No bo to jest tak, że w filmach przedstawiają pewne dziedziny gimnastyki trochę farsowo. I weźmy taki na przykład pilates, pamiętacie może kiedy opowiedziałam wam historyjkę o aplikacji, która mnie chudnie? No to po trzech miesiącach poczułam, że wybrany przeze mnie tryb oćwiczania, to jednak za mało, za łagodnie, za w ogóle co ja sobie myślałam, no to dołożyłam do tego 15 minut pilatesu. Ten pilates słyszałam w filmach, znam kilka osób, które chodzą na pilates i są to osoby filigranowe często, nieterenowe zupełnie, ten pilates jawił mi się jako coś, czemu moje gabaryty i astmatyczna osobowość podoła i w ogóle to będzie miła odmiana. I ożeż krwa ja proszę was mać! Po 15 minutach tego pilatesu wersja początkujący, po pierwsze leżę na podłodze licząc, że przyjdzie jakiś gość do mnie i mnie podniesie, a kiedy nikt nie przychodzi bo ćwiczę wieczorem, to podnoszę się i po drugie wyżymam frak, i po trzecie stwierdzam istnienie mięśni, których nawet jako biolog, nie spodziewałam się w tych miejscach. Tym samym przepraszam was wszystkich, o których myślałam, że godzina waszego pilatesu to jakieś SPA z masażem, klękam przed wami filigranowi ludzie, którzy utrzymujecie się w pozycji side plank with twist dłużej niż 20 długich, jakże długich sekund!
Dziś na deptaniu cmentarnych ścieżek nakrył mnie kolega i mówi - a-ha! a ja się zastanawiałem kto je robi!
A wczoraj, dzięki komentarzowi Teatralnej odkryłam na YT wersję Gwiazdkowego Prezentu (The Christmas Toy) Jima Hensona, a ta wersja z polskim dubbingiem była nie do odszukania przez wiele lat (moja kaseta VHS z nagraniem z TV przepadła w mroku domostwa i rodziny). Jeśli nie widzieliście, to oświadczam, że jest to jedna z najpiękniejszych świątecznych opowieści o tym, co się dzieje w pokoju dziecięcym, gdy idziemy spać, o tym, jak ciężko znosimy zmiany, o tym, że przyjaźń nie zawsze oznacza bycie gwiazdkowym prezentem i o tym, jak cudowna jest aura świąt. To chyba ta baśń jest odpowiedzialna za utrzymujące się we mnie poczucie, że gdy się odwracam, zabawki żyją własnym życiem. Z tego pochodzi też takie nasze z byłym narzeczonym, hasło: "to ja jestem gwiazdkowym prezentem!" i oczywiście Kapitanowi Sparrowowi zaraz wysłałam link, a i was uraczam, więc jeśli macie ochotę to tu Gwiazdkowy Prezent (The Christmas Toy) Jim Henson
i jeszcze wczoraj było przepiękne księżycowe halo natle
Jaskółka napisała u siebie "Coś w tym wilczym księżycu jest niepokojącego, tajemniczego i bardzo nostalgicznego" i to jest zdanie bardzo udatnie trafiające w punkt mojego poczucia, z tym, że ja właśnie takie coś czuję na temat księżyca zawsze, nie tylko kiedy księżyc się wilczy na niebie. No widzicie? Aż trzy wpisy na początek roku, czyż nie jestem przedzielna?!




Nie tylko jesteś przedzielna, ale i naddzielna. faktycznie, obrodziło Ci w słowo. Pilates znam, ale nie uprawiałam. Schudłam sama od się, bo przestałam jeść słodkości. Ale... może jednak ten pilates na gibkość, wdzięk i urodę spróbuję choć trochę pouprawiać? Księżyc podziwiam codziennie rano. dzisiaj przed 6, bo Beza mnie wytargała tak wcześnie na spacer po grodzie. Do towarzystwa księżycowi, świeci niesamowicie jasny Jowisz. A w ogóle, to przy mrozach ,całe nocne niebo jest przepiękne. Czekam na kolejny fajny wpis. Tylko nie przegnij z tym pilatesem.
OdpowiedzUsuńzazdraszczam, cholera możliwości schudnięcia przez same zaprzestanie, niestety u mnie nie działczy, giena nie wydłubiesz ;D
Usuńtak zawsze myślałam o jodze, że spoczko i luzzz
OdpowiedzUsuńale jak zaczęłam kilka lat temu dokładnie rok przez zarazą, to się zdziwiłam nieco...
że jednak targa.
Dzięki za link, zobaczyłam ten Prezent gwiazdkowy z rozkoszą :-) i przyjemnie cofnęłam się w czasie.
ja trzynaście lat praktykowałam tai-chi dośc intensywnie, teraz jedynie ktykuję ;D, z jogą mam doświadczenie poćwiczenia z przyjaciółką, też nielicho, ale niektóre ćwiczenia pilatesowe to mnie powaliły sensu stricto :D
Usuńi o tak, Gwiazdkowy Prezent to jest przepiękny skok w czas!
UsuńA ja lubię ten wilczy księżyc, jest wtedy tak bardzo jasno :)
OdpowiedzUsuń