na smutku jedzie się dłużej, ale ciszej za to.
nie rży, mniej je i nie puszcza wiatrów
;]
środa, 30 czerwca 2010
poniedziałek, 28 czerwca 2010
liliowce
w siwaku liliowce, jedne z moich ulubionych kwiatów, na przemian stulają i rozwijają trąbki korony. kwiaty z wyrazu nieco drapieżne, kwitnące z dystansem, a tak naprawdę niezwykle delikatne i nietrwałe. ich ratunkiem jest żywotność i wielość pąków.
pod naszym domem od dawna żyją w symbiozie z powojem, który nadaje egoztycznej elegancji liliowców dodatkowego blasku.
pod naszym domem od dawna żyją w symbiozie z powojem, który nadaje egoztycznej elegancji liliowców dodatkowego blasku.
wakacje
jeee, jak ja lubię takie ciepłe poranki. słońce wpada do pokoju, na podłodze kot jednym uchem słucha kołatków, drugim strzyże na ćwierkanie za oknem, tuż za parapetem małe jaskółki uczą się latać ceregieląc i cerotoląc wniebogłosy
niedziela, 27 czerwca 2010
czarny bez biały bez
Otóż ostatni dzwonek, mili moi, zebrać kwiecie bzu czarnego, które z dala od wszelkiej dymiąco-trującej cywilizacji egzystuje i bez płukania usmażyć to kwiecie na egzotyczny, a barzo smaczny, podwieczorny posiłek w towarzystwie miłych pań i przyjemnych oku młodzieńców.
otóż ciasto naleśnikowe szykujemy klasycznie. Ma być nieco gęściejsze niż np do krykieta.
Kwiecie bzu czarnego, zerwane świeżo, nieotrzęsione i niepłukane (broń losie!) nurzamy za łodyżkę ostrożnie trzymiąc, w cieście owym, taplamy je, aże sie całe ową materią oblepi
Następnie na rozgrzaną patalasznię kładziemy ostrożnie obsmażając, zaś kiedy się pięknie zrumieni, oprószamy cynamonem, można i niewielką ilością cukru pudru i gościom na przetrącenie podajemy
*
wypróbowane i dobre :D
otóż ciasto naleśnikowe szykujemy klasycznie. Ma być nieco gęściejsze niż np do krykieta.
Kwiecie bzu czarnego, zerwane świeżo, nieotrzęsione i niepłukane (broń losie!) nurzamy za łodyżkę ostrożnie trzymiąc, w cieście owym, taplamy je, aże sie całe ową materią oblepi
Następnie na rozgrzaną patalasznię kładziemy ostrożnie obsmażając, zaś kiedy się pięknie zrumieni, oprószamy cynamonem, można i niewielką ilością cukru pudru i gościom na przetrącenie podajemy
*
wypróbowane i dobre :D
sobota, 26 czerwca 2010
zwierzaki, dzieciaki i myśliwski zew
Lubicie "Piortusia i wilka"?
choreo: Matthev Hart
Muzyka i libretto: Sergiusz Prokofiew
szczerze muszę wyznać, że od dzieciństwa mam taką myśl- ktoś powinien utrzeć nosa Piotrusiowi. nie wiem skąd się to bierze, może z empatii w stosunku do wilka, a może dlatego, że wygrywają donośni.
donośni, pewni siebie i wypielęgnowani mają zawsze prawo do istnienia bardziejszego. prawo do oklasków i podziwu tłumu. wilk, jak to wilk, jest szary-bury, ubrany w złe stereotypy i ze złym smakiem.
i na nic tu argumenty, że to Ironiczna Pani Natura wyposażyła go mechanizm, w którym małe, słodkie i bezczelne ptaszki winny kończyć jako wisienka na szczycie wilczej kolacji.
cholera wi. jedyna pociecha, że destruenci pożrą w końcu też uśmiechniętego, zarozumiałego i zajętego sobą, piotrusia, który przyjaźni się jedynie z wyczesanymi, odzianymi strojnie ptaszkami. ptaszki też zostaną zredukowane do przyczyn pierwotnych i choć marna to dla wilka pociecha, lepszy rydz niż nic.
tak czy siak, niezależnie od piotrusiów, podobało mi się to wykonanie.
choreo: Matthev Hart
Muzyka i libretto: Sergiusz Prokofiew
szczerze muszę wyznać, że od dzieciństwa mam taką myśl- ktoś powinien utrzeć nosa Piotrusiowi. nie wiem skąd się to bierze, może z empatii w stosunku do wilka, a może dlatego, że wygrywają donośni.
donośni, pewni siebie i wypielęgnowani mają zawsze prawo do istnienia bardziejszego. prawo do oklasków i podziwu tłumu. wilk, jak to wilk, jest szary-bury, ubrany w złe stereotypy i ze złym smakiem.
i na nic tu argumenty, że to Ironiczna Pani Natura wyposażyła go mechanizm, w którym małe, słodkie i bezczelne ptaszki winny kończyć jako wisienka na szczycie wilczej kolacji.
cholera wi. jedyna pociecha, że destruenci pożrą w końcu też uśmiechniętego, zarozumiałego i zajętego sobą, piotrusia, który przyjaźni się jedynie z wyczesanymi, odzianymi strojnie ptaszkami. ptaszki też zostaną zredukowane do przyczyn pierwotnych i choć marna to dla wilka pociecha, lepszy rydz niż nic.
tak czy siak, niezależnie od piotrusiów, podobało mi się to wykonanie.
wyłapane z liter
"Prawda jest kobietą, albowiem prawda to piękno, a nie przystojność, myślał sobie Ridcully, gdy senat zajmował miejsca, pomrukując przy tym niechętnie. To dobrze tłumaczy powiedzenie, że kłamstwo może cały świat oblecieć, zanim prawda włoży buty.
Musi przecież zdecydować, którą parę włożyć - pomysł, że kobieta z taką pozycją miałaby tylko jedną, wykracza poza granice racjonalnej wiary. Właściwie, jako bogini, ma na pewno wiele par i tyleż wyborów: wygodne buty dla prostych, domowych prawd, podkute i ciężkie dla prawd nieprzyjemnych, proste chodaki dla prawd uniwersalnych i może też jakieś klapki dla prawd oczywistych"
"Urwał.
Po chwili Glenda trąciła go w łokieć.
- Całkiem zesztywniał - stwierdziła. - Jest sztywny jak kawałek drewna ...
- Ach, katatonia - wyjaśnił Nutt. - Przytłoczyły go własne uczucia. Powinniśmy go położyć
(...) To jakby takie lekarstwo ze słów - wyjaśnił ostrożnie Nutt.
- Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć, że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie,a odpowiednie słowa pomagają ją uwolnić"
**
"Prawa przysług należą do podstawowych w multiversum.
Pierwsze prawo brzmi: "nikt nie prosi o tylko jedną przysługę; druga prośba (po wyświadczeniu pierwszej przysługi) poprzedzona przez "i jeśli się nie obrazisz" dotyczy drugiej przysługi. Jeżeli wymieniona druga przysługa nie zostanie wyświadczona, drugie prawo orzeka, że wszelka wdzięczność za pierwszą przysługę zostanie wyzerowana,a zgodnie z trzecim prawem wyświadczający przysługę żadnej naprawdę nie wyświadczył i następuje kolaps pola przysługowego"
***
"Nuttt nie uniósł głowy, ale odpowiedział cichym głosem:
- To było eleganckie. To było piękne. Gra powinna być piękna, jak dobrze poprowadzona wojna.
- Nie sądzę, żeby wielu ludzi lubiło wojnę - zauważył Ridcully.
