Biń: bywa, że czujemy się bardziej święci niż jesteśmy
i służymy radą i gromem
środa, 30 grudnia 2009
poniedziałek, 28 grudnia 2009
woda
jeśli się tak przyjrzeć bardzo bardzo uważnie, to, nie uderzenie w pysk boli, ale umycie po nim rąk. zdaje mi się, że poczucie obustronne i zatrzymanie świadomości uderzenia, jest ważne również w bardzo skomplikowanym procesie wybaczania. nie da rady wybaczyć czegoś, co po drugiej stronie nie istnieje. zgubienie świadomości po jednej stronie, to jak zrobienie dziury, przez którą widać 'nic'.
zatem myśliwi składali ofiarę duchowi zamordowanego zwierzęcia, rolnik własną ręką podrzynał prosiakowi gardło, a kurze obcinał łeb.
dziś są umyte kiełbasy i odwracanie głowy, poczucie, że nic się nie stało. są też smsy, maile, gg.
*
kiedyś sprawy pilnowały jeszcze duchy (by tak na szybko wspomnieć- Makbet, Hamlet, Świąteczna Opowieść), dziś duchów nie ma, zostaje nam więc dobroczynne działanie sałaty.
zatem myśliwi składali ofiarę duchowi zamordowanego zwierzęcia, rolnik własną ręką podrzynał prosiakowi gardło, a kurze obcinał łeb.
dziś są umyte kiełbasy i odwracanie głowy, poczucie, że nic się nie stało. są też smsy, maile, gg.
*
kiedyś sprawy pilnowały jeszcze duchy (by tak na szybko wspomnieć- Makbet, Hamlet, Świąteczna Opowieść), dziś duchów nie ma, zostaje nam więc dobroczynne działanie sałaty.
środa, 23 grudnia 2009
Pierwsza Gwiazdka
oglądając prace koleżanki, wyobraziłam sobie, ze jest taki aniołek, który istnieje tylko w jednym celu. nosi na sznurku Pierwszą Gwiazdkę. ponieważ ta gwiazdka za nic nie może się zgubić, sznurek musi być mocny. Jeden, jedyny raz do roku, aniołek przystawia sobie stołek i zawiesza Pierwszą Gwiazdkę na specjalnym haczyku, na nocnym niebie. Gwiazdka wisi całą noc, przywiązana do haczyka, a nad ranem aniołek zdejmuje Gwiazdkę i solidnie przywiązuje do swojego paska.
wtorek, 22 grudnia 2009
list do kartelucha
drogie
Oj zbeształoś mnie porządnie, zatem nie jestem pewna, czy na wstępie winnam cię pozdrawiać, ponieważ jednak wiem za co mi się dostało, przełknę poczucie pokrzywdzenia i zapytam o zdrowie twe i ostatnie miesiące.
miejmy nadzieję - miej ją ze mną, że był to najdłuższy rok, na jaki można się było zdobyć i cała reszta lat okaże się znacznie krótsza, a i przyjemniejsza. Nawet nie będę marudzić, ze się dobre tak szybko kończy, bo wiem, jak długo może się kończyć niedobre i to jest o stokroć, a może nawet rylionkroć, gorsze, niż żal po kończącym się szybko, a dobrze.
Wiem, wiem, nie pisałam do Ciebie, zatem masz prawo odymać buzię i odwracać się do ściany, nie mam nic na usprawiedliwienie, jako zadośćuczynienie mogę wszakże przyrządzić Ci brokuły z migdałami, albo umyć okna, albo własnąręczną wydziergać serwetkę krzyżykiem.
Przyznaję się szczerze w obliczu Starego Roku, że śmiałam się za mało, uśmiechałam za cienko i zziębłam niepoprawnie, zamiast jak rozsądny człowiek, po prostu zamknąć okno. Karcę się sama za to fatalne zachowanie i obiecuję poprawę, tylko najpierw
no właśnie
co najpierw?
a nieutulone życie
Oj zbeształoś mnie porządnie, zatem nie jestem pewna, czy na wstępie winnam cię pozdrawiać, ponieważ jednak wiem za co mi się dostało, przełknę poczucie pokrzywdzenia i zapytam o zdrowie twe i ostatnie miesiące.
miejmy nadzieję - miej ją ze mną, że był to najdłuższy rok, na jaki można się było zdobyć i cała reszta lat okaże się znacznie krótsza, a i przyjemniejsza. Nawet nie będę marudzić, ze się dobre tak szybko kończy, bo wiem, jak długo może się kończyć niedobre i to jest o stokroć, a może nawet rylionkroć, gorsze, niż żal po kończącym się szybko, a dobrze.
Wiem, wiem, nie pisałam do Ciebie, zatem masz prawo odymać buzię i odwracać się do ściany, nie mam nic na usprawiedliwienie, jako zadośćuczynienie mogę wszakże przyrządzić Ci brokuły z migdałami, albo umyć okna, albo własnąręczną wydziergać serwetkę krzyżykiem.
Przyznaję się szczerze w obliczu Starego Roku, że śmiałam się za mało, uśmiechałam za cienko i zziębłam niepoprawnie, zamiast jak rozsądny człowiek, po prostu zamknąć okno. Karcę się sama za to fatalne zachowanie i obiecuję poprawę, tylko najpierw
no właśnie
co najpierw?
poniedziałek, 21 grudnia 2009
odcinamy
ciach, ciach,ciach
ze wszystkim tym, co odpadnie
i nie ma, że to, czy tamto, było fajne. ostrze, to ostrze,
z twojej strony też.
ze wszystkim tym, co odpadnie
i nie ma, że to, czy tamto, było fajne. ostrze, to ostrze,
z twojej strony też.
niedziela, 20 grudnia 2009
sen geograficzny
Śniły mi się dziś góry Sierra Nevada zimą (co prawda, położone były na wschodnim wybrzeżu Ameryki Południowej, gdzieś w okolicy równika, ale kto by się tam oglądał na geograficzne szczegóły snów). Były piękne i z tego poczucia piękna w środku płakałam tak, że nie mogłam się zatrzymać. Nad nimi szalała zorza polarna w zieleniach (kolejny szczegół typowo południowy). Góry rozświetlały się tą zielenią i ciemnymi błękitami, a ich śnieżno-skaliste zarysy wprawiały mnie w coraz silniejsze poczucie, że takiego piękna nie da się niczym ogarnąć ani opisać.
Drugi sen był oczywiście o wodzie, już swojsko, jeziorowo, słonecznie, z połyskiem zielonej fali i słonecznymi zajączkami. z trzciną i pomostem schodzącym łagodnie do wody
Drugi sen był oczywiście o wodzie, już swojsko, jeziorowo, słonecznie, z połyskiem zielonej fali i słonecznymi zajączkami. z trzciną i pomostem schodzącym łagodnie do wody
wtorek, 15 grudnia 2009
kamienie
bardzo mi się podoba
*
jest prościutki, wyraża prostą i oczywistą myśl, można by powiedzieć nawet komunał, ale jest coś w sposobie zrobienia tego wiersza, że dla mnie osobiście, zahacza o medytacyjność koanu. o wschodnie haiku (choć technicznie z haiku ma niewiele wspólnego.
Myślenie o tym wierszu sprawia, że najpierw przedzieram się przez kolejne pokłady myśli w głąb, żeby na drugim końcu znaleźć się w punkcie wyjścia, ale już z innym poczuciem. trudno mi jeszcze to opisać, więc nie opisuję
*
jest prościutki, wyraża prostą i oczywistą myśl, można by powiedzieć nawet komunał, ale jest coś w sposobie zrobienia tego wiersza, że dla mnie osobiście, zahacza o medytacyjność koanu. o wschodnie haiku (choć technicznie z haiku ma niewiele wspólnego.
Myślenie o tym wierszu sprawia, że najpierw przedzieram się przez kolejne pokłady myśli w głąb, żeby na drugim końcu znaleźć się w punkcie wyjścia, ale już z innym poczuciem. trudno mi jeszcze to opisać, więc nie opisuję
poniedziałek, 14 grudnia 2009
okruch znaleziony u Gorkiego
"Objął ją mocno, pocałował. Wzruszona i uszczęśliwiona, rozpłakała się.
- Rozejść się - powiedział dozorca i odprowadzając matkę mruczał: - Nie płacz, wypuszczą. Wszystkich wypuszczą. Ciasno się zrobiło.
W domu opowiedziała Andrzejowi uśmiechając się szeroko i swoim zwyczajem ruszając brwiami:
- Sprytnie mu powiedziałam, zrozumiał.
I westchnęła ze smutkiem.
- Zrozumiał. Inaczej nie ucałowałby mnie. Nigdy tego nie robił.
- Ach, wy! - zaśmiał się Chochoł. - Każdy czegoś szuka, a matka zawsze czułości."
(M.Gorki "Matka")
*
co jest w tej czułości, że tak ciężko ją okazywać. że trzeba zdobywać ją sposobem, prosić o nią, śnić o niej, myśleć o niej, pragnąć jej. co jest w niej tak groźnego i strasznego, że używa się jej z najwyższą ostrożnością i zachowując bezpieczną odległość.
- Rozejść się - powiedział dozorca i odprowadzając matkę mruczał: - Nie płacz, wypuszczą. Wszystkich wypuszczą. Ciasno się zrobiło.
W domu opowiedziała Andrzejowi uśmiechając się szeroko i swoim zwyczajem ruszając brwiami:
- Sprytnie mu powiedziałam, zrozumiał.
I westchnęła ze smutkiem.
- Zrozumiał. Inaczej nie ucałowałby mnie. Nigdy tego nie robił.
- Ach, wy! - zaśmiał się Chochoł. - Każdy czegoś szuka, a matka zawsze czułości."
(M.Gorki "Matka")
*
co jest w tej czułości, że tak ciężko ją okazywać. że trzeba zdobywać ją sposobem, prosić o nią, śnić o niej, myśleć o niej, pragnąć jej. co jest w niej tak groźnego i strasznego, że używa się jej z najwyższą ostrożnością i zachowując bezpieczną odległość.
znieswajanie
i po zniknięciu Małego Księcia, list, tak jak to przewidział, przychodził, przychodził, przychodził, stawał się coraz bardziej nieswój, aż któregoś dnia powiedział - kurwa, pierdolę! bo nawet listom należy się odrobina pokoju.
ino się wydrzeć
panie, cholera, ubiło autko kolejną wydrę. wiadome, rzępoła, lazła za rybą po grudniu a i po drodze razem. lazła, jak to wydra, noga za nogą, wężykiem łapek. ślad znaczyła. bęc i nikt nie wie, jak to się stało. ani czaszka, ani dziury, tylko oczy zamknięte i łapki sztywne. teraz to już tylko futerko ciepłe.
niedziela, 13 grudnia 2009
ilustracje
Przyglądam się ostatnio swojemu biurku, a raczej temu, co na nim się gromadzi. Głównie papierom, ale nie tylko. Na większości rzeczy, znajdują się ilustracje-notatki z rozmów i myśli. tropy-zapisy emocji, uczuć, odczuć, mapa mózgowa wyjęta w przestrzeń zewnętrzną. fachowo nazywa się to mapą mentalną, ale nie o fachowość tu idzie, zaczęłam przyglądać się tym ilustracjom, wzorkom i śledzić związki między nimi, a tym, co się działo w mózgu, patrzeć, jak wyglądają w 'świadomym ' szkiełku oka. Ciekawa sprawka, można dojść po tych tropach do ciekawych i wtedy jeszcze niezłapanych w świadomości rzeczy :)
środa, 9 grudnia 2009
poniedziałek, 7 grudnia 2009
O końskiej maści
biały
siwek
myszaty
izabelowaty
bułan
cisawy
kasztan
jabłkowity
srokacz
deresz
tarant
kary
-kruczy
-wrony
*
(hreczka?)
*
gdybym była koloru słabo wypieczonej bułki, byłabym izabelowata, a tak to chyba będzie myszaty jednak
siwek
myszaty
izabelowaty
bułan
cisawy
kasztan
jabłkowity
srokacz
deresz
tarant
kary
-kruczy
-wrony
*
(hreczka?)
