isadory Duncan. No, no, śnią mi się mężczyźni. w dodatku przyobleczeni w intrygującą kombinację tunik, szarpi i białych szarf. coś podobnego!
Było też jakieś Ważne Przesłanie tego snu, związane z tańcem, tylko za ChRL nie pamiętam, co to za przesłanie

*

a na drugim miejscu wyśniło mi się, że muszę szóstej klasie podać zagadnienia do zaliczenia. no i racya, bo muszę. najważniejsze, że mi się wyśniło na jakiej zasadzie mam to urządzić i pomysł jest niegłupi.
czyli jednak uczyciel śpi, a mu rośnie.


**

możliwe, ze ten balet był preludium do pomysłu. taką częścią artystyczną

;)

środa, 23 marca 2011

Szszy rzeczy

Pierwsza jest o tym, że uwielbiam (gienijalne, uważam) komiksy Tadeusza Baranowskiego.
Prof. Nerwosolek, Entomologia Motylkowska, E.U. Geniusz, Lord Hokus Pokus, smok Diplodok, Orient-Men, Kudłaczek, Bąbelek i parada absokurwalutnie, absologicznie przecudownego absurdu, do tej pory prowadzają mnie po świecie ze zwróceniem uwagi na to, iże z naprawdę wielu rzeczy, wystaje czubek nosa Eskimosa, że nie da rady znaleźć nikogo, kto by się znał na zimnym kaloryferze, a jedynym sposobem pozbycia się wodza, jest TEN dowcip o Gąsce Balbince.

Na przypomnienie, z Antresolki Profesorka Nerwosolka, wyimek o niebezpieczeństwie krytycyzmu (kto pamięta, gdzie wylądował krasnal, ten berek ;) )



*

Druga rzecz jest o tym, że niezmiennie nie przepadam za pierwszym aktem Sylfidy
(muz: Jean Schneitzhöffer, libretto: Adolphe Nourrit
według opowiadania Ch. Norgiera Trilby ou le Lutin d'Agail (Chochlik z Agryll), a zakochana jestem w drugim. I znakomicie rozumiem, dlaczego świat oszalał na punkcie point
;)

Ps.owo:
bardzo urokliwy cytat z Trilby'ego. Oczarowało mnie to zdanie z łódką.
"Jeannie, moja piekna Jeannie (...) To ja podtrzymuję twoją łódź, gdy ugina się pod uderzeniem wiatru. Kwiaty wyrosłe na twej drodze rankiem o najsmutniejszej porze roku ja wykradałem dla ciebie z zaczarowanych łąk. Jeannie, moja piekna Jeannie, rozkoszne oczarowanie moich myśli, pokochaj choć trochę domowego duszka"

(na mocno poślinionym i zmiętolonym marginesie, od razu przybija do brzegów mojego czoła, panowilliamowy Puk


*

Trzecia rzecz jest o tym, że jednak chcę zobaczyć Szczecin

:]



blurp

wtorek, 22 marca 2011

falelewanie

"Przedziwnymi kręgami, mieniącymi się jak barwy na szyi pawia, lelejały się fale..."

(S.Żeromski "Dzieje grzechu")


*

Piękne słowo - "lelejały". Ach, jakże i ja lubię, jakże i ja umiem się lelejać!

piątek, 18 marca 2011

jedzenie z jajem

po nie mojej, ale bardzo mi bliskiej, babci Lusi, została mi jedna z najważniejszych rzeczy na świcie - jajcarski przepis na wypełnienie skorupy. prosty i dobry i zmodyfikowany przeze mnie, (ale tylko trochę)

1. Jajcujemy na twardo

2. Ostrym nożem połowimy jaja wedle dłuższej osi, zważając, by nie zmozaikować skorupek na całej ich powierzchni

3. Łyżwą albo jeśli kto woli łyżeczką, wymuszamy jaja do miski i poddajemy obróbce sieczenia

4. Wprowadzamy posieczone jaja w stan zmieszania, dodając im szczypiorek, odrobinę curry, pieprz (ja kolorowy), paprykę, tymianek, sól i szczyptę cukru. A następnie łychę majonezu i łyżesię musztardy (albo i dwie, w zależności od ilości) i w ząbek czesany czosnek zdrowo i drobno sieknięty

5. Na dno skorupki wsypujemy pocięte również drobniutko pieczarki (jedna wystarcza spokojnie na 5 jaj)

6. Wypełniamy skorupkę jajocznią

7. Na patalaszce rozbestwiamy masło i podszykowujemy na nim bułę tartą (ja lubię mocno uprażoną na ciemno, ale zdaję sobie sprawę, że to marginalne upodobanie jest). Masłem tym polewamy wypełnione farszem skorupki