- Piękno można uznać za neutralne, proszę pana. To nie to samo, co przyjemność lub dobro"
****
"Młoda damo, alkohol zrównuje wszystkich ludzi. To ostateczny demokrata, jeśli lubi pani takie rzeczy. Pijany żebrak jest pijany jak książę, a książę również. Czy zauważyła pani, ze wszyscy pijacy rozumieją się nawzajem, niezależnie od tego, jak bardzo są pijani i jak różnią się ich języki?"
(T.Pratchett "Niewidoczni Akademicy")
*****
dla mnie ta książka jest o wartości. tak po prostu i najkrócej.
Musi przecież zdecydować, którą parę włożyć - pomysł, że kobieta z taką pozycją miałaby tylko jedną, wykracza poza granice racjonalnej wiary. Właściwie, jako bogini, ma na pewno wiele par i tyleż wyborów: wygodne buty dla prostych, domowych prawd, podkute i ciężkie dla prawd nieprzyjemnych, proste chodaki dla prawd uniwersalnych i może też jakieś klapki dla prawd oczywistych"
"Urwał.
Po chwili Glenda trąciła go w łokieć.
- Całkiem zesztywniał - stwierdziła. - Jest sztywny jak kawałek drewna ...
- Ach, katatonia - wyjaśnił Nutt. - Przytłoczyły go własne uczucia. Powinniśmy go położyć
(...) To jakby takie lekarstwo ze słów - wyjaśnił ostrożnie Nutt.
- Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć, że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie,a odpowiednie słowa pomagają ją uwolnić"
**
"Prawa przysług należą do podstawowych w multiversum.
Pierwsze prawo brzmi: "nikt nie prosi o tylko jedną przysługę; druga prośba (po wyświadczeniu pierwszej przysługi) poprzedzona przez "i jeśli się nie obrazisz" dotyczy drugiej przysługi. Jeżeli wymieniona druga przysługa nie zostanie wyświadczona, drugie prawo orzeka, że wszelka wdzięczność za pierwszą przysługę zostanie wyzerowana,a zgodnie z trzecim prawem wyświadczający przysługę żadnej naprawdę nie wyświadczył i następuje kolaps pola przysługowego"
***
"Nuttt nie uniósł głowy, ale odpowiedział cichym głosem:
- To było eleganckie. To było piękne. Gra powinna być piękna, jak dobrze poprowadzona wojna.
- Nie sądzę, żeby wielu ludzi lubiło wojnę - zauważył Ridcully.
- Piękno można uznać za neutralne, proszę pana. To nie to samo, co przyjemność lub dobro"
****
"Młoda damo, alkohol zrównuje wszystkich ludzi. To ostateczny demokrata, jeśli lubi pani takie rzeczy. Pijany żebrak jest pijany jak książę, a książę również. Czy zauważyła pani, ze wszyscy pijacy rozumieją się nawzajem, niezależnie od tego, jak bardzo są pijani i jak różnią się ich języki?"
(T.Pratchett "Niewidoczni Akademicy")
*****
dla mnie ta książka jest o wartości. tak po prostu i najkrócej.
Czuć pismo nosem
"(...) Trev brnął dalej. Nigdy nie miał wiele do czynienia z poezją, z wyjątkiem takiej, która zaczynała się od wersów w stylu "Pewna pannica z Quirmu", lecz to tutaj wyglądało na solidny towar. Strona wydawała się zapisana, a jednocześnie pełna przestrzeni. "
(T.Pratchett "Niewidoczni Akademicy")
*
czy nie jest to przepiękne ujęcie tego podkorowego czucia, że coś jest lub nie jest poezją? że nie rzecz w tym, ile środków poetyckich jesteśmy w stanie wyliczyć na palcach, bo oprócz tego, istnieje jeszcze unia zmysłowa, którą powoduje (od przewodzi/powozi/kieruje/prowadzi) ów zmysł szósty, który jest być może po prostu elementem kompleksowym .
doskonale pasuje tutaj owa formuła, ze można "czuć pismo nosem".
(T.Pratchett "Niewidoczni Akademicy")
*
czy nie jest to przepiękne ujęcie tego podkorowego czucia, że coś jest lub nie jest poezją? że nie rzecz w tym, ile środków poetyckich jesteśmy w stanie wyliczyć na palcach, bo oprócz tego, istnieje jeszcze unia zmysłowa, którą powoduje (od przewodzi/powozi/kieruje/prowadzi) ów zmysł szósty, który jest być może po prostu elementem kompleksowym .
doskonale pasuje tutaj owa formuła, ze można "czuć pismo nosem".
czwartek, 24 czerwca 2010
kubrańko
marzyło mi się sari, no więc kupiłam sari. pełnowymiarowe. owinęłam krzesło, mało, domotałam biurko, lepiej, ale mało. zawinęłam się od stóp do głów, jakby jeszcze przydługie. spróbowałam zebrać na czubku głowy w kitkę - nie plącze się pod nogami, ale zasłania oczy. odwinęłam, położyłam na podłodze, ja na nim, chwyciłam brzeg zębami i zium - zawinęłam się w precel. jest dobrze, tylko nie idzie ruszać rękami. odwinęłam się, znowu brzeg w zęby, tym razem ręce do góry - zium, zawijam się. jest dobrze, tylko nie idzie rąk opuścić. zawinęłam się na krzyż - krzyżak, w poprzek - zawodnik sumo, zebrałam wokół szyi- zorro. świetna zabawa.
chmuły i inne tawuły
ach, no bo co ja mogłabym powiedzieć, jeśli nie ach
ma ten Autor cenne złożenie techniki, wyrazu, przekazu myśli i umiejętności tytułowania fotografii.
stawiam go sobie na półce, jako kolejny wzór do mozolnego dążenia
ma ten Autor cenne złożenie techniki, wyrazu, przekazu myśli i umiejętności tytułowania fotografii.
stawiam go sobie na półce, jako kolejny wzór do mozolnego dążenia
środa, 23 czerwca 2010
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Ravel
dziś "Dziecko i czary" komp. M.Ravel, libretto Colette
spektakl baletowy w choreo Jirziego Kyliana
Scenografia i kostiumy Johna Mcfarlane'a przepiękne, są na tyle basniowe i klimatyczne, że spokojnie zaprowadziłabym dzieci na ten spektakl (aż żal snif snif, że Nederlands Dans Theater nie występuje w okolicy).
świetna scena z Panem Arytmetyką
i urzekająca druga część - ogrodowa. ta jest pod względem tanecznym, dramatycznym i muzycznym, po prostu zaczarowana.
a ponieważ w jutupaniu jest sporo na rzeczy, to i ów spektakl się znalazł
Cz 1
cz 2
cz 3
cz 4 - tutaj jest wejście do sceny ogrodowej
cz 5
i niesamowita sprawa, kiedy słucham, jak dyrygenci, czy choreograf Kylian, opowiadają o tym dziele, ich głos zamienia się tak w środku, w sobie, w czarodziejski, jakby ulegali magii.
i myślę, że ulegają :)
a tu śliczna ilustracja do opery
cz 2
*
i cholera, wszędzie kaszlą na widowni! :|
spektakl baletowy w choreo Jirziego Kyliana
Scenografia i kostiumy Johna Mcfarlane'a przepiękne, są na tyle basniowe i klimatyczne, że spokojnie zaprowadziłabym dzieci na ten spektakl (aż żal snif snif, że Nederlands Dans Theater nie występuje w okolicy).
