Dziś optymistycznie - dwa filmy w tivi które mi się podobały,a a których tytułów nie znam. Oba z tym szczególnym rodzajem leniwego ciepła, jakie lubię w filmie i literaturze, a jakich zapewne nie cenią wy-traw-znawcy.
Po drugie pogoda deszczowo-butelkowa i przez chwilę magiczną po ulewie tęcza przecudna i światło płaskie rozświetlające wszystkie pryzmaty wokół. i to powietrze niosące zapach butwiejących liści, umierających traw, mokrej, trawiącej letnie plony ziemi. Kocham ten zapach, kocham takie światło.
Z tego czasu zdjęcia tu z klik
Po trzecie jutro mam jeszcze wolne, więc juhu : ]
*
Przedwczoraj wlałam do klawiatury kieliszek nalewki jabłkowej. Nie to, że mnie prosiła czy cuś, ze niby degustacja albo inne szmaństwo, machnełam ręką po prostu i kieliszek wypakował swoją zlepką zawartość pomiedzy klawiszami. No więc wczoraj rano okazało się, że literka zet przylepiła mi się na amen i nie chce współpracwować (jakby moja klawiatura kiedykolwiek współracowała hłe hłe), no to chcąc uruchomić jakże potrzebne zet, usiłowałam wyjać klawisz w celu oczyszczenia onego i wyłamałam jeden trzpień. Nic to, jeszcze żaden ambaras, oczyściłam miejsce alkoholem (tym razem już nie lepkim) i włożyłam zetkę na miejsce i na próbę pacnęłam palcem. Nadal nieco się kleił, wobec tego wzięłam nożyczki, podważyłam klawisz i wyłamałam drugi trzpień. I teraz literka zet obraca się wesoło wokoł osi lub entuzjastycznie wyskakuje mi z klawiatury i turla się pod łóżko.
niedziela, 27 października 2013
piątek, 25 października 2013
środa, 23 października 2013
nic się nie bój, idź spać
W dzisiejszym śniku zostałam uwięziona. We więźniu uwięziona. To było właściwie mieszkanie, całkiem wygodne i jedzenie dobre i w ogóle wszystko podane, mama była tam i znajomi mogli przychodzić, tylko ja nie mogłam wyjść. Miałam tam czekać na rozprawę sądową i jak sobie uświadomiłam, że to potrwa kilka miesięcy, to wpadłam w niesamowitą panikę, już dawno nie czułam takiego klaustrofobiznego lęku i paniki w śnie. Że nie wolno mi wychodzić. W pokoju, w którym miałam spać, była wielka ziejąca ciemnością dziura do piwnicy, a raczej do czegoś, co tam było,a było tam Straszne
przerwa na karmienie kotów
Śnik kolejny- byłam w lesie na ogromnej skarpie. wyczułam dym, u stóp ogromnego drzewa była dziura, strasznie głęboka i ze stromymi poszarpanymi (choć piaszczystymi ścianami). Tam, w dziurze tej, znajdowały się poplątane i ciągnące się głęboko monstrualne korzenie tego drzewa. W korzeniach był pożar, dym i gorąco, migotanie ognia. . Biegłam tym lasem, drogą, nadbrzeżem betonowym rzeki, do długiego ciągu domów, później korytarzem, krzycząc z trudnością, bo brak mi było tchu, żeby ktoś pomógł gasić ten pożar. Wreszcie znalazłam człowieka i gnaliśmy z powrotem. Pamiętam jak się męczyłam biegnąc w osypującym się piasku do góry po tej skarpie
i jak człowiek ma się wyspać na dziurach?karmienie kur i II powstanie, tym razem bez upadku.
*
a na koniec durny rysunek sprzed paru chwil. paru dłuższych chwil, bo co usiłowałam wpisac ten post, ktoś odzywał się w okienku
o tu fajniejsza wersja z dziś tj 25
przerwa na karmienie kotów
Śnik kolejny- byłam w lesie na ogromnej skarpie. wyczułam dym, u stóp ogromnego drzewa była dziura, strasznie głęboka i ze stromymi poszarpanymi (choć piaszczystymi ścianami). Tam, w dziurze tej, znajdowały się poplątane i ciągnące się głęboko monstrualne korzenie tego drzewa. W korzeniach był pożar, dym i gorąco, migotanie ognia. . Biegłam tym lasem, drogą, nadbrzeżem betonowym rzeki, do długiego ciągu domów, później korytarzem, krzycząc z trudnością, bo brak mi było tchu, żeby ktoś pomógł gasić ten pożar. Wreszcie znalazłam człowieka i gnaliśmy z powrotem. Pamiętam jak się męczyłam biegnąc w osypującym się piasku do góry po tej skarpie
i jak człowiek ma się wyspać na dziurach?karmienie kur i II powstanie, tym razem bez upadku.
