sobota, 25 kwietnia 2026

Tribute z atrybutem

 No jeśli wiaja, piździ że ho ho, jeśli dmucha w pukiel, to przecież nie trzeba wyrzutu sumienia mieć, że się uprawia placking pokojowy, że się otworzyło puszkę czarnego i się wala, wałkoni, pozierając czasem przez okno. Jest w wietrznym niebie przez szybę coś wspaniałego, porywistego, spektakl światła i cienia, taniec chmur, ale kiedy się wyjdzie z piernikowego domku, dmuchanie w kołnierz zachwyca nieco mniej. Ku pokrzepieniu zimnego chowu w moich permagrządkach, dopełniłam wodą ojasy ku uciesze rzodkiewki, która wzeszła jako pionier. Reszta śpi, czasem tylko wystawi czułki. I na tyle robót fizycznych dziś!

Przyszłam trochę opowiedzieć o ludziach, z  którymi pracuję, półprzeźroczystych duchach przemierzających korytarze i podziemia budynku, osobach, bez których ani rusz.

Mój kierownik gospodarczy, jak ją nazywam, A. , sprzątająca na moim piętrze, urodzona kobieta-generał, którą zapewniam, że boję się dwóch osób - dentysty i jej, co przyjmuje z radosnym śmiechem. Ileż znosi ona moich pomysłów, ileż przewrotów oczami wstrzymała, choć przecież mogła nie.  Zawsze na stanowisku ze zmiotką, ścierką, pędzlem, śrubokrętem i nożyczkami, które przyrzekam, ma zawsze w kieszeni. A., dziś będzie stryropian, mówię i tulę uszy po sobie, A. nigdy nie oponuje, jak trzeba to trzeba, pracowicie omija dziesiątki wytworów rąk i fantazji młodzieży, dziwacznych pasków papieru, frywolnych mobili i innego dziadostwa. U A. nie ma jutro, nie ma kiedyś, głosem trąbki woła - Asia, idziemy, ja idę do konserwatora, a ty szukasz tych listewek!  I chcąc nie chcąc, zwlekam swe pedagogicznie obolałe  ciało z krzesła i idę po te listewki i nazajutrz jestem szczęśliwa, że oto stało się, że zrobione. A. ma niesamowitą rękę do roślin i jak parowóz ciągnie ten mój chlorofilowy majdan, a przy tym nie uprawia samowoli, konsultuje, pyta. Dzięki jej wsparciu nasz kiermasz ogrodniczy Zielonym do góry, rozwija się z roku na rok. Widzę jak oddycha z ulgą, kiedy jest już po, wszystkie rośliny wydane.


Na piętrze drugim sprząta M., ona dogląda moich sadzonek we wczesnych fazach wzrostu (jaśniejsza pracownia z odpowiednim miejscem dla wielu doniczek). Przynosi też zielone dary ze swojej hodowli, cierpliwie sprząta ślady eksperymentów.

Inne dziewczyny sprzątające, które na hasło mojej A. przybiegają nosić, przenosić, pomagać.

Konserwator, a właściwie konserwatorzy, bo jeden po drugim, Pan Cz., a teraz D. bez mrugnięcia okiem, bez zrzędzenia szukający sposobu, jak zrealizować moje pomysły. To taki tradycyjny obrazek w szkole, zamaszyście pomykająca grupa z różnego rodzaju przedmiotami rękodzielczymi - ja, A. i konserwator. Do klasy, do ogrodu, z ogrodu, z klasy, do piwnicy, gdzie tylko nas niosą nogi i moje najdziwniejsze pomysły.

Informatycy, najpierw K., teraz G., zawsze na stanowisku, zawsze przybywający z odsieczą, na każde moje wezwanie, a słynę z tego, że jestem głównym beneficjentem usług, cóż, mój urok polega na histerycznej reakcji elektroniki w mem towarzystwie.

Dziewczyny z  kuchni, pamiętające, żeby mnie przywołać przez ucznia, żebym wzięła obiad, którego zapomniałam zjeść, pakujące pieczołowicie ów obiad, bym go mogła spozyć w domu, przynoszące własny ketchup specjalnie dla mnie, pomagające przy organizacji różnych działań, które wymyślam, a przecież które dokładają im roboty. M. przyniosła mi jeszcze na kiermasz flance jej słynnych pomidorów rasy dawnej, a  z nazwy zapomnianej, zatem zostały "pomidorami M.". 

Sekretarka I. z głową pełną pomysłów: "Asia wiesz co ja wymyśliłam, że mogłabyś...", na co ze śmiechem reaguję, tak tak, bierz młotek i zbijaj domki dla jeży, co jest naszym wewnętrznym żartem. I. pilnuje tego, co powinnam pamiętać, pomaga, kiedy trzeba czegoś dopilnować i w odpowiedzi na moje miauczenie wypełnia za mnie te różne dziwne papiery.

Cały sztab ludzi, niepozornych, a wielkich.

A Dyrekcja kupiła nam do klas kanapy, każda w innym kolorze. Moja, na własną mą prośbę, jest buraczkowoczerwona, piękna, no więc jak widzicie, belfer to ma klawe życie...








1 komentarz:

  1. No kanpą to mnie zabiłaś. U nas jedna i plus dwie na 80 nauczycieli. A taką kanpą to by mnie mogli zanecić zebym jeszcze została. Tyle na dzis a jutro wróce. Padam bo mnie zmielìła ta pogoda

    OdpowiedzUsuń