świetna scena z Panem Arytmetyką
i urzekająca druga część - ogrodowa. ta jest pod względem tanecznym, dramatycznym i muzycznym, po prostu zaczarowana.
a ponieważ w jutupaniu jest sporo na rzeczy, to i ów spektakl się znalazł
Cz 1
cz 2
cz 3
cz 4 - tutaj jest wejście do sceny ogrodowej
cz 5
i niesamowita sprawa, kiedy słucham, jak dyrygenci, czy choreograf Kylian, opowiadają o tym dziele, ich głos zamienia się tak w środku, w sobie, w czarodziejski, jakby ulegali magii.
i myślę, że ulegają :)
a tu śliczna ilustracja do opery
cz 2
*
i cholera, wszędzie kaszlą na widowni! :|
okiem kapryśnym
Fan:
zobaczyłam to zdjęcie św. Teresy
natchło mię
i otóż ciągotka do natchła z oświeconego ramienia
(a tu całuj blogowy)
zobaczyłam to zdjęcie św. Teresy
natchło mię
i otóż ciągotka do natchła z oświeconego ramienia
(a tu całuj blogowy)
Metamorfosis i kocówa
-Ja to najbardziej lubię, jak zdjęcia są takie naturalne,
powiedział B i wykonał to:
powiedział B i wykonał to:
zdjęcie otrzymało tytuł "matka Tereza nauczająca"
przy czym B krztusząc się ze śmiechu wybulgotał
- ale Ty naprawdę jesteś podobna do Matki Teresy
:|
w rewanżu wzięłam aparat i zrobiłam mu to:
B twierdzi, że to objawiony Munch,
ja jednak zdecydowanie bardziej dostrzegam
tego aktora, który wiecznie gra truposzy
*
A tak poza tym, to było słonecznie i spędziliśmy sobotę pijąc piwo, oglądając opery i bucząc pieśni Feliksa Nowowiejskiego. B. jako tenor dramatyczny, buczał głośniej, ja buczałam nadrabiając zapałem, Mirosław głównie leżał i dawał się czochrać.
Ps: buczenie jednak, jako, że sąsiedzi nie głosili zdecydowanego i wyraźnego sprzeciwu, nie przebiło więc wieczoru Flamenco z Radą, no, ale wtedy miałyśmy gwoździkowane buciki ;D
**
a tutaj msza afro-brazylijska zdobyta na B. podstępem oraz zastępami żubrów
kompozytor: Carlos Alberto Pinto-Fonesca
od B. jest dopisek: szkoda tylko ze i jakos slaba i wykonanie tez nie za bardzo :) ale przynajmniej ogólny zarys
część 1 - Kyrie
część 2- Gloria
część 3 - Gracias
część 4 - Credo
część 5 - Et unam sanctam
część 6- Sanctus
część 7 - Agnus Dei
***
chociaż (prawdopodobnie ryzykuję śmierć w strasznych męczarniach), ale wolę Missa Criola, Ramireza
sobota, 19 czerwca 2010
z rozmów ponocnych
Jakub: cześć, co tam?
Ja (eksperymentalnie): no cześć, co tam, co słychać, jesteś szczęśliwy?
Jakub (baranieje i szura w słuchawce)
Jakub (głosem jak wahadło zegara): yyy, co to za pytanie, takie pytanie, tak od razu
Ja: no ja takie dostałam
Jakub: I co odpowiedziałaś?
Ja: Yyy kłamałam mętnie
Jakub: No tak, bo na takie pytanie nie można odpowiedzieć z marszu i przez telefon
Ja: Można, tylko trzeba mieć jasne, wyraźne kryterium
Jakub: A ty masz?
Ja: Mam
Jakub: Jakie
Ja (podaję mu kryterium)
Jakub: I co?
Ja: No i nie jestem
Jakub: Według twojego kryterium ja też nie jestem
;]
*
i prosz, jednak można o szczęściu szybko, oszczędnie, bez rozpływania się w szumach
Ja (eksperymentalnie): no cześć, co tam, co słychać, jesteś szczęśliwy?
Jakub (baranieje i szura w słuchawce)
Jakub (głosem jak wahadło zegara): yyy, co to za pytanie, takie pytanie, tak od razu
Ja: no ja takie dostałam
Jakub: I co odpowiedziałaś?
Ja: Yyy kłamałam mętnie
Jakub: No tak, bo na takie pytanie nie można odpowiedzieć z marszu i przez telefon
Ja: Można, tylko trzeba mieć jasne, wyraźne kryterium
Jakub: A ty masz?
Ja: Mam
Jakub: Jakie
Ja (podaję mu kryterium)
Jakub: I co?
Ja: No i nie jestem
Jakub: Według twojego kryterium ja też nie jestem
;]
*
i prosz, jednak można o szczęściu szybko, oszczędnie, bez rozpływania się w szumach
czwartek, 17 czerwca 2010
włóczęga po śnie
dzisiejszy sen był podszyty czułością i takim niesamowitym, a pięknym erotyzmem, jaki lubię.
włóczyłam się w nim z brodatym malarzem, jechaliśmy pociągami, pojazdami komunikacji miejskiej, płynęliśmy statkami, spacerowaliśmy po szarych miastach, gdzie na betonowych schodach jadaliśmy skromne posiłki z czerwonym winem cudnie prześwietlonym słońcem.
i cały czas rozmawialiśmy. o malarstwie, o obrazach, które widzieliśmy, o książkach, rzeczach, które mijaliśmy, śmialiśmy się do i z siebie, mokliśmy z tym wszystkim i jego obrazami w ulewie, kładliśmy się na trawie i tak byliśmy w tej podróży z takim poczuciem szczerości bliskości i serca.
pamiętam szczególny jego obraz, znaczony staroegipską symboliką, zapytałam malarza - wierzysz? odpowiedział - tak.
piękny sen, jeden z najśliczniejszych, jakie przyśniłam
włóczyłam się w nim z brodatym malarzem, jechaliśmy pociągami, pojazdami komunikacji miejskiej, płynęliśmy statkami, spacerowaliśmy po szarych miastach, gdzie na betonowych schodach jadaliśmy skromne posiłki z czerwonym winem cudnie prześwietlonym słońcem.
i cały czas rozmawialiśmy. o malarstwie, o obrazach, które widzieliśmy, o książkach, rzeczach, które mijaliśmy, śmialiśmy się do i z siebie, mokliśmy z tym wszystkim i jego obrazami w ulewie, kładliśmy się na trawie i tak byliśmy w tej podróży z takim poczuciem szczerości bliskości i serca.
pamiętam szczególny jego obraz, znaczony staroegipską symboliką, zapytałam malarza - wierzysz? odpowiedział - tak.
piękny sen, jeden z najśliczniejszych, jakie przyśniłam
wtorek, 15 czerwca 2010
niedziela, 13 czerwca 2010
Irfan
coby nie było, że dziś taki niekurturalny dzień i nic do zaoferowania nie mam, to i owszem mam. słucham dziś Irfana. Zespół niesamowity, bałkański z wpływami muzyki okolicznej, sięgającej po Persję, dotykającej sufich, z towarzyszeniem instrumentów tradycyjnych i przede wszystkim głosem, głosem wyjmującym śpiew charakterystyczny kultur, z których czerpie.
większość utworów to muzyka sakralna, a zaręczam, ciało samo chce jej dotknąć w ruchu. to tatr tańca duchowego zjawiony.
o tu znalazłam na jutupie
z płyty Seraphim
większość utworów to muzyka sakralna, a zaręczam, ciało samo chce jej dotknąć w ruchu. to tatr tańca duchowego zjawiony.
o tu znalazłam na jutupie
z płyty Seraphim
o życiu
a dziś będzie gospodarsko o tym, co się robiło na łikencie, bo żeby było też o życiu! :D
się zebrało czereśnie

się zebrało i zamroziło szpinak

się przesadziło zioła

się suszyło zioła

się zalało sosnówkę, zlewając uprzednio syrop

się zaprawiło truskawkową nalewkę miętą

się przefiltrowało listkówkę wiśniową

się zebrało kwiat bzu i nastawiło "łzy chrabąszcza"

się nastawiło nalewkę melisowo-miętową

się upiekło chleb ze szpinakiem i selerem

się nawet kwiatów do wazonu przyniosło

się też gotowało obiady i zmalowało fioletowy obraz

z którego jest się średnio zadowolonym, na szczęście on i tak nieskończon yest
a i tak, mama uważa, ze jestem wcieleniem lenistwa :D
poniekąd trochę tak, bo można robić parę razy więcej, tylko, kurna, po co? :]
*
yest to post dedykowany szczególnie słojowo, Binicji Myszkiewicz
z życzeniami, żeby jej łzy chrabąszcza tym razem dotrwały do finału!