*
gdybym była koloru słabo wypieczonej bułki, byłabym izabelowata, a tak to chyba będzie myszaty jednak
niedziela, 29 listopada 2009
niedziela, 22 listopada 2009
modrzew (T.Nowak)
ściąłem modrzew rosnący obok studni
z pnia wypływa strumień
nocami słychać pluski i oddechy
co rano znajduję nowe ślady
odciski muszli, skamieniałe gąbki
w dzień parują i znikają
nawet ze zdjęć które robię
zostają krople modrzewiowej żywicy
jakby czekały na morze które je wyrzuci
(Tomasz Nowak)
*
od kilku dni, chodził za mną ten wiersz. jeden z moich ulubionych.
muszę przyznać się bez bicia, że ten wiersz mnie mocno inspiruje, po pierwsze używa szczególnego języka, który rozumiem. i to nie ma nic wspólnego z językiem w znaczeniu formalnym, on raczej w jakiś tajemniczy sposób wpada mi do głowy, dokładnie tak, jak czuję świat.
po drugie, jest bardzo malarski. może być to związane z ową kompatybilnością języczną, czy też szczególnym rodzajem porozumienia z tym wierszem, ale generuje we mnie obrazy, jak najprzedniejszy kalejdoskop, (które to urządzenie uwielbiam, nawiasem, a nawet w nawiasie mówiąc)
po trzecie, blisko dotyka mnie aura niepoznania, która przenika wiersz, bo są ślady, są pojawy, są 'zjawione' dowody, które sugerują istnienie niewidzialnego, może ukrytego świata. a zarazem świat ów jest jakby na wyciągnięcie ręki.
magiczna aura modrzewia sprawia, że wiersz, staje się w nietórych chwilach aż przeszywający, wzbudza dreszcz strachu, takiego strachu przed nieznanym i niezrozumiałym.
a jednocześnie jest to wiersz codzienny, oswojony, prosty prostotą człowieka, który codziennie rano wędruje do lasu
z pnia wypływa strumień
nocami słychać pluski i oddechy
co rano znajduję nowe ślady
odciski muszli, skamieniałe gąbki
w dzień parują i znikają
nawet ze zdjęć które robię
zostają krople modrzewiowej żywicy
jakby czekały na morze które je wyrzuci
(Tomasz Nowak)
*
od kilku dni, chodził za mną ten wiersz. jeden z moich ulubionych.
muszę przyznać się bez bicia, że ten wiersz mnie mocno inspiruje, po pierwsze używa szczególnego języka, który rozumiem. i to nie ma nic wspólnego z językiem w znaczeniu formalnym, on raczej w jakiś tajemniczy sposób wpada mi do głowy, dokładnie tak, jak czuję świat.
po drugie, jest bardzo malarski. może być to związane z ową kompatybilnością języczną, czy też szczególnym rodzajem porozumienia z tym wierszem, ale generuje we mnie obrazy, jak najprzedniejszy kalejdoskop, (które to urządzenie uwielbiam, nawiasem, a nawet w nawiasie mówiąc)
po trzecie, blisko dotyka mnie aura niepoznania, która przenika wiersz, bo są ślady, są pojawy, są 'zjawione' dowody, które sugerują istnienie niewidzialnego, może ukrytego świata. a zarazem świat ów jest jakby na wyciągnięcie ręki.
magiczna aura modrzewia sprawia, że wiersz, staje się w nietórych chwilach aż przeszywający, wzbudza dreszcz strachu, takiego strachu przed nieznanym i niezrozumiałym.
a jednocześnie jest to wiersz codzienny, oswojony, prosty prostotą człowieka, który codziennie rano wędruje do lasu
środa, 18 listopada 2009
ktoś musi przynosić muflony
o właśnie
Moja siostra powiedziała mi kiedyś, że prawdopodobnie na świecie od takiej roboty jestem m.in ja
czyli zawsze będę tym wyliniałym bocianem :|
Moja siostra powiedziała mi kiedyś, że prawdopodobnie na świecie od takiej roboty jestem m.in ja
czyli zawsze będę tym wyliniałym bocianem :|
czwartek, 12 listopada 2009
List z fotografią Hrabiego Plujol, do Barbary Animaux
Droga Barbaro, piszę ten list
bo czuję, jak odchodzi ode mnie
znieczulenie wieków
ale też i kończy się żywy ból mieszany
z egzystencją.
Dziś piję, droga Basiu, doskonałe wino,
którego nawarzyłam sobie w przeciągu
tych paru krótkich, acz sromotnie przegranych
wojenek.
Hrabia Andre Plujol
twierdził, że młodość jest tylko krótkim incydentem
klasy robotniczej
i podobnie jak ona
- hałaśliwym.
Nie wiem, co o tym myśleć
Droga Barbaro,
te kieliszki od Andre
nieco mnie uwierają, zwłaszcza gdy do nich piję,
możliwe, że rodzina Plujol
miała węższą część twarzową
czaszki.
Dziś, gdy wspominam Hrabiego i młodość
myślę,
że miał wiele racji
- to była istna harówka
pełna hormonów i mgły.
bo czuję, jak odchodzi ode mnie
znieczulenie wieków
ale też i kończy się żywy ból mieszany
z egzystencją.
Dziś piję, droga Basiu, doskonałe wino,
którego nawarzyłam sobie w przeciągu
tych paru krótkich, acz sromotnie przegranych
wojenek.
Hrabia Andre Plujol
twierdził, że młodość jest tylko krótkim incydentem
klasy robotniczej
i podobnie jak ona
- hałaśliwym.
Nie wiem, co o tym myśleć
Droga Barbaro,
te kieliszki od Andre
nieco mnie uwierają, zwłaszcza gdy do nich piję,
możliwe, że rodzina Plujol
miała węższą część twarzową
czaszki.
Dziś, gdy wspominam Hrabiego i młodość
myślę,
że miał wiele racji
- to była istna harówka
pełna hormonów i mgły.
wtorek, 10 listopada 2009
spis gatunków nieodkrytych (grzyby)
zmarszczak podoczny
grzyzborek wiosenny
maskownik kochliwy
przypiętek ognisty
wykurwiołek radosny
stromiłółek ogoniasty
drewutniak omszony
pruchlentek zawójka
flakonur podsiniony
maruszczek rozdęty
trądziak wypryśnik
wątpczak nastoletnik
tęsknik naprzemienny
jesssuu to trudno opanować (Tomasz)
niepohamownik obłędny
wklejnik pożądliwy
winnik wyczerpalnik
czypernik maskowiec
szybciak stajennik
*
Tomasza są te mniej systematyczne a bardziej hmm, ale to wina wina ;)
grzyzborek wiosenny
maskownik kochliwy
przypiętek ognisty
wykurwiołek radosny
stromiłółek ogoniasty
drewutniak omszony
pruchlentek zawójka
flakonur podsiniony
maruszczek rozdęty
trądziak wypryśnik
wątpczak nastoletnik
tęsknik naprzemienny
jesssuu to trudno opanować (Tomasz)
niepohamownik obłędny
wklejnik pożądliwy
winnik wyczerpalnik
czypernik maskowiec
szybciak stajennik
*
Tomasza są te mniej systematyczne a bardziej hmm, ale to wina wina ;)
o łabędziej stabilności
ja: Trzyma się kupy. No przecież widzisz, że łabędź stoi, tak? Czy nie widzisz?
Tomasz: No widzę, ale może chybotliwie. Do zdjęcia to i rodzinę można uśmiechnąć, więc wiesz
( z rozmów biologów)
Tomasz: No widzę, ale może chybotliwie. Do zdjęcia to i rodzinę można uśmiechnąć, więc wiesz
( z rozmów biologów)
sobota, 7 listopada 2009
W.Kandyński. Wieczór (tłum)
lampa z zielonym abażurem mówi czekaj
cholera czekaj - dlaczego mam, a ona
mi zielone i mówi - nadzieję miej - nadziej się
z daleka przez drzwiowe szczeliny, twarde drewno i sta-
ły kamień wchodzą we mnie dźwięki. w pokój. są tu rozmawiają
do mnie. mówią obsesyjnie uparcie.
czasami słyszę jasno - czystość.
zwykła wąska szarozielona twarz z uciążliwie długim nosem już
dawno przede mną. patrzy na mnie (nawet jeśli ja nie patrzę)
biało-szarym okiem.
przez podłogę (płeć) od spodu chce się do mnie dobrać, wtargnąć głuchy drzew-
niany śmiech zwierząt. co pół minuty stuka w podłogę
złości się- nie może wejść.
dźwigam się bliżej tej twarzy - ona się uśmiecha a oczy bez sen sow
nie mętne senne.
trochę się boję. a jednak zmuszam (to zakład pod zastaw) prosto w spoj
rzenia które (całkiem możliwe) mętnieją - wszystkie.
wchodzą dźwięki, potykają się i przewracają
dzwonne padają jak tłuste pro
stackie nachalne ja. na dole wszyscy jeszcze się śmieją moi sąsiedzio-ludy.
dlaczego tobie wczoraj powiedziano właśnie to słowo
*
znalazłam swoje tłumaczenie w czeluści szuflady. ale nie mam już tego oryginału rosyjskiego , kurcze
cholera czekaj - dlaczego mam, a ona
mi zielone i mówi - nadzieję miej - nadziej się
z daleka przez drzwiowe szczeliny, twarde drewno i sta-
ły kamień wchodzą we mnie dźwięki. w pokój. są tu rozmawiają
do mnie. mówią obsesyjnie uparcie.
czasami słyszę jasno - czystość.
zwykła wąska szarozielona twarz z uciążliwie długim nosem już
dawno przede mną. patrzy na mnie (nawet jeśli ja nie patrzę)
biało-szarym okiem.
przez podłogę (płeć) od spodu chce się do mnie dobrać, wtargnąć głuchy drzew-
niany śmiech zwierząt. co pół minuty stuka w podłogę
złości się- nie może wejść.
dźwigam się bliżej tej twarzy - ona się uśmiecha a oczy bez sen sow
nie mętne senne.
trochę się boję. a jednak zmuszam (to zakład pod zastaw) prosto w spoj
rzenia które (całkiem możliwe) mętnieją - wszystkie.
wchodzą dźwięki, potykają się i przewracają
dzwonne padają jak tłuste pro
stackie nachalne ja. na dole wszyscy jeszcze się śmieją moi sąsiedzio-ludy.
dlaczego tobie wczoraj powiedziano właśnie to słowo
*
znalazłam swoje tłumaczenie w czeluści szuflady. ale nie mam już tego oryginału rosyjskiego , kurcze
O szczęściu
"- A jeśli pieniądze nie dają szczęścia, niegrzeczna dziewczynko?
- Szczęście? Nie wiem, co to jest, i nie chcę wiedzieć, Ricardito. Wiem za to, i to na pewno, że nie jest czymś romantycznym i trywialnym, jak według ciebie. Pieniądze dają bezpieczeństwo, bronią cię, pozwalają ci korzystać z życia w całej jego pełni i nie martwić się o dzień jutrzejszy. To jedyne szczęście, jakiego można dotknąć"
(M.V. Llosa "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki")
*
jest coś w tym ostatnim zdaniu, czemu wierzę. nie znaczy to, że mam taki pogląd, ale rozumiem to zdanie. jego przestrzeń, jego poczucie, wiem, że może być prawdziwe. jako zdanie, poczucie i sposób. chyba tak też objawia się ejgo pewna szczerość.
*
no, ale nie wiem, co się wydarzy z tym dalej. zobaczymy, dokąd to zaprowadzi.
- Szczęście? Nie wiem, co to jest, i nie chcę wiedzieć, Ricardito. Wiem za to, i to na pewno, że nie jest czymś romantycznym i trywialnym, jak według ciebie. Pieniądze dają bezpieczeństwo, bronią cię, pozwalają ci korzystać z życia w całej jego pełni i nie martwić się o dzień jutrzejszy. To jedyne szczęście, jakiego można dotknąć"
(M.V. Llosa "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki")
*
jest coś w tym ostatnim zdaniu, czemu wierzę. nie znaczy to, że mam taki pogląd, ale rozumiem to zdanie. jego przestrzeń, jego poczucie, wiem, że może być prawdziwe. jako zdanie, poczucie i sposób. chyba tak też objawia się ejgo pewna szczerość.
*
no, ale nie wiem, co się wydarzy z tym dalej. zobaczymy, dokąd to zaprowadzi.
z przyśnień
nie należy nikomu mierzwić, jego gładko zagrabionego trawnika
*
i możliwe, że chodzi tu o zasadę niewpływania, ale bardziej chyba o szacunek dla innego.
*
i możliwe, że chodzi tu o zasadę niewpływania, ale bardziej chyba o szacunek dla innego.
piątek, 6 listopada 2009
środa, 4 listopada 2009
Ludźki
sporo tu prac, które bardzo lubię
a Krzycha prace pamiętam jeszcze z pierwszej wystawy na studiach i pokoju znad Łyny
a Krzycha prace pamiętam jeszcze z pierwszej wystawy na studiach i pokoju znad Łyny
o
(aczkolwiek nie ma tu mojego ukochanego /poburzowego/ obrazu dziewczynki i księżycowego obrazu, który jest ukochanym obrazem Rady)
*
o obrazach sorrowgallery
Co mnie w nich pociąga? Na początku przyciągnęły mnie duże przestrzenie koloru. Plamy, nieokreślone, drażniące, zestawienia, od których zgrzytało w zębach.
Później jątrzyła mnie jakoś w środku ta powtarzalność postaci, włażąca w głowę upierdliwie, narzucająca się, której trzeba ciągle mówić - nie, już cię widziałam.