8. Układamy nań paseczeczek papryki konserwowanej uprzejmie latem i kwiatek, bądź badylek wiośnianej zieleni

9. Do lodówy, niech się zagryzie





Babciu Lusiu, może nie wszystko na świecie potoczyło się, jak sądziłaś, że się będzie toczyć, ale są jeszcze rzeczy pewne, których dobroć się nie zmienia
- jaja w skorupkach.
A.
:)


*


A tu na specjalne życzenie i pytanie Marty - odpowiedź - pieczara
Z jajami wystąpiła ta z lewej



(te białe ktropecki, to nowe łepki)

środa, 16 marca 2011

kwiatowo z nowiu

Dziś imieniny Hiacynta, więc wszystkiego najlepszego.

Moje hyhyacynty, zaczynają już kwiatowo-zapachowe szaleństwo okienne. dziś jeden z nich niestety musiał udać się na wygnanie, gdyż trudno to wszystko znieść.

wtorek, 15 marca 2011

opowiastki

o aniołku i o kocie




poniedziałek, 14 marca 2011

oną porą w gęsiarniku

Dziś imieniny ma Bożeciecha, które to imię brzmi jakby kichać. Są już gęsi, są już oczywiście żur żurawie, są przebiśniegi i krokusy, hiacynty wściekają się na oknie, wszystko jest pięknie, jak co roku i znajdź dziesięć szczegółów, którymi różnią się obrazki.

Co z oglądów?

Opowiem o Soni. Ha, znów zezwalam sobie na bycie absolutnie niesprawiedliwą, gdyż Radziewicz Teresa albo i nawet Teresa Radziewicz, przyjacielem jest, zatem mogę na nią nakrzyczeć i będzie mi (prawdopodobnie ) wybaczone. Prawdopodobieństwo bierze sie z tego, że kiedyś nadarza się ten pierwszy i ostatni raz, kiedy nie.
Ale czy ja nakrzyczę? zastanowiłby się w takiej chwili Ceratowy, Czy ja nakrzyczę?
Sonię znam od jakiegoś już czasu, najpierw nie jako książkę, ale pojedyncze wiersze i w jakimś stopniu awatar samej autorki, no bo czyja wrażliwość i czyje czucie mówi przez litery?
Sonia jest swoistym fantomem tego, co spotkało kawałek świata w jakimś tam czasie. Czy to dobrze? Gdyby książka nie niosła ze sobą myśli, która stoi za zdarzeniami i pejzażem wewnętrznym, to pewnie nie, ale niesie. Na szczęście Retes nie daje się zwieść malignie słowa i obrazu - gdzieś tam, pod trawiastą mową (ze względu na zielsko, nie na mowę-trawę), jak niepozorny, acz zaparty w swej żywotności chwast, pleni się i przenika do warstwy powierzchniowej wierszy, myśl. Jest to dla mnie książka o rośnięciu osobowości, o jej transformacji - budowaniu i niszczeniu jakichś jej aspektów, o czynnikach, które są za to odpowiedzialne przy- i nieprzypadkowo. Drogę, którą wybiera Sonia, drogę do umysłu, trudno jest nazwać - to połączenie (podłączenie) oniryzmu i wrażliwości skóry na temperaturę świata. Można rozpatrywać te wiersze w duchu logiki, szukać im namacalnych prawideł, ustawiać w przestrzeni psychologii. Można, tylko, że wtedy cichnie muzyka jej duszy, takiej duszy, o którą oczywiście toczę z Retesą boje, którą wyklinam i przekornie zaprzeczam, a przecież tak naprawdę uważam za jedną z najpiękniejszych; i kto wie, może najodważniejszych, spraw na Ziemi?
Zmilczę, że tak całkiem już prywatnie, książka jest też dla mnie ważnym albumem wspomnień o ludziach, miejscach, czasie i tym co te wszystkie elementy łączyło i może nadal łączy. o mnie samej również.