:D
się zebrało czereśnie
się zebrało i zamroziło szpinak
się przesadziło zioła
się suszyło zioła
się zalało sosnówkę, zlewając uprzednio syrop
się zaprawiło truskawkową nalewkę miętą
się przefiltrowało listkówkę wiśniową
się zebrało kwiat bzu i nastawiło "łzy chrabąszcza"
się nastawiło nalewkę melisowo-miętową
się upiekło chleb ze szpinakiem i selerem
się nawet kwiatów do wazonu przyniosło
się też gotowało obiady i zmalowało fioletowy obraz
z którego jest się średnio zadowolonym, na szczęście on i tak nieskończon yest
a i tak, mama uważa, ze jestem wcieleniem lenistwa :D
poniekąd trochę tak, bo można robić parę razy więcej, tylko, kurna, po co? :]
*
yest to post dedykowany szczególnie słojowo, Binicji Myszkiewicz
z życzeniami, żeby jej łzy chrabąszcza tym razem dotrwały do finału!
:D
sobota, 12 czerwca 2010
szturmowiec
znalazłam ciekawą fotografię. o tu
zajmująca jest ta nieprzystawalność szturmowca do ulicy, jakby był niewidzialny, a jednocześnie jakby był tam zawsze, podkorowo.
inna warstwa tej opowieści mówi o tym, ze szturmowiec jest fantazmatem tej pani, która go widzi i natychmiast roję sobie świat tej pani, która chodzi ulicami i wcale się nie dziwi, że kawę pije królewna śnieżka
wersja alter jest taka, ze ta pani nie wymyśla sobie postaci, a widzi prawdziwe osobowości. Nie obcych, jak w karpenterowskim filmie, ale takie wewnętrzne 'grube ja', które jest np kotem w butach albo koziołkiem matołkiem.
*
no i to skojarzenie-nawiązanie do rewelacyjnego filmu Johna Carpentera
jest to s-f, który uwielbiam "Oni żyją".
zajmująca jest ta nieprzystawalność szturmowca do ulicy, jakby był niewidzialny, a jednocześnie jakby był tam zawsze, podkorowo.
inna warstwa tej opowieści mówi o tym, ze szturmowiec jest fantazmatem tej pani, która go widzi i natychmiast roję sobie świat tej pani, która chodzi ulicami i wcale się nie dziwi, że kawę pije królewna śnieżka
wersja alter jest taka, ze ta pani nie wymyśla sobie postaci, a widzi prawdziwe osobowości. Nie obcych, jak w karpenterowskim filmie, ale takie wewnętrzne 'grube ja', które jest np kotem w butach albo koziołkiem matołkiem.
*
no i to skojarzenie-nawiązanie do rewelacyjnego filmu Johna Carpentera
jest to s-f, który uwielbiam "Oni żyją".
piątek, 11 czerwca 2010
z szezlonga
burza jebła i poszła. Jot śmieje się, że to wyjątkowo wykwintnie zbierać mokre czereśnie w gumiaczkach i wyjściowej sukience, ale cóż poradzę na to, że czereśni chce się akurat teraz.
strząsnęłam na siebie całą wodę z drzewka.
*
jeszcze ostatnie papierologiczne szkolne sprawki, jeszcze gmeranki w sprawozdaniach i porzucam czuły zakątek żeby zwiać gdzie pieprz rośnie.

strząsnęłam na siebie całą wodę z drzewka.
*
jeszcze ostatnie papierologiczne szkolne sprawki, jeszcze gmeranki w sprawozdaniach i porzucam czuły zakątek żeby zwiać gdzie pieprz rośnie.
z rozmów z poetą
Ja :piszesz co jescze?
B:
nie stety nie
moja wena sie zesrała na miękko
B: miała luźne miesiące
Ja :wyjechała na saksy
B: hahaha.
jestem teraz raczej bardziej uduchowiony niz twórczy ;P
*
o cyckach z obrazu
B: a mi sie podoba
Ja: nie no, mi się też podobają
B: tak patrzą
B: jakby chciały powiedziec dosc tych familijnych seriali
porno w południe
B: i po południu tez nawet po budzy
B: burzy
B: a to są naturalne cycki?
Ja: jasne ze naturalne. to sa po prostu pierwszej jakości cycki i nie czepiaj się!
(...)
Ja: nie czepiaj się ich bo nie czepiaj! i nie pytaj dlaczego
B: i maja z boku nalepiony znaczek teraz polska :P
czy jak to tam szło
Ja aaaaaaaaaaaaaahahaha
"razem raźniej?"
B: dobre bo polskie
B: świeża pierś z certyfikatem jakosci Q
**
o pogodzie
Ja: ale fajne jest teraz powietrze poburzowe
B: a nie czuje wolę sie dusic przy zamkniętym oknie
***
i ogólnie o życiu
B: komary mnie pocięły
B:i teraz patrzą na mnie i sie ciesza
i czekaja az sie zaczne drapac
B: ale nie dam im satysfakcji
Ja: aaaaaaaaaahahaha
B: nie ma bata
Ja (ryję nosem po biurku)
B: jak im sie geby ciesza
B: od trąby po odwłok
B: wiesz jakie wielki dzdzownice u mnie za oknem wyłaża?
masakra
Ja : jak to za oknem
:|
Ja: z muru?
B: teraz mieszkam na mazurskim na stancji w domku
i mam ogródek za oknem na parterze
to wieczorami jak se wyjrze to widze jak pełzają
B: i slimakow duzo jest
Ja: oj śmimaków to jest od cholery
fuj!
B: no
niedawno jadłem pizze z krewetkami
****
na Ps: o muzyce skrzypcowej
Ja: Ale grasz czy pitolisz?
B :kiedys grałem ale to było dawno i zapomniałem
wiec teraz tylko pitole
B:
nie stety nie
moja wena sie zesrała na miękko
B: miała luźne miesiące
Ja :wyjechała na saksy
B: hahaha.
jestem teraz raczej bardziej uduchowiony niz twórczy ;P
*
o cyckach z obrazu
B: a mi sie podoba
Ja: nie no, mi się też podobają
B: tak patrzą
B: jakby chciały powiedziec dosc tych familijnych seriali
porno w południe
B: i po południu tez nawet po budzy
B: burzy
B: a to są naturalne cycki?
Ja: jasne ze naturalne. to sa po prostu pierwszej jakości cycki i nie czepiaj się!
(...)
Ja: nie czepiaj się ich bo nie czepiaj! i nie pytaj dlaczego
B: i maja z boku nalepiony znaczek teraz polska :P
czy jak to tam szło
Ja aaaaaaaaaaaaaahahaha
"razem raźniej?"
B: dobre bo polskie
B: świeża pierś z certyfikatem jakosci Q
**
o pogodzie
Ja: ale fajne jest teraz powietrze poburzowe
B: a nie czuje wolę sie dusic przy zamkniętym oknie
***
i ogólnie o życiu
B: komary mnie pocięły
B:i teraz patrzą na mnie i sie ciesza
i czekaja az sie zaczne drapac
B: ale nie dam im satysfakcji
Ja: aaaaaaaaaahahaha
B: nie ma bata
Ja (ryję nosem po biurku)
B: jak im sie geby ciesza
B: od trąby po odwłok
B: wiesz jakie wielki dzdzownice u mnie za oknem wyłaża?
masakra
Ja : jak to za oknem
:|
Ja: z muru?