A jednak, tak jak wśród milionów twarzy, zaczyna się dziać w tych pustych oczach, tych słomianych twarzach, tych gipsowych, kredowych obliczach coś, co można by nazwać ludziejstwem.
Z rozdrażnienia umysłu, przebijają się odczyty, myśli, odczucia przykładalne i znajdujące komplementarność w obrazach - rośnie świat. Jest to świat kukieł, czasem trucheł, uproszczonych formuł, wypranych z morficzności, z przemian i transformacji - świat oczyszczonego, co nie znaczy, pozbawionego komplikacji wzoru. Być może właśnie stąd biorą się denerwujące barwy otoczenia - to, co zostało usunięte, oddzielone od formuły tematu, zamienia się w chaos barw, zamienia się w barwny nieład, w barwny wkurw,
w dręczący misz-masz plamy.
Zostaje mi wszechświat studium czegoś, co na pozór jest jednym wyrazem, w rzeczywistości zaś - studnią życzeń i odczuć, w którą wrzucam swój grosz poczucia. Im dłużej przygladam się tym pracom, tym więcej mam dla nich zaufania
*
o obrazach Krzycha Iwina
kurważeszjegomać! ale nie wiedziałam że z takimi cenami : |
haaaaa!!! Jest księżycowy obraz Rady!
o obrazach sorrowgallery
Co mnie w nich pociąga? Na początku przyciągnęły mnie duże przestrzenie koloru. Plamy, nieokreślone, drażniące, zestawienia, od których zgrzytało w zębach.
Później jątrzyła mnie jakoś w środku ta powtarzalność postaci, włażąca w głowę upierdliwie, narzucająca się, której trzeba ciągle mówić - nie, już cię widziałam.
A jednak, tak jak wśród milionów twarzy, zaczyna się dziać w tych pustych oczach, tych słomianych twarzach, tych gipsowych, kredowych obliczach coś, co można by nazwać ludziejstwem.
Z rozdrażnienia umysłu, przebijają się odczyty, myśli, odczucia przykładalne i znajdujące komplementarność w obrazach - rośnie świat. Jest to świat kukieł, czasem trucheł, uproszczonych formuł, wypranych z morficzności, z przemian i transformacji - świat oczyszczonego, co nie znaczy, pozbawionego komplikacji wzoru. Być może właśnie stąd biorą się denerwujące barwy otoczenia - to, co zostało usunięte, oddzielone od formuły tematu, zamienia się w chaos barw, zamienia się w barwny nieład, w barwny wkurw,
w dręczący misz-masz plamy.
Zostaje mi wszechświat studium czegoś, co na pozór jest jednym wyrazem, w rzeczywistości zaś - studnią życzeń i odczuć, w którą wrzucam swój grosz poczucia. Im dłużej przygladam się tym pracom, tym więcej mam dla nich zaufania
*
o obrazach Krzycha Iwina
kurważeszjegomać! ale nie wiedziałam że z takimi cenami : |
haaaaa!!! Jest księżycowy obraz Rady!
glówny parametr
ludzie , zdaje się, nie widzą, że jeśli zmienia się jedna rzecz,
zmienia się wszystko.
zmienia się wszystko.
bezsen s
ponieważ wczorajszy sen był o wypadku samochodowym, dzisiejszy o zębach, bursztynie, mięcie i migdałach oraz o szafirowym oku wielkiej kamiennej żaby, zamiast snu, śródnocny zapisek na dolnej stronie pudełka z farbami
zamienił stryjek siekierkę na kijek
możliwe że gdyby dostatecznie długo
walić kijkiem w drzewo
drzewo w końcu się znudzi i samo się przewróci
słabo pamiętam, czemu to zapisałam. po prostu obudziłam się i po ciemku nabazgrałam tam, gdzie znalazłam coś do pisania.
zamienił stryjek siekierkę na kijek
możliwe że gdyby dostatecznie długo
walić kijkiem w drzewo
drzewo w końcu się znudzi i samo się przewróci
słabo pamiętam, czemu to zapisałam. po prostu obudziłam się i po ciemku nabazgrałam tam, gdzie znalazłam coś do pisania.
poniedziałek, 2 listopada 2009
odłamek snu o Ryszardzie i poezji
dzisiejszy sen był o poezji na dworze Ryszarda Lwie Serce. najistotniejszą i najrozleglejszą rolę, grało w śnie błękitne Morze Północne. nie wiem, jakie to ma znaczenie dla poezji, bo budzik nie pozwolił mi dokończyć, ale przecież morze ma w sumie w poezji swoje dość rozległe, by nie rzec, nawet nadużytne miejsce. natomiast co ma do tego król Ryszard?
aha, sen zaczął się od czytanej przeze mnie (również we śnie) książki, w którą wpadłam (znaczy do środka)
a, i była tam biała powiewająca chusta w drzwiach.
*
no więc o proszę, internetowy sennik mówi: morze widzieć - zdążamy ku pięknym, słonecznym czasom. to bardzo dobra interpretacja, bo nastawiłam nalewkę z pigwy i ma ona stać w słonecznym miejscu 6 tygodni. w listopadzie!? planowałam dać jakiemuś jadącemu akurat na urlop, znajomemu, ale raz - nikt nie jedzie na 6 tygodni, dwa- nikt nie jedzie.
zatem ten sen bardzo mi się do pigwówki przyda.
co do chusty, ponieważ nie mogę nadal pogodzić się z interpretacją "dziewiczą", nadal krąży w temacie - delirium
*
łuhuhu, ale za to jak interpretowane jest śnienie poezji!
otóż śnić poezję - dostaniesz od kogoś biżuterię, najpewniej pierścionek
w dodatku jeśli śni to kobieta, ma uważać, jak wyraża swoje uczucia.
no więc teraz ja się zastanawiam, to za bardzo wyrażam swoje uczucia, czy za mało? za w lewo, czy za bardzo w prawo. co to znaczy cholera uważać, jak się wyraża swoje uczucia!? to nie jest naturalnie związane z człowiekiem? masakra! nigdy więcej śnienia "poezji"! zwłaszcza,że nie noszę pierścionków.
*
symboliki króla Ryszarda nie ma :]
aha, sen zaczął się od czytanej przeze mnie (również we śnie) książki, w którą wpadłam (znaczy do środka)
a, i była tam biała powiewająca chusta w drzwiach.
*
no więc o proszę, internetowy sennik mówi: morze widzieć - zdążamy ku pięknym, słonecznym czasom. to bardzo dobra interpretacja, bo nastawiłam nalewkę z pigwy i ma ona stać w słonecznym miejscu 6 tygodni. w listopadzie!? planowałam dać jakiemuś jadącemu akurat na urlop, znajomemu, ale raz - nikt nie jedzie na 6 tygodni, dwa- nikt nie jedzie.
zatem ten sen bardzo mi się do pigwówki przyda.
co do chusty, ponieważ nie mogę nadal pogodzić się z interpretacją "dziewiczą", nadal krąży w temacie - delirium
*
łuhuhu, ale za to jak interpretowane jest śnienie poezji!
otóż śnić poezję - dostaniesz od kogoś biżuterię, najpewniej pierścionek
w dodatku jeśli śni to kobieta, ma uważać, jak wyraża swoje uczucia.
no więc teraz ja się zastanawiam, to za bardzo wyrażam swoje uczucia, czy za mało? za w lewo, czy za bardzo w prawo. co to znaczy cholera uważać, jak się wyraża swoje uczucia!? to nie jest naturalnie związane z człowiekiem? masakra! nigdy więcej śnienia "poezji"! zwłaszcza,że nie noszę pierścionków.
*
symboliki króla Ryszarda nie ma :]
niedziela, 1 listopada 2009
poeci
Ha, Tomasz napisał wiersz o damie z gronostają. zgniótł go w kulkę i rzucił mi w ekran, no to zaczęłam mu go popsuwać (oj tam troszeczkę), no to wtedy wyrywał mi ten wiersz z gardła.
i zrozum tu poetów! :|
po krwawej bitwie, zgodziłam się, że "że" może zostać na swoim pierwotnym miejscu.
i zrozum tu poetów! :|
po krwawej bitwie, zgodziłam się, że "że" może zostać na swoim pierwotnym miejscu.
zgryzoń
a dziś nad ranem mały pies gryzł mi sen. a taki był upierdliwy, ze się przez niego spóźniłam na autobus :|
*
W śnie wcześniejszym był mężczyzna, który jeździł po moim podwórku na nartach z ogromnych liści. Mimo zimy, był bosy.
ot taki śnik na ten dzień.
*
W śnie wcześniejszym był mężczyzna, który jeździł po moim podwórku na nartach z ogromnych liści. Mimo zimy, był bosy.
ot taki śnik na ten dzień.
Parametry, zmienne
Dla odmiany, powiem Ci o szpilarkach, Saganko. Te są wyprostowane, nienaganne i Patrzą w Twarz. Ach,jak one umieją patrzeć, Saganko, zamyślił się Jasionek.
Pewnie też nie lubią dzikich kotów, Saganka kalkulowała, co zmieniłoby się w jej życiu, gdyby przegoniła spod szafy cztery, porządnie już kosmate, kłębki.
Pewnie też nie lubią dzikich kotów, Saganka kalkulowała, co zmieniłoby się w jej życiu, gdyby przegoniła spod szafy cztery, porządnie już kosmate, kłębki.
miluszkozaury
Jasionek miał w zanadrzu trzysta sześć opowieści. Jedną z nich dał Sagance. Otóż Saganko, otaczają nas miluszkozaury. Żyją w rustykalnych domach, są Kreatywne, są gospodyniami przez duże Ń. A wszystko to z uśmiechem, a wszystko to z radością, z Zaangażowaniem.
A fuj, skrzywiła się Saganka, a co z brudem, z kotami kurzu pod szafą, co z szukaniem czystej szklanki? Ciii, to nie istnieje, powiedział szeptem Jasionek.
A fuj, skrzywiła się Saganka, a co z brudem, z kotami kurzu pod szafą, co z szukaniem czystej szklanki? Ciii, to nie istnieje, powiedział szeptem Jasionek.
o słoniu
przyszedł mi do głowy taki stary wierszyk
"tam daleko w Himalajach..."
:|
jeśli nie skończę tej książki o japońskich bóstwach, skończę w szpitalu wariatów, bo mi po niej przychodzą do głowy absolutnie dziwaczne pomysły. zderzenie świadomości kulturnej?
"tam daleko w Himalajach..."
:|
jeśli nie skończę tej książki o japońskich bóstwach, skończę w szpitalu wariatów, bo mi po niej przychodzą do głowy absolutnie dziwaczne pomysły. zderzenie świadomości kulturnej?
sobota, 31 października 2009
strach na wróble
"Pan Wielkiej Błogosławionej Ziemi polecił zapytać przybysza o imię, lecz nie dostał odpowiedzi. Żaden zaś z towarzyszących Panu Duchów nie wiedział, kto się ku nim zbliża. Dopiero wszędobylska ropucha poradziła im, by zapytali o to stracha na wróble.
Obaj ci informatorzy zaskakują nas; na czym może się opierać wiedza ropuchy i stracha na wróble? Ropuchy były zapewne rozplenione do tego stopnia, że zdawały się być w każdym miejscu i przyglądać się wszystkiemu: a więc uchodziły za mądre. Strach na wróble natomiast został do pewnego stopnia zdefiniowany z interesującego nas punktu widzenia: duch ten, choć się nie porusza na nogach, zna wszystkie pod słońcem sprawy. Jako zywo przypomina to ascetę, zwolennika medytacji, który dochodzi do wiedzy o świecie dzięki iluminacji.
Nazwano go sohodo, co, być może, znaczy "unikający upodobnienia się, akomodacji", a zatem "nie przystosowany", gdyż nie bywa podobny do innych, jest dziwny, odmienny.
Japończyków tylko razi jego wygląd - u nas on przeraża, czyli straszy: to tylko różnica stopnia. Stało to sobie na polu ryżowym - niektórzy badacze mniemają, że pierwotnie w charakterze kukły reprezentującej duchy opiekuńcze zbiorów, a dopiero z czasem zdegradowane do roli strażnika pól - i miało czas na rozważania. Od beznadziejnego, smętnego wystawania na deszczu i spiekocie przezwano go też Kuebiko - Strapiony Młodzian (choć np Philippi woli tu przekład "rozpadajacy się książe",a i polskie "strach" ma się łączyć ze "stradać",a więc byłoby to "coś niekompletnego, postrzępionego, oskubanego, rozlatujacego się"; słowem wygląda to kusząco, ale pozostaniemy przy skojarzeniu strapiony=zamyślony).
Strapiony Młodzian rzeczywiście wiedział..."
(Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*
ta historia przypomina mi o tym, że rzeczy w różnych zakątkach, dotykają w podobny sposób. i to w przestrzeni czasu.