*
a na koniec durny rysunek sprzed paru chwil. paru dłuższych chwil, bo co usiłowałam wpisac ten post, ktoś odzywał się w okienku
o tu fajniejsza wersja z dziś tj 25
wtorek, 22 października 2013
piosnka
A dzisiaj bez żadnego tekstu, określonego celu, bez poczucia jakiegoś szczególnego, bo akurat robię przegląd w piwnicy i tę uwielbiam. : )
poniedziałek, 21 października 2013
Z rozmów rodzinnych - Madame Pompa-Dur, czyli o tym, jak dobrymi chęciami piekło jest fryzowane
Zuzia: Zrobię ci fajną fryzurę, chcesz?
wusz: Jasne, ze chcę
Zuzia: Dopiero pierwszy raz ją będę robić, ale nie jest trudna i jest fajna
(chwila pracy)
wusz: I jak wyglądam?
Zuzia: Yyyy... fajnie
wusz (ponuro spoglądając w lustro) Jak Mickey Mouse
wusz: Jasne, ze chcę
Zuzia: Dopiero pierwszy raz ją będę robić, ale nie jest trudna i jest fajna
(chwila pracy)
wusz: I jak wyglądam?
Zuzia: Yyyy... fajnie
wusz (ponuro spoglądając w lustro) Jak Mickey Mouse
Pochopieństwo marzycielstwa
Ostatnio Czcigodny Janurz (onego pisanie bardzo polecam i wielbię, więc proszę klikać tu) uczynił mi zapis komentarzowy o marzeniach. Ta krótka wymiana myśli między poprzednim postem a komentarzem pracuje w mojej głowie. Zastanawiam się, jak to jest kiedy spełnia się to, czego się chce, albo na co się czekało, albo nawet to, na co się mówiło że czeka. Są takie niebezpieczne życzenia, marzenia, które należy najlepiej trzymać na uwięzi, marzenia nazbyt pochopne, nieprzemyślane, niedokształtowane, które twoja pieprzona wruszka zębuszka nagle decyduje się wykonać, czy raczej wykorzystać przeciwko tobie (a ja mam w szafie kłębowisko tych gadzin, czy tam gaździn nawet). I bęc, nagle zamiast mglistego trutututu, zaczyna budować się rzeczywistość. Po pierwszym okrzyku juppi, włosy zaczynają jeżyć się na głowie, że to już, że to tak, że w ogóle jak to i przecież to się rusza! Nagle ten fantazmat, któremu nie wymyśliliśmy dokładnie właściwie niczego, poza z grubsza określonym tytułem, wpada ci do pokoju i oczywista sprawa robi bajzel, albo coś podobnego jeśli znajdzie wolne miejsce w bajzlu, który już tam jest (to akurat mojego pokoju dotyczy). A człowiek siedzi, gębę rozdziawia i może nawet coś by powiedział, tupnał nogą, czy chociaż poskrobał się w głowinę, ale jest tak przerażony, tak zdziwiony i w szoku, ze patrzy tylko szeroko otwartymi oczami i jedyne co może wydukać to - toaleta na lewo.
Marzyć trzeba konkretnie, broń boże mgliście, w żadnym razie ulegać porywom romantyki, fintifluszkom marzeniowym, nie drobić peperdut, nie rozmazywać i nie rozmarzać się psiamać! Jak w każdej dziedzinie, należy stosować się do mechaniki marzenia, która jasno i precyzyjnie określa kształty, formuły, kinetykę, rodzaj napędu, widmo poziome, strukturę pionową. Do cholery, powinny być jakieś zasady! A później to już niech tę zębuszkę trafi szlag razem z całym rządem!
