rój: dzień dobry, my w sprawie gniazda
wu: o nie, absolutnie nie
rój: ależ jak najbardziej tak
wu: a, ani mowy nie ma, nie.
rój: oczywiście, że tak, właśnie tak. w kominie.
*
no i siedzę utknięta za zamkniętymi oknami, z zaklejonym dymnikiem i wyrzucam uparciuchy przy pomocy szklanki i tekturki.
a w kominie huczy, brzęczy- roi się.
**
uwaga praktyczna
nie brzęczeć dzwonkiem przy roju! za żadne skarby świata, ani brzęknąć!
oj, może być 'wesoło', bo jak rój sobie coś uroi, jak się uzbroi...
OdpowiedzUsuńuroił sobie jak cholera. są wszędzie, w rynnach, na strychu, w kuchni, za oknami pokojów, to znowu taki wielki rój jak w tamtym roku. właśnie wracam z akcji łapania, kierowanej przez księdza proboszcza (bo też dawny pszczelarz i sąsiad w dodatku).
OdpowiedzUsuńNiestety Pan Czesiek Pszczelarz nie ma pojęcia jak je wyciągnąć, a nie wiadomo, gdzie jest królowa. Wyjścia na razie sa dwa - czekamy na to, aż może zdążą odpocząć i się przeniosą gdzieś gdzie da radę je złapać, albo czekamy aż polecą. jeśli nic z tych dwóch ścieżek - drastyczne wykurzanie. Jeszcze jedną konsultację odbędziemy z trzecim Panem Pszczelarzem, no masakra jakaś - konferencja pszczelarska :|
rój lubi dźwięk dzwonka. dzwonkiem woła się pszczoły, ekhm, wiesz, co ja mam na oknie...
OdpowiedzUsuń:|
przygruchałam se rój :|
OdpowiedzUsuńa może pokadź im trochę :)
OdpowiedzUsuńO masakra. :|
OdpowiedzUsuńno i dzwonił następny pszczelarz. każdy chciałby ten rój, ale nikt go nie umie wyjąć. jeśli nie polecą zostaje tylko dym
OdpowiedzUsuńJo dzwoniła
OdpowiedzUsuń"po rój". :P
że tak po wiem, i po rój ja dzwoniłam!
OdpowiedzUsuńteraz będę musiała zbudowac im ul :| w końcu to mój rój
OdpowiedzUsuń