piątek, 17 lipca 2026

Od czegoś trzeba zacząć

Zbliża się Mongolia, a wpisowego dziennika Kazachstanu jeszcze nie zakończyłam i przebuk, coraz trudniej mi z tym. I nie to, że nie mam czasu, mam, ale go trwonię, całymi garściami trwonię go, podrzucam, rozsypuję i nacieram się nim, a co! Dyscyplinuję się wszakże dziś, gdyż jak wyżej i mus się trochę rozbujać. No to skrobnę, co tam panie, ten tego, przejrzałam.


Przeczytałam w końcu dostaną od siostry kurzą paczkę nieocenionej Justyny Bednarek. Czterotomowy cykl, w którego skład wchodzą: Piąta kura u wozu, O kurza twarz!, Hip hip kura! i Kury z grubej rury, to zabawna historia dla dzieci, ale i dorośli, czego przykładem (hm, w zasadzie to tak naprawdę nie mam pewności) jestem ja. Rodzina Ogórków zrządzeniem Wielkiego Narratora zostaje opiekunami czwórki bardzo łebskich kur. Pani Justyna w mądry, a nie pouczycielski sposób dotyka neuroatypowości, wieku, smarfonów, rozłąki, przyjaźni i innych jeszcze tematów, kryjąc je pod historyjkami, w których najzaradniejsze są kury. A że ja kocham kury, to wiecie...

Wygrzebana z koszyka w Gamie Niepowinność Pawła Radziszewskiego jest całkiem zacnie i sprawnie skonstruowaną opowieścią na poły fantastyczną. Osadzona w popegieerowskim blokowisku akcja, prowadzi nas przez meandry dorastania, młodzieńczych wstydów, obaw i prawdziwych strachów, przez akceptację i odrzucenie. A pod tym wszystkim w piwnicach blokowiska dzieje się coś, czego obawiają się mieszkańcy wsi. Co to dokładnie jest, to już Wy sami...

Przeczytałam też zebrane w dwa tomy paski Mafaldy. Kiedyś czytałam ją w takich zeszytach zbiorczych i dopiero niedawno wpadłam na pomysł, że może jest wydana no i wyobraźcie sobie, jest!


A jeśli już przy komiksach, to Paco Roca i Zmarszczki (przekład Tomasz Pindel). Komiks z niewielką ilością słów narysowany w bardzo ciepły sposób, a jednocześnie z przesmutną treścią. Rzecz dzieje się w domu starców i opowiada o starzeniu się właśnie, o niezgodzie na nie i bezsilności wobec niego, a także o pogodzeniu się. I nie, nie jest to historia jednej osoby, raczej przedstawienie różnych formuł na starość, sposobów radzenia i nieradzenia sobie z nią. Bardzo polecam, bo choć niewielki objętościowo i minimalistyczny w rysunku i słowie, jest przejmujący.


Nareszcie przeczytałam Świat Muminków stworzony przez Tove Jansson autorstwa Philipa Ardagha (przekład Magdaleny Korobkiewicz), przepięknie wydany album, który czekał na półce aż będę mogła nacierać się czasem. Prześlicznie mówi Ardagh o twórczości mamy Muminków, album zawiera mnóstwo ilustracji autorki, zdjęcia, opisy i analizy postaci, historii, więc to naprawdę gratka dla miłośników Muminków. Nakręcona albumem czytłam sobie jeszcze raz kilka pozycji z muminkowego cyklu.

Polecę Waszej uwadze także film Dziki diament w reżyserii Agate Riedinger (obejrzałam na HBOMax). Przesmutny obraz marzeń i lęków współczesnej nastolatki. Film poprowadzony w oszczędny sposób z przekonującą grą Malou Khebizi, która nie jest profesjonalną aktorką. Główna bohaterka filmu marzy o wzięciu udziału w telewizyjnym  reality show, co traktuje jako furtkę do świata, ucieczkę od swojego codziennego życia, a te, jak wiele furtek i ucieczek, są trudne, bolesne i okupione poświęceniem w dodatku nie taki, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Signum temporis. Polecam bardzo.


A żeby nie było, że tak zupełnie strwoniłam czas, to dodam kilka zdjęć z tzw symbolicznych (bo prawdziwe są w sierpniu, kiedy będę w Mongolii) urodzin, a pomiędzy książkami umieszczę zdjęcia moich koleusów, które nanana rosną jak szalone. Dobra, zaginam też w ogrodzie!

Moja rodzina i przyjaciele to jakaś w ogóle nagroda za dobre sprawowanie w poprzednim życiu. Są cholernie klawi!








2 komentarze:

  1. Tymczasem ja też trwonię czas, ale inaczej niż Ty. Próbuję się pozbierać i wrócić do świata żywych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że pomału wszystko będzie lepiej, ściskam Frau <3

      Usuń