B: teraz mieszkam na mazurskim na stancji w domku
i mam ogródek za oknem na parterze
to wieczorami jak se wyjrze to widze jak pełzają
B: i slimakow duzo jest
Ja: oj śmimaków to jest od cholery
fuj!
B: no
niedawno jadłem pizze z krewetkami
****
na Ps: o muzyce skrzypcowej
Ja: Ale grasz czy pitolisz?
B :kiedys grałem ale to było dawno i zapomniałem
wiec teraz tylko pitole
czwartek, 10 czerwca 2010
O odbiciach zniekształconych
Czy ty jesteś szczęśliwy? Zapytała Lala Ceratowego, kiedy robił zeza do szklanki z mineralną
środa, 9 czerwca 2010
ogród
ogród nam się rozpasał, bucha żywotnością, utrzymujemy w ryzach już tylko warzywne grządki, reszta wyrasta gdzie i jak chce, kwiaty strzelają z zakamarków ścieżki, z załomów studni, plotą się, wiją, włażą do kieszeni - istny samopas. dotykałam dziś ciepłych gałęzi jabłoni, idzie lato.
*
znalazłam tekst, właściwie podpis pod fotografią pająka pożerającego owada - "śmierć zawsze spada na nas z góry". natychmiast pomyślałam sobie, że jednocześnie z dołu, jakby nie patrzeć
**
na jakimsiś literackim blo, znalazłam skrót myślowy, który sam siebie rozbija: "Zawsze jest tak samo. A może po prostu brak konsekwencji w działaniu?"
no, jeśli zawsze jest tak samo, to zdaje się, istnieje konsekwencja
;)
*
znalazłam tekst, właściwie podpis pod fotografią pająka pożerającego owada - "śmierć zawsze spada na nas z góry". natychmiast pomyślałam sobie, że jednocześnie z dołu, jakby nie patrzeć
**
na jakimsiś literackim blo, znalazłam skrót myślowy, który sam siebie rozbija: "Zawsze jest tak samo. A może po prostu brak konsekwencji w działaniu?"
no, jeśli zawsze jest tak samo, to zdaje się, istnieje konsekwencja
;)
lajkonik
"zemsta nietoperza" w choreo Petita
wciągnęły mnie dwa momenty - otwierająca scena kolacji
i pas de deux. amen, reszta się jakoś, gdzieś zgubiła.
phi tam
wciągnęły mnie dwa momenty - otwierająca scena kolacji
i pas de deux. amen, reszta się jakoś, gdzieś zgubiła.
phi tam
wtorek, 8 czerwca 2010
pląsy
a dziś śnił mi się kolejny balet. tym razem rzecz była o mieczu obosiecznym i tańcach słowiańskich w korowodzie. miałam białą sukienkę i byłam podrzucana pod niebo, pamiętam ze snu taką myśl - czy aby za każdym razem mnie złapią. i jakąś obcość w tym miejscu, moją obcość
*
tym razem jednak na sen złożył się fragment książki, którą czytam:
"Dawna słowiańska nazwa tańca "pląs" pochodzi od określenia na klaskanie w dłonie (plesat), dlatego można się domyślać, ze obie czynności były w pewien sposób zespolone.
Prawdopodobnie klaskaniem podkreślano rytm tańca. Pląsy zbiorowe polegały na tworzeniu korowodu (łańcucha) zamkniętego lub otwartego, poruszającego się w rytm muzyki, śpiewu lub klaskania."
(Obyczaje w Polsce od średniowiecza do czasów współczesnych - pod red. Andrzeja Chwalby)
oraz balet Carmen w choreografii Matsa Eka z niesamowitym tańcem Anny Laguny , Pompei Santoro, Marca Hwanga, Ywana Auzely'ego (zresztą wszyscy są rewelacyjni), dotykającym tańca buto, noszącym znamiona lalkarstwa (które zresztą Eka fascynuje), takim tańcem, przy którym złapałam się kilkukrotnie na otwartej buzi (w sensie dosłownym)
muzyka do baletu na podstawie G. Bizeta i R. Szczedrina
znalazłam ciągotkę w jutupaniu
2 część
3 część
4 część
5 część
(Pompea Santoro, jako M... jest po prostu nieziemska i przepiękny duet miłosny Carmen i Escamillo, czyli Anna Laguna i Yvan Auzely, zresztą co ja tu będę drobić, to po prostu niezwykły spektakl)
**
według religijnej Joli, której podrzucam to, co mnie szczególnie zauroczy, istotnym elementem tego tańca jest, cytuję: "że mężczyźni nie tańczą w za cienkich rajstopach"
:]
***
przy okazji musze wspomnieć o pięknym spektaklu Carmen na lodzie z niezapomnianymi Witt, Boitano i Orserem
o tu znalazłam linkę łyżwiarską
*
tym razem jednak na sen złożył się fragment książki, którą czytam:
"Dawna słowiańska nazwa tańca "pląs" pochodzi od określenia na klaskanie w dłonie (plesat), dlatego można się domyślać, ze obie czynności były w pewien sposób zespolone.
Prawdopodobnie klaskaniem podkreślano rytm tańca. Pląsy zbiorowe polegały na tworzeniu korowodu (łańcucha) zamkniętego lub otwartego, poruszającego się w rytm muzyki, śpiewu lub klaskania."
(Obyczaje w Polsce od średniowiecza do czasów współczesnych - pod red. Andrzeja Chwalby)
oraz balet Carmen w choreografii Matsa Eka z niesamowitym tańcem Anny Laguny , Pompei Santoro, Marca Hwanga, Ywana Auzely'ego (zresztą wszyscy są rewelacyjni), dotykającym tańca buto, noszącym znamiona lalkarstwa (które zresztą Eka fascynuje), takim tańcem, przy którym złapałam się kilkukrotnie na otwartej buzi (w sensie dosłownym)
muzyka do baletu na podstawie G. Bizeta i R. Szczedrina
znalazłam ciągotkę w jutupaniu
2 część
3 część
4 część
5 część
(Pompea Santoro, jako M... jest po prostu nieziemska i przepiękny duet miłosny Carmen i Escamillo, czyli Anna Laguna i Yvan Auzely, zresztą co ja tu będę drobić, to po prostu niezwykły spektakl)
**
według religijnej Joli, której podrzucam to, co mnie szczególnie zauroczy, istotnym elementem tego tańca jest, cytuję: "że mężczyźni nie tańczą w za cienkich rajstopach"
:]
***
przy okazji musze wspomnieć o pięknym spektaklu Carmen na lodzie z niezapomnianymi Witt, Boitano i Orserem
o tu znalazłam linkę łyżwiarską
poniedziałek, 7 czerwca 2010
wieczór
idzie kolejna burza, za oknem słoiki kłócą się ze szpakami, szpaki łakomym dziobem drą się na czerwieniejące już czereśnie, po niebie pływa chmuł, a minijako
szklano biało srebrnie
dziś we śnie uczestniczyłam (na krzywy ryj, bo wlazłam jakby przypadkiem, jakby za darmo, jakby niechcący) w festiwalu spektakli baletowych.
najpiekniejszy był balet o pająku i dziewczynie. dwoje tancerzy śpiewało i tańczyło na szklanych nartach. pająk miał na sobie konstrukcję ze szklanych cienkich pretów, a dekoracja skałdała się ze szklanych płyt na różnych poziomach. najlepiej pamiętam, jak pająk pięknymi szusami i śpiewając z gracją zsunął się po takim szklanym zygzakowym zjeździe. uch, ależ pięknie śpiewali i tańczyli. i ten szklany dziwny dźwięk z podkorowym wrażeniem chrzęstu...