Obaj ci informatorzy zaskakują nas; na czym może się opierać wiedza ropuchy i stracha na wróble? Ropuchy były zapewne rozplenione do tego stopnia, że zdawały się być w każdym miejscu i przyglądać się wszystkiemu: a więc uchodziły za mądre. Strach na wróble natomiast został do pewnego stopnia zdefiniowany z interesującego nas punktu widzenia: duch ten, choć się nie porusza na nogach, zna wszystkie pod słońcem sprawy. Jako zywo przypomina to ascetę, zwolennika medytacji, który dochodzi do wiedzy o świecie dzięki iluminacji.
Nazwano go sohodo, co, być może, znaczy "unikający upodobnienia się, akomodacji", a zatem "nie przystosowany", gdyż nie bywa podobny do innych, jest dziwny, odmienny.
Japończyków tylko razi jego wygląd - u nas on przeraża, czyli straszy: to tylko różnica stopnia. Stało to sobie na polu ryżowym - niektórzy badacze mniemają, że pierwotnie w charakterze kukły reprezentującej duchy opiekuńcze zbiorów, a dopiero z czasem zdegradowane do roli strażnika pól - i miało czas na rozważania. Od beznadziejnego, smętnego wystawania na deszczu i spiekocie przezwano go też Kuebiko - Strapiony Młodzian (choć np Philippi woli tu przekład "rozpadajacy się książe",a i polskie "strach" ma się łączyć ze "stradać",a więc byłoby to "coś niekompletnego, postrzępionego, oskubanego, rozlatujacego się"; słowem wygląda to kusząco, ale pozostaniemy przy skojarzeniu strapiony=zamyślony).
Strapiony Młodzian rzeczywiście wiedział..."
(Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*
ta historia przypomina mi o tym, że rzeczy w różnych zakątkach, dotykają w podobny sposób. i to w przestrzeni czasu.
ugryść
śniła mi się lekcja matematyki. już wychodziliśmy - ja i chłopiec . nauczycielka pokazywała nam jeszcze, jak rozwiązać zadanie. napisała na tablicy w liczniku ułamka słowo "ugryść" - dokładnie w takiej formie. spojrzeliśmy z chłopcem na siebie i uśmiechnęliśmy się. było w tym głębokie odczucie porozumienia. ładny sen, właśnie ze względu na ten moment. obudziłam się z tym uczuciem w środku.
piątek, 30 października 2009
for Um
rylionowa adnotacja "może nie jest idealne, ale mi się podoba"
no, kurewmać, jakby autor dawał rzeczy, które się autoru nie podobują
no, kurewmać, jakby autor dawał rzeczy, które się autoru nie podobują
czwartek, 29 października 2009
"nic dwa razy się nie zdarza"
myślę sobie, tak sobie myślę i myślę i kurcze, a gdyby się zdarzało? ile rzeczy więcej dalibyśmy radę spieprzyć, poprawiając swoje błędy?
*
przypis z dnia 10.01,10:
"Jedynym doskonałym fragmentem życia człowieka jest zawsze to, że nie może znać swej przyszłości. Jest to tylko zamglony obraz pragnień, marzeń. Co jest przyczyną, że ten chłopiec z Lejdy chce być malarzem? Zapewne sposób widzenia świata. W Lejdzie i Amsterdamie Rembrandt widział już sztychy, miedzioryty. Nie zwrócił na nie uwagi. To nic.
Będzie nie tylko wielkim mistrzem malarstwa. Będzie większym sztycharzem niż był Durer - i nie prześcignie go w tym Francisco Goya"
(J.Cepik "Samotny o zmierzchu")
*
przypis z dnia 10.01,10:
"Jedynym doskonałym fragmentem życia człowieka jest zawsze to, że nie może znać swej przyszłości. Jest to tylko zamglony obraz pragnień, marzeń. Co jest przyczyną, że ten chłopiec z Lejdy chce być malarzem? Zapewne sposób widzenia świata. W Lejdzie i Amsterdamie Rembrandt widział już sztychy, miedzioryty. Nie zwrócił na nie uwagi. To nic.
Będzie nie tylko wielkim mistrzem malarstwa. Będzie większym sztycharzem niż był Durer - i nie prześcignie go w tym Francisco Goya"
(J.Cepik "Samotny o zmierzchu")
sen o zimie
dziś śniło mi się, że jestem wysoko w górach. góry były ogromne, mroźne. wściekłe zimno, lodowaty, huraganowy wiatr, lawiny i chmury. wokół dźwięcząca samotność, choć było też tam kilka osób. czułam, ze to ostatnie miejsce, w jakim jestem, że już dalej nigdzie nie pójdę i że stamtąd nie wrócę. nie czułam strachu, tylko zimno. jedyna chęć, jaką miałam, to taka, żeby nie zmarznąć jeszcze bardziej, choć jednocześnie wiedziałam, ze to pragnienie jest bezcelowa, bo nie ma powrotu.
kto wie, może spełni się wreszcie moje marzenie o Himalajach.
kto wie, może spełni się wreszcie moje marzenie o Himalajach.
bezsenność i owieczki
ostatnimi czasy, znów sprawia mi trudność zasypianie. podobno dobre jest liczenie owieczek.
zgodnie z instrukcją aniety, owieczki muszą koniecznie przeskoczyć przez płotek, nie można ich więc liczyć, ani zbyt pośpiesznie, ani pochopnie. leżąc bezsennie, udoskonaliłam metodę i zawiesiłam owieczkom linkę nad dolinką. po tej lince miały one przechodzić i być owieczkami policzonymi. w trakcie liczenia okazało się, że każda owieczka przechodzi inaczej, a to na dwóch nogach, a to tańcząc figury kozaka, a to głową w dół. po 15, zaczęły pojawiać się owieczki akrobatki, na rowerze, na łyżwach, owca w łódeczce, owieczka ze skakanką, a także w ubraniu wieczorowym, owieczka idąca tyłem oraz taka, która grabiła linkę za sobą.
nie usnęłam. musiałam porzucić liczenie owieczek, bo kolejne, przychodzące znienacka i oczywiście bez żadnego planu, owieczki, wyprawiały już takie niestworzone rzeczy i ubierały się w tak fantazyjne kostiumy, że dalibuk, chichotałam w głos. co gorsza, nie miałam pojęcia, jaka owieczka pojawi się następna, żeby przekroczyć linkę, wiec one generowały się zupełnie przypadkowo.
liczenie owieczek nie jest dobrą metodą na moje zasypianie. cholera, jestem skazana na bezsenność.
zgodnie z instrukcją aniety, owieczki muszą koniecznie przeskoczyć przez płotek, nie można ich więc liczyć, ani zbyt pośpiesznie, ani pochopnie. leżąc bezsennie, udoskonaliłam metodę i zawiesiłam owieczkom linkę nad dolinką. po tej lince miały one przechodzić i być owieczkami policzonymi. w trakcie liczenia okazało się, że każda owieczka przechodzi inaczej, a to na dwóch nogach, a to tańcząc figury kozaka, a to głową w dół. po 15, zaczęły pojawiać się owieczki akrobatki, na rowerze, na łyżwach, owca w łódeczce, owieczka ze skakanką, a także w ubraniu wieczorowym, owieczka idąca tyłem oraz taka, która grabiła linkę za sobą.
nie usnęłam. musiałam porzucić liczenie owieczek, bo kolejne, przychodzące znienacka i oczywiście bez żadnego planu, owieczki, wyprawiały już takie niestworzone rzeczy i ubierały się w tak fantazyjne kostiumy, że dalibuk, chichotałam w głos. co gorsza, nie miałam pojęcia, jaka owieczka pojawi się następna, żeby przekroczyć linkę, wiec one generowały się zupełnie przypadkowo.
liczenie owieczek nie jest dobrą metodą na moje zasypianie. cholera, jestem skazana na bezsenność.
środa, 28 października 2009
wtorek, 27 października 2009
magia dat
Jean-Michel Basquiat umarł 12 sierpnia. pamiętam datę, bo to dzień moich urodzin. chociaż zakrawa to na myślenie magiczne, jest coś pociągającego w podobieństwach dat, choćby się przed tym bronić. jakieś dziwne uczucie porozumienia w tle. to nie jest porozumienie w ścisłym znaczeniu tego słowa, raczej wrażenie nieosamotnienia. ledwo uchwytne, budujące pajęczą linę odgradzającą od przepaści. niezwykłe uczucie.
niedziela, 25 października 2009
Potop
"Okazało się, ze (Mąż Zsyłający Opady) nie był zadowolony z decyzji rodzica, a przeto płakał i zawodził zapamiętale przez tak długi czas, że aż mu broda zdążyła urosnąć do pasa. Wydaje się, ze może to być mitycznym opisem jakiejś klęski żywiołowej w rodzaju potopu, gdyż "łzy" spadające z powłoki powietrznej otulającej ziemię, a uosabianej przez Męża Zsyłającego Opady, były oczywiście długotrwałymi ulewami, choć nie mówi się w tekście o powstałych z tego powodu klęskach. Zapewne nadmiary wody spadające na wyspy dość szybko znalazły ujście do oceanu. Dla wyspiarzy prawdziwa klęska nastąpiła dopiero w momencie, gdy Mąż Zsyłający Opady wypłakał wszystkie łzy, to znaczy, gdy po obfitości deszczy nastała długotrwała posucha. Tekst mówi, ze pokryte zielenią góry zamieniły się w gołoborza, a rzeki i oceany wyschły do cna. A więc w Japonii mamy do czynienia z jakimś antypotopem"
(W. Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*
w pewien sposób chyba rozumiem dlaczego. Wschód wciąż dotyka dwóch skrajności, któe się dopełniają. Kiedy jedna (którakolwiek z nich) wygrywa w całości, brakuje drugiej - przychodzi klęska
(W. Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*
w pewien sposób chyba rozumiem dlaczego. Wschód wciąż dotyka dwóch skrajności, któe się dopełniają. Kiedy jedna (którakolwiek z nich) wygrywa w całości, brakuje drugiej - przychodzi klęska
Safo
Czytuję sobie wiersze Safony. Przychodzi taka chwila, gdy przerażające staje się dla mnie to, że tak mało się zmienia. Wewnątrz. Choć przecież zmienia się ogromnie i cały czas. A jednak tak niewiele dzieli nas od tych ludzi. A może w ogóle nic.
*
Ogromną przyjemność sprawia mi czytanie jej wierszy
w oryginale. To nic, że nie znam greckiego i że nieprawidłowo wymawiam słowa. Samo ich czytanie i wymawianie sprawia mi przyjemność. To podróż w krainę dźwięku i ideogramu.
Nie potrafię jeszcze wyjaśnić, na czym to odczucie polega, ale jest. Mocne i rozpoznawalne, wśród innych odczuć.
*
Bardzo mi w czytaniu Safony pomaga słowo o niej, przedłożone przez Nikosa Chadzinikolau - tłumacza. Czuć w tym, co napisał, szczególny szacunek, umiłowanie i ciepłą ufność, jaką ją obdarzył. A może to ona go obdarzyła.
*
Ogromną przyjemność sprawia mi czytanie jej wierszy
w oryginale. To nic, że nie znam greckiego i że nieprawidłowo wymawiam słowa. Samo ich czytanie i wymawianie sprawia mi przyjemność. To podróż w krainę dźwięku i ideogramu.
Nie potrafię jeszcze wyjaśnić, na czym to odczucie polega, ale jest. Mocne i rozpoznawalne, wśród innych odczuć.
*
Bardzo mi w czytaniu Safony pomaga słowo o niej, przedłożone przez Nikosa Chadzinikolau - tłumacza. Czuć w tym, co napisał, szczególny szacunek, umiłowanie i ciepłą ufność, jaką ją obdarzył. A może to ona go obdarzyła.
O imieniu
"imię (na) uważano zapewne za istotny składnik danej istoty (bóstwa, człowieka, obiektu), przy czym ie usiłowano doszukiwać się się rozgraniczenia między nazwą, a przedmiotem z nią związanym. Nazwanie czegoś było równoznaczne z przyzywaniem, czyli wywołaniem tego "czegoś". Stąd każdemu imieniu, wręcz każdemu wyrazowi przypisywano "świętą moc kształtowania" - kotodama (przekłada się to mniej zręcznie jako "duch wypowiedzi, moc słowa", gdyż koto znaczy "wypowiedź, słowo", lecz etymologicznie wolno koto wiązać z kata - "forma, kształt, model", tym bardziej, ze zachowały się dalsze znaczenia koto- "wydarzenia, fakty, rzeczy", czyli "to, co ma formę"). Była to moc cudowna, a jednocześnie niebezpieczna, bo znajomość imienia dawała człowiekowi władzę nad samym przedmiotem: można było go wywołać i wydawać mu polecenia"
(W.Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*1
*2
*
A, cieszę się, że przebrnęłam przez pierwszą połowę tej książki. Okazało się, że dla wytrwałych, druga połowa jest nagrodą. Juhuuu!!
