W piątek do domu przywlekłam spuchnięte migdałki i zatoki, to oczywiste, że kiedy przede mną wolne, to organizm zasypia gruszki w popiele i zamiast harcować, składa się, a po pobieżnej inwentaryzacji stwierdza, że to już by było na tyle, w kwestii dziury na pokładzie B oraz uszkodzeń kadłuba. No i wychodzi tak, że jest cudowna pogoda, a ja nie mam w sobie ani jednego łożyska kulkowego zdolnego mnie potoczyć. Pracownia fizyczna na rzecz istoty miękkiej.
niedziela, 30 października 2022
pomiędzy wczorajem a dzisiejem
Poranek, najbezpieczniejsza pora dnia, wszystko jeszcze przed nami, niewydarzone. A więc może to o to chodzi, że lubię te świtania, kiedy koty znowu śpią po kocim pierwszym śniadaniu i mama śpi jeszcze przed owsianką, i u wujostwa zero poruszeń, i u sąsiadki. Wszystko mam pod kontrolą, kury rozlazłe po nocy leniwie spadają z grzędy do koryta, a słońce o tej porze kryje przydymioną pyzę w mgłach. Mam wszystko pod kontrolą, to jedyna chwila, kiedy wydarzone za mną, a jeszcze nic się nie stało i sen przewleka srebrną nitkę przez uszy śpiącego domostwa. Głębokie i lekkie posapywania upewniają mnie, że oto jeszcze panuje czas niemierzenia się, niebrania za barki z rzeczywistością. Świty są niemal wolne od mojej odpowiedzialności za wszechświat, a za chwilę już trzeba będzie rozniecać słońce, wyciągać trawy za kołnierz, szukać misek na smutek, na ból, na odchodzenie, zapisywać rachunki na ścianach, rozliczać koszty istnienia.

No nie. Pierwszy raz spotykam się z takim podejściem do poranków. W moim wydaniu to najgorsza pora doby, kiedy to:
OdpowiedzUsuń- muszę zerwać się o jakiejś pogańskiej porze do pracy i być permanentnie niewyspaną,
- wracam do rzeczywistości,
- przede mną jest cały dzień, w którym cholera wie, co może się zdarzyć.
dlatego różnimy się tak pięknie :D
UsuńJakie to ładne: kury leniwie spadają do koryta, pyza i kołnierz słońca.
OdpowiedzUsuńa spaść się chce ;D
Usuń