nie mogłam obejrzeć wszystkich baletów, bo musiałam we śnie uczestniczyć w jakimś spotkaniu, na którym trzem zaproszonym osobom, była kolejno wręczana ta sama - Wielka Księga Imion
najpiekniejszy był balet o pająku i dziewczynie. dwoje tancerzy śpiewało i tańczyło na szklanych nartach. pająk miał na sobie konstrukcję ze szklanych cienkich pretów, a dekoracja skałdała się ze szklanych płyt na różnych poziomach. najlepiej pamiętam, jak pająk pięknymi szusami i śpiewając z gracją zsunął się po takim szklanym zygzakowym zjeździe. uch, ależ pięknie śpiewali i tańczyli. i ten szklany dziwny dźwięk z podkorowym wrażeniem chrzęstu...
nie mogłam obejrzeć wszystkich baletów, bo musiałam we śnie uczestniczyć w jakimś spotkaniu, na którym trzem zaproszonym osobom, była kolejno wręczana ta sama - Wielka Księga Imion
niedziela, 6 czerwca 2010
korespondencja podróżna
otóż dziś o 00.20 otrzymałam wieści od przyjaciół zgubionych dzieś w italskim bucie.
*
Zina: Sorry że dopiero dzisiaj piszę ale nie było czasu. Teraz czasu mamy w chuj bo siedzimy w samochodzie pod Wenecją - kempingi nam zamknęli. A miało być tak romantycznie. Dujemy małe Becks'yu po 4 euro za sztuka i usiłujemy zasnąć. A miało być tak romantycznie. A takw ogóle pozdrawiamuy
Ja: A ja leżę w łóżku, piję minerałkę. Idźcie w tango w noc Wenecką, idźcie do Wenecji!
Ja: Potrzebuję rymu niegramatycznego do firanki (tak przy okazji) Macie coś? Bo noc długa :D
Zina : Ale droga moja do wenecji jest 60km. Romantyka polegać miała na podróżowaniu tramwajem wodnym.
Ja: Ło kurwa to musieliście wybrać kemping aż na pętli? Masakra!
Ja: Falbanki odpadają bo mi za chuja nie pasują
Ja: Inna sprawa że w ogóle falbanki nawet przy najżarliwszej wyobraźni nie mogą robić za chuja Nie mogą być też bałwanki ani skakanki. zresztą to rymy gramatyczne, przebóg!
Zina: Firanki, konturki, jebanki łapanki panki pacanki macanki kochanki włamki cacanki obiecanki kijanki chuja tam ci... jest chuj!
Ja: o, kochanki też mi przyszło ale tego nie mogę użyć bo się zrobi jakiś mazgajski wiersz miłosny. pacanki są interesujące jak je przyłożyć do tekstu, macanki też :D
Ja: dobra to jeszcze wymyślcie mi jedną 4-wersową sylabotoniczną strofę z klimatem chagalla
Zina: Zostałem sam mogę wymyśleć 2-sworzniową dychotoniczną sforę w klimacie Matejki. Zastanawiam się teraz w co się wpierdalam.
Ja: Masakra
Zina: Masakra, masakra, piwo wyszło a na pętli gdzie jesteśmy z trzepoczących rzeczy został tylko wisielec
*
Zina: Sorry że dopiero dzisiaj piszę ale nie było czasu. Teraz czasu mamy w chuj bo siedzimy w samochodzie pod Wenecją - kempingi nam zamknęli. A miało być tak romantycznie. Dujemy małe Becks'yu po 4 euro za sztuka i usiłujemy zasnąć. A miało być tak romantycznie. A takw ogóle pozdrawiamuy
Ja: A ja leżę w łóżku, piję minerałkę. Idźcie w tango w noc Wenecką, idźcie do Wenecji!
Ja: Potrzebuję rymu niegramatycznego do firanki (tak przy okazji) Macie coś? Bo noc długa :D
Zina : Ale droga moja do wenecji jest 60km. Romantyka polegać miała na podróżowaniu tramwajem wodnym.
Ja: Ło kurwa to musieliście wybrać kemping aż na pętli? Masakra!
Ja: Falbanki odpadają bo mi za chuja nie pasują
Ja: Inna sprawa że w ogóle falbanki nawet przy najżarliwszej wyobraźni nie mogą robić za chuja Nie mogą być też bałwanki ani skakanki. zresztą to rymy gramatyczne, przebóg!
Zina: Firanki, konturki, jebanki łapanki panki pacanki macanki kochanki włamki cacanki obiecanki kijanki chuja tam ci... jest chuj!
Ja: o, kochanki też mi przyszło ale tego nie mogę użyć bo się zrobi jakiś mazgajski wiersz miłosny. pacanki są interesujące jak je przyłożyć do tekstu, macanki też :D
Ja: dobra to jeszcze wymyślcie mi jedną 4-wersową sylabotoniczną strofę z klimatem chagalla
Zina: Zostałem sam mogę wymyśleć 2-sworzniową dychotoniczną sforę w klimacie Matejki. Zastanawiam się teraz w co się wpierdalam.
Ja: Masakra
Zina: Masakra, masakra, piwo wyszło a na pętli gdzie jesteśmy z trzepoczących rzeczy został tylko wisielec
sobota, 5 czerwca 2010
O tym, że wystarczy poprosić
W poniedziałek zapomniałeś, we wtorek zapomniałeś, w środę miałeś zebranie, w czwartek przegraliśmy mecz , no powiedz mi! krzyczy zdesperowana Lala. Tak, odpowiada jej Ceratowy i wsuwa nos w gazetę.
diabli nadali
"Nie mogły sobie diabły poradzić z Hejdaszem. Głupi był i tyle.
Nosił wprawdzie rogi na głowie, ale nikt nigdy nie słyszał, aby użył ich do diabelskiej roboty. Nie przebił nimi żadnego człowieka, nie kaleczył bydląt, nie groził świętym duszyczkom, lecz stroił łeb w kwiaty polne i liście, bo mu się zdawało, iż w tej ozdobie bardzo mu do twarzy.
I z ogona nie miał żadnej pociechy. Przeciwnie, puszysty zad nabawiał go niemałego kłopotu.
Siadał nieraz na miedzy i rozczesywał na nim kudły, zamiast wydrapywać pazurami skibę ziemi i poróżniać sąsiadów. I głupio się pysznił swym ogonem, bo zamiast ukryć go w hajdawerach, wymachiwał nim rozkosznie, dając poznać od razu, kim jest i co zamierza..."
i tak zaczyna się Żałosny żywot diabła Hejdasza ze zbioru baśni "Żywoty diabłów polskich" Witolda Bunikiewicza. jest to jedna z najstarszych pozycji w moim zbiorze, więc znam ją na wylot i pomimo tego, wciąż z ogromną przyjemnością do niej wracam. Pan Bunikiewicz świetnie wyważył język baśni (bardzo zresztą równy i spójny) pomiędzy staropolską rubasznością, podaniową powagą i dziecięcą prostotą. są to wiec baśnie o szerokim przedziale wiekowym, a w miarę dorastania z nimi, różne rzeczy objawiają się szerzej i więcej otwiera się bramek. dawno nie dzieliłam się baśnią, więc dziś z przyjemnością wyciągnęłam te diabły.