(W.Kotański - Japońskie opowieści o bogach)
*1
*2
*
A, cieszę się, że przebrnęłam przez pierwszą połowę tej książki. Okazało się, że dla wytrwałych, druga połowa jest nagrodą. Juhuuu!!
Kosmos
Od jakiegoś czasu oglądam sobie prace artysty, którego nazwiska nawet, szczerze mówiąc, nie znam, bo jest to jeden z anonimowych chudożników internetowych.
Ponieważ internet daje tez świetną możliwość bezpośredniej reakcji i kontaktu z dziełem i samym artystą, dane mi było przyjrzeć się, czy też odczuć po raz kolejny, ten pociągający mnie kosmos ludzkiego umysłu. To, że w jego pracach, to jedno - owo odczucie jest stabilne, spokojnie ewoluujące, rozprzestrzeniające się coraz bardziej w jakichś warstwach coraz głębszego porozumienia, natomiast uderzyło mnie coś innego. Jak błysk mnie uderzyło, usiekło i pozamiatało mną podłogę.
Otóż człowiek, który robi TAKIE prace, pisze mi:
"Pozdrawiam cieplutko"
Ponieważ internet daje tez świetną możliwość bezpośredniej reakcji i kontaktu z dziełem i samym artystą, dane mi było przyjrzeć się, czy też odczuć po raz kolejny, ten pociągający mnie kosmos ludzkiego umysłu. To, że w jego pracach, to jedno - owo odczucie jest stabilne, spokojnie ewoluujące, rozprzestrzeniające się coraz bardziej w jakichś warstwach coraz głębszego porozumienia, natomiast uderzyło mnie coś innego. Jak błysk mnie uderzyło, usiekło i pozamiatało mną podłogę.
Otóż człowiek, który robi TAKIE prace, pisze mi:
"Pozdrawiam cieplutko"
piątek, 23 października 2009
O przyjaźni
O przyjaźni ludzi, którzy nie są przyjaciółmi. Rozłożył mnie na łopatki, ludzkim pięknem -Pana Viga i matki Amwrosji.
"Klasztor. Pan Vig i zakonnica"
czuję się w środku pełniejsza, dzięki takim filmom.
"Klasztor. Pan Vig i zakonnica"
czuję się w środku pełniejsza, dzięki takim filmom.
środa, 21 października 2009
środa, 14 października 2009
o mechanizmach
"Istnieje, jak twierdzą niektórzy, nieskończona liczba wszechświatów aby wszystkiemu, co może się zdarzyć, zagwarantować miejsce, by się tam zdarzyło. To oczywiście nonsens, który rozważamy wyłącznie dlatego, ze wierzymy, iż słowa są tym samym co rzeczywistość."
(T.Pratchett "Świat finansjery")
*
nie mogłam sie oprzeć, żeby nie wyjąć tego tekstu oddzielnie.
po A, bo jest ważny dla Lali i Ceratowego
po B, bo w pewien sposób pokazuje ten rozziew miedzy wyobrażeniem, a "jest", które to "jest" może być po części wyobrażeniem należącym do kogoś innego.
po C, bo gdzieś tam w środku go pojęłam i coś mi zaskoczyło w kółkach. takich kółkach mechanizmów. dotyka po- i rozumienia
(T.Pratchett "Świat finansjery")
*
nie mogłam sie oprzeć, żeby nie wyjąć tego tekstu oddzielnie.
po A, bo jest ważny dla Lali i Ceratowego
po B, bo w pewien sposób pokazuje ten rozziew miedzy wyobrażeniem, a "jest", które to "jest" może być po części wyobrażeniem należącym do kogoś innego.
po C, bo gdzieś tam w środku go pojęłam i coś mi zaskoczyło w kółkach. takich kółkach mechanizmów. dotyka po- i rozumienia
Miecz bogobójca
Na zakończenie krwawej sceny bogobójstwa połączonej z odrodzeniem się bóstwa w innej postaci podano w Kojiki nazwy miecza, którym dokonano tego mistycznego mordu, będącego w istocie rzeczy misterium narodzin ryżodajnego gromu. Miecz jako reprezentant i wysłannik pełnomocny gromu (dotyczy to w zasadzie każdego miecza w Japonii, a tradycja utrzymuje się po dziś dzień, choć ograniczona obecnie do kręgów, które jeszcze miecze przechowują z różnych wzgledów) ma swoją indywidualność, którą się często podkreśla indywidualnym imieniem. Spotkamy się jeszcze z kilkoma nazwami mieczy, które będą służyć różnym bohaterom, obecnie zapoznajmy się z nazwą miecza niebios, które Izanagi w rzeczywistości reprezentuje, a więc nazwą miecza-pioruna. Amenoohabari-no-kami - Niebiański Duch Najdoskonalszego Uderzenia, Itsunoohabari-no-kami - Święty Duch Najdoskonalszego Uderzenia.
Jest to z pewnością jakby prawzór miecza, pojętego jako byt idealny, niedościgniony, pozbawiony - jak widać z treści nazw - wszelkich innych cech poza jedyną zdatnością do mistrzowskiego uderzenia
(W.Kotański "Japońskie opowieści o bogach")
*
czytam w autobusie, żeby nie móc nigdzie od niej uciec. jedynym wyjściem alternatywnym jest zaśnięcie, wiec czytam na krótkich trasach, żeby nie móc zasnąć. jest sporo dobrego, sporo, o ile nie zasypiam, co jest trudne.
Jest to z pewnością jakby prawzór miecza, pojętego jako byt idealny, niedościgniony, pozbawiony - jak widać z treści nazw - wszelkich innych cech poza jedyną zdatnością do mistrzowskiego uderzenia
(W.Kotański "Japońskie opowieści o bogach")
*
czytam w autobusie, żeby nie móc nigdzie od niej uciec. jedynym wyjściem alternatywnym jest zaśnięcie, wiec czytam na krótkich trasach, żeby nie móc zasnąć. jest sporo dobrego, sporo, o ile nie zasypiam, co jest trudne.
niedziela, 11 października 2009
Poważne sprawki można znaleźć wszędzie, jeśli sie lubi szukać,, czyli Terry Pratchett "Świat finansjery"
"(...) - Używa pan słów i słyszałem, ze robi pan to dobrze, lecz słowa są miękkie i sprawny język może je uformować w rozmaite znaczenia. Liczby są twarde. Och, można nimi oszukiwać, ale nie da się zmienić ich natury. Trzy to trzy. Nie przekona się trójki, by była czwórką, nawet jeśli ją pan ucałuje. - Gdzieś w w hali zabrzmiał bardzo cichutki chichot, ale pan Bent wyraźnie nie usłyszał. - I niechętnie wybaczają."
"-Dlaczego taki pośpiech, panie Lipwig?
- Bo ludzie nie lubią zmian. Ale jeśli zmiana nastąpi dostatecznie szybko, przeskakują tylko z jednej normalności do drugiej."
"(...) Bent znowu usiadł. Życie z przeczuciami pani Cake bywało nieco skomplikowane, zwłaszcza teraz, kiedy stawały się rekursywne. Jendak do etosu ulicy Wiązów należało pobłażliwe traktowanie cudzych słabostek w nadziei na podobne podejście do własnych.
Lubił panią Cake, ale nie miała racji. Da się zmienić to, jaki się człowiek urodził. Gdyby nie, nie byłoby żadnej nadziei"
"Człowieczek podszedł do stołu i podniósł arkusz papieru.
Banknot lśnił purpurą i złotem. Promieniował. Wydawał się unosić nad papierem niczym maleńki latający dywan. Mówił o bogactwie, tajemniczości i tradycji...
- Zrobimy mnóstwo pieniędzy - obiecał Moist.
Oby się udało, dodał w myślach. Musimy wydrukować conajmniej 6000 000 takich, chyba ze wprowadzimy wyższe nominały.
Ale oto leżał przed nim - tak piękny, ze człowiek miał ochotę płakać, zrobić bardzo dużo takich i schować je do portfela.
- Jak się to panu udało tak szybko?
- Och, spora część to tylko geometria - odparł pan Clamp"
"-Cóż, to był męczący dzień. I jaki to ma sens? Łatwo przechytrzyć liczby. Liczby nie mogą oddać. Za to ludzie układający krzyżówki... Ci są naprawdę podstępni. Kto mógłby wiedzieć, że "pysdx" oznaczało w starożytnym Efebie rzeźbioną w kości igielnicę?
- No więc pan, sir, oczywiście - odparł Drumknott, starannie układając teczki. - A także kustosz Starożytności Efebiańskich w Królewskim Muzeum Sztuki, "Zagadkowicz" z "Pulsu" oraz panna Grace Speaker, która prowadzi sklep zoologiczny na Błonnych Schodach.
- Powinniśmy mieć na oku ten jej sklep, Drumknott. Kobieta z takim umysłem zadowala się dostarczaniem psiej karmy? Nie wydaje mi się."
"- Nie szpałem, droga pani, ale kontemplowałem. - Cribbins wstał. - Kontemplowałem upadek niewiernych i wyniesienie pobożnych. Czyż nie jeszt powiedizane, że Pierwsi będą Osztatnimi, a Osztatni Pierwszymi?
- Wie pan, wielebny, zawsze mnie to trochę niepokoiło - wyznała pani Houser. - No bo co się właściwie stanie z ludźmi, którzy nie są pierwsi, ale też nie całkiem ostatni? Wie pan, tak jakby... truchtają naprzód i starają się jak najlepiej?
Ruszyła do drzwi w sposób, który - nie tak subtelnie, jak sobie wyobrażała - zachęcał go, by jej towarzyszył.
Rzeczywiście to prawdziwa żagadka, Berenicze - zgodził się Cribbins i podążył za nią. - Święte tekszty o nich nie wszpominają, ale nie wątpię, żę... - Zmarszczył czoło. Rzadko kiedy dręczyły go zagadnienia religijne,a to wyglądało na dość trudne. Jendak zmierzył się z nim niczym rasowy teolog. - Nie wątpię, że żnajdziemy ich nadal truchtajacymi, ale być może w przeciwnym kierunku!
- Z powrotem ku Ostatnim? - zaniepokoiła się.
- Ależ droga pani, proszę pamiętać, że wtedy już będą Pierwszymi.
- No tak, o tym nie pomyślałąm. To jedyny sposób, żeby coś takiego się udało, chyba że, oczywiście, oryginalni Pierwsi zaczekają, żeby Ostatni ich dogonili.
- To byłby prawdziwy czud - przyznał Cribbins, obserwując jak zamyka za nimi drzwi."
(T.Pratchett "Świat finansjery")
"-Dlaczego taki pośpiech, panie Lipwig?
- Bo ludzie nie lubią zmian. Ale jeśli zmiana nastąpi dostatecznie szybko, przeskakują tylko z jednej normalności do drugiej."
"(...) Bent znowu usiadł. Życie z przeczuciami pani Cake bywało nieco skomplikowane, zwłaszcza teraz, kiedy stawały się rekursywne. Jendak do etosu ulicy Wiązów należało pobłażliwe traktowanie cudzych słabostek w nadziei na podobne podejście do własnych.
Lubił panią Cake, ale nie miała racji. Da się zmienić to, jaki się człowiek urodził. Gdyby nie, nie byłoby żadnej nadziei"
"Człowieczek podszedł do stołu i podniósł arkusz papieru.
Banknot lśnił purpurą i złotem. Promieniował. Wydawał się unosić nad papierem niczym maleńki latający dywan. Mówił o bogactwie, tajemniczości i tradycji...
- Zrobimy mnóstwo pieniędzy - obiecał Moist.
Oby się udało, dodał w myślach. Musimy wydrukować conajmniej 6000 000 takich, chyba ze wprowadzimy wyższe nominały.
Ale oto leżał przed nim - tak piękny, ze człowiek miał ochotę płakać, zrobić bardzo dużo takich i schować je do portfela.
- Jak się to panu udało tak szybko?
- Och, spora część to tylko geometria - odparł pan Clamp"
"-Cóż, to był męczący dzień. I jaki to ma sens? Łatwo przechytrzyć liczby. Liczby nie mogą oddać. Za to ludzie układający krzyżówki... Ci są naprawdę podstępni. Kto mógłby wiedzieć, że "pysdx" oznaczało w starożytnym Efebie rzeźbioną w kości igielnicę?
- No więc pan, sir, oczywiście - odparł Drumknott, starannie układając teczki. - A także kustosz Starożytności Efebiańskich w Królewskim Muzeum Sztuki, "Zagadkowicz" z "Pulsu" oraz panna Grace Speaker, która prowadzi sklep zoologiczny na Błonnych Schodach.
- Powinniśmy mieć na oku ten jej sklep, Drumknott. Kobieta z takim umysłem zadowala się dostarczaniem psiej karmy? Nie wydaje mi się."