Teresa Radziewicz
"Sonia zmienia imię"

Destrukturyzacja

Rościsław z niedowierzaniem rozglądał się wokół siebie. Tu, gdzie przed chwilą jeszcze, ograniczały go ściany, rozpierał się, ba, rozprzestrzeniał, rozłaził jak szarańcza, widok na pola. Cholera, gdzie jest mój dom? Rościsław poskrobał się w głowę.

piątek, 11 marca 2011

Z mądrości luddyjskiej Mamy Danusi

Mama Danusia jest mistrzynią tworzenia powiedzeń na poczekaniu. To z jej ust spłynęło słynne
- ty Asia to nie bądź takim malangusem,
czy też: masz tu pięć złotych, kup sobie Reksa

W związku z hecami pogodowymi i srogą meteopatią, ukuło się w kuchni nowe powiedzenie:

Tak mi się dziś w głowie kręci, jak sroce w dupie.


co jest udatną formułą ze względu na niewątpliwe podobieństwo sroczego guana do lodów Carpigiani. Dodam jeszcze, że znakomicie rozumiem ono porzekadło, bo mi też się kręci od dni paru i od grom wie czego
;)

wio -

słońce, kałuże, lodowe dno podwórza, jaskrawe cienie drzew, ogniska zapalne na mokrych samochodach, Mirek wracający z miłosnej włóczęgi - sna
a na marginesie - choć mój kot ma stuprocentowo bogatsze życie erotyczne, to nie potrafi sobie sam otworzyć puszki z karmą, ha!

środa, 9 marca 2011

remedium

W popołudniowej ulewie słońca, opierając utarmoszony łeb o blat nauczycielskiego mego stołu, wspomniałam sobie taką historyjkę z początków pracy jeszcze.
Piotr - chłopiec, przy którym ADHD to mały kosmaty szczeniaczek z różowym języczkiem. Piotr, którego rodzice szorowali co tydzień do szkoły z nastawionymi w szpic parasolami i językami, Piotr maluje wspomnienie z wakacji.
Wszystkie piątaliki smarują ozorami po kartkach, tylko Piotr siedzi zadumany. Na arkuszu zarysowana linia horyzontu, pod nią zieleń, nad nią błękit.
Piotruś, pytam delikatnie, nic więcej nie przychodzi ci do głowy? co jeszcze pamiętasz z wakacji? Nic, mówi Piotr ciskając we mnie błyskawicą spod ściągniętych brwi. Ja z innej strony próbując, no pomyśl, tak jakoś nudno na tym obrazie, nic sie nie dzieje, może coś jeszcze domalujesz...? Zawieszam głos i staję za chłopcem. Piotr myśli, myśli ciężko, myśli kłębią się i układają pod nogami ławki. Gęsta budyniowata cisza zawisza nad klasą i ciszę tę rozrywa głos, jak trąbka
- A kurwa pierdolnę tu balon!
Po czym Piotr domalowuje w centrum obrazu piękny czerwony balon z koszem.

*

A więc ja, moim kochani, też kurwa pierdolnę tu balon!

wtorek, 8 marca 2011

sentymentalnie

Laurki najcudowniejsze na świecie, wierszyki, koślawo wycięte obrazki do zawieszenia na ścianie, obrazy malowane kolorową kredą na tablicy przed przyrodą, chór klasowy przed tablicą śpiewający sto lat, ciastko własnoręcznie upieczone przez łobuziaka Mateusza z literką "A"- bo pani na imieniny się nazywa Beata , ale tak naprawdę to pani Asia,
dodając to, co usłyszałam w życzeniach od dzieci i koleżanek; to sprawia, że mam poczucie niezmarnowanego czasu tu.
(nie muszę chyba dodawać że wzruszyło mnie to bardzo)



poniedziałek, 7 marca 2011

rocznice

Dziś pozwolę sobie przyciągnąć chlip-hopowy link
z powodu rocznicy

http://chlip-hop.bloog.pl/id,328858247,title,Andryou,index.html

*

a ja sobie dodam do tego poczucia Agnieszkowo-Jeremiowego, wiersz, który lubię od zawsze.


list z opłaconą odpowiedzią
(Małgorzata Misiewicz)

już na pysk wybieram się lecieć
ale jak to zrobić
po drodze żeby nie skaleczyć
co dobre jest w tobie
i złego żeby nie poruszyć

albo jesteś powietrzem
albo dotknąć musisz

sobota, 5 marca 2011

w drugą stronę

no dobrze, są techniki szybkiego zapamiętywania, ale czy ktoś zna sposób, jak odpamiętać numer telefonu? i to jak najszybciej?

czwartek, 3 marca 2011

ogłoszenie

Zawiadamia się, że Beatka z klasy I, założyła klub "dbanie o Ziemię".
Pierwsze zebranie na dużej przerwie jutro.