poniedziałek, 21 lipca 2014

Grecko, włosko i bosko, czyli Warmia pod najazdem

drogi blożku, mając w perspektywie sprzątanie kociej kuwety, postanowiłam jednak napisać Ci, co się ostatnimi czasy działczyło. Od razu przepraszam, że żadnej książki nie doczytałam,  a tym bardziej projektu WZO z zachowania, który jako szefowa zespołu mam wątpliwy zaszczyt i srogą nieprzyjemność ukończyć do rady pedagogicznej.

Nie doczytałam gdyż opadł mnie sybarytyzm i został na tydzień. Otóż pięknej lipcowej nocy poszłam spać o 3. Już o 4 obudził mnie dzwonek telefonu oznajmiający mi, że właśnie nadjeżdżają Hunowie i trza się albo ewakuować, albo czemprędzej witać. Wybrałam drugie. Hunowie wpadli, wtargali zgrzewkę piwska i chyba jeszcze nigdy tak wcześnie nie wstałam, by wypić piwo... czy to już choroba alkoholowa? Phi!

Hunów poznaliśmy w Armenii, a dokładnie w stolicy Armenii - Erywaniu (Erywanie?), tak jakoś przypadkiem ich poznaliśmy, przelotem, przelotem umówiliśmy się na wieczór w knajpie i później to już obsługa ze smętnymi minami czekała, aż sobie raczymy pójść, a ciężko było się rozstać. Podróżowaliśmy podobnymi ścieżkami po Armenii i Gruzji i choć szlaki nasze się już na zakaukaziu nie zetknęły, to obiecaliśmy sobie spotkanie. No i przybyli - Agata i Grzegorz, świetni ludzie znający Józefa, z którymi można pośmiać się i popłakać na ważkie tematy.

Dojechała Aniet, tej przedstawiać nie muszę, gdyż przewija swoje chude i długie ciało pomiędzy literami tego bloga

Za kilka dni wpadli grabić i palić Wikingowie, czyli Pitery z dwójką drobiazgu i psem rasy husky, który to pies odegrał niebagatelną rolę w poprawianiu mojej kondycji, a zamordowaniu moich płuc. Pitery to moi przyjaciele, cudna rodzinka z szalonymi pomysłami i absolutnie uroczym drobiazgiem, czyli Polcią i Józkiem, no i wspomnianym wyżej psem Pelagią

Tydzień Sytych Sybarytów

Wyobraziłam sobie  film, gdzie grupa przyjaciół spotyka się w wiejskich okolicznościach i gotując różne pyszne potrawy (a wytwarzaliśmy jakieś zdumiewające ilości żarła), wymienia się poglądami na jadło, przepisami, tajnikami osobistej sztuki kulinarnej, a na kanwie tego snują się historie ludziejskie, jakieś osobiste dramaty wplecione pomiędzy gałązki estragonu, a brokuły w winie, taplają się w sosie do kurczęcia  i grzęzną w porzeczkowym dżemie na zimo. Wszystko to jest popijane piwem, winem z szałwią, wodą z cytryną, nagrzane słońcem, wręcz tym słońcem prześwietlone. Czasem pojawia się poezja, czasem wymyślane zabawy. W tle zielony ogród, pola na pagórach, las, jezioro wieczorne, mgły nad łąkami, krzyki ptaków, wszędobylskie mruczące koty, wiecznie spragniony ludzi pies. A wszystko było takie jak "Pod słońcem Toskanii" wymieszane z "Ukrytymi pragnieniami", "Bezdrożami" i nutą "Mamma mia". Wyobrazić sobie należy na przykład megaostry placek po węgiersku przygotowywany i jedzony o północy, smakowanie domowych nalewek, obżeranie malin, grę w "powiedz mi najtrudniejsze słowo" na huśtawce, przy świecach, śmiech tak intensywny, że trzeba się położyć, chłodną wodę w jeziorze i nad tym jeziorem ognisko żeby upiec sobie obiad. I jeszcze nietoperze nocą i świerszcze towarzyszące naszym pogawędkom. No i tak właśnie wyglądał mój tydzień.


foto Grzegorz Jackiewicz + kilka zdjęć  z mego telefonu

Kiełbasa a la marchew - przebijamy kiełbasę gałązką estragonu i na grill voila!

Polecam, bo wygląda dziwnie, a kiedy się ją nadziewa, to nawet erotycznie!




Mały Raróg (Polcia), który do spółki z moim kotem i zabawkami,zawładnął moim łóżkiem


Najdłuższe na świecie nogi Aniet


Yyy, w filmach wymienionych przeze mnie nigdy nie wytworzyli takiego bajzlu, a nie wiem czemu, bo on się zawsze przy takich spotkaniach robi sam, coś jest nie teges


Grzesiek i Agata



Panna Łaskotka


Pieczarki z grilla: Pieczarki, estragon, macierzanka,  bazylia (niedużo), łodyżka mięty, szałwia lekarska, seler, dużo dużo szafranu, sól, pieprz, oliwa, malenieczka łyżeczka musztardy, wymieszać, odczekać trochę i na grill




ja: Cześć Alinko, mam pytanie, moja koleżanka chciałaby sobie przypomnieć smaki dzieciństwa, czy mogłabym dostać od Ciebie takiego świeżo udojonego mleka?

Alina - Ale ... OD KROWY??!!




Pogwarki



Bociany nad Blankami


dziewczynka: Mamo, tam na ścieżce siedzi WILK!!!

(Pelagia w akcji)


Brokuł w winie (nie wiem, czy już dawałam ten przepis, ale na wszelki wypadek):
  • gotujemy brokuł (niezbyt miękko, by się nie rozpadał)
  • podsmażamy cebulę (ja na dwa brokuły biorę dwie duże) w piórkach na oliwie, dodajemy migdały (dodaję płatki migdałowe solidną garść)
  • wlewamy do tego pół szklanki wina białego wytrawnego, króciutko podgotowujemy
  • dodajemy śmietanę - na dwa brokuły biorę jeden mały kubek Piątnicy
  • gotujemy trochę aż się sos zagęści
  • przyprawiamy papryką słodką i ostrą, pieprzem i solą, ja czasem też dodaję ząbal czosnku)
  • dorzucamy starty ser żółty mający za zadanie scalić składniki
  • wrzucamy ugotowany i podzielony na różyczki brokuł
  • do tego makaron penne i smacznego
(czyli potrzebne są: 2 brokuły, 2 duże cebule,  pół szklanki  białego wytrawnego wina,  płatki migdałowe, kubek śmietany, ser żółty (jakieś 100g) sól, pieprz, papryka słodka i ostra, oliwa.

do tego makaron penne albo jaki tam kto sobie życzy
*

a na koniec sentymentalnie



i


5 komentarzy:

  1. Mniam, te brokuły. :D
    Ładnie i smacznie było, ach. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. opychaliśmy się bezwstydnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. brokuły... brzmi cudnie :) Ty z tym obżarstwem nie szalej, bo mnie przegonisz :D

    OdpowiedzUsuń