"- Nie szpałem, droga pani, ale kontemplowałem. - Cribbins wstał. - Kontemplowałem upadek niewiernych i wyniesienie pobożnych. Czyż nie jeszt powiedizane, że Pierwsi będą Osztatnimi, a Osztatni Pierwszymi?
- Wie pan, wielebny, zawsze mnie to trochę niepokoiło - wyznała pani Houser. - No bo co się właściwie stanie z ludźmi, którzy nie są pierwsi, ale też nie całkiem ostatni? Wie pan, tak jakby... truchtają naprzód i starają się jak najlepiej?
Ruszyła do drzwi w sposób, który - nie tak subtelnie, jak sobie wyobrażała - zachęcał go, by jej towarzyszył.
Rzeczywiście to prawdziwa żagadka, Berenicze - zgodził się Cribbins i podążył za nią. - Święte tekszty o nich nie wszpominają, ale nie wątpię, żę... - Zmarszczył czoło. Rzadko kiedy dręczyły go zagadnienia religijne,a to wyglądało na dość trudne. Jendak zmierzył się z nim niczym rasowy teolog. - Nie wątpię, że żnajdziemy ich nadal truchtajacymi, ale być może w przeciwnym kierunku!
- Z powrotem ku Ostatnim? - zaniepokoiła się.
- Ależ droga pani, proszę pamiętać, że wtedy już będą Pierwszymi.
- No tak, o tym nie pomyślałąm. To jedyny sposób, żeby coś takiego się udało, chyba że, oczywiście, oryginalni Pierwsi zaczekają, żeby Ostatni ich dogonili.
- To byłby prawdziwy czud - przyznał Cribbins, obserwując jak zamyka za nimi drzwi."
(T.Pratchett "Świat finansjery")
wtorek, 29 września 2009
O tym, że trzeba mieć zapasy cierpliwości
Dość. Mówi stanowczo Lala, otwierając drzwi Ceratowemu, wynoszącemu z kuchni kolejną porcję kiszonych ogórków.
Ceratowy zmienia Lalę w żabę
Abrakadabra hokuspokus... zmień się księżniczko, zmień z powrotem...
szepcze Ceratowy, wisząc o czwartej nad ranem, nad łóżkiem, w którym śpi Lala.
szepcze Ceratowy, wisząc o czwartej nad ranem, nad łóżkiem, w którym śpi Lala.
niedziela, 27 września 2009
Dominikos Theotocopulos
cholera Jan Chrzciciel z obrazu El Greco, wygląda jak Tomasz Pułka,a twarz Chrystusa z chusty Weroniki, jako żywo, kojarzy mi sie z Liv Tyler. Jakkolwiek uwielbiam Liv, nie mogę sobie wyobrazić, żebym już do końca życia widziała Pułkę w wielkim mistyku
Cholera cholera cholera.
Lubię z obrazów Greka z Toledo, to nitkowate białe światło, które rozkłada z upodobaniem na ciele i tkaninie. najchętniej lubi kłaść je na czerwone szaty, lubi też przesiać ciało tym światłem tak, ze nie wiadomo, czy skóra da radę zatrzymać w sobie ducha. I staje się ciało płóciennym workiem, konstrukcją architektoniczną, strzelistym zamkiem.
Mocno odczuwam obecność Greco w Picassie, a czasem zaczyna mi się wydawać, jakby Picasso był starszy. Dziwne wrażenie.
Cholera cholera cholera.
Lubię z obrazów Greka z Toledo, to nitkowate białe światło, które rozkłada z upodobaniem na ciele i tkaninie. najchętniej lubi kłaść je na czerwone szaty, lubi też przesiać ciało tym światłem tak, ze nie wiadomo, czy skóra da radę zatrzymać w sobie ducha. I staje się ciało płóciennym workiem, konstrukcją architektoniczną, strzelistym zamkiem.
Mocno odczuwam obecność Greco w Picassie, a czasem zaczyna mi się wydawać, jakby Picasso był starszy. Dziwne wrażenie.
wtorek, 15 września 2009
środa, 9 września 2009
wtorek, 8 września 2009
Powroty, czyli o tym że można się przeprosić. można...
Ceratowy wchodzi na palcach do domu. Na skrzypnięcie drzwi, odwraca się i wypala
- A ty wczoraj nie zrobiłaś mi kolacji!
- A ty wczoraj nie zrobiłaś mi kolacji!
Lala i Ceratowy zamykają drzwi
niech to będzie nawet jesień
Lalu kolorowa
niech będzie
niech na głowę sypie liściem
biednemu psu co wyszedł na schody
w samych kapciach
a teraz wraca
taki zmarznięty
i ceratowy i niech to będzie
jesień
właśnie taka
Lalu kolorowa
niech będzie
niech na głowę sypie liściem
biednemu psu co wyszedł na schody
w samych kapciach
a teraz wraca
taki zmarznięty
i ceratowy i niech to będzie
jesień
właśnie taka
Jakieś zasady
Nie, nie nie i jeszcze raz nie! Wyraża Wątpliwość Lala, na widok nowej wędki Ceratowego.
Będzie kiedyś z tego obraz
"...a ogród był jeszcze niski i nagi, przejrzysty - zieleniały tylko polany, całe upstrzone drobnymi, turkusowymi kwiatuszkami, okryły się puchem nawłocie wzdłuż alej i bielały blado, i drobno kwitła jedna kępa wiśni w parowie w południowej, dolnej części sadu... Szedł w pole. Jeszcze pusto i szaro było w polu i jeszcze niby szczotka jeżyło się rżysko, jeszcze grudziaste i fioletowe były wyschnięte polne drogi..."
(Iwan Bunin "Miłość Miti")
(Iwan Bunin "Miłość Miti")
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
niedziela, 30 sierpnia 2009
Błogosławieństwo ziemi (K.Hamsun)
"Izak nie wiedział, o co jej właściwie idzie, ale on miał swój pogląd, dlatego wziął motykę i łopatę, poszedł na skraj lasu i jął obrabiać kamień. Nie, doprawdy, Izak nie mógł zrozumieć, dlaczego Jensyna odeszła, szkoda jej, taka dzielna. Ano, wielu rzeczy nie rozumiał, na ogół rozumiał to, co mu było najbliższe: pracę, robotę legalną i naturalną.
Krępy a rozrosły nie miał w sobie nic z powiewności ciała astralnego, jadł jak przystało na prawdziwego mężczyznę, i jedzenie słuzyło mu, dlatego też niezmiernie rzadko wypadał z równowagi"
no.
Krępy a rozrosły nie miał w sobie nic z powiewności ciała astralnego, jadł jak przystało na prawdziwego mężczyznę, i jedzenie słuzyło mu, dlatego też niezmiernie rzadko wypadał z równowagi"
no.
sobota, 29 sierpnia 2009
z ksiegi nieurodzaju
i powiedział Pan - niech się stanie miłość i niech wam dokucza po wszystkie dni wasze. niech was gryzie w pięty, kąsa w karki, rwie całość na strzępy. i stała się miłość a przylazła za nią niepewność, inne baby oraz wkurwienie
i było to Zonk, co w tłumaczeniu pisma, znaczy - niedobre
i było to Zonk, co w tłumaczeniu pisma, znaczy - niedobre
Błogosławieństwo ziemi (Knut Hamsun)
"Co dzień więcej uczoności. Zeskakując z wysokich głazów skalnych mieli chłopcy pilnować przede wszystkim języka, aby nie dostał się między zęby. Gdy podrosną i idąc do kościoła, będą chcieli ładnie pachnieć, niechaj się natrą miętą, która rośnie na hali. Ba, ojciec był człekiem mądrym. Opowiadał chłopcom o kamieniach i krzemieniu oraz że biały kamień jest twardszy od szarego; znalazłszy jednak krzemień trzeba poszukać i huby, następnie należy hubę ugotować w ługu, żeby uzyskać hubkę do krzesania ognia. Opowiadał im o księżycu i tak im tłumaczył: jeżeli w półksiężyc włożyć lewą rękę, księżyca przybywa, jeżeli zaś mogą włożyć rękę pra, wtedy księzyca ubywa.
- Zapamiętajcie to sobie, chłopcy!
Czasami jednak Izak zapuścił się za daleko i wtedy stawał się tajemniczy i niezrozumiały: pewnego razu wygłosił zdanie, że łatwiej wielbłądowi dostać się do nieba, niż człowiekowi przeleźć przez ucho igły. Innym razem opowiadając o świetności aniołów powiedział, że aniołowie zamiast podkówek, mają poprzybijane do butów gwiazdy. - Była to nauka naiwna, szczera, w sam raz dla osiedla. Pan nauczyciel ze wsi wyśmiałby ją, na wyobraźnię przecież dzieci Izaka działała dość silnie. Wychowywano je i poduczano dla własnego ich małego światka, czegóż więcej było potrzeba? Czymś niepomiernym było dla chłopców bicie jesienne; lęk straszny cierpieli o bydlątka przeznaczone na rzeź, a serca ich przepełniał rzewny smutek. Izak oto jedną ręką przytrzymywał bydlaczka, a drugą dźgał, Olina zaś rozbijała juszkę. Tym razem wyprowadzono sędziwego capa, biały był i brodaty; chłopcy ukryli się za węgłem chaty i spozierali ciekawie.
- O, jaki dziś wiatr paskudny - rzekł Elizeusz i odwrócił się, i kułakiem ocierał oczy. Sywert płakał mniej skrycie, nie umiał opanować swojej żałości i zawołał:
- Ach, ty biedny, stary capie!
Po zakłuciu kozła Izak przystąpił do chłopców i taką dał im naukę:
- Podczas bicia bydlęcia nie trzeba się nigdy głośno litować, bo przez to powiększa się jeno męczarnię ofiary.
Zapamiętajcie to sobie chłopcy!"
- Zapamiętajcie to sobie, chłopcy!
Czasami jednak Izak zapuścił się za daleko i wtedy stawał się tajemniczy i niezrozumiały: pewnego razu wygłosił zdanie, że łatwiej wielbłądowi dostać się do nieba, niż człowiekowi przeleźć przez ucho igły. Innym razem opowiadając o świetności aniołów powiedział, że aniołowie zamiast podkówek, mają poprzybijane do butów gwiazdy. - Była to nauka naiwna, szczera, w sam raz dla osiedla. Pan nauczyciel ze wsi wyśmiałby ją, na wyobraźnię przecież dzieci Izaka działała dość silnie. Wychowywano je i poduczano dla własnego ich małego światka, czegóż więcej było potrzeba? Czymś niepomiernym było dla chłopców bicie jesienne; lęk straszny cierpieli o bydlątka przeznaczone na rzeź, a serca ich przepełniał rzewny smutek. Izak oto jedną ręką przytrzymywał bydlaczka, a drugą dźgał, Olina zaś rozbijała juszkę. Tym razem wyprowadzono sędziwego capa, biały był i brodaty; chłopcy ukryli się za węgłem chaty i spozierali ciekawie.
- O, jaki dziś wiatr paskudny - rzekł Elizeusz i odwrócił się, i kułakiem ocierał oczy. Sywert płakał mniej skrycie, nie umiał opanować swojej żałości i zawołał:
- Ach, ty biedny, stary capie!
Po zakłuciu kozła Izak przystąpił do chłopców i taką dał im naukę:
- Podczas bicia bydlęcia nie trzeba się nigdy głośno litować, bo przez to powiększa się jeno męczarnię ofiary.
Zapamiętajcie to sobie chłopcy!"
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
O zaglądaniu do okna.
Dobrze, już możesz się do mnie odzywać - mówi lekko jeszcze nadąsana Lala.
Gdzie położyłaś moją gazetę? Pyta po minucie Ceratowy.
Gdzie położyłaś moją gazetę? Pyta po minucie Ceratowy.
O naturze trocin
Guciu, dlaczego tak trudno jest być szczerym? Lala opiera się brodą o parapet i maże palcem na szybie esy-floresy.
Nie wiem, może to ten rodzaj trocin, którymi nas wypchano... Odpowiada ostrożnie Ceratowy.
Nie wiem, może to ten rodzaj trocin, którymi nas wypchano... Odpowiada ostrożnie Ceratowy.
piątek, 24 lipca 2009
O pozostawaniu, jakim się jest
Chciałabym być niekłamaną pięknością, mówi Lala,
łypiąc na Ceratowego z nadzieją.
Kłam, odpowiada ochoczo Ceratowy
i podpiera to czułym stukotem młotka.
łypiąc na Ceratowego z nadzieją.
Kłam, odpowiada ochoczo Ceratowy
i podpiera to czułym stukotem młotka.
wtorek, 16 czerwca 2009
O tym, że przez serce do żołądka albo tam i z powrotem, jakby rzekł pewien Hobbit
Lalu, czy ja jestem obraźliwy? Ceratowy wrócił z pracy i kręci się po kuchni, zaglądając do garnków.
Nie, bojaźliwy nie, Lala uspokajająco klepie go po pokrywce od rondla. Konfitura właśnie zaczyna szumieć.