A na Ps: podrzucam portret ponury 8 u Poetów Po Godzinach, bo pisanie 8 cholernie cenię i uwielbiam i w ogóle ach och jestem na punkcie tego pisania
i tym samym zachęcam do zaglądania do Poetów, bo są tam ciekawe rzeczy (oczywista myślę tu o swoich wierszach ; P), ale i inni piszą nieźle ; D
*
Ps2: oboże robię się miętka, poleciłam aż dwóch autorów w jednym poście, albo to starość albo to jesień
Ps3: Jest burza leje i gmła. Uwielbiam : ]
czwartek, 17 października 2013
środa, 16 października 2013
zwuszona
Dobra, nie będę ściemniać, że jestem w jakimś super hiper seks orgazm fantastisz nastroju. Wręcz i w nóż naprzeciw, jesień hula jak lubię (no, może nieco za ciepła, choć dziś już lepiej i powietrze się zatemperowało nieco), a mnie jest oślisko, barańsko, psiejsko i kurzatwarz. Zdolność pakowania człowieczej dupy w smętne kłopoty jest oszałamiająca, gdybym za każdym razem za swoją idiotę dostawała piątala, mieszkalibyście u mnie w Europie : ]
I z jednej strony widzę swym chłodnym, jak nowe żaróweczki led w mym nie-pokoju, okiem, co grozi zawaleniem, dzie dziura, dzie ostatnich gryzie ich własne Psi szredingerowskie, a ze strony drugiej z okrzykiem juhu wkładam nogę w drzwi i patrzę czy mnie ścisną. I dacie wiarę, że zawsze ściskają? Przysłowia Skarbem Narodów, a matkę należy szanować, tylko nie wiem czyją matką jest głupota, ale tego samego babką jest nadzieja. No więc o czym to ja chciałam, znowu spadły liście i przez chwilę aż do dziś trwała ta słynna faustowska chwila, że było pięknie i liście leżały stosami, jak bursztyn, złoto i szurać w nich się tak przyjemnie szurało, co opóźniało znakomicie moją drogę do szkoły, ale chwili tej stało się koniec, bo oto zalęgła się Tradycyjna Gospodarska Panika w głowach Tradycyjnych Gospodarzy naszego Obejścia - Liiiiść! Irka bier kubełko! i już grabia, miotła, ciotka z wujem drapią te liście do gołej gleby, chociaż na drzewach jeszcze full, no bo musi być "ładnie". Do tego chuj mnie strzela (jo ile jest jakiś w pobliżu), kiedy to samo robią wokół grobu mojego szacownego i lubiącego świat jaki jest, oćca. Wylizują ten grób, że mam ochotę ryczeć za każdym razem jak wół albo zarzynane prosię i w ramach akcji odwetowej przynoszę tacie liście garściami i rozsypuję wokół mogiłki. Nie zorientowali się na razie, że tatko leży pod tujami,a liście klonowe z nich spadają ; ] No i to porządkowanie dokoła mnie jeszcze bardziej przygnębia moje wusz. Różne rzeczy je przygnębiają, jak się coś zjawia fajnego, na dupie ma napisane "a teraz niech się pani odwróci i pochyli", no to chylam się myśląc, że może jaki udatny seks, a tu figa z makiem pasternakiem (bez Borysa) kop w rzyć i do drewutni strugać drewnianego ludka. No to co jest z tym światem? Teraz czytam sobie Rushdiego Ziemia pod jej stopami, jak skończę i będzie mi się chciało, spisknę pewnie.
a tu Leonard w wykonaniu Macieja. Lubię, spędziłam nad tymi winylkami połowę dziecięcych wieczorów, kręcąc się w kółko w obrotowym fotelu, śpiewając na cale gardło z zamkniętymi oczami i marząc o różnych rzeczach, z których nic a nic się nie spełniło. No, może spełniło, ale niezupełnie tak to sobie wyobrażałam wtedy.