(a tak na marginesie, żywot Hejdasza nieco przypomina mi bezkonkurencyjny teatr tv z Januszem Gajosem "Zapomniany diabeł")
Ilustracje do książki wykonała Maria Heidrichowa i przypominam sobie, że od początku, czyli od kiedy młodym dziecięciem będąc, książkę w darze otrzymałam, obrazki bardzo działały na moją wyobraźnię. wbiły mi się w pamięć, jak pieczęcie, ze swoją dziwnąwtedy dla mnie, stylizacją na średniowieczne ryciny. ilustracja Hejdasza, jako jedyna odbiega od przyjętej konwencji. mam ciche podejrzenie, że ilustratorka też nie umiała powściągnąć swojej czułości dla tego diabła ;)
do kompletu polecam również bardzo fajną, bo ilustrowaną fotografiami kolekcji diabłów rzeźbionych, pozycję "Diabeł polski w rzeźbie i legendzie" Wiktoryna Grąbczewskiego. z której to książki podrzucam mapkę diabłów regionalnych.
na onej widać, że są w Polsze miejsca świętsze i nieświętsze, diabłami obłożone, kieby mszycą
dodam jeszcze jedną książkę o polskim diable - Borucie, z oszczędnymi i bardzo pieknymi ilustracjami Romana Prokulewicza. A jest to zbiór Tadeusza Stępowskiego "Od Wielunia diabeł hula"
Bonifacy, Bończa, Dobrociech, Dobromir, Dobrymir, Nikanor, Waleria, Walter
Nosił wprawdzie rogi na głowie, ale nikt nigdy nie słyszał, aby użył ich do diabelskiej roboty. Nie przebił nimi żadnego człowieka, nie kaleczył bydląt, nie groził świętym duszyczkom, lecz stroił łeb w kwiaty polne i liście, bo mu się zdawało, iż w tej ozdobie bardzo mu do twarzy.
I z ogona nie miał żadnej pociechy. Przeciwnie, puszysty zad nabawiał go niemałego kłopotu.
Siadał nieraz na miedzy i rozczesywał na nim kudły, zamiast wydrapywać pazurami skibę ziemi i poróżniać sąsiadów. I głupio się pysznił swym ogonem, bo zamiast ukryć go w hajdawerach, wymachiwał nim rozkosznie, dając poznać od razu, kim jest i co zamierza..."
i tak zaczyna się Żałosny żywot diabła Hejdasza ze zbioru baśni "Żywoty diabłów polskich" Witolda Bunikiewicza. jest to jedna z najstarszych pozycji w moim zbiorze, więc znam ją na wylot i pomimo tego, wciąż z ogromną przyjemnością do niej wracam. Pan Bunikiewicz świetnie wyważył język baśni (bardzo zresztą równy i spójny) pomiędzy staropolską rubasznością, podaniową powagą i dziecięcą prostotą. są to wiec baśnie o szerokim przedziale wiekowym, a w miarę dorastania z nimi, różne rzeczy objawiają się szerzej i więcej otwiera się bramek. dawno nie dzieliłam się baśnią, więc dziś z przyjemnością wyciągnęłam te diabły.
(a tak na marginesie, żywot Hejdasza nieco przypomina mi bezkonkurencyjny teatr tv z Januszem Gajosem "Zapomniany diabeł")
Ilustracje do książki wykonała Maria Heidrichowa i przypominam sobie, że od początku, czyli od kiedy młodym dziecięciem będąc, książkę w darze otrzymałam, obrazki bardzo działały na moją wyobraźnię. wbiły mi się w pamięć, jak pieczęcie, ze swoją dziwnąwtedy dla mnie, stylizacją na średniowieczne ryciny. ilustracja Hejdasza, jako jedyna odbiega od przyjętej konwencji. mam ciche podejrzenie, że ilustratorka też nie umiała powściągnąć swojej czułości dla tego diabła ;)
do kompletu polecam również bardzo fajną, bo ilustrowaną fotografiami kolekcji diabłów rzeźbionych, pozycję "Diabeł polski w rzeźbie i legendzie" Wiktoryna Grąbczewskiego. z której to książki podrzucam mapkę diabłów regionalnych.
na onej widać, że są w Polsze miejsca świętsze i nieświętsze, diabłami obłożone, kieby mszycą
;D
**
no i dla starszych dzieci bardzoż świetne opracowanie kolei losu Szatana od starożytności po teraźniejszość w książce "Diabeł". jej autor: Alfonso M. di Nola był historykiem religii i antropologiem i własną krwią, że tak się wyrażę diablo, zaręczam, że nudną ona książka nie yest.***
dodam jeszcze jedną książkę o polskim diable - Borucie, z oszczędnymi i bardzo pieknymi ilustracjami Romana Prokulewicza. A jest to zbiór Tadeusza Stępowskiego "Od Wielunia diabeł hula"
****
zaś dziś imieniny swoje świętują:dorzucam jeszcze pozycję Juliana Tuwima "Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie i Czarna msza" - barzo ciekawy zbiór wypisów w temacie diabelsko-socjologicznym
*****
Bonifacy, Bończa, Dobrociech, Dobromir, Dobrymir, Nikanor, Waleria, Walter
piątek, 4 czerwca 2010
O naturze porozumienia
Ceratowy bardzo chciałby zadać Lali pytanie. Lala bardzo chciałaby odpowiedzieć Ceratowemu. Za oknem płot krzywi się do sąsiadów.
czwartek, 3 czerwca 2010
elementy
cieszy mnie, że wciąż trafiam na ślady przebudowy, bez obawy i strachu, że już raz się budowało z tego kamienia
tak dla przykładu
"Krzywda" i "Dąb", Broniewskiego
"Lublin z dala" "prowincja. noc", Czechowicza
tak dla przykładu
"Krzywda" i "Dąb", Broniewskiego
"Lublin z dala" "prowincja. noc", Czechowicza
ja
"nie zostanie nawet tyle" Grzegorzósmy
*
zajęła mnie ta praca grzecha, prościutki rysunek, a nieprosty obraz. nie wiem, czy to jego zasługa, czy wina moich nazbytwielu połączeń, ale musiałam przebić się najpierw przez barierę sprzężeń zwrotnych myśli, zanim mogłam dotknąć dzieła.
co dostałam w zamian? w tych paru kreskach zjawił mi się plato z jego stopą na krawędzi.
pojawił się symbol jak sztandar 'ja', pomnik ego z wiecznym jego odpoczywaniem.
cień rzucony na ziemię jest zarazem też właściwym, acz nieuchwytnym 'duchem ja' i nie wiadamo, czy to stabilne, ugruntowane, niemorficzne ja, jest istnieniem, czy może raczej to niezłapane, choć przecież wyczuwalne, cieniste, kładące się na gruncie rzeczy.
nie można ominąć oczywiście bardzo wyraźnej nagrobkowości, tego cienia kładącego się na ziemi i dłużejącego wyraźnie, choć przecież rysunek jest statyczny, ze złapaną zaledwie chwilą. i patrzę jak tego "ja" ubywa, choć przecież zostaje cały czas tyle samo - dziwne uczucie wyłowione przez zwykłą (a przecież niezwykłą) linię.
ta nagrobkowość i dotykające też jej skojarzenie z kształtem macewy, poprowadziło mnie do innego obrazu, w którym kształt majaczący za plecami artysty, może być zarówno drzwiami, jak i nagrobkiem. nazwę to wspólnie - portalem
"Skrzypek" Jankiel Alder
pomnik "ja" widoczny w rysunku grzechu ósmego pokazuje też swoistą 'kamienność' naszego ego, litość (od lity), którą zmienić można jedynie krusząc i burząc, wydłubując szpary, ryjąc rylcem. mocne, stwardniałe ja.
*
myśli kłębi się wiele, ale zdań powinno być jak najmniej, więc zostawię tych kilka chaotycznie nieco wyjętych, wyraźniejszych spojrzeń.