Nie, bojaźliwy nie, Lala uspokajająco klepie go po pokrywce od rondla. Konfitura właśnie zaczyna szumieć.
O chorobach zakaźnych
Guciu, mówi Lala, wścieknę się! A to się wściekaj
odpowiada Ceratowy. Lala się wścieka.
Jeszcze jesteś wściekła?
Lala myśli o tym ze wścieklizna to zaraźliwa choroba.
Jesteś jeszcze wściekła? Denerwuje się Ceratowy.
Retesce (w uznaniu dla jej ogromnego wkładu w ten odcinek)
odpowiada Ceratowy. Lala się wścieka.
Jeszcze jesteś wściekła?
Lala myśli o tym ze wścieklizna to zaraźliwa choroba.
Jesteś jeszcze wściekła? Denerwuje się Ceratowy.
Retesce (w uznaniu dla jej ogromnego wkładu w ten odcinek)
sobota, 13 czerwca 2009
piątek, 12 czerwca 2009
O tym co ma na myśli poeta kiedy pisze mi wiersz o tym jak czyta mój wiersz
skąd ja niby mam kurwa wiedzieć
sama mam dość problemów z wymową
sama mam dość problemów z wymową
sobota, 6 czerwca 2009
Specjalność zakładu
Założę się, że położyłem te śrubki na szafce! Piekli się, już od pięciu minut, Ceratowy. Mhm, Lala dorzuca marchewkę do zupy, po czym energicznie miesza.
wtorek, 2 czerwca 2009
sztruks
zastanawiam się co by było
gdybym była szmacianym królikiem
co by się pou a co nieu
-kładło
pewnie miałabym łatwiej bo
uczucia dotyczą szmacianych królików
tylko w jedną stronę - nie musiałabym
jeść ani chorować
ani chodzić do pracy
z trudniejszych spraw to jest ciągłe
odpadanie oka
i że wycierałby mi się sztruks
gdybym była szmacianym królikiem
co by się pou a co nieu
-kładło
pewnie miałabym łatwiej bo
uczucia dotyczą szmacianych królików
tylko w jedną stronę - nie musiałabym
jeść ani chorować
ani chodzić do pracy
z trudniejszych spraw to jest ciągłe
odpadanie oka
i że wycierałby mi się sztruks
poniedziałek, 1 czerwca 2009
wtorek, 5 maja 2009
piątek, 1 maja 2009
o tym, kiedy się nie wie, czy to tęsknota, czy żal, a moze jedno i drugie
Wszystko to Gucio! zmarszczyła nos Lala
sobota, 25 kwietnia 2009
czwartek, 16 kwietnia 2009
Nie ma trudnych pytań i odpowiedzi, ogólnie jest trudno!
Guciu? Dlaczego ty się do mnie nie odzywasz? Lala czuje, że jeszcze chwila i się rozpłacze. Dlaczego ja się do ciebie nie odzywam, dlaczego ja się do ciebie nie odzywam…, myśli gorączkowo Ceratowy…
piątek, 10 kwietnia 2009
tysiąc i jeden odpowiedzi kobietom - słownik
"jesteś dla mnie za dobra" ( won paszła stara pierodło mam cię dosyć)
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
Kierunki i zwroty
Lala bardzo chętnie wybaczyłaby Ceratowemu, że na niego nawarczała podczas ostatniej rozmowy. Ceratowy nie ma pojęcia, po co to całe wybaczanie, zaczął się sezon.
środa, 1 kwietnia 2009
szczyt
starożytne teksty mówią że kobieca logika była wszak widywana. kilku oświeconych nawet ją spotkało na swej drodze pod górę, żaden nie zniósł
czwartek, 26 marca 2009
środa, 25 marca 2009
przestrzeń komunikacyjna
Masakra, rzucił w przestrzeń on. Zaraz, nie pali się! Odkrzyknęła mu ze środka.
wtorek, 24 marca 2009
zasada spektakularności
Nie rzecz w tym, żeby być dobrym, niedobrym, złośliwym, niezłośliwym, nie rzecz w tym, żeby być, czy nie być opiekuńczym. Nie widać, jacy jesteśmy, tylko oparty na kontrastach akt, jest zapamiętywany, niesiony przez historię oraz legendę i to on naświetla nasze poczynania. To zasada, która sprawia, że jeden, wybijający się z tła uczynek, jest od razu rejestrowany przez receptory spektakularyczne i traktowany, jako "zawsze".
Wystarczy więc raz się wkurwić i zostajesz jędzą na długie lata, w drugą stronę, bez względu na to, czy cały rok zachowywałaś się jak wiedźma rodem z piekła, jeśli raz położysz rękę na czole i podasz kubek herbaty - jesteś aniołem i tak naprawdę to "dobra z ciebie dziewczyna" przy czym przywoływana jest zawsze ta jedna jedyna opowieść z rozrzewnieniem i tkliwym przywiązaniem.
Herostrates raz spalił świątynię Artemidy (inna sprawa, że tylko raz miał na to czas, bo później już go stracono) i już zapomniano, że wstydliwy był z niego chłopina, mruk i żona prała go sandałem po głowie, takoż paskudny w oczach ludzkich Neron, Ciekawe, czy czasem Najświętsza Panienka, nie straciła swej świętej, dziewiczej cierpliwości i nie spuściła manta biegającemu w mydlinach Jezuskowi. Ale kto by o tym pamiętał...
Raz, jest to ułatwienie, gdyż ludzie nie są w stanie zapamiętać zbyt dużej liczby 'aktów',
dwa, nie bardzo chcemy zużywać energię na analizowanie zbyt dużej liczby danych, zatem jeden "losowo" wybrany akt, dostarcza nam materiału do oceny,
trzy, dziwnym trafem, losowo wybrany akt, jest tym kontrastowym
I jak tu być dobrym człowiekiem? No jak? Zastanawiam się, czy nie popuścić sobie wodzy i nie pozwolić rozwinąć się pani wiedźmie, od czasu do czasu, dokonując aktu anielskiego, dla właściwego oświetlenia swojej osoby. Przy odrobinie doświadczenia, można dokonywać cudów i jaka oszczędność!? ha! Muszę znaleźć moją szklankę, na wypadek, gdyby była komuś potrzebna
voila!
(tekst sponsorowany przez literki J.L i A.Z Z podręcznika "tysiąc i jeden zasad spiskowych" )
Wystarczy więc raz się wkurwić i zostajesz jędzą na długie lata, w drugą stronę, bez względu na to, czy cały rok zachowywałaś się jak wiedźma rodem z piekła, jeśli raz położysz rękę na czole i podasz kubek herbaty - jesteś aniołem i tak naprawdę to "dobra z ciebie dziewczyna" przy czym przywoływana jest zawsze ta jedna jedyna opowieść z rozrzewnieniem i tkliwym przywiązaniem.
Herostrates raz spalił świątynię Artemidy (inna sprawa, że tylko raz miał na to czas, bo później już go stracono) i już zapomniano, że wstydliwy był z niego chłopina, mruk i żona prała go sandałem po głowie, takoż paskudny w oczach ludzkich Neron, Ciekawe, czy czasem Najświętsza Panienka, nie straciła swej świętej, dziewiczej cierpliwości i nie spuściła manta biegającemu w mydlinach Jezuskowi. Ale kto by o tym pamiętał...
Raz, jest to ułatwienie, gdyż ludzie nie są w stanie zapamiętać zbyt dużej liczby 'aktów',
dwa, nie bardzo chcemy zużywać energię na analizowanie zbyt dużej liczby danych, zatem jeden "losowo" wybrany akt, dostarcza nam materiału do oceny,
trzy, dziwnym trafem, losowo wybrany akt, jest tym kontrastowym
I jak tu być dobrym człowiekiem? No jak? Zastanawiam się, czy nie popuścić sobie wodzy i nie pozwolić rozwinąć się pani wiedźmie, od czasu do czasu, dokonując aktu anielskiego, dla właściwego oświetlenia swojej osoby. Przy odrobinie doświadczenia, można dokonywać cudów i jaka oszczędność!? ha! Muszę znaleźć moją szklankę, na wypadek, gdyby była komuś potrzebna
voila!
(tekst sponsorowany przez literki J.L i A.Z Z podręcznika "tysiąc i jeden zasad spiskowych" )
sobota, 21 marca 2009
Jednorożec
Śniło mi się, że jestem jednorożcem. Najpierw, przez niemal cały sen szukałam kim jestem i na koniec okazało się, że jestem jednorożcem, takim srebrzysto-białym. Dziwny sen, kiedy się nie jest przyzwyczajonym do rogu na czole.
*
(dopiszek po czasie)
okazało się, ze to zły sen. tak przynajmniej poinformował n\mnie łaskawie sennik.
*
(dopiszek po czasie)
okazało się, ze to zły sen. tak przynajmniej poinformował n\mnie łaskawie sennik.
czwartek, 19 marca 2009
Inna jeszcze jest sprawa kartofla, jako brata mniejszego. Tyciego, tyciuśkiego. Przez niego, jak przez nas, płynie kapryśna Pani Genetyka, milkliwa pompa sodowo-potasowa, warunkująca przewodnictwo elektryczne, trzeszczą i rozpukają się od nadmiaru, komórki. I cóż ty mój bracie, mój najsłodszy bracie kartoflu...?
środa, 18 marca 2009
Goya
Nie wiem czemu ten Goya. Przecież uwielbiam Moneta, Gogha, a jednak obsesyjnie myślę o Goyi, ogladam Goyę, oglądam o Goyi, czytam o Goyi, przedziera się przeze mnie ten Goya, nieostrożnie, boląco
sobota, 14 marca 2009
Widoki
Wyruszam w świat! Oznajmił Kategorycznie Ceratowy. Bo zaraz zwariuję! Dokąd? zapytał przytomnie płot. Wszędzie jest tak samo, poparła go leżąca w trawie butelka. Tylko psie kupy i błoto, rozmarzył się pies...
*
Jacolowi
*
Jacolowi
Piekło
Grymszeldo, powiedział Łatacz, nie można tak od razu, tak bez rozbieżki. może najpierw kwiaty?
Sraty taty, wściekła się Grymszelda, do izby, ale już! Po czym wręczyła mu chlebową łopatę.
To może chociaż bez? Zakwilił Łatacz. Nie, odparła wojowniczo Grymszelda.
Sraty taty, wściekła się Grymszelda, do izby, ale już! Po czym wręczyła mu chlebową łopatę.
To może chociaż bez? Zakwilił Łatacz. Nie, odparła wojowniczo Grymszelda.
środa, 11 marca 2009
kontakty
kiedyś było łatwiej, nie było może - było albo tak, albo listy po prostu nie dochodziły.
w jednym i drugim przypadku należało się śpieszyć. teraz też należy się śpieszyć, ale jeszcze "zanim"
w jednym i drugim przypadku należało się śpieszyć. teraz też należy się śpieszyć, ale jeszcze "zanim"
wtorek, 3 marca 2009
Porządek musi być
Guciu lubisz mnie? Zapytała Lala patrząc sobie na czubki kapci. Nie, ziewnął Ceratowy i położył jej głowę na kolanach. Na ekranie porucznik Colombo pukał właśnie do drzwi.
poniedziałek, 2 marca 2009
Zabawkowy [z rozmów Lali i Ceratowego]
tam jest świat mój piesku
za tą szklaną szybą. świat. prawdziwa zima
i mróz. i nawet nie można przylgnąć
nosem bo zaraz przymarzają
im mordki. popatrz Guciu
w taki mróz to się tylko całować
mogą chyba pluszowe zabawki
jak my. nie prawdziwi ludzie.
tu jest świat. zima
*
(wersja wymówiona tu)
za tą szklaną szybą. świat. prawdziwa zima
i mróz. i nawet nie można przylgnąć
nosem bo zaraz przymarzają
im mordki. popatrz Guciu
w taki mróz to się tylko całować
mogą chyba pluszowe zabawki
jak my. nie prawdziwi ludzie.
tu jest świat. zima
*
(wersja wymówiona tu)
Ceratowy ogląda album Goyi
Lali się nie chce Lali jest smutno
Lali się sypie twarz
za ścianą zegar bije okrutnie
raz raz
a Ceratowy poszedł do głowy
po jakąś myśl
bo się wciaż chore budzą potwory
a rozum śpi
Lali się sypie twarz
za ścianą zegar bije okrutnie
raz raz
a Ceratowy poszedł do głowy
po jakąś myśl
bo się wciaż chore budzą potwory
a rozum śpi
ZARAZA
a nie będzie dziś lekarza?
za godzinę? to się zdarza
raz czekali z epidemią
a raz z klątwą - całkiem serio!
zaraz przyjdzie ze śniadania
zarazi was do czekania
za godzinę? to się zdarza
raz czekali z epidemią
a raz z klątwą - całkiem serio!
zaraz przyjdzie ze śniadania
zarazi was do czekania
O tym, że należy zabezpieczać tyły
Stary Jasiek wyklepał porządnie pacierz i obsadził go na sztorc. Ruszył do walki z szatanem. A tymczasem w izbie...
czwartek, 26 lutego 2009
O potrzebie istnienia zarośli łopianu
Nikt mnie nie chce, piszczała Lala w kącie między kuchenką a nogą fotela. Nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie przytuli. Jestem taka brzydka, starzeję się, rozmazywała farbę na szmacianych policzkach. Ceratowy wyjmował rzepy z ogona.