Ps: Nie musze chyba napomykać, że uchodzę w kręgach gospodarczych za raroga? : ]
Ps 2: W ogrodzie i na podwórzu jest obecnie cudownie. Ne mam słów. i żrę maliny, takie chłodne prosto z krzaka
wtorek, 15 października 2013
sobota, 12 października 2013
czwartek, 10 października 2013
kreska kropka
limit zabawności uważam za wyczerpany. mam nadzieję, że zabawność też tak uważa
a tu bardzo dobra rzecz::
klik Emilia Prosół, Malkontenten
a tu bardzo dobra rzecz::
klik Emilia Prosół, Malkontenten
niedobra wusz
czy wusz przeczyta noblistkę tegoroczną? ne, wusz nie przeczyta (znaczy coś tam czytała o cieniach), no chyba, że jej jakimś cudem wpadnie w łapy, argument brzmi - bo nie i już, bo jest wusz niewyrafinowaną hodowczynią kur, która niekoniecznie ma potrzebę brania udziału w intelektualnym puszeniu piórek i bo klnie jak szewc, a nie można kląć podczas czytania, gdyż człowiek rozprasza się. no i niekoniecznie 18 pojawów mózgu określa, czego wusz do swojego horyzontu literaturnego koniecznie potrzebuje : ]
przyglądam się puszeniu puchu i myślę sobie, no dobrze, to wszystko fajnie i ładnie, jest o czym porozmawiać, zyskując tym samym wrażenie swojego rozwoju w dziedzinach ho ho ho, jakież to nie są dziedziny, horyzont poznaniowy się rozszerza, a jak tak się dokładniej przysunę do człowieka, to ludzie dalej durni, jak i byli. i rzecz wyłazi z nich w siedmiu nabytych nowożytnych językach oraz dwóch klasycznych, i zarozumiali, na punkcie swojego mózgu , swoich przeczytactw, przeoglądactw (dostaję kociej mordy od akcji - Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka), nakręceni jak ciasno zwinięta sprężyna, buzujący intelektualnym koksem, rzucający nazwami i tym, co się przeczy, bądź nietało, co się obe a nie obejrzało, takie tam kuglarstwo, a dalej są głupi i niedobzi są.. kury, kury to co innego. wczoraj o mały włos nie posłałam Wasylisy pekapem do Poznania, uratowała ją nadciągająca zima. zimo przybywaj!
*
chcę tygrysa, oprócz lamy, która będzie pluła na moich wrogów, chcę tygrysa, żeby gryzł tych, których lama nie trafi, w d... w gąszczu żeby ich gryzł : ]
Ps: Wasylisa mówi, że można mówić do niej Megi
środa, 9 października 2013
Oda do młodości + Z rozmów o zapaleniu cewki nerwowej
Dziś wychodząc z pracy, poczułam na sobie prosiebny wzrok, rozejrzałam się czujnie, a w oknie mojej klasy z nostalgą i tęsknotą żegnał mnie on
I czy ktoś jeszcze oprócz zimnego Adama Mickiewicza uważa, że szkielety nie mają serca?
*
Ps: Ma ktoś pomysłę, na brudne ochotki?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ochotka
Retes: I kurcze raz mi się chce raz nie chce
ja:: żebym ja Ci powiedziała co mię się chce.. :D
Retes: heh, chcieć się może dużo :)
ja:: mhm, że np masz zapalenie cewki moczowej, chcesz dużo a robisz nic :]
Retes:: Jo, głupolu :D
I czy ktoś jeszcze oprócz zimnego Adama Mickiewicza uważa, że szkielety nie mają serca?