**
nie wyspałam się, a przez okno właśnie widzę polującego orła bielika.
jeśli idzie o imię niny, dziś jest eleganckie i wypasione: Cecyliusz, Ferdynand, Klotylda, Konstantyn, Laurencjusz, Wawrzyniec, Laurentyn, Laurentyna, Leszek, Paula, Tamara
*
zajęła mnie ta praca grzecha, prościutki rysunek, a nieprosty obraz. nie wiem, czy to jego zasługa, czy wina moich nazbytwielu połączeń, ale musiałam przebić się najpierw przez barierę sprzężeń zwrotnych myśli, zanim mogłam dotknąć dzieła.
co dostałam w zamian? w tych paru kreskach zjawił mi się plato z jego stopą na krawędzi.
pojawił się symbol jak sztandar 'ja', pomnik ego z wiecznym jego odpoczywaniem.
cień rzucony na ziemię jest zarazem też właściwym, acz nieuchwytnym 'duchem ja' i nie wiadamo, czy to stabilne, ugruntowane, niemorficzne ja, jest istnieniem, czy może raczej to niezłapane, choć przecież wyczuwalne, cieniste, kładące się na gruncie rzeczy.
nie można ominąć oczywiście bardzo wyraźnej nagrobkowości, tego cienia kładącego się na ziemi i dłużejącego wyraźnie, choć przecież rysunek jest statyczny, ze złapaną zaledwie chwilą. i patrzę jak tego "ja" ubywa, choć przecież zostaje cały czas tyle samo - dziwne uczucie wyłowione przez zwykłą (a przecież niezwykłą) linię.
ta nagrobkowość i dotykające też jej skojarzenie z kształtem macewy, poprowadziło mnie do innego obrazu, w którym kształt majaczący za plecami artysty, może być zarówno drzwiami, jak i nagrobkiem. nazwę to wspólnie - portalem
"Skrzypek" Jankiel Alder
pomnik "ja" widoczny w rysunku grzechu ósmego pokazuje też swoistą 'kamienność' naszego ego, litość (od lity), którą zmienić można jedynie krusząc i burząc, wydłubując szpary, ryjąc rylcem. mocne, stwardniałe ja.
*
myśli kłębi się wiele, ale zdań powinno być jak najmniej, więc zostawię tych kilka chaotycznie nieco wyjętych, wyraźniejszych spojrzeń.
**
nie wyspałam się, a przez okno właśnie widzę polującego orła bielika.
jeśli idzie o imię niny, dziś jest eleganckie i wypasione: Cecyliusz, Ferdynand, Klotylda, Konstantyn, Laurencjusz, Wawrzyniec, Laurentyn, Laurentyna, Leszek, Paula, Tamara
środa, 2 czerwca 2010
schody
"Gdy miasto jest w całości i z mniejszych elementów złożone, jego wysokości, choćby to były wieżowce, dają się opanować. Człowiek przecież skonstruował schody, windy, korytarze, podesty, po tym wszystkim można się wdrapać, wciągnąć, posiąść wnętrza i wysokości najbardziej od chodnika oddalone. Ale nie ma nic wyższego niż kawałek pokoju, który został odłamany na wysokości czwartego piętra, wydającego się nam przecież niewysokim. Bez schodów na pionowej ścianie,w kawałku tego pokoju może na przykład coś wisieć, coś drobnego, drogiego i nieosiągalnego z dołu. Bezsilność człowieka wobec obcości przedmiotu, do którego się przywiązał, wobec pamięci życia, które toczyło się na tym czwartym piętrze (...)
Nawet jeśli na naszych oczach zbudują schody, nie jest się w stanie zrozumieć tego, co dzieje się, kiedy mamy przed sobą schody zburzone. Brak wiązań między poszczególnymi częściami, brak następstwa, brak tego, co poprzedzało, nie ma tej ukochanej w linearnym czasie celowości. Pokój na czwartym pietrze bez schodów jest absurdem, z niczym się nie wiąże, w czasie linearny oczywiście. W innych czasach może on sobie żyć dalej innym życiem i żyje przecież w kimś, kto znał odległość od okna do drzwi i nie tylko w krokach, ale nawet w półkrokach, w zakrętach, w uchyleniach się przy meblach. Ten pokój trwa i żadne następstwa czasów go nie zburzą."
(Małgorzata Baranowska "Dziennik mistyczny")
*
przywołałam ten fragment, bo myślę dziś o tym, że dotyka nie tylko rzeczy, również mechanizmów ludzkich, ileż to pokojów trwa absurdalnie, kiedy zburzono do nich schody.
**
Bronisław Linke "Misterium", marny link, ale nie znalazłam lepszego do tego niesamowitego obrazu
Nawet jeśli na naszych oczach zbudują schody, nie jest się w stanie zrozumieć tego, co dzieje się, kiedy mamy przed sobą schody zburzone. Brak wiązań między poszczególnymi częściami, brak następstwa, brak tego, co poprzedzało, nie ma tej ukochanej w linearnym czasie celowości. Pokój na czwartym pietrze bez schodów jest absurdem, z niczym się nie wiąże, w czasie linearny oczywiście. W innych czasach może on sobie żyć dalej innym życiem i żyje przecież w kimś, kto znał odległość od okna do drzwi i nie tylko w krokach, ale nawet w półkrokach, w zakrętach, w uchyleniach się przy meblach. Ten pokój trwa i żadne następstwa czasów go nie zburzą."
(Małgorzata Baranowska "Dziennik mistyczny")
*
przywołałam ten fragment, bo myślę dziś o tym, że dotyka nie tylko rzeczy, również mechanizmów ludzkich, ileż to pokojów trwa absurdalnie, kiedy zburzono do nich schody.
**
Bronisław Linke "Misterium", marny link, ale nie znalazłam lepszego do tego niesamowitego obrazu
wtorek, 1 czerwca 2010
Arachne
Wrócił Ambroż. Ku mojej radości i ubolewaniu niewieściej części mojej rodziny, bo tak się składa, że jakoś nie lubią pająków. Ale Ambroży mieszka w moim oknie już 3 lata i jest bardzo dobrze wychowanym pająkiem,. szanujemy swoje terytoria i nie wchodzimy sobie w drogę.
a ja już się obawiałam, ze stało mu się coś złego, ale nie, spał po prostu, a może był na pajęczych wczasach?
a ja już się obawiałam, ze stało mu się coś złego, ale nie, spał po prostu, a może był na pajęczych wczasach?
wiersz
Baudelaire
Chciałbym, żebyś szła
pod wiotką parasolką,
ulicą jesienną
pełną drzew
nagich,
ale jakże pięknych.
Takimi ulicami
chodził Baudelaire
i myślał,
czy na jutro
będzie miał wiersz
dla matki
i dla kochanki...
I dla chleba
(W.Broniewski)
*
nosiłam się od jakiegoś czasu z pokazaniem tego wiersza, który jakoś tak mi się przywlókł w pamięci. zwlekałam, zwlekałam, bo nie miałam czasu o nim napisać, a dziś i tak nie napiszę nic o nim, bo mi ani do napisania, ani do czegokolwiek. wrócę do niego kiedyś i wtedy zapiszę.
Chciałbym, żebyś szła
pod wiotką parasolką,
ulicą jesienną
pełną drzew
nagich,
ale jakże pięknych.
Takimi ulicami
chodził Baudelaire
i myślał,
czy na jutro
będzie miał wiersz
dla matki
i dla kochanki...
I dla chleba
(W.Broniewski)
*
nosiłam się od jakiegoś czasu z pokazaniem tego wiersza, który jakoś tak mi się przywlókł w pamięci. zwlekałam, zwlekałam, bo nie miałam czasu o nim napisać, a dziś i tak nie napiszę nic o nim, bo mi ani do napisania, ani do czegokolwiek. wrócę do niego kiedyś i wtedy zapiszę.