Pozamiatałam anioła
Któregoś dnia wreszcie się wkurwiłam i pozamiatałam anioła. Właściwie niezupełnie wiem za co, niezupełnie dlaczego. Może, bo stał? Bo tylko patrzył, a powinien coś mi powiedzieć, przynajmniej coś. Tego dnia słońce było bardzo bardzo maleńkie, było jak szpilka, na której mieszczą się anioły (jakaś setka). Możliwe, ze właśnie to mnie wkurwiło, pozamiatałam go i już tam nie mieszka.
środa, 25 lutego 2009
na widelcu
Przeprowadzam się, oznajmił Ceratowy, tam gdzie mnie już nic nie zaboli. To chyba pod stół, zastanowiła się Lala
zmęczenie materiału
najpierw zaczyna wyć, później co jakiś czas ustaje, krztusi się, wyrzuca pojedyncze kłębki dymu, następnie robi "ping" i to już
środa, 18 lutego 2009
za dużo książek
"Przeczytałeś za dużo romansów - odparł Saint-Savin - i próbujesz jeden z nich przeżyć, jako że romans ma uczyć bawiąc, a uczy rozpoznawania pułapek, jakie zastawia na nas ten świat.
- A czegóż miałby nauczyć mnie ów romans, który nazwałeś romansem o Ferrancie?
- Romans - wyjaśnił mu Saint-Savin - winien zawsze mieć fundament, jakieś nieporozumienie co do osoby, intrygi, miejsca, czasu lub okoliczności, z tych zaś nieporozumień fundamentalnych winny wywodzić się nieporozumienia epizodyczne, zagmatwania, perypetie, a wreszcie nieoczekiwane i przyjemne rozwiązania. Mam na myśli takie nieporozumienia jak rzekoma śmierć jakiejś postaci albo jak zabicie niewłaściwej osoby, a także nieporozumienia ilościowe, jak na przykład, gdy niewiastasądzi, ze jej ukochany nie żyje, i poślubia innego, albo jakościowe, kiedy błądzi osąd zmysłowy czy kiedy grzebie się kogoś, kto wydaje się martwy, choć jest tylko pod wpływem usypiającego napoju. Bywają też nieporozumienia co do relacji, jak wtedy gdy ktoś niesłusznie uznaje się za zabójcę innego człowieka, albo co do narzędzia, jak wtedy gdy pozoruje się zasztyletowanie kogoś, używając broni takiej, że przy zadawaniu rany ostrze nie zagłębia się w gardle, ale chowa w rękojeści, nasączając krwią gąbkę... Nie wspomnę już o sfałszowanych pismach, naśladowaniu głosu, listach doręczonych z opóźnieniem lub doręczonych w innym miejscu czy innej osobie. A wśród tych forteli najznamienitszy, choć zbytnio pospolity, jak ten, który polega na pomyleniu osób, uzasadniając to poprzez wprowadzenie Sobowtóra... Sobowtór to lustrzane odbicie, które dana postać ma cały czas za lub przed sobą. Dzięki takiej pięknej intrydze czytelnik odnajduje siebie w owej postaci (...)"
(U.Eco "Wyspa Dnia Poprzedniego")
*
No i wszystko jasne
- A czegóż miałby nauczyć mnie ów romans, który nazwałeś romansem o Ferrancie?
- Romans - wyjaśnił mu Saint-Savin - winien zawsze mieć fundament, jakieś nieporozumienie co do osoby, intrygi, miejsca, czasu lub okoliczności, z tych zaś nieporozumień fundamentalnych winny wywodzić się nieporozumienia epizodyczne, zagmatwania, perypetie, a wreszcie nieoczekiwane i przyjemne rozwiązania. Mam na myśli takie nieporozumienia jak rzekoma śmierć jakiejś postaci albo jak zabicie niewłaściwej osoby, a także nieporozumienia ilościowe, jak na przykład, gdy niewiastasądzi, ze jej ukochany nie żyje, i poślubia innego, albo jakościowe, kiedy błądzi osąd zmysłowy czy kiedy grzebie się kogoś, kto wydaje się martwy, choć jest tylko pod wpływem usypiającego napoju. Bywają też nieporozumienia co do relacji, jak wtedy gdy ktoś niesłusznie uznaje się za zabójcę innego człowieka, albo co do narzędzia, jak wtedy gdy pozoruje się zasztyletowanie kogoś, używając broni takiej, że przy zadawaniu rany ostrze nie zagłębia się w gardle, ale chowa w rękojeści, nasączając krwią gąbkę... Nie wspomnę już o sfałszowanych pismach, naśladowaniu głosu, listach doręczonych z opóźnieniem lub doręczonych w innym miejscu czy innej osobie. A wśród tych forteli najznamienitszy, choć zbytnio pospolity, jak ten, który polega na pomyleniu osób, uzasadniając to poprzez wprowadzenie Sobowtóra... Sobowtór to lustrzane odbicie, które dana postać ma cały czas za lub przed sobą. Dzięki takiej pięknej intrydze czytelnik odnajduje siebie w owej postaci (...)"
(U.Eco "Wyspa Dnia Poprzedniego")
*
No i wszystko jasne
wielkie ognisko
Wielcy zamachowcy, podpalacze świątyń. Czy Herostrates, korzystając z nieuwagi bogini, chciał wśliznąć się między karty ksiąg, czy też może chciał ją po prostu zatłuc? Żagwią, kamieniem, kapciem, jak upartą ćmę, która zajmuje się krążeniem wokół płomienia. Herostrates, jako obywatel znał prawo, prawdopodobnie (w końcu to zaradny rzemieślnik, w dodatku sprytny) znał też cennik. Co tez mu wpadło do głowy - myśl jedna na milion, żeby wykurzyć ogniem ten uparty marmur, czy po prostu oszalał od upału? W końcu ileż razy można przytwierdzać rzemyk do sandała.
i tak nie patrzyła
i tak nie patrzyła
wtorek, 17 lutego 2009
o tym, że wszystkie podarunki się przydają
Tam był jeden, jedyny upiór na świecie, który panicznie bał się guzików.
jak się przenosi góry i przechodzi cmentarz ciemną nocą
Mam nadzieję, że nie znajdziemy tu upiorów. A co, jeśli je znajdziemy? martwiła się Lala
Ceratowy odwrócił się do Lali i poklepał ją uspokajająco po policzku, pamiętasz ten miecz świetlny, który mi podarowałaś? Rach ciach poszatkujemy je jak Luke Skywalker!
Ojeju, zmartwiła się Lala, bo miecz był z guzika.
Ceratowy odwrócił się do Lali i poklepał ją uspokajająco po policzku, pamiętasz ten miecz świetlny, który mi podarowałaś? Rach ciach poszatkujemy je jak Luke Skywalker!
Ojeju, zmartwiła się Lala, bo miecz był z guzika.
Carpe diem
Pies był niezbitym dowodem na to, że ludzie naprawdę czasem miewają serce. Pies to serce lubił, choć rzadko było mu dane go posmakować. No to na co czekał?
poniedziałek, 16 lutego 2009
okapi
patrzyłam na okapi. narysowane na kartce brnie przez porę deszczową. brnie i brnie, do następnej i następnej górki. dziwne zwierzę. jak cholera
niedziela, 15 lutego 2009
trzeba z tego uciec
uciekać jak najdalej. rzeczy układają się ze sobą, ludzie układają się ze sobą, jedno może uratować skórę - nie wejść między drzwi z chwilą. kiedy zaczynają się zamykać. nie dać się zamknąć między dwoma geologicznymi warstwami, nawet za cenę wiecznej inkluzji. trzeba zmusić się do skoku
piątek, 13 lutego 2009
fowizm
Przysnęłam na filmie o Matissie, później przyszedł Mirek i zaczął tupać łapami po pokoju, że wchodzi. Skorzystał z okazji, że śpię, choć wcale już nie spałam, żeby dokończyć moją kolację.
Teraz sapie na tapczanie, mój boże, koty nie powinny tak głośno tupać.
Teraz sapie na tapczanie, mój boże, koty nie powinny tak głośno tupać.
wtorek, 10 lutego 2009
piątek, 6 lutego 2009
wtorek, 3 lutego 2009
poniedziałek, 2 lutego 2009
Sny o bieli
śnią mi się często białe elementy. sennik mówi, że to symbolika dziewictwa, wobec tego skłaniam się bardziej ku delirium.
perspektywa żaby
to paradne jak starają się, żeby nie było widać tego, co widać. i żeby widzieć koniecznie to, czego nie widać. żeby wszystko wróciło na swoje miejsce widzieliby to, co widać i nie widzieli tego, czego widzieć nie można. a czasem i nie trzeba.
a jak to jest ze mną? cholera z tej perspektywy nie widzę
a jak to jest ze mną? cholera z tej perspektywy nie widzę
sobota, 24 stycznia 2009
bóg Niżyński
śnił mi się dziś Niżyński. powiedział
- nie przejmuj się, to wszystko gówno.
dziwnie jest usłyszeć słowa z boskich ust
- nie przejmuj się, to wszystko gówno.
dziwnie jest usłyszeć słowa z boskich ust
czwartek, 22 stycznia 2009
wtorek, 20 stycznia 2009
o dotyku
kiedy myślę sobie, że dotyka moich agatów, naprawdę jej nie lubię. to jedna z rzeczy, której nie mogę znieść. jedna Z.
o lubieniu
jeśli spojrzeć na zainteresowanie tym, co u mnie, a także spojrzeć na chęć kontaktu ze mną, to chyba najbliższa jestem mojej sieci komórkowej. z tych dwojga, to właśnie Orange mnie lubi. dla Orange, jestem rzeczywiście ważna.
sobota, 17 stycznia 2009
koegzystencja
Są jak światy. Przez wiele lat używają tych samych przestrzeni, współrzędnych, mają te same miejsca, do których pasują wszystkie ich klucze. Dlaczego rozszarpują mnie jak zgłodniałe psy, szukają przejścia przez moje ciało, przez moje czucie? Potrafię dotknąć każdego z nich z osobna, kiedy są razem rośnie panika. Staję się drzwiami, przez które przechodzą demony. Demony są rozpaczliwe. Nie umieją żyć wolno.
czwartek, 15 stycznia 2009
środa, 7 stycznia 2009
ja śniąca
Wiele moich snów odtwarza szczegóły dnia, zapamiętany kolor, osobę, jakieś zdarzenie. Czasem motywy mieszają się i powstaje sen-kombinacja alpejska. Inne sny, to zapis przeżyć, które dzieją się pod podszewką codzienności. Sny strukturalne, wynik intensywnego przeżywania, czy też uporczywości myśli. Sny przepracowane, systematyzujące. Są jednak wśród nich sny symbole. Dziwne, niezwiązane z żadnym, jasnym i oczywistym motywem, z żadnym, łatwo wykrywalnym miejscem w głowie, nie posiadające nawet intuicyjnego zaczepienia. Te sny. ja.
wtorek, 6 stycznia 2009
konwenanse
poszłam dziś bez rękawiczek żeby zrobić zdjęcia zachodu.
przy tym mrozie i wietrze, który potęgował wrażenie, palce, jeden po drugim, odmówiły mi posłuszeństwa tak, że nie mogłam naciskać spustu migawki.
wpadłam więc do domu mojej byłej pani dyrektor i wetknęłam ręce pod kran; do gorącej wody.
dobry wieczór, powiedziałam z ulgą, dobry wieczór.
przy tym mrozie i wietrze, który potęgował wrażenie, palce, jeden po drugim, odmówiły mi posłuszeństwa tak, że nie mogłam naciskać spustu migawki.
wpadłam więc do domu mojej byłej pani dyrektor i wetknęłam ręce pod kran; do gorącej wody.
dobry wieczór, powiedziałam z ulgą, dobry wieczór.
sobota, 3 stycznia 2009
samotność
Nie ma problemu z tym, że się jest jednym
Samotność pojawia się dopiero, kiedy się kogoś znajduje.
Samotność pojawia się dopiero, kiedy się kogoś znajduje.
piątek, 2 stycznia 2009
o statkach
podobno jak jestem zakochana, zmywam naczynia szybciej.
(tak sądzi mój szwagier)
w zlewie było na tyle naczyń, by mu zaufać
(tak sądzi mój szwagier)
w zlewie było na tyle naczyń, by mu zaufać