*
Ps: Ma ktoś pomysłę, na brudne ochotki?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ochotka
Retes: I kurcze raz mi się chce raz nie chce
ja:: żebym ja Ci powiedziała co mię się chce.. :D
Retes: heh, chcieć się może dużo :)
ja:: mhm, że np masz zapalenie cewki moczowej, chcesz dużo a robisz nic :]
Retes:: Jo, głupolu :D
Z rozmów pedagogicznych - O tym, jak sama jestem sobie winna
siedzimy na trawie z dzieciakami z mojej 4 klasy, ględzimy
Beatka: Pani jest groźna
Natalia: To prawda, ale przecież pani nie gryzie
ja (śmieję się): A skąd wiesz? Właśnie, że gryzę
Beatka: No to jeśli jest tak, jak pani mówi to mam przynajmniej nadzieję, że jest pani szczepiona
*
i jeśli jeszcze raz dotknie mnie jakaś mucha, wyskoczę przez komin
Beatka: Pani jest groźna
Natalia: To prawda, ale przecież pani nie gryzie
ja (śmieję się): A skąd wiesz? Właśnie, że gryzę
Beatka: No to jeśli jest tak, jak pani mówi to mam przynajmniej nadzieję, że jest pani szczepiona
*
kukiel przypomina - dziś urodziny Agnieszki Osieckiej, ale nie będzie o Agnieszce Osieckiej, bo drogi blożek zawsze staje okoniem, kiedy przychodzi do wzięcia udziału w ogólnych obchodach. a właśnie dziś podpełzła mi pod korę pamięci Zła godzina Marqueza i pamiętam, że mocno mną potrząsnęła ta książka wyszperana w jakimś domowym zakurzonym zaniedbalniku. no więc nie będzie Pani Agnieszki dziś, acz jej to wszystko jedno, bo i tak już jej nie ma, za to będzie o jesieni i o tym, że Retes napisała piękny wiersz, a to przecież nie zdarza się co dzień. A wiersz jest tu na końcu
a także o tym, że jak jeszcze raz dziś zobaczę nazwisko michalik, to łupnę baranka, więc prawdopodobnie pójdę jutro do pracy z rozbitą głową lub wielkim guzem, zresztą i tak już mam bom się w busie grzmotnęła w bus. no i że dziś po raz kolejny byłam "kochamy panią", bo na godzinie wychowawczej poszliśmy grac w nogę. no i o tym, że czytam Anais Nin Deltę Wenus (przekald M.Dutkiewicz) , czyli opowiadania erotyczne, wzięte z ciekawości w książkarni i nie jest to jakaś specjalna lektura, ale też i specyfika jej powstania ma tu znaczenie. byłam ciekawa jej spojrzenia erotycznego, ale kiedy czytam o "jej soczku", czy "słodkim miodzie", zaczyna robić mi się mdławo i nie jestem pewna, czy to dobrze, że tłumaczył facet, no bo cholera, jak już ma być kobiece, to niechże kobiece będzie. no więc wracam sobie do lepszego stanu żołądkowego czytając monografię kapliczek warmii południowej.
powinnam sprzątać, a idę sobie chyba zrobię kąpiel. na dworze jesień jest ciepła jak lato, aż wstyd, wstydź się jesienio ty!
i jeśli jeszcze raz dotknie mnie jakaś mucha, wyskoczę przez komin
wtorek, 8 października 2013
udającsię z fejsbukiem
Nieoceniony fb znów podrzuca temat, ledwie abp Michalik palnie jakąś mocno wygiętą pierdołologię, która niezbyt ujmuje temat i zużywa przestrzeń naciągając ją jak płótno namiotowe aż jęczy, a już mamy zastępy żartów, obrazków, komentarzy, błyskotliwych bon motów, poważnych i niepoważnych dysput, w jednej z nich z dzikim roz koszem sama wzięłam udział w przerwie między herbatą a zaganianiem moich słynnych na całą Polskę /dzięki fb/ kur do kurzego ich przybytku. Już mamy zdania za i przeciw, a także zdania wzdłuż i w poprzek, zdania dookoła i niemamzdania.. Myślę ja dziś sobie przyglądając się kręgom na wodzie, że oto wydarza się przekomunikacja, zaczyna zjadać nam teren, wymuszać myślenie na taki, czy inny temat nazbyt szybko, bez całego tego procesu odpalania neuronów jeden po drugim mozolnie, ze starannością, zachowaniem procedur bezpieczeństwa i przerwą na prysznic. Coraz łatwiej chwytamy sie wyrosłych tzw "memów", przyklejamy do żarcików, którymi zasypuje nas ku naszej uciesze stado komentatorów. I nie rzecz w tym, czy one są śmieszne, czy nie, mądre, czy głupie, rzecz w tym, że coraz bardziej brakuje czasu na swobodne myślenie. .
*
a w dzisiejszym śniku polował na mnie rekin, żarłacz biały dokładnie. ocean był aż do drzwi pokoju, strach przed rekinem towarzyszył mi nawet, kiedy uciekłam do kuchni. mam coś z oceanem w snach, często w nim i po nim pływam i często czuję lęk.
i ooooch, żałuję, bo właśnie zerkam do sernika, a tam stoi, że gdyby to było stado rekinów to -> "oddasz się rozpuście przez co twoja rodzina będzie cię mocno krytykować" Dlaczego ja mam takie niedorobione snyyyy!!!??? Stado rekinów raz!
Aha ponieważ klerowny mi się temat dziś w oczy rzucił, to dorzucam głupi rysunek który narysował się w pietek tuż przed wyjazdem do Ol. durny
a w ogóle to chce mi się pigwówki. ale jak! Schodzę do piwnicy : ]
czwartek, 3 października 2013
granatowo
drąży mnie jakiś dziwny wirus. z moim organizmem to jest tak, że dziadyga ma za dużą odporność, żeby się rozchorować na całego, a nie ma blokady, żeby wirusa nie złapać. siedzę i trzęsę się na przemian z falami gorąca. i czuję podły stan pływający radośnie gdzieś na granicy imaginacji żołądka i ducha, z temperaturą podwyższoną najwyżej o trzy kreski od mojej normy, z napływającą falami klaustrofobią i dzwonkiem ostrzegawczym w głowie. zapomniałam jaki jest kod do alarmu, więc nie mogę skerwesyna wyłączyć. zaczynam czytać, serce zaczyna mi walić, nie czytam, to zaraz bym się kładła, kładę się, to mnie przymus wstawania ogarnia. nie mogę zatłuc się telewizornią, bo utknęła w bezruchu jakiś miesiąc temu i nie umiem jej poruszyć, net działa jak po grudzie i zdaje się ma uszkodzoną antenę, antena do rozmów z siłą wyższą jest nieczynna, a koty mają mnie ogólnie w kociej dupie. pisać nie mogę bo boli, pracować mis się nie chce, ale muszę, więc rzygam, aparat diabli wzięli, od czasu do czasu udaje mi się odpalić mój biedaszyb. I nie wiem, czego mi podkreśla ten idiotyczny korektor słowo "pisać", chociaż sprawdzałam i jest napisane poprawnie
Cwaniaki biblioteczne
W dzisiejszym bezsennościu czytałam sobie Fistachy do poduszki, znaczy znad poduszki je czytałam. Odłożyłam, a właściwie rzuciłam za głowę i poszłam, a w zasadzie poleżałam się walać po łóżku w tę i w innę stronę. Ne da rady spać, wstalam, zapaliłam światło i ha! nakryłam ich znowu!
opowiastka
opowiastka
środa, 2 października 2013
motto popołudnia
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, żyła sobie zła kobieta, co zgubiła kalendarz i chuj
: ]
Autorstwo wusz&rada
*
Przypisy:
Rada :
: ]
Autorstwo wusz&rada
*
Przypisy:
Rada :
i chuj - to moje motto od jakiegoś czasu, nie wiem jeszcze jak długo
imienianie
Dzień dobry, jest środa : ]
obchodzimy imieniny: Leodegara, Nasiębora, Dionizego, Teofila, Sławobora, Stanimira i Sandry
z paproci, które lubię to nasięźrzał pospolity i podejźrzon księżycowy
Ps: Czy pamiętacie "Przygody osła Teofila" Adama Gruszki? Fantastyzna książeczka, zawsze miałam jaskiniowy dreszcz, jak ją czytałam
a w ogóle to dostaję kota z powodu niemania aparatu! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
obchodzimy imieniny: Leodegara, Nasiębora, Dionizego, Teofila, Sławobora, Stanimira i Sandry
z paproci, które lubię to nasięźrzał pospolity i podejźrzon księżycowy
Ps: Czy pamiętacie "Przygody osła Teofila" Adama Gruszki? Fantastyzna książeczka, zawsze miałam jaskiniowy dreszcz, jak ją czytałam
a w ogóle to dostaję kota z powodu niemania aparatu! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
wtorek, 1 października 2013
Z rozmów pracowniczych - Torebka bez kantów
Dyrekcja chce dostać się do szafy. Na drodze staje jej krzesło z moimi torbami, podnosi je, wydaje jęk i krzyczy
Dyrekcja: Dziewczyny podnieście jej torebkę! Kobieto, co ty tam nosisz!?
Ja (zaglądam do torebki): nooo, dokumenty, telefon, scyzoryk, kalendarz, chusteczki, piórnik, portfel, yyy... meteoryt...
: |
Dyrekcja: Dziewczyny podnieście jej torebkę! Kobieto, co ty tam nosisz!?
Ja (zaglądam do torebki): nooo, dokumenty, telefon, scyzoryk, kalendarz, chusteczki, piórnik, portfel, yyy... meteoryt...